And they were roommates...
: czw paź 22, 2026 6:27 pm
Na swoje życie nie narzekał już od dłuższego czasu. Wszystko układało się całkiem nieźle i nie miał powodów do narzekania. Co więcej, mógł się tylko cieszyć, bo jego życie było niesłychanie wygodne. Sposób w jaki żył pozwalał mu na życie, o którym inni mogli sobie pomarzyć, bo w sumie nie musiał przejmować się absolutnie niczym. Żył za cudze pieniądze – mieszkał, jadł i ubierał się za pieniądze innych. Kupował naprawdę niewiele. Znaczy… kupował dużo, ale pieniądze nigdy nie należały do niego. Wystarczyło bowiem poprosić któregoś ze swoich klientów o coś, wysłać link do zamówienia i czekać. Albo poprosić od razu o pieniądze. Oczywiście miało to swoją cenę, ale Alfie nie miał żadnych problemów z płaceniem jej. W końcu sam sobie wybrał życie utrzymanka.
Mieszkanie samemu mu pasowało. Było ono idealne dla osoby takiej, jak on. Lubił porządek, i ciszę. Równie szybko jak to, uwielbiał też uwagę i towarzystwo. Wśród ludzi odnajdywał się jak ryba w wodzie. W sumie, jakby się nad tym zastanowić, to swoje życie wybrał właśnie dlatego, że zapewniało mu ono stały kontakt z ludźmi. Bo to właśnie uwaga, którą obdarzali go ludzie, była tym, czego potrzebował, a pieniądze stawały się jedynie przyjemnym dodatkiem.
Można było nie pochwalać takiego życia i Alfie spotkał się już z wieloma ludźmi, którzy dość jawnie wyrażali swoje oburzenie na wieść o tym, czym się zajmował. Nie dziwiło go to, bo seks nie był rzeczą, za którą powinno się płacić. Nie rozumiał tego, bo we współczesnym świecie płaciło się za wszystko i nie budziło to powszechnego oburzenia. Jednak seks – czynność, którą robili w swoim życiu niemal wszyscy, których nie obowiązywał celibat – był wyłączony. Mógł rozwodzić się godzinami na temat tego, dlaczego tak właśnie było. Nie chciał jednak tego robić. Nie taka była jego rola na tym świecie.
Samotna egzystencja dawała mu się we znaki. I owszem, miał swoje zwierzęta – dwa kociaki i węża. No i o ile koty potrafiły dotrzymywać towarzystwa, to wąż, który siedział w jego sypialni raczej nie nadawał się do codziennego głaskania. Z resztą jego koty również miały charakter, który raczej nie pozwalał na nieustanne pieszczoty i towarzystwo. No ale w sumie właśnie dlatego tak dobrze się z nimi dogadywał. Miał sam wrażenie, że posiada koci charakter. Chciał w to wierzyć, jednak prawda była taka, że poza podążaniem swoją własną ścieżką i robieniu tego, co mu się podobało, z kota miał niewiele. Nikt jednak nie musiał o tym wiedzieć.
Na samym początku, gdy przeniósł się do tego mieszkania, samotność mu nie przeszkadzała. W sumie to dalej mu to nie wadziło. Problemem była jednak cisza. Mieszkanie było duże i w większości puste, bo Alfie nie chciał gromadzić w nim zbyt wielu rzeczy, które później musiałby ze sobą zabierać, gdyby okazało się, że jednak musi się wynieść. Cały czas bowiem liczył się z taką ewentualnością, bo mieszkanie to nie było jego własnością. Było mu to na rękę, bo nie musiał się martwić absolutnie niczym. I nigdy nie przychodziło mu do głowy, by zmieniać swoją sytuację.
Dlatego właśnie nie mógł wyjść z podziwu dla samego siebie, że zdecydował się na ten drastyczny krok, jakim było zaproszenie do siebie obcego mężczyzny. Nie, nie chodziło o normalne zaproszenie, chociaż i to było do niego niepodobne, bo do mieszkania nie zapraszał obcych. Przypadkowe poznanie Sameera wywróciło jednak to do góry nogami. Cóż, przyjemnie mu się na niego patrzyło, a jeszcze przyjemniej rozmawiało, bo mężczyzna sprawiał wrażenie ogarniętego i inteligentnego, co w kontaktach Alfiego z facetami było rzeczą niezwykle rzadką. Większość z jego relacji opierała się bowiem na seksie i spełniania cielesnych potrzeb. Spędził przy nim całkiem przyjemny czas, co w sumie należało do rzeczy niezwykle rzadkich, bo Bloom nie był osobą, którą łatwo było oczarować. Zaryzykował więc i właśnie dzięki temu znaleźli się w jego mieszkaniu jeszcze tej samej nocy.
Obserwowanie obcego ciała, które kręciło się po pomieszczeniach było widokiem dziwnym. On sam był przyzwyczajony do tego, że to on kręcił się po czyichś mieszkaniach i obserwował, poznawał i oceniał osobę, która to mieszkanie posiadała. W sumie to wiele można było się o człowieku dowiedzieć, gdy przebywało się w przestrzeni do niego należącej. Alfie czuł się obecnie odsłonięty i to w dość intymny sposób, chociaż nie miał pojęcia, co jego gość mógł o nim pomyśleć.
Aktualnie leżał wygodnie na kanapie, z nogami wyciągniętymi wzdłuż i stopami opartymi na podłokietniku mebla. Obok na stoliku stał kubek z kawą, która zdążyła już wystygnąć. Na szczęście lubił pić zimną kawę równie mocno, co ciepłą. Sprawdzał coś bezcelowo na telefonie, przeszukiwał socjale, aż w końcu zdecydował się posłuchać muzyki. Takie dni lubił najbardziej. Lubił pracować nad sobą. Pracował ciałem, więc musiał dbać o to, by było ono dobrą wizytówką i prezentowało się należycie. Nie znaczyło to jednak, że nie cenił sobie odpoczynku. I właśnie takie momenty były najprzyjemniejsze.
Sameer Shah
Mieszkanie samemu mu pasowało. Było ono idealne dla osoby takiej, jak on. Lubił porządek, i ciszę. Równie szybko jak to, uwielbiał też uwagę i towarzystwo. Wśród ludzi odnajdywał się jak ryba w wodzie. W sumie, jakby się nad tym zastanowić, to swoje życie wybrał właśnie dlatego, że zapewniało mu ono stały kontakt z ludźmi. Bo to właśnie uwaga, którą obdarzali go ludzie, była tym, czego potrzebował, a pieniądze stawały się jedynie przyjemnym dodatkiem.
Można było nie pochwalać takiego życia i Alfie spotkał się już z wieloma ludźmi, którzy dość jawnie wyrażali swoje oburzenie na wieść o tym, czym się zajmował. Nie dziwiło go to, bo seks nie był rzeczą, za którą powinno się płacić. Nie rozumiał tego, bo we współczesnym świecie płaciło się za wszystko i nie budziło to powszechnego oburzenia. Jednak seks – czynność, którą robili w swoim życiu niemal wszyscy, których nie obowiązywał celibat – był wyłączony. Mógł rozwodzić się godzinami na temat tego, dlaczego tak właśnie było. Nie chciał jednak tego robić. Nie taka była jego rola na tym świecie.
Samotna egzystencja dawała mu się we znaki. I owszem, miał swoje zwierzęta – dwa kociaki i węża. No i o ile koty potrafiły dotrzymywać towarzystwa, to wąż, który siedział w jego sypialni raczej nie nadawał się do codziennego głaskania. Z resztą jego koty również miały charakter, który raczej nie pozwalał na nieustanne pieszczoty i towarzystwo. No ale w sumie właśnie dlatego tak dobrze się z nimi dogadywał. Miał sam wrażenie, że posiada koci charakter. Chciał w to wierzyć, jednak prawda była taka, że poza podążaniem swoją własną ścieżką i robieniu tego, co mu się podobało, z kota miał niewiele. Nikt jednak nie musiał o tym wiedzieć.
Na samym początku, gdy przeniósł się do tego mieszkania, samotność mu nie przeszkadzała. W sumie to dalej mu to nie wadziło. Problemem była jednak cisza. Mieszkanie było duże i w większości puste, bo Alfie nie chciał gromadzić w nim zbyt wielu rzeczy, które później musiałby ze sobą zabierać, gdyby okazało się, że jednak musi się wynieść. Cały czas bowiem liczył się z taką ewentualnością, bo mieszkanie to nie było jego własnością. Było mu to na rękę, bo nie musiał się martwić absolutnie niczym. I nigdy nie przychodziło mu do głowy, by zmieniać swoją sytuację.
Dlatego właśnie nie mógł wyjść z podziwu dla samego siebie, że zdecydował się na ten drastyczny krok, jakim było zaproszenie do siebie obcego mężczyzny. Nie, nie chodziło o normalne zaproszenie, chociaż i to było do niego niepodobne, bo do mieszkania nie zapraszał obcych. Przypadkowe poznanie Sameera wywróciło jednak to do góry nogami. Cóż, przyjemnie mu się na niego patrzyło, a jeszcze przyjemniej rozmawiało, bo mężczyzna sprawiał wrażenie ogarniętego i inteligentnego, co w kontaktach Alfiego z facetami było rzeczą niezwykle rzadką. Większość z jego relacji opierała się bowiem na seksie i spełniania cielesnych potrzeb. Spędził przy nim całkiem przyjemny czas, co w sumie należało do rzeczy niezwykle rzadkich, bo Bloom nie był osobą, którą łatwo było oczarować. Zaryzykował więc i właśnie dzięki temu znaleźli się w jego mieszkaniu jeszcze tej samej nocy.
Obserwowanie obcego ciała, które kręciło się po pomieszczeniach było widokiem dziwnym. On sam był przyzwyczajony do tego, że to on kręcił się po czyichś mieszkaniach i obserwował, poznawał i oceniał osobę, która to mieszkanie posiadała. W sumie to wiele można było się o człowieku dowiedzieć, gdy przebywało się w przestrzeni do niego należącej. Alfie czuł się obecnie odsłonięty i to w dość intymny sposób, chociaż nie miał pojęcia, co jego gość mógł o nim pomyśleć.
Aktualnie leżał wygodnie na kanapie, z nogami wyciągniętymi wzdłuż i stopami opartymi na podłokietniku mebla. Obok na stoliku stał kubek z kawą, która zdążyła już wystygnąć. Na szczęście lubił pić zimną kawę równie mocno, co ciepłą. Sprawdzał coś bezcelowo na telefonie, przeszukiwał socjale, aż w końcu zdecydował się posłuchać muzyki. Takie dni lubił najbardziej. Lubił pracować nad sobą. Pracował ciałem, więc musiał dbać o to, by było ono dobrą wizytówką i prezentowało się należycie. Nie znaczyło to jednak, że nie cenił sobie odpoczynku. I właśnie takie momenty były najprzyjemniejsze.
Sameer Shah