Strona 1 z 1

Apes together stronk!

: czw paź 22, 2026 10:43 am
autor: Cobie Takeda
Trzeba było przyznać, że policja naprawdę działała już resztką sił. Właściwie wszystkie radiowozy były bez przerwy w użyciu. Nawet te, które powinny stać na warsztacie, bo coś w nich nie działało. Na ulice skierowano nawet policjantów z innych wydziałów, których można było chwilowo oderwać od zwykłych obowiązków. Utrzymanie porządku i bezpieczeństwa mieszkańców było absolutnym priorytetem. Nic więc dziwnego, że pojawiały się takie nietypowe zespoły jak Takeda i Lavoie. Obie normalnie pracowały w zupełnie innych wydziałach. Jedna była od zabójstw, druga pracowała w Sex Crimes. Ale dzisiaj obie dzielnie patrolowały ulice w mundurach.
Mimo że to nie był ich pierwszy wspólny dyżur, dziewczęta niewiele rozmawiały. Nadgodziny dawały się we znaki wszystkim, ale jak to mówią - służba nie drużba. W milczeniu słuchały komunikatów z radia. Cobie opierała głowę o szybę samochodu, wpatrując się w ulicę.
- Jak to się wszystko skończy, to chyba musimy pójść się urżnąć. - stwierdziła niby do siebie, niby do koleżanki. - Podobno udało się odblokować część stacji i prąd wrócił w niektórych miejscach. Aż się boję zajrzeć do swojej lodówki. Na pewno o czymś zapomniałam.
Spróbowała utrzymać lekki ton rozmowy, ale zanim Aaliyah zdążyła na dobre odpowiedzieć, Takeda dojrzała coś, co ją zaniepokoiło.
- Widzisz to zbiegowisko koło apteki? - zapytała, a po chwili radiowóz z głośnym sygnałem ostrzegawczym zatrzymał się na ulicy obok i obie dziewczyny wysiadły z samochodu.
- Toronto Police! Proszę się rozstąpić! - mówiła, na wszelki wypadek opierając dłoń na kaburze, żeby nikt nie zdołał niepostrzeżenie sięgnąć po jej broń.
Napięcie w mieście było na koszmarnie wysokim poziomie. Podobno w Parkdale handlarze narkotyków bezczelnie sprzedawali towar na ulicy, wiedząc, że zanim ktoś ich zgłosi i przyjedzie policja, zdążą się spokojnie zawinąć. Jak policja sobie kiedyś radziła bez miejskiego monitoringu? Nawet jeśli pozwalał tylko na obserwację w czasie rzeczywistym, to jednak...
- Co się dzieje?
- Ten skurwysyn ciapak nie chce sprzedać nam lekarstw! Przecież nie próbujemy go okraść! - I znów zaczęło się przekrzykiwanie, które Takeda próbowała uciszyć.
Aaliyah Lavoie

Apes together stronk!

: ndz paź 25, 2026 7:44 am
autor: Aaliyah Lavoie
Przyjechała w odpowiednim czasie.
Wielu powiedziałoby, że rozpoczęcie kariery w tym mieście, w tak krytycznym momencie, było samobójstwem. Wrzucili ją na głęboką wodę. Nikt nawet nie chciał słyszeć zająknięcia sprzeciwu, gdy poszczególne wydziały zostały oddelegowane do patrolu ulic. Nie uwłaczało to jej. Tam, gdzie inni dostali pstryczek w nos, tam ona widziała szansę. Dobry detektyw powinien umieć dostosować się do sytuacji. Nie byli maszynami, a każdy ich błąd mógł kosztować czyjeś życie. W Banff wiele razy brakowało prądu. Małe miasteczko liczące zaledwie 6700 mieszkańców. Stanowiło centrum turystyczne ze względu na bliskość parku narodowego i gorących źródeł To właśnie turyści byli tam utrapieniem dla młodej Lavoie, która zaczynała stawiać swoje pierwsze kroki w wymiarze sprawiedliwości.
Toronto - duże miasto, jednak było uzależnione od tego luksusu jakim teraz był prąd. Niepokój mieszkańców narastał, a napięcie było wyczuwalne na każdym kroku. Patrole policji uspokajały część mieszkańców. Inni reagowali agresją. Do wyzwisk i rękoczynów dochodziło codziennie. Było niebezpiecznie.
- Nie piję alkoholu. - odpowiedziała jak zawsze zdawkowo. Irytowało ją to, że każdy tutaj próbował stworzyć jakąś zażyłość. Small talk nie leżał w jej naturze odkąd... Straciła go... Obiecała sobie, że już nigdy więcej nie będzie jej zależało na nikim. Jej towarzyska koleżanka jednak uparcie wciąż mówiła. Może tak reagowała na stres? Była ona zmęczona, tego nie dało się ukryć. Mało kto żył pracą tak jak ona.
- Im szybciej tam zajrzysz, tym lepiej. - wzruszyła ramionami, ale jej odpowiedź straciła na znaczeniu. Przy aptece tłoczyło się kilka osób. Nie wyglądało to na przypadkowe spotkanie sąsiadów, którzy chcieli uciąć sobie pogawędkę. Wysiadła z samochodu i powolnym, acz pewnym krokiem ruszyła w stronę zbiegowiska, trzymając dłoń blisko broni.
Ciapak…
Spojrzała w kierunku mężczyzny, który wyglądał na zdeterminowanego, żeby bronić swoich racji.
- Jest Pan właścicielem Apteki? - to była dość istotna informacja. Musiały ustalić, czy owe lekarstwa faktycznie były wyrobem medycznym, czy to znowu slang miejscowych, którzy domagali się od dilera nielegalnych substancji. - Proszę zachować spokój. Zaraz wszystko wyjaśnimy. Jeśli będzie pan nadal zachowywał się w ten sposób, będziemy zmuszone zabrać pana na komisariat. - zwróciła się do awanturnika, który zrobił w ich kierunku krok z zaciśniętymi pięściami. Jeszcze tylko brakowało bójki...

Cobie Takeda