Strona 1 z 1

waterdown Trail to Smokey Hollow

: wt paź 20, 2026 9:33 pm
autor: Juan Arellano
#
3
The blurred wake they drag as they make their path
through the night sky is called

‘Achii ‘ahan nyuunye —
— our words for Milky Way.



Juan na niczym tak naprawdę nie znał się za dobrze.
Przykładowo, nigdy nie powiedziałby, że znał się na komiksach. Prawda, potrafił kreślić, wiedział jak pchnąć historię, rozumiał konieczność praktyki i chętnie studiował zmiany, jakie pojawiały się na rynku od dekad.
Całkiem nieźle ponoć radził sobie z gitarą, ale projekt był tymczasowo martwy i Arellano sprawiedliwie nie wspominał o instrumencie czując, że jest przedwcześnie aby chwalić się postępem.
Poruszał się sprawnie po dziczy, czy to w pylistej, suchej Kanadzie czy na kanadyjskich, wilgotnych szlakach, choć wciąż miał świadomość bycia gringo wśród obcych szlaków. Uczył się szacunku do trudnych warunków - choć nie raz i nie dwa klął siarczyście, gdy w nocy ulewa wzbierała rzekę i podmywało mu namiot - oraz tego, że znawstwo nie łączyło się zwykle z przyjemnością doświadczania.
Nie znał się więc na niczym zbyt dobrze, bo znać się zbyt dobrze w jego osobistym przekonaniu oznaczało tyle, co zrozumieć na wylot i pozbawić się szansy na zaskoczenie.
Wystarczała mu umiejętność przewidywania, garść doświadczeń i elastyczność, ponieważ szybko adaptował się do warunków.
Nie miał natomiast pojęcia czy Erica wiedziała na co się pisze zgadzając się na wypad aż pod Burlington, na ponad czterogodzinną wędrówkę w kanadyjski las wzdłuż koryta rzeki Grindstone. Bezpiecznie założył, że nie, stąd jego plecak zyskał dodatkowe obciążenie.


Dochodziła szósta rano i na zewnątrz niebo dopiero zaczynało się różowić akwarelą, kiedy jego paskudnie pomarańczowy Ford Ranger zaparkował na osiedlu. W zabudowanej pace odpoczywał już plecak i zgrzewkę wody, razem z awaryjnie wożoną kuchenką kempingową i kilkoma zrolowanymi kocami, a zanim Erica dołączyła do niego na parkingu, Juan zdążył wszystko pospinać pasami transportowymi. Ubrany w luźne spodnie typu cargo, oliwkowo-zieloną bluzę zmechaconą bezlitośnie przez pralkę i buty trekkingowe zdawał się być błogo nieświadomy otaczającego go świata.
W schowku między fotelami w najlepsze stygła kawa, coś pachniało cynamonem, a on jak gdyby nigdy nic wiązał sobie właśnie buta z nogą wspartą o tył paki.
Nie zauważył nawet momentu, w którym zyskał towarzystwo, zdążył się za to pooklepywać po kieszeniach (wszystkich sześciu), przeciągnąć z potężnym chrupnięciem kręgosłupa i zapomnieć - dzięki mocno rześkiemu powietrzu szczypiącemu odsłonięte policzki - że czymkolwiek się stresował.



Erika Lindberg
───────────────────────────
*How the Milky Way Was Made, Natalie Diaz

waterdown Trail to Smokey Hollow

: śr paź 21, 2026 2:57 pm
autor: Erika Lindberg
Całkiem uczciwie Erika przyznawała się do tego, że nie posiada w zasadzie żadnych praktycznych umiejętności. Zaczęła się uczyć gry na gitarze po to, aby poczuć, że coś faktycznie umie, a wszelkie drobne usterki dawała naprawić specjalistom, ale czasem dopiero po tym jak sprawdziła w Internecie różne poradniki i rady bardziej obeznanych ludzi. W tej chwili można było znaleźć wszystko po wpisaniu odpowiednio wpisanej frazy. Mogła na przykład się upewnić czy na pewno dobrze składała meble z Ikei lub upewnić się jak powinny wyglądać ustawienia na danym sprzęcie. Tylko, że często nawet z takimi dobrymi materiałami nie wszystko jej wychodziło.
Była za to jednak skarbnicą randomowych faktów i wiedzy bezużytecznej. Wprost nie do uwierzenia było to jak wiele głupot, anegdot, cytatów i innych rzeczy potrafiła spamiętać oraz przywołać w odpowiednim momencie. Podobnie było z memami, bo wydawało się, że Lindberg jest osobą, która posiada adekwatny obrazek na praktycznie każdą okazję. To niewątpliwie był jakiś talent.
Znała się też trochę na DnD. Miała wrażenie, że w zasadzie to nikt w pełni się na nim nie zna, ale to w porządku. Umiała improwizować i dostosowywać się do nowych warunków. Na pewno zatem poradzi sobie na tej wycieczce, którą zaproponował jej Juan. Nie było możliwości, aby było inaczej.
Naprawdę nie sądziła, że kiedykolwiek umówi się z kimś na wyjście tak… nieludzko wcześnie. Jakim cudem wstała przed szóstą, aby się spotkać z twórcą komiksów? Bardzo prosto. Nie wstała. Była po całonocnej sesji rozgrywanej przy świecach w piwnicy kumpla. Do domu wróciła rano. Potem jednak zorientowała się w tym, że chodzi bez snu zdecydowanie dłużej niż powinna. Zasnęła popołudniu, a obudziła się wieczorem… Przynajmniej przez noc udało jej się jakoś ogarnąć na to łażenie po górach. Tyle dobrego, że miała współlokatorkę, która pracowała na zmiany i znajdowała się na dyżurze. Nie obudziła jej przez to, kręcąc się po mieszkaniu.
W końcu jednak wyszła na parking. Na ramionach spoczywał ciężki plecach, który był wypełniony zapasem wody, nieprzemakalną kurtką, powerbankiem i paroma rzeczami, które mogły udawać prowizoryczną apteczkę (czyli Amol, plastry i ibuprofen). W dłoni trzymała jeszcze pokaźnych rozmiarów kubek termiczny, w którym przez kolejne godziny mogłaby się grzać zaparzona w kuchni herbata.
— Hej. Nie czekałeś za długo? — zapytała, podchodząc do niego, gdy tylko dostrzegła jak poprawa wiązanie swoich butów.
Sama może nie miała mega profesjonalnego obuwia, ale sądziła, że te trapery, w których potrafiła przechodzić całą zimę jakoś się nadadzą. Chodziła w nich od paru lat, były solidne i wygodne. Na pewno da sobie radę.

Juan Arellano

waterdown Trail to Smokey Hollow

: czw paź 22, 2026 11:41 pm
autor: Juan Arellano
Juan z natury był empirystą.
Wszystko czego kiedykolwiek się nauczył, a co zostało z nim do tej pory, nabył przez doświadczenia różnego sortu, bo praktyka wsiąkała w niego o wiele lepiej niż sucha teoria.
Przykładowo - wiedział, że po stromych zboczach należało schodzić bokiem ale nie kryło się za tym żadne opisane fizyką studium z książki ani incydent z drugiej ręki, opowiadany jako anegdota przez kogoś z rodziny. Doszedł do tego podczas upadku, gdy ślizgając się na błocie pojechał kawałek na podeszwie i wyrżnął głową w drzewo, niemal nabawiając się wstrząśnienia mózgu.
Wiedział też jak rysować ludzkie i zwierzęce sylwetki w różnych pozach nie dlatego, że posiadał jakąś wybitną intuicję, nie wyniósł tego również z bogato rozpisanych fragmentów struktur anatomicznych w encyklopediach. Po prostu rysował odkąd był w stanie utrzymać w ręce ołówek aż nie zaczęło mu wychodzić.
Szósty zmysł zdawał się jednak czasami odzywać, bo Arellano doskonale odnajdywał się na otwartych przestrzeniach, podskórnie wręcz czuł w którą stronę należało iść, a czasami testując swoje zdolności (i szczęście) decydował się na nawigację za pomocą nieba. Czytanie ruchu gwiazd i ich układów było ponoć umiejętnością, jaką posiadał każdy w ich rodzinie wędrując po drzewie genealogicznym od strony matki i Juan nigdy tego nie podważał.
Ponadto wychodził również z założenia, że człowiek nie musiał wiedzieć wszystkiego ani w każdej chwili. Wielu rzeczy można się było wywiedzieć gdy przychodziła na nie pora, jak chociażby tego, że płyn do mycia naczyń nie był dobrym zastępstwem za detergent do prania ubrań.
Idąc tym tokiem myślenia, Juan nie miał żadnych oczekiwań względem tej relacji wierząc, że i tak z czasem przyjdzie mu się jej wyuczyć i wyczuć jaka miała być jej natura. Szkoda, że nie wyczuł jej obecności i gdy przywitała go przy samochodzie, niemal wyrżnął głową w rusztowanie naczepy.
一 Oh, hej! 一 zreflektował się po chwili, gdy udało mu się wybrnąć nonszalancko z sytuacji. Wsparł się plecami o ramię bagażnika i może wyglądałby całkiem cool, gdyby zaledwie sekundę później omal nie zjechał w bok.
Świetne pierwsze wrażenie.

一 Skąd, parę minut najwyżej. Juan 一 przedstawił się wyciągając w jej stronę dłoń, a jego spojrzenie znacząco zatrzymało się na jej... traperach. Uśmiechnął się kącikiem ust unosząc go wysoko i zerknął z powrotem w zaspane oczy Lindberg. 一 Porządne buty.
Jak na to co czasami widywał na szlaku, Erika zdawała się mieć pojęcie o tym co nadawało się na drogę w leśne ostępy i poprzez kapryśne rzeczne koryto.

一 Wziąłem nam po kawie, trochę w ciemno.
Jego czarna smoła z daleka pachniała goryczą i cynamonem. Druga była dyplomatycznie zabielona mlekiem owsianym, bo zamiast zapytać Erikę o jej upodobania gdy miał okazję, Juan wybrał na ślepo gdy presja czasu ścisnęła go pod okienkiem, a zniecierpliwiona baristka nie chciała o tak wczesnej porze dyskutować z kimś, kto z rana średnio wysławiał się w języku angielskim.



Erika Lindberg

waterdown Trail to Smokey Hollow

: pn paź 26, 2026 1:55 pm
autor: Erika Lindberg
Można powiedzieć, że oboje mogliby mieć wszystko. Ona mogłaby się zajmować teorią, a on praktyką. Brzmiało idealnie, ale jeszcze za bardzo by się od siebie uzależnili i jedno nie byłoby w stanie funkcjonować bez drugiego, gdyby się za bardzo przyzwyczaili do takiego podziału. Lindberg wolała samą siebie okłamywać z tym, że była samowystarczalna i próbować samodzielnie uporać się z różnymi zadaniami. Nie zawsze jej to wychodziło, ale zawsze było warto spróbować.
Większość rzeczy, które ją interesowały należało do raczej biernych sposobów spędzania czasu. Chyba tylko gry komputerowe potrafiły wymagać od nich jakiś konkretnych umiejętności: refleksu, zręczności czy nawet pomyślunku, gdy tylko trzeba było opracować jakąś strategię na konkretnego przeciwnika, a potem ją wykonać. No, ale poza tym… Większość opierała się o oglądanie rzeczy, czytanie ich lub rzucanie kostką z nadzieją na to, że ona uzyska jak najlepszy wynik, a występujący przeciwko niej Mistrz Gry jak najniższy. To by było w sumie na tyle.
To wyjście miało być dla niej czymś zupełnie nowym. Mogła przy okazji poznać całkiem ciekawego chłopaka, na którego natknęła się online oraz sprawdzić jak odnajdzie się w tych wycieczkowych klimatach. Na pewno na dobre wyjdzie jej to, że w końcu dotknie trawy i wyrwie się ze swojego mieszkania, aby pooddychać świeżym i rześkim powietrzem.
Prawie zaśmiała się, gdy dostrzegła jak niechcący wystraszyła Juana, który w odpowiedzi na jej magiczne pojawienie się za jej plecami, prawie doprowadziło go do nabicia sobie guza na głowie. Biedak. Chociaż naprawdę ją to bawiło. To wyjście zapowiadało się niesamowicie dobrze już od samego początku. Była naprawdę ciekawa tego, jak będą się dogadywać, gdy już trafią na miejsce.
— Całe szczęście — odetchnęła, bo mogła zawsze zamotać się w akcji i przetrzymać chłopaka pod blokiem dłużej niż powinna. — Erika. Miło się wreszcie spotkać.
Uścisnęła jego dłoń, będąc zadowoloną z faktu, że to on wybrał formę przywitania i sama nie musiała się nad nią głowić. Na uwagę odnośnie butów, spuściła spojrzenie na swoje obuwie, które oficjalnie zdobyło okejkę od jej towarzysza podróży.
— Cóż, wzięłam najlepsze jakie miałam w nadziei, że się będą nadawać — odparła, a potem jej uśmiech stał się nieco niezręczny, bo oto kolejna jej randka przynosiła jej kawę bez zapowiedzi. — Cóż… Dzięki, to miłe, ale mam już całkiem spory zapas herbaty… Jak chcesz to mogę się podzielić.
Jako jedna z nielicznych osób na świecie naprawdę nie cierpiała kawy. Nie smakowało jej nic, co w choćby małym stopniu było z nią związane, a oto naprawdę przemiły rysownik chciał jej zrobić przyjemność i zapewnić odrobinę kofeiny o tak nieludzkiej porze. Kochany.
— To co? Zbieramy się? — zapytała jeszcze, podchodząc bliżej do drzwi po stronie pasażera.
Mieli w końcu całą wycieczkę do ogarnięcia, więc nie było sensu, aby kwitli zbyt długo na parkingu, pozwalając na to, aby dzień im uciekł.

Juan Arellano

waterdown Trail to Smokey Hollow

: czw paź 29, 2026 3:52 pm
autor: Juan Arellano
Często powtarzał, że był wyjątkowo prostym w obsłudze człowiekiem. Być może sprawę ułatwiał fakt, że Juan należał do osób wybierających konfrontację gdy pojawiał się problem i komunikował się bezpośrednio. Nie zawsze wychodził z tym na plus; niejednokrotnie żałował, że zamiast zastanowić się drugi raz albo ugryźć w język powiedział o kilka słów za dużo.
Delikatny uścisk dłoni na start wystarczył by Arellano uziemił się na moment, a mały poślizg w postaci kupionej na wyrost kawy widać nie zrobił na nim wrażenia. Myśl o bonusowej kawie nie figurowała na liście potencjalnych tragedii, więc zbył to machnięciem ręki.
一 Team herbata? 一 podpytał, próbując wybadać temat na przyszłość. W czasie, w którym Lindberg układała się z plecakiem na fotelu pasażera, Juan domykał klapę bagażnika i dokonywał ostatniego rachunku sumienia przed dalszą podróżą. O tyle o ile jemu ewentualny brak paracetamolu nie sprawiłby większej przykrości i konsekwencja spadłaby wyłącznie na niego, tak w sytuacji w której musiał uwzględnić kogoś poza sobą poświęcił tę jedną myśl na rozliczenie się ze swoją pamięcią.


Tak wczesna pora miała swoje zalety, które człowiek zaczynał dostrzegać gdy odpuszczała mu senność. Niebo różowiło się ładnie na krawędzi horyzontu, plamiło na pomarańczowo bliżej wąskiej łódeczki słońca, a cała uliczna arteria Toronto nie zdążyła jeszcze zapełnić się samochodami.
Minęło ich kilka aut zmierzających do centrum, podczas gdy oni niemal bez towarzystwa kierowali się na wylotówkę, z radiem niezobowiązująco brzęczącym nieśmiertelną Dolly Parton i intensywnym zapachem cynamonu. Kawa Juana prawdopodobnie była tylko wymówką dla przypraw, których ilość musiała być mocno podkręcona zważywszy na to, że gryzły w nos.

一 Mam zestaw kaset w schowku po twojej stronie gdybyś chciała posłuchać czegoś innego. Można się też połączyć ze spotify, ale lubię udawać, że jestem bardziej retro niż to praktyczne 一 zagadnął, kiedy na obrzeżach odbijali zjazdem na kompletnie pustą drogę. Przy okazji nie do końca świadomie podzielił się z nią jedną z ciekawostek na swój temat, może nie wybitnie interesującą, ale trudną do przeoczenia na dłuższą metę; przykładowo, zamiast zrezygnować z papierowej prasy, Juan wciąż prenumerował niektóre czasopisma, pomimo istnienia ich cyfrowych zamienników dostępnych od ręki w sieci. Lubił obcować z fizycznym nośnikiem, miał słabość do zapachu papieru i tuszu, którego ślady sam zresztą nosił na palcach - nawet w tym momencie. Łatwo było je zauważyć, plamy cynobrowej czerwieni i czerni wsiąkły głęboko w skórę dłoni trzymających mocno kierownicę.
一 Jak wspominałem, byłem tam w zeszłym roku. 一 Przerwał na krótko, w sam raz by łyknąć wrzątku prosto z papierowego kubka. 一 Po drodze możemy zaliczyć przystanek, przy drodze jest całkiem sympatyczna knajpka a ja zdecydowanie polecam nie pchać się na szlak o pustym żołądku. Poza niechęcią do... 一 Znacząco uniósł swoją kawę, a kącik ust również drgnął mu nieco wyżej. 一 ...masz jeszcze jakieś inne żywieniowe antypatie o których powinienem wiedzieć?


Erika Lindberg