Strona 1 z 1

and they called it puppy love

: pt paź 23, 2026 4:01 pm
autor: kira finch
031.
dog /dɑːɡ/
noun
a common animal with four legs, especially kept by people as a pet or to hunt or guard things
"we could hear dogs barking in the distance"

Nigdy nie zapraszała do siebie ludzi bez konkretnego powodu. Nie żeby jakoś szczególnie ceniła sobie samotność, ale sprowadzanie gości do swojej prywatnej przestrzeni wiązało się z koniecznością znoszenia ich obecności. A Kira lubiła mieć możliwość wyjścia, kiedy robiło się nudno. Albo kiedy ktoś zaczynał pierdolić głupoty. Tym razem sama zaprosiła Daisy. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Bez udziału osób trzecich, alkoholu ani żadnych innych okoliczności łagodzących, które mogłyby w razie potrzeby posłużyć za usprawiedliwienie tej decyzji. Finch była ciekawa, jak Whitmore zachowa się poza redakcją, gdzie nie trzeba było pilnować, czy za plecami nie pojawi się ktoś z współpracowników. Była ciekawa, czy menadżerka również pamiętała tamte pocałunki, czy też zdążyła już schować je do tej samej szuflady, w której trzymała wszystko niepasujące do jej poukładanego życia. No i była kurewsko ciekawa, czy dziś znowu będzie ją całować.
Przygotowania do wizyty ograniczyła do rzeczy, które rzeczywiście miały znaczenie. W domu panował porządek, chociaż nie taki demonstracyjny, żeby Daisy mogła odnieść wrażenie, że Kira spędziła pół dnia na szorowaniu fug szczoteczką do zębów. Bez przesady. W lodówce czekało coś do picia, na blacie stały dwie szklanki, a na kanapie leżał koc, który wylądował tam głównie dlatego, że Nyx uznała go za własność nabytą w drodze zasiedzenia.
Sama Finch siedziała teraz na brzegu sofy, ubrana w zwyczajną koszulkę i ciemne spodnie. Telefon odłożyła ekranem do dołu na stoliku. Nie zamierzała sprawdzać godziny co pół minuty, bo nie miała pięciu lat, a Daisy nie była spóźnionym kurierem z przesyłką, na którą czekała z niecierpliwością. Jeśli miała przyjść, to przyjdzie. Jeśli nie, Kira również potrafiłaby znaleźć sobie zajęcie.
Nyx leżała na podłodze z uszami skierowanymi w stronę drzwi. Dobermanka była wystarczająco inteligentna, żeby rozpoznawać zmiany w codziennej rutynie swojej właścicielki i wystarczająco bezczelna, żeby traktować je jak osobistą zniewagę.
— Nawet nie zaczynaj — rzuciła Kira, spoglądając na nią z ukosa. — Nie jesteś jedyną kobietą w tym domu, którą będę się dzisiaj zajmować — zastrzegła, a dobermanka poruszyła jednym uchem. — Tak, wiem. Bardzo cię to oburza. Niestety, świat nie kręci się wokół ciebie, księżniczko — dodała, na co suka fuknęła i ponownie spojrzała na drzwi. Nyx była dobrze ułożona, a Salami, przynajmniej z tego, co zdążyła się dowiedzieć, miał w sobie wystarczająco dużo uroku, żeby nie dać się łatwo zastraszyć samym wyglądem dobermanki.
Kiedy rozległ się dźwięk dzwonka, suka zerwała się na równe nogi. Nyx też, hehe. Obie ruszyły do przedpokoju, gdzie Finch przekręciła zamek i otworzyła drzwi, a jej spojrzenie od razu odnalazło Daisy. Przez krótką chwilę po prostu na nią patrzyła. Dopiero potem zerknęła w dół, na psa, którego obecność dobermanka skomentowała natychmiastowym zainteresowaniem. Zanim jednak Finch zrobiła im miejsce, a Whitmore zdążyła zdjąć kurtkę, wyciągnęła rękę i złapała ją za materiał tuż przy szyi i przyciągnęła ją do siebie. Dała menadżerce krótką chwilę, w której mogła odczytać jej zamiar, a potem pochyliła się i pocałowała ją bez zbędnego kombinowania. Długo i namiętnie, wsuwając język pomiędzy jej rozchylone wargi. A kiedy wreszcie odsunęła się na tyle, żeby móc spojrzeć menadżerce w twarz, wciąż zaciskała palce na jej kurtce
— Cześć, Daisy — powiedziała w końcu, przypominając sobie o podstawowych zasadach dobrego wychowania. Jak już zapraszała ją do siebie, to powinna umieć się zachować! — Powinnam najpierw zapytać, jak ci minął dzień? — rzuciła z rozbawieniem i przykucnęła, żeby podrapać buldożka za uchem.

Daisy Whitmore

and they called it puppy love

: ndz paź 25, 2026 1:34 pm
autor: Daisy Whitmore
Obrazek
011


Ostatnie dni były… słodko-gorzkie.
W domu sprawy wyglądały słabo. Wiecznie kłótnie z Rowanem, dochodzenie się, zbieranie bęcków i wywodów na temat tego rzekomego pobicia, które ona spowodowała. I chociaż było to ciężkie dla Whitmore, trzeba było przyznać, że same wymiany wiadomości z Finch sukcesywnie poprawiały jej humor. Sama nie wiedziała, jak powinna odbierać to wszystko, co działo się dookoła — szczególnie to, co miało miejsce w redakcji — jednak zamiast ją to jeszcze bardziej dobijać, na tamten moment paradoksalnie podnosiło ją na duchu.
Znowu czuła się, jak nastolatka. Przyśpieszone bicie serca i adrenalina, którą przez ostatnie lata kompletnie zatraciła gdzieś po drodze. Podobało jej się to. To jak czułą się przy Finch. I chociaż było to skrajnie idiotyczne i samolubne, była gotowa na razie trwać w tym odklejonym i kompletnie nie na miejscu romansie. Traktowała to jako pewnego rodzaju odskocznie. Eskperyment. Sposób, by zobaczyć, czy może ich małżeństwo z Rowanem faktycznie nie jest juz tylko sentymentem. A to że dobrze się przy tym bawiła… było jedynie efektem ubocznym.
Dlatego też w sobotę powiedziała w domu, że bierze psa na dłuższy spacer i zjawiła się pod znajomym już sobie domem w The Beaches. Zadzwoniła na dzwonek, poprawiając czapkę i przestępując z nogi na nogę czekała, aż Kira otworzy jej drzwi.
Nie żeby stresowała się widokiem dziennikarki, ale czułą w brzuchu pewnego rodzaju poruszenie. Można to jednak było zwalić na zagwozdkę, czy ich psiaki się ze sobą polubią, czy może jednak będzie problem, albo chociaż na to, że pod czapką miała coś… czego Finch jeszcze nie widziała. Niby pisały o tym przelotnie, że było to coś, co Daisy chciała zrobić od dawna, ale w końcu nie napisała jej, że naprawdę to zrobiła.
Spuściła spojrzenie na klamkę, a potem podniosła je na blondynkę i szeroko się uśmiechnęła.
Nawet nie zdążyła się odpowiednio przywitać, a Kira już szarpnęła ją do środka i złączyła ich usta w pocałunku. Whitmore z początku kompletnie nie widziała jak się zachować. Była zbita z tropu. Finalnie jednak odwzajemniła gest, ignorując to, jak Salami zawarczał poirytowany. Jakoś nie potrafiła sobie odmówić bliskości z dziennikarką. Zarzuciła jej ręce na szyję i na koniec szarpnęła jej wolną wargę, chcąc pozostawić na niej przyjemne mrowienie.
— Cześć — rzuciła jakaś rozanielona bardziej niż powinna. — No wypadało zapytać. Też co jadłam na obiad i ile kawy już dzisiaj wypiłam — proste? Proste. Problem w tym, że pewnie żadną z nich nie interesował ten temat. Za to o wiele bardziej mógł ich już zainteresować fakt, że psy przy ich nogach patrzyły na siebie jakoś… gniewnie. Salami chciał podejść do Nyx, jednak kiedy ta odskoczyła, bulldog zaczął warczeć. A po chwili już oba zaczęły szczekać i do siebie startować. To by było na tyle z miłego przywitania.
— Hej, Salami — Diasy odsunęła się od Kiry i od razu doskoczyła do swojego psa, przytrzymując do między dłońmi. — Chyba jednak trzeba będzie to zrobić jakoś sensowniej — przy okazji tego jak się schylała, z jej czoła również osunęła się czapka, ukazując… nowe, ciemne włosy na głowie Whitmore.

kira :impra:

and they called it puppy love

: ndz paź 25, 2026 4:17 pm
autor: kira finch
Zdrowiej byłoby zachować dystans i przywitać Daisy uściskiem dłoni albo poklepać ją po plecach w krótkim objęciu, ale Kira i tak przez długi czas wykazywała się zaskakującą jak na siebie wstrzemięźliwością. Nie pocałowała menadżerki w Brantford, chociaż miała ku temu doskonałą okazję. Później pojawiło się jeszcze kilka innych, a Finch za każdym razem dzielnie się trzymała, żeby nie zrobić jakiegoś głupstwa. I proszę, nawet jej się to udawało! Przez jakiś czas. Do momentu, w którym zatrzasnęły się w magazynku redakcji i Kira wreszcie zrobiła to, na co miała ochotę już od dawna. Przekroczenie tej granicy skutecznie pozbawiło ją resztek rozsądku, bo teraz nie potrafiła się już powstrzymywać. Co gorsza, wcale nie chciała. Stąd właśnie ten zachłanny pocałunek, który złożyła na ustach Whitmore, gdy ta ledwie przekroczyła próg jej domu. Sama Finch mogła być niecierpliwa, bezpośrednia i wyjątkowo kiepska w powstrzymywaniu własnych impulsów, ale nie zamierzała zmuszać Daisy do czegokolwiek, na co ta nie byłaby gotowa. Odwzajemniony pocałunek świadczył jednak o tym, że pragnęła tego samego.
— W sumie to mam nadzieję, że nie jadałaś obiadu, bo chciałam coś zamówić — uśmiechnęła się wprost w jej usta. Korciło ją, żeby zapytać, o co jeszcze powinna zapytać, może nawet rzucić coś w stylu co tam u Rowana?, ale na szczęście w porę ugryzła się w język. Nie była aż tak głupia, żeby dobrowolnie wchodzić na minę, którą sama sobie podłożyła. I tak już wystarczająco głupio wyszło z tym, że Boost i Sonic spuścili hokeiście wpierdol, przez co wylądował w szpitalu. Co prawda wyszedł z niego jakiś czas temu, a obrażenia nie okazały się poważne, ale poruszanie tematu męża Whitmore było beznadziejnym pomysłem.
Powarkiwania buldożka nie brzmiały zbyt zachęcająco, więc Kira odsunęła się od menadżerki i zerknęła kontrolnie na Nyx. Jej suka nie wyglądała jednak na szczególnie zainteresowaną nowym towarzystwem. Nie próbowała podchodzić do Salamiego ani go zaczepiać, nie szczekała i nie robiła niczego, co mogłoby sprowokować bójkę. Stała dumnie wyprostowana, z wysoko uniesionym łbem i spoglądała na buldoga z taką pogardą, jakby właśnie zobaczyła coś wyjątkowo żałosnego. Wyglądało na to, że uznała go za kogoś, kto nie zasługiwał nawet na jej uwagę, a już na pewno nie na nawiązanie bliższej znajomości.
— Potrzebują czasu i przestrzeni, żeby się ze sobą oswoić — wyjaśniła, zerkając jeszcze na oba psy. Przecież nie zamierzały zmuszać swoich czworonogów do wzajemnej sympatii. To tak nie działało. — Przejdźmy do salonu i zobaczymy, jak im pójdzie — zadecydowała i chciała dodać coś jeszcze, ale wtedy czapka zsunęła się z głowy Daisy i jej oczom ukazały się ciemnobrązowe włosy.
Finch zamrugała kilkakrotnie w przekonaniu, że ma jakieś wzrokowe omamy. Nawet ściągnęła brwi, ale nawet to nie potwierdziło złudzenia optycznego.
— Nie zrobiłaś tego — wyrwało jej się, a na twarzy pojawiło się autentyczne niedowierzanie. Przez chwilę po prostu gapiła się na Whitmore z rozdziawioną w zdumieniu gębą. — Poczekaj, pokaż mi się bliżej — złapała Daisy, zmuszając ją do powstania z kucek. Przyciągnęła ją do siebie, ujęła jej twarz w dłonie i obróciła ją najpierw w jedną, a potem w drugą stronę, żeby dokładnie przyjrzeć się nowej fryzurze. Nie miała pojęcia, kiedy ostatnio coś tak skutecznie odwróciło jej uwagę od wszystkiego innego. A już na pewno nie spodziewała się, że Daisy przyjdzie do niej z w takim wydaniu.
— Wyglądasz zajebiście — stwierdziła w końcu z pełnym przekonaniem, nawijając sobie na palec kosmyk ciemnobrązowych włosów. Nachyliła się, jakby znów chciała skraść jej pocałunek, ale zamiast tego przesunęła językiem po dolnej wardze menadżerki, zatrzymując się tuż przy jej ustach. — Nie możesz przychodzić do mnie i wyglądać tak zajebiście — wymruczała w kącik jej ust. Czy ona do reszty zwariowała? Przez nią Kira miała ochotę zrobić z nią same niepoprawne rzeczy!

Daisy 🥵

and they called it puppy love

: pn paź 26, 2026 10:51 pm
autor: Daisy Whitmore
— W sumie nie jadłam — rzuciła luźno na wspominkę o obiedzie. — A co zamówimy? — oczywiście, bo kiedy temat schodził na jedzenie, dla Daisy Whitmore nie istniało już nic innego. Chociaż figurę miała całkiem niezłą, dobrego żarcia nigdy nie była w stanie sobie odmówić. Jadła zdecydowanie więcej, niż powinna i o wiele bardziej niezdrowo niż zalecał chociażby jej własny maż, ale całe szczęście ojciec dał jej dobre geny i zajebistą przemianę materii, więc obżarstwo akurat nie było problemem.
Była nim natomiast dziwna niechęć psiaków do siebie.
Sama nie wiedziała, skąd to się wzięło. Może Nyx poczuła się niezadowolona, że jakiś inny pies znajdował się właśnie na jej włościach bez wcześniejszego zaproszenia, a Salami zaś pewnie był zazdrosny o swoją panią, która po raz pierwszy na jego oczach wymieniała czułości z kimś innym niż Rowanem. Całe szczęście, że psy nie potrafiły mówić, bo jeszcze musiałaby się tym przejąć.
— Myślisz, że salon załatwi sprawę? — spytała, zadzierając głowę w górę, podczas gdy jej dłonie sukcesywnie przesuwały się po grzbiecie buldoga, próbując go uspokoić. — Może damy im po jakimś smaczku? — nie miała pojęcia, jak do tego podejść. Nigdy nie musiała zaprzyjaźniać ze sobą psiaków, jednak wspólne jedzenie wydawało się nawet dobrym rozwiązaniem. Byle nie żadna zabawka, bo to jeszcze bardziej mogło rozjuszyć Nyx. Chociaż akurat w tym duecie to raczej Salami zaczynał ten cały konkurs warczenia. Jak zwykle mniejszy i bardziej bezbronny bardziej koksił. I może nawet Diasy podzieliłąby się swoimi spostrzeżeniami z Finch, jednak wtedy czapka zsunęła się jej z czoła, ukazując kaskady ciemnych, kasztanowych włosów. Świeżutko zrobionych z samego rana. Dzisiejsze!
— Jest aż tak źle? — zaśmiała słysząc to nie zrobiłaś tego. Kira naprawdę wygladała na zaskoczoną, a ją zaś zaskoczyło to, jak bardzo spodobała jej się dalsza reakcja dziennikarki. Aż za bardzo. Wstała na równe nogi, oczywiście robiąc dziwne miny, kiedy Kira kręciła sobie jej głową na wszystkie strony. — Weź bo się porzygam — wtrąciła w pewnym momencie. Trochę koloryzowała, nie było aż tak źle, ale był to wystarczający argument do tego, by szarpnąć Finch za biodra i przyciągnąć do siebie. Tak dla zasady. Żeby trochę ją uspokoić.
Wyglądasz zajebiście.
Ciepły, wyjątkowo przyjemny prąd przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, słysząc ten komplement.
Niby zwykła pochwala, dwa słowa, a jednak Whitmore czuła… się z siebie dumna. Z tego, że tak zadowoliła Finch. Widziała, że jej się podobało. I chyba to miała na celu. Podobać się. Co prawda Rowan zrugał ją od góry na dół, że teściowa padnie na zawał, jak zobaczy ją jutro na obiadku, ale reakcja Kiry wszystko jej wynagradzała. Poza tym, w tamtej chwili ostatnią rzeczą, o której myślała był jej własny mąż.
— No już przestań, bo się zrobie czerwona — speszyła się, czując kolejny przypływ miłych słów i język Finch na własnych wargach. Nie była przyzwyczajona do tego typu uwagi. Nigdy wcześniej nie dostała jej od swojego ukochanego, dlatego też takie drobne, cholernie seksowne gesty działały na nią zawstydzająco. Aż pożałowała, że było już po blackoucie, bo przynajmniej nie byłoby widać jej wypieków! — Dobra, chodź już do tego salonu — prychnęła, nachylając się do psa. Wzięła go na ręce, żeby nie kusić losu i przeszła w odpowiednim kierunku. Dzięki temu, że była tutaj kilka tygodni temu pamiętała już mniej więcej układ mieszkania panienki Finch. Przysiadła na brzegu kanapy, trochę niezręcznie, trochę jak zawsze kiedy jest się u kogoś pierwszy raz na wizycie. — Dajmy im coś do jedzenia, a potem nakarmy siebie. Na co masz ochotę? — spytała, w głowie nawet nie myśląc o tym, że zaraz Finch mogła wyskoczyć z jakimś na ciebie. Daisy była na to zbyt delulu. — W sumie nawet nie wiem, co lubisz jeść — oprócz Wendy’s rzecz jasna, bo tam akurat były razem podczas wyprawy po nowych samochód dla Whitmore. I tam również miały pierwsze rozmowy, dzięki którym mogły się trochę lepiej poznać.

kira :pocieszacz:

and they called it puppy love

: wt paź 27, 2026 10:36 am
autor: kira finch
— Zaraz coś wybierzemy. Najpierw zajmijmy się tymi gagatkami — ruchem głowy wskazała na psy, które łypały na siebie podejrzliwie spode łbów. Trzeba było trzymać mocno kciuki, że w końcu Nyx przekona się do obecności Salamiego.
Mogły zamówić wszystko, na co Daisy miała ochotę. Kira sama nie była zbyt wybredna, a przynajmniej nie pod względem jedzenia. Oczywiście istniały potrawy, za którymi nie przepadała, ale kiedy kilka miesięcy wcześniej pojechały razem po samochód, Whitmore miała okazję przekonać się na własne oczy, że Kira zadowoli się choćby zwykłym burgerem. Miało być smacznie i konkretnie. Reszta była jej zupełnie obojętna. W rodzinnym domu Finchów jadano zazwyczaj wykwintne dania, co w dużej mierze wynikało z upodobań jej ojca. Comber z jelenia, udziec z sarny czy dziczyzna z topinamburem, jarmużem i grzybami stanowiły tam codzienne pozycje w menu. Kira potrafiła docenić dobrze przygotowane jedzenie, ale nigdy nie rozumiała, dlaczego zwykły obiad musiał czasami przypominać wydarzenie wymagające wcześniejszego zaproszenia i odpowiedniego stroju. Jej ojciec miał podniebienie jak francuski piesek i chyba uważał, że im bardziej skomplikowana nazwa potrawy, tym większa jej wartość. Samo powiedzenie, że coś było smaczne, nie wystarczało. Trzeba było jeszcze wiedzieć, czy mięso przygotowano metodą sous-vide, czy grzyby pochodziły z odpowiedniego regionu, a warzywa pasowały do całości zarówno smakiem, jak i kolorem.
Pstryknęła palcami. No tak! Smaczki! To był świetny pomysł! Prawie tak świetny, jak przefarbowanie włosów na brąz.
— Źle? Zwariowałaś — parsknęła śmiechem, kiedy Daisy szarpnęła ją za biodra i przyciągnęła bliżej. — Nie mogło być lepiej — dodała, a w jej oczach dało się dostrzec szczery podziw. I mówiła całkowicie poważnie. Gdyby fryzura nie pasowała menadżerce, powiedziałaby jej o tym bez mrugnięcia okiem. Każdy, kto znał Kirę, wiedział, że nie pierdoliła się w tańcu. Nie zamierzała nikomu słodzić tylko po to, żeby poczuł się miło, bo uważała to za stratę czasu i energii. Jeśli coś jej się nie podobało, zwykle nie widziała powodu, żeby trzymać język za zębami, a jeśli już kogoś komplementowała, to przynajmniej można było mieć pewność, że nie robiła tego z grzeczności.
Miała ochotę zaczepnie pociągnąć zębami za dolną wargę Whitmore, ale ta zwinnie wyswobodziła się z jej objęć i wzięła na ręce buldożka. Finch wywróciła ślepiami, ale nie z poirytowania, a z rozbawienia.
— Już jesteś czerwona — stwierdziła, idąc za nią do salonu. — Jak dorodny pomidor — dorzuciła i klepnęła się w udo, przywołując do nogi Nyx. Dobermanka doskoczyła do niej posłusznie, a Kira pogładziła ją krótko po boku, a potem spojrzała na drugiego psiaka.
— Poczekaj, daj im to — powiedziała, podchodząc do regału, na którym stała puszka z przysmakami dla psów. — Nie wiem, czy to załatwi sprawę, ale warto spróbować — wcisnęła w dłoń menadżerki dwa mięsne paski o miękkiej strukturze. Dobermanka je uwielbiała, więc istniało spore prawdopodobieństwo, że Salamiemu również przypadną do gustu.
Na co masz ochotę?
Och, oczywiście, że Kirze cisnęło się na usta nic innego, jak na ciebie. Tak przecież zachowywała się prawdziwa cesarzowa podrywu, imperatorka komplementów i absolwentka Wyższej Szkoły Bajeru. Zamiast tego po prostu uśmiechnęła się pod nosem, wyciągnęła telefon i przysiadła na kanapie obok Daisy.
— Pytanie, czy chcemy faszerować się fast-foodami, czy wolimy zjeść zwykły obiad. Możemy też ugotować coś wspólnie. Nieskromnie przyznam, że butter chicken w moim wykonaniu nie ma sobie równych. Nigdy lepszego nie jadłaś — poruszyła wymownie brwiami. Finch może nie była jakąś wielką kucharą, ale miała kilka swoich popisowych dań, a maślany kurczak był właśnie jednym z nich.
Przesunęła kciukiem po ekranie telefonu, otwierając aplikację do zamawiania jedzenia, ale nie wybrała jeszcze żadnej opcji. Spojrzała na Daisy, czekając na jej decyzję. W końcu to miało być ich wspólne popołudnie!

Daisy :pupkabubka: