you're a catalyst to your happiness
: pt paź 23, 2026 2:14 pm
'cause its your heart, it's alive
it's pumping blood
Hmm… przecież nie było nic dziwnego w tym, że jechał na kampus uniwerka, żeby postawić kolesiowi z Tindera… kawę. Zaznaczmy to sobie... kawę, zamiast przysłowiowego loda, proszę panstwo! Jezu, od kiedy był aż takim romantykiem? Zaraz tam romantykiem! A może jednak? Nie, nie, nie… Shelby należał do tego sortu ludzi, którzy wszystko robili w jakimś konkretnym celu, i tak było również teraz… przynajmniej tak sobie wmawiał. Cholera, ten blackout robił sobie z niego żarty. Lubił dark humour, ale no bez przesady, nie wtedy, kiedy sam tkwił pośrodku tej całej ciemności.
No ale dobra, anyways, już się umówił na tę kawę. W sensie, że ją przywiezie chłopakowi, którego wcale nie interesowali mężczyźni, ale za to interesowały go wydry. A w szczególności taka karłowata, którą umiał też narysować, co się ceni, bo od razu przykuło to uwagę Shelby’ego. No, to i te piegi, które chłopak rzekomo chciał usunąć? Fucking hell… co się działo z tą generacją? Sam może nie należał do najstarszych, ale no halo, ta ich była jakaś taka niezdecydowana… A może po prostu jedna część studentów protestowała na ulicach Paryża, by druga mogła martwić się tym, jak usunąć ze zdjęć swoje urocze pocałunki słońca? XD BALANS NA ŚWIECIE MUSIAŁ BYĆ, DRODZY PAŃSTWO.
Alrighty, zdążył dojechać na miejsce i zaparkować motor na podziemnym parkingu, tłumacząc, że był gościem jednego ze studentów. Nawet nie próbował udawać, że znał nazwisko chłopaka, hell, nie miał nawet pewności, czy ten w ogóle mówił mu prawdę w kwestii swojego imienia!! No ale nic, spędził chyba jakieś czterdzieści minut, krążąc po różnych kawiarniach w okolicy, aż w końcu natrafił na taką, w której faktycznie mogli zrobić mu kawkę, no bo halo, awarie techniczne przez ten przeklęty blackout. Zamówił jedną dla niego, a drugą, z ciapką mleka i dwoma słodzikami, dla siebie, bo to słodki chłopak był, mkay? No i ruszył w miejsce oznaczone pinezką, którą chłopak mu wysłał. Chyba już z daleka rozpoznał go na ławce, więc jak gdyby nigdy nic podszedł bliżej. - Juan? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. Wystarczyło, że zeskanował wzrokiem te dłuższe brązowe włosy i twarz usianą piegami, żeby wiedzieć, że dobrze trafił. A jak nie? Well, przynajmniej przez chwilę sobie popatrzy, a chłopak będzie miał darmową kawę. Usiadł obok, stawiając przy nim przeznaczony dla niego kubek wypełniony czarną kawką sypniętą cynamonem. Upił łyk swojej kawy, a drugą, wolną dłonią wyciągnął telefon z kieszeni. Odblokował go twarzą i kliknął w zdjęcie, które wcześniej mu wysłał. - To co? Jakim antybohaterem będę w twoim komiksie? - zapytał z nutką rozbawienia w głosie, podsuwając ekran telefonu prawie pod nos chłopaka, którego na dobrą sprawę dopiero co poznał.
Oh my, it’s gonna be so much fun.
Juan
it's pumping blood
Hmm… przecież nie było nic dziwnego w tym, że jechał na kampus uniwerka, żeby postawić kolesiowi z Tindera… kawę. Zaznaczmy to sobie... kawę, zamiast przysłowiowego loda, proszę panstwo! Jezu, od kiedy był aż takim romantykiem? Zaraz tam romantykiem! A może jednak? Nie, nie, nie… Shelby należał do tego sortu ludzi, którzy wszystko robili w jakimś konkretnym celu, i tak było również teraz… przynajmniej tak sobie wmawiał. Cholera, ten blackout robił sobie z niego żarty. Lubił dark humour, ale no bez przesady, nie wtedy, kiedy sam tkwił pośrodku tej całej ciemności.
No ale dobra, anyways, już się umówił na tę kawę. W sensie, że ją przywiezie chłopakowi, którego wcale nie interesowali mężczyźni, ale za to interesowały go wydry. A w szczególności taka karłowata, którą umiał też narysować, co się ceni, bo od razu przykuło to uwagę Shelby’ego. No, to i te piegi, które chłopak rzekomo chciał usunąć? Fucking hell… co się działo z tą generacją? Sam może nie należał do najstarszych, ale no halo, ta ich była jakaś taka niezdecydowana… A może po prostu jedna część studentów protestowała na ulicach Paryża, by druga mogła martwić się tym, jak usunąć ze zdjęć swoje urocze pocałunki słońca? XD BALANS NA ŚWIECIE MUSIAŁ BYĆ, DRODZY PAŃSTWO.
Alrighty, zdążył dojechać na miejsce i zaparkować motor na podziemnym parkingu, tłumacząc, że był gościem jednego ze studentów. Nawet nie próbował udawać, że znał nazwisko chłopaka, hell, nie miał nawet pewności, czy ten w ogóle mówił mu prawdę w kwestii swojego imienia!! No ale nic, spędził chyba jakieś czterdzieści minut, krążąc po różnych kawiarniach w okolicy, aż w końcu natrafił na taką, w której faktycznie mogli zrobić mu kawkę, no bo halo, awarie techniczne przez ten przeklęty blackout. Zamówił jedną dla niego, a drugą, z ciapką mleka i dwoma słodzikami, dla siebie, bo to słodki chłopak był, mkay? No i ruszył w miejsce oznaczone pinezką, którą chłopak mu wysłał. Chyba już z daleka rozpoznał go na ławce, więc jak gdyby nigdy nic podszedł bliżej. - Juan? - zapytał, ale nie czekał na odpowiedź. Wystarczyło, że zeskanował wzrokiem te dłuższe brązowe włosy i twarz usianą piegami, żeby wiedzieć, że dobrze trafił. A jak nie? Well, przynajmniej przez chwilę sobie popatrzy, a chłopak będzie miał darmową kawę. Usiadł obok, stawiając przy nim przeznaczony dla niego kubek wypełniony czarną kawką sypniętą cynamonem. Upił łyk swojej kawy, a drugą, wolną dłonią wyciągnął telefon z kieszeni. Odblokował go twarzą i kliknął w zdjęcie, które wcześniej mu wysłał. - To co? Jakim antybohaterem będę w twoim komiksie? - zapytał z nutką rozbawienia w głosie, podsuwając ekran telefonu prawie pod nos chłopaka, którego na dobrą sprawę dopiero co poznał.
Juan