knives out: the police story
: czw paź 22, 2026 12:31 pm
Ten cholerny blackout wyciągał z ludzi to, co najgorsze.
Wypadki były codzienności, brak prądu doprowadzał do licznych problemów w mieście, a przestępczość zaliczyła wyraźny skok w ostatnich tygodniach. Ludzie poczuli się bezkarni. Zupełnie jakby brak światła sprawiał, że inni nie zauważą ich występków. W rzeczywistości jednak chodziło o to, że wiele systemów alarmowych lub podobnych zabezpieczeń stawało się bezużyteczne, gdy tylko ktoś nie miał żadnego alternatywnego źródła energii w swoim domu. Systemy awaryjne nie były przystosowane do tak długich awarii, generatory potrzebowały stałego paliwa, a tego również zaczynało brakować… Armagedon.
Wezwanie z Rexdale nie zaskoczyło jej szczególnie. To była jedna z tych dzielnic, w których należało spodziewać się kłopotów. Wiedziała też, że technicy przybędą na miejsce dopiero później. Wpierw musiała potwierdzić zgłoszenie, które napłynęło od przerażonego mieszkańca jednego z budynków, który zabarykadował się we własnym mieszkaniu z telefonem komórkowym.
Usłyszał hałasy. Z początku nie wiedział, co się stało. Myślał, że mężczyzna znajdujący się za ścianą coś przestawiał, coś obijało się o ściany. Nie przyszło mu do głowy, że mogło się stać coś złego. Podejrzewał, że to jeden z tych przypadków, gdy jednemu z mieszkańców coś odbiło i urządzał remont lub przemeblowanie w środku nocy. Dopóki nie wyszedł na klatkę schodową… Dopóki nie zobaczył otwartych drzwi… Dopóki nie zajrzał do środka i nie zobaczył po przekroczeniu progu poprzewracanych mebli w salonie i gościa z poderżniętym gardłem na kanapie w salonie. Białka jego oczu lśniły w blasku księżyca wpadającego przez okno, podkreślając trupią bladość zastygłej w śmierci twarzy, która nabrała wyrazu woskowej maski.
— Wsiadaj — rzuciła jeszcze ostro do O’Hary, który akurat miał jej partnerować tej nocy.
Oboje znajdowali się akurat na komendzie, gdy nadeszło zgłoszenie. Naturalnym wydało się to, aby wysłać ich razem, aby sprawdzili, co dokładnie zadziało się w Rexdale i wezwali techników, którzy ze względu na panujący blackout mieli wyjątkowo niewdzięczne zadanie.
Nie szczędziła gazu, gdy przecinała kolejne ulice. Ricky był jej dodatkową parą oczu, która miała pilnować czy na pewno jakiś debil nie będzie próbował się wbić w ich auto na jednym ze skrzyżowań, które miały niedziałającą sygnalizację. Stłuczki były prawdziwą zmorą ostatnich trzech tygodni.
W końcu zaparkowała pod odpowiednim budynkiem, gdzie doszło podobno do morderstwa. Jeszcze w aucie wyjęła i odbezpieczyła broń, aby być gotową do użycia jej w każdej chwili. Nie sądziła, aby po tak długim czasie ktoś jeszcze tkwił w mieszkaniu, ale lepiej było być ubezpieczonym.
— Gotowy? — zapytała jeszcze partnera nim wysiadła z pojazdu, upewniwszy się, że ten za nią podąży.
Ostrożnym krokiem przemierzała kolejne stopnie. Budynek był na tyle stary, że nie posiadał windy. Schody były jedynym sposobem, aby dostać się na drugie piętro, gdzie znajdowało się ciało rzekomej ofiary. Towarzyszyła im pełna napięcia cisza przez całą wędrówkę pod rozwarte drzwi. Jedyną formą komunikacji na jaką sobie pozwolili było wykonanie odpowiedniego gestu, aby uzgodnić kierunek przeszukiwania. Nie lubiła układu tych mieszkań. Łatwo było zostać w nich zaskoczonym.
Przedpokój, łazienka… W dalszej części mieszkania salon, prowadzący do sypialni oraz kuchni. Na kanapie faktycznie znajdował się zakrwawiony mężczyzna. Oprócz poderżniętego gardła widziała jeszcze sporo ran kłutych oraz kilka rozcięć. Swanson w swoim życiu oglądała tyle trupów, że nie musiała podchodzić, aby stwierdzić, że nie żyje od dłuższego czasu.
Ricky znajdował się za jej plecami i sprawdzał kuchnię. Ona z kolei usłyszała, że z przeciwległego pomieszczenia, gdzie znajdowały się uchylone drzwi do sypialni dobywa się jakiś podejrzany szmer. Wciąż miała broń w gotowości. Powoli podeszła bliżej, ale wtedy zza rogu wyskoczyła w jej stronę zamaskowana postać. Naciśnięcie spustu było odruchem. Nie zastanawiała się nad tym. Trafiła, ale na tyle nieskutecznie, że napastnik i tak dopadł do niej, starając się ją przewrócić.
Zatoczyła się i trafiła na oparcie kanapy tuż obok trupa. Cudem zablokowała ramię, w którym znajdował się nóż. Z niejasnych przyczyn czuła palący ból w ramieniu. Sięgnął ją? Nie miała pojęcia. Adrenalina już działała i popychała ją do tego, aby spróbowała wykręcić jakoś rękę i wpakować cały magazynek w podbrzusze atakującego.
Ricky O'Hara
Wypadki były codzienności, brak prądu doprowadzał do licznych problemów w mieście, a przestępczość zaliczyła wyraźny skok w ostatnich tygodniach. Ludzie poczuli się bezkarni. Zupełnie jakby brak światła sprawiał, że inni nie zauważą ich występków. W rzeczywistości jednak chodziło o to, że wiele systemów alarmowych lub podobnych zabezpieczeń stawało się bezużyteczne, gdy tylko ktoś nie miał żadnego alternatywnego źródła energii w swoim domu. Systemy awaryjne nie były przystosowane do tak długich awarii, generatory potrzebowały stałego paliwa, a tego również zaczynało brakować… Armagedon.
Wezwanie z Rexdale nie zaskoczyło jej szczególnie. To była jedna z tych dzielnic, w których należało spodziewać się kłopotów. Wiedziała też, że technicy przybędą na miejsce dopiero później. Wpierw musiała potwierdzić zgłoszenie, które napłynęło od przerażonego mieszkańca jednego z budynków, który zabarykadował się we własnym mieszkaniu z telefonem komórkowym.
Usłyszał hałasy. Z początku nie wiedział, co się stało. Myślał, że mężczyzna znajdujący się za ścianą coś przestawiał, coś obijało się o ściany. Nie przyszło mu do głowy, że mogło się stać coś złego. Podejrzewał, że to jeden z tych przypadków, gdy jednemu z mieszkańców coś odbiło i urządzał remont lub przemeblowanie w środku nocy. Dopóki nie wyszedł na klatkę schodową… Dopóki nie zobaczył otwartych drzwi… Dopóki nie zajrzał do środka i nie zobaczył po przekroczeniu progu poprzewracanych mebli w salonie i gościa z poderżniętym gardłem na kanapie w salonie. Białka jego oczu lśniły w blasku księżyca wpadającego przez okno, podkreślając trupią bladość zastygłej w śmierci twarzy, która nabrała wyrazu woskowej maski.
— Wsiadaj — rzuciła jeszcze ostro do O’Hary, który akurat miał jej partnerować tej nocy.
Oboje znajdowali się akurat na komendzie, gdy nadeszło zgłoszenie. Naturalnym wydało się to, aby wysłać ich razem, aby sprawdzili, co dokładnie zadziało się w Rexdale i wezwali techników, którzy ze względu na panujący blackout mieli wyjątkowo niewdzięczne zadanie.
Nie szczędziła gazu, gdy przecinała kolejne ulice. Ricky był jej dodatkową parą oczu, która miała pilnować czy na pewno jakiś debil nie będzie próbował się wbić w ich auto na jednym ze skrzyżowań, które miały niedziałającą sygnalizację. Stłuczki były prawdziwą zmorą ostatnich trzech tygodni.
W końcu zaparkowała pod odpowiednim budynkiem, gdzie doszło podobno do morderstwa. Jeszcze w aucie wyjęła i odbezpieczyła broń, aby być gotową do użycia jej w każdej chwili. Nie sądziła, aby po tak długim czasie ktoś jeszcze tkwił w mieszkaniu, ale lepiej było być ubezpieczonym.
— Gotowy? — zapytała jeszcze partnera nim wysiadła z pojazdu, upewniwszy się, że ten za nią podąży.
Ostrożnym krokiem przemierzała kolejne stopnie. Budynek był na tyle stary, że nie posiadał windy. Schody były jedynym sposobem, aby dostać się na drugie piętro, gdzie znajdowało się ciało rzekomej ofiary. Towarzyszyła im pełna napięcia cisza przez całą wędrówkę pod rozwarte drzwi. Jedyną formą komunikacji na jaką sobie pozwolili było wykonanie odpowiedniego gestu, aby uzgodnić kierunek przeszukiwania. Nie lubiła układu tych mieszkań. Łatwo było zostać w nich zaskoczonym.
Przedpokój, łazienka… W dalszej części mieszkania salon, prowadzący do sypialni oraz kuchni. Na kanapie faktycznie znajdował się zakrwawiony mężczyzna. Oprócz poderżniętego gardła widziała jeszcze sporo ran kłutych oraz kilka rozcięć. Swanson w swoim życiu oglądała tyle trupów, że nie musiała podchodzić, aby stwierdzić, że nie żyje od dłuższego czasu.
Ricky znajdował się za jej plecami i sprawdzał kuchnię. Ona z kolei usłyszała, że z przeciwległego pomieszczenia, gdzie znajdowały się uchylone drzwi do sypialni dobywa się jakiś podejrzany szmer. Wciąż miała broń w gotowości. Powoli podeszła bliżej, ale wtedy zza rogu wyskoczyła w jej stronę zamaskowana postać. Naciśnięcie spustu było odruchem. Nie zastanawiała się nad tym. Trafiła, ale na tyle nieskutecznie, że napastnik i tak dopadł do niej, starając się ją przewrócić.
Zatoczyła się i trafiła na oparcie kanapy tuż obok trupa. Cudem zablokowała ramię, w którym znajdował się nóż. Z niejasnych przyczyn czuła palący ból w ramieniu. Sięgnął ją? Nie miała pojęcia. Adrenalina już działała i popychała ją do tego, aby spróbowała wykręcić jakoś rękę i wpakować cały magazynek w podbrzusze atakującego.
Ricky O'Hara