A date with no way back
: pt paź 23, 2026 4:03 pm
016
A date with no way back
- Dobra, przyznaję, może ten skrót nie był najlepszym pomysłem - odezwał się, kiedy zatrzymał samochód przed ogromnym drzewem leżącym w poprzek drogi. - Ale na moją obronę, Google twierdziło, że tędy będzie szybciej.
Zerknął na nią z niewinnym uśmiechem, po czym wrzucił wsteczny i rozpoczął zawracanie. Nie zamierzał przecież robić z tego wielkiego problemu. Wystarczyło wrócić do poprzedniego skrzyżowania i znaleźć inną drogę. Tyle że po kilkunastu minutach jazdy ponownie zobaczył przed sobą znajomy pień.
- Co jest, kurwa?
Zahamował i przez chwilę wpatrywał się w przeszkodę. Spojrzał w lusterko, później na ekran nawigacji, który przestał reagować. Nie było możliwości, żeby wrócili w to samo miejsce. Przecież cały czas jechali w przeciwnym kierunku.
- Okej. Albo właśnie odkryliśmy najgorszą drogę w Kanadzie, albo ktoś robi sobie z nas jaja.
Spróbował jeszcze raz. Tym razem pilnował każdego zakrętu, zwracał uwagę na mijane drzewa i nawet specjalnie sprawdził licznik kilometrów. Kiedy jednak po raz trzeci zobaczył powalony pień, przestało mu być do śmiechu. Sięgnął po telefon, ale na ekranie nie pojawiła się ani jedna kreska zasięgu.
- Cass, powiedz mi, że twój telefon działa - rzucił, spoglądając w jej stronę.
W międzyczasie zaczęło się ściemniać, a pomiędzy drzewami pojawiła się mgła. Noah zaklął pod nosem, kiedy silnik samochodu nagle zgasł. Przekręcił kluczyk raz, drugi i trzeci, ale bez rezultatu.
- Zajebiście. Po prostu zajebiście. Następnym razem zamawiamy pizzę i siedzimy na kanapie.
Wysiadł z samochodu, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie uda mu się ustalić przyczyny awarii. Nie miał jednak pojęcia, co właściwie powinien zrobić, a z każdą minutą widoczność stawała się coraz gorsza. Dopiero kiedy rozejrzał się po poboczu, zauważył stary drogowskaz. Podszedł bliżej i odczytał informację o niewielkiej wiosce oddalonej o dwa kilometry. Wrócił do samochodu i nachylił się do środka.
- Mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że jakieś dwa kilometry stąd podobno znajduje się wioska. Zła, że musimy przejść przez las, a nasz samochód najwyraźniej postanowił zakończyć dzisiaj współpracę. - Sięgnął po kurtkę i sprawdził, czy ma przy sobie kluczyki oraz telefon. - Wiem, że obiecałem ci fajny wieczór, ale chyba trochę przesadziłem z atrakcjami.
Próbował żartować, chociaż sytuacja coraz mniej mu się podobała. Szczególnie ta cholerna droga, która za każdym razem prowadziła dokładnie w to samo miejsce. Nie potrafił znaleźć dla tego żadnego sensownego wytłumaczenia.
- Chodź. Spróbujemy znaleźć kogoś, kto nam pomoże. Tylko trzymaj się blisko mnie, dobra? - Wyciągnął w jej kierunku rękę, czekając, aż wysiądzie. Jeszcze raz spojrzał w kierunku lasu. Mgła była już na tyle gęsta, że ledwo widział początek ścieżki. Nie podobało mu się to ani trochę, ale pozostanie w samochodzie bez ogrzewania, zasięgu i pewności, że ktoś tędy przejedzie, również nie wydawało się szczególnie mądre.
Cassiopeia Deveraux