below the comfort zone
: wt paź 20, 2026 11:19 pm
1
Kanibalizm "po randce"
Dla wielu głowonogów interakcje z własnym gatunkiem bywają śmiertelne w skutkach. Ośmiornice i mątwy znane są z regularnych praktyk kanibalistycznych.
Dla wielu głowonogów interakcje z własnym gatunkiem bywają śmiertelne w skutkach. Ośmiornice i mątwy znane są z regularnych praktyk kanibalistycznych.
Spotkanie zaczęło się obiecująco. Rozmowa płynęła swobodnie, wracały do książek i fatalnych ekranizacji, a Etna po raz pierwszy od dawna nie czuła potrzeby, by starannie dobierać każde słowo. Na pierwszej randce Bora nie próbowała zaglądać pod powierzchnię ani wydobywać z niej zwierzeń, na które nie była gotowa. Może właśnie dlatego Etna zgodziła się spotkać ponownie, czemu Mara — najlepsza przyjaciółka i omal szwagierka — oczywiście nie omieszkała przypisać sobie zasług.
"Nie musisz od razu planować wspólnej emerytury. Idź na kawę."
Etna poszła. Co więcej, miała nawet plan na dalszą część popołudnia: w sklepie ogrodniczym znajomej odbywały się warsztaty, na które od dawna chciała się wybrać. Zamierzała zaproponować Borze, by do niej dołączyła. Rośliny, ziemia, kilka godzin bez wielkich deklaracji — brzmiało jak całkiem przyjemny sposób na przedłużenie spotkania.
Nie zdążyła jednak przejść do propozycji.
— Mam pomysł — oznajmiła Bora, pochylając się nad stolikiem. — Zamiast siedzieć przy kawie, mogłybyśmy zrobić coś ciekawszego. Coś, co naprawdę podnosi adrenalinę.
Etna upiła łyk napoju.
— To zależy, jak definiujesz „ciekawsze”.
— Nie zaczynaj od razu analizować. — Bora roześmiała się. — Wspinaczka, bungee, spontaniczny wypad gdzieś za miasto. Cokolwiek! Chciałabym zobaczyć, jaka jesteś, kiedy przestajesz wszystko kontrolować.
Etna powoli odstawiła kubek. Na jej dłoniach wciąż tkwiły rowerowe rękawiczki, choć na spotkanie wcale nie przyjechała rowerem. Skłamała, że przypięła go za rogiem. Drobna, niewinna wymówka, która pozwalała jej zachować odrobinę kontroli nad tym, co pokazywała innym.
— Nie wiedziałam, że jestem w trakcie testu.
— Nie jesteś! Po prostu zawsze wszystko planujesz. Nie możesz raz powiedzieć „tak” i spróbować czegoś nowego?
— Mogę. Jeśli mam na to ochotę.
— Ale nawet nie chcesz spróbować! Przecież nic ci się nie stanie, jeśli od czasu do czasu zrobisz coś szalonego.
Na twarzy Etny pozostał cień uśmiechu, lecz w jej spojrzeniu pojawiła się chłodna uwaga. To nie sama propozycja ją drażniła. Bora mogła lubić ryzyko, mogły różnić się temperamentem. Nie musiały przecież chcieć tego samego. Ale pewność, z jaką Koreanka zapewniała ją, że nic złego się nie wydarzy, zabrzmiała wyjątkowo naiwnie.
Etna przez lata pracowała w zawodzie, w którym konsekwencje błędnych założeń potrafiły być nieodwracalne. Wiedziała, że niebezpieczeństwo nie znika tylko dlatego, że ktoś ma ochotę je zignorować. Nie zamierzała jednak tłumaczyć Borze, skąd wzięła się ta wiedza. Nie chciała, by kolejna randka zmieniła się w opowieść o tym, co straciła.
— Wiesz, co jest ciekawe? — zapytała, patrząc jej prosto w oczy. — Na pierwszej randce nie miałam wrażenia, że muszę ci udowadniać, że potrafię podejmować własne decyzje.
Bora zmarszczyła brwi.
— Nie musisz niczego udowadniać. Chcę tylko, żebyś się otworzyła.
— Przed tobą?
— Tak. Po to chyba są randki? Żeby się poznawać.
Etna przytaknęła, choć jej cierpliwość zaczynała się wyczerpywać.
— Poznawanie kogoś nie polega na przekonywaniu go, że jego granice są niewłaściwe.
— Boże, ja tylko proponuję nam coś fajnego. Dlaczego od razu robisz z tego problem?
Właśnie wtedy coś w niej przeskoczyło. Nie przez podniesiony głos, ale przez łatwość, z jaką jej sprzeciw został sprowadzony do przesady. Zawodowa część umysłu natychmiast podsunęła jej listę pytań: dlaczego Bora tak bardzo potrzebowała jej zgody? Dlaczego odmowę potraktowała jak wyzwanie? Czy chodziło o spontaniczność, czy o satysfakcję z przekonania kogoś, kto początkowo nie chciał ustąpić?
Etna nienawidziła, kiedy zaczynała analizować ludzi zamiast po prostu z nimi rozmawiać. Jeszcze bardziej nie lubiła, kiedy dostawali ku temu powód.
— Nie robię z tego problemu — odparła spokojnie. — Mówię ci, że nie mam ochoty na to, co proponujesz.
— Czyli jednak nie.
— Czyli nie na to.
— Zawsze musisz mieć ostatnie słowo?
Krótki, pozbawiony wesołości śmiech wyrwał się Etnie z gardła.
— Nie. Ale miło byłoby, gdyby moje pierwsze słowo też się liczyło.
Umilkła. Kawa zdążyła wystygnąć, a pomysł warsztatów ogrodniczych nagle stracił swój urok. Nie chciała jeszcze skreślać Bory. Być może nie zauważyła, kiedy entuzjazm zamienił się w nacisk. Być może wystarczyłoby, żeby na moment przestała przekonywać, a zaczęła słuchać.
Etna przesunęła kciukiem po papierowej krawędzi kubka. Rękawiczki zaszeleściły cicho. Nie zamierzała usprawiedliwiać swojej odmowy historią, której Bora nie znała, ani odsłaniać ran tylko po to, by nadać jej odpowiednią wagę.
— Powiedz mi tylko jedno — odezwała się w końcu, unosząc wzrok. — Naprawdę chcesz, żebym się z tobą dobrze bawiła, czy po prostu chcesz sprawdzić, czy dasz radę mnie przekonać?