Strona 1 z 1

§ 172 - corrupting morals

: pt paź 23, 2026 4:36 pm
autor: Sameer Shah
dwa


Kiedy tylko rozgrzana dłoń mężczyzny nacisnęła na przeszklone drzwi, szkło zmętniało na moment pod jego palcami. Apostrof z przyklejonym na drzwiach szyldzie „Mimmo’s” trochę się już odklejał, ale klimat w środku był bez porównania. Świąteczne lampki? Czerwone hokery z twardej skóry? Stoliki ze śladami po mokrych szklankach? Wszystko to składało się na obraz miejsca, które prawdopodobnie widziało już niejedno, a jeśli nawet nie, to przynajmniej sprawiało takie wrażenie. Sameer miał do takich lokali pewną słabość. Były znacznie ciekawsze od tych, w których rachunek za dwie kolejki wystarczał na zakup dobrego obiadu.
A.J. rozejrzał się po wnętrzu, prawą ręką rozmasowując ucho obolałe od nocnego zimna. Toronto powoli zdawało się wracać do normy, Parkdale natomiast zmieniło się w mały raj na ziemi. A raczej piekiekło, zależnie od tego, po której stronie akurat się stało. Jednak jeśli dzięki niewielkiej awarii prądu nie musiał spotykać się ze swoim ulubionym dilerem ukryty za restauracyjnym śmietnikiem, podobnie incydenty mogły zdarzać się częściej. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że poza ułatwieniami w dostawie towaru działy się również rzeczy naprawdę straszne, nie zamierzał jednak pozwalać, żeby takie szczegóły przysłaniały mu korzyści płynące z całej sytuacji. W tych sytuacjach wychodził z niego obrzydliwy liberalny kapitalista, który nie pragnął niczego bardziej niż nieograniczonego niczym handlu. Nie był z tego szczególnie dumny.
Zaraz zeskanował wzrokiem ludzi siedzących przy barze. Kilka par, w tym jedna wyjątkowo świeża, o czym świadczyło to, jak mocno oboje kleili się do siebie w kącie lokalu. Wyglądali, jakby dopiero co odkryli, że druga osoba ma usta.
Ugh!
Grupa starszych facetów, pewnie kumpli, którzy spotykali się w tym samym układzie od dwudziestu lat i wciąż mieli sobie do opowiedzenia te same historie. Mieszana grupa studentów, zbyt liczna, żeby dało się do niej dosiąść bez konieczności przeprowadzania małej kampanii. Trzy dziewczyny, które ewidentnie urządziły sobie babski wieczór, i… jedna kobieta siedząca przy barze.
Bingo!
Sameer nie był w tej kwestii nowicjuszem. Jeśli z kimkolwiek w tym lokalu można było nawiązać rozmowę bez konieczności przekrzykiwania trzech osób i udawania, że interesuje go opowieść o czyimś byłym, to właśnie z nią. Nie zamierzał robić z siebie tego klauna, który przysiada się do grupy dziewczyn i próbuje zainteresować sobą wszystkie naraz. Znał ten scenariusz, wiedział też, jak zwykle się kończył i na podobne atrakcje nie miał dziś najmniejszej ochoty. Idąc w stronę baru, zatrzymał muzykę grającą na telefonie i wyjął słuchawki z uszu. Odłączył je od komórki, po czym zaczął powoli owijać kabel wokół złożonych palców, aż utworzył z niego niewielką pętlę. Słuchawki schował do kieszeni znoszonej skórzanej kurtki, która ze skórą miała wspólnego niewiele poza nazwą i bez pytania o pozwolenie zajął hoker obok kobiety. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że kobieta mogła wcale nie chcieć z nim rozmawiać. Ludzie przychodzili do barów z rozmaitych powodów, niektóre z nich obejmowały samotne siedzenie w ciszy, inne ukrycie się przed zimną październikową nocą.
- Niech będzie dwa razy to samo – rzucił luźno do barmana, który właśnie zbierał od brunetki zamówienie.
Dopiero kiedy mężczyzna odszedł, A.J. pozwolił sobie przyjrzeć się kobiecie nieco uważniej. Była chyba grubo po trzydziestce, choć akurat w tej kwestii nie należało traktować go jak wiarygodnego źródła informacji. Sameer nie miał nigdy szczególnego talentu do zgadywania wieku, a z biegiem lat nauczył się wręcz unikać tej rozrywki. Zawsze, ale to absolutnie zawsze, udawało mu się kogoś obrazić. Nawet jeśli trafiał, druga strona zazwyczaj reagowała tak, jakby właśnie bardzo negatywnie ocenił jej atrakcyjność. Był to jeden z tych momentów, kiedy potwierdził swoje przekonanie, że ludzie woleli, kiedy kłamało im się w żywe oczy.
- Wiesz, że wyglądasz jak ktoś, kogo Egon Schiele namalowałby, gdyby miał szczęśliwe dzieciństwo? – zagadnął, przyglądał się kobiecie i szukając jej spojrzenia. Jasne tęczówki zetknęły się z jego ciemnymi, a wtedy Sameer uśmiechnął się szeroko. Nawet na trzeźwo zdarzało mówić mu się rzeczy, które rozsądniejsi ludzie zachowywali dla siebie. Co mógł jednak zrobić? Nie bez powodu przedsiębiorca u którego był wcześniej tego wieczoru był jego ulubionym. – W skali od jednego do dziesięciu, jak bardzo to było złe? – zapytał. – Piszę książkę i bardzo mi zależy, żeby główny bohater był kimś absolutnie nie do zniesienia.

Evina J. Swanson

§ 172 - corrupting morals

: ndz paź 25, 2026 12:06 pm
autor: Evina J. Swanson
Wracała do swoich starych nawyków. W końcu, co innego jej pozostało? Skoro takie życie odpowiadało jej wcześniej to nie widziała powodów do tego, aby do niego nie wrócić. Funkcjonowała tak przez większość swojego życia po czterdziestce, a teraz powoli zaczynała dobijać do pięćdziesiątki i zastanawiała się dlaczego nie?
Dlaczego nie miałaby wlać w siebie kilku piw czy drinków w Mimmo’s? Miejsce dobre jak każde inne. Nie zastanawiała się nawet, gdzie spędzi noc. Ani z kim. To już było jej kompletnie obojętne. W końcu była wolną kobietą i mogła zrobić wszystko na co miała tylko ochotę.
Dlatego właśnie siedziała przy barze. Nie potrzebowała żadnego towarzystwa poza barmanem, który czasem ją zagadywał, gdy tylko składała u niego kolejne towarzystwo. Miała spokój po tym jak spławiła jednego z tych głośnych i rubasznych facetów, gdy próbował się do niej przysiąść, a potem zaciągnąć do stolika ze swoimi kumplami, którzy uciekali od swoich żon. Przez moment nawet żałowała, że nie ma na palcu obrączki, bo ten fakt działał na niego wyjątkowo zachęcająco. Tylko czy na pewno obecność jednego elementu biżuterii wystarczyłaby, aby sobie odpuścił? Nie była pewna.
Nie zwracała większej uwagi na toczone w tle rozmowy i śmiechy. Była tu po to, aby po prostu chłonąć panująca w barze atmosferę. Po prostu lubiła takie miejsca. Zwykle w tle leciała jakaś kompletnie nieistotna muzyka, a niekiedy można było w nich obejrzeć także jakieś rozgrywki sportowe na zamontowanych na ścianach telewizorach. Uwielbiała te wieczory z nachosami i piwem, gdy wokół niej rozbrzmiewały głosy innych zapalonych kibiców. Choć mężczyźni nigdy nie traktowali jej tak samo poważnie, gdy przychodziło do kwestii związanych z piłką nożną. Czasami nie miała energii ani ochoty na takie dyskusje.
Teraz jednak po prostu chciała napić się czegoś, czego nie mogła sobie zafundować w zaciszu swoich czterech kątów. W dodatku od dawna zwyczajnie nie przesiadywała w takich miejscach. Musiała nadrobić pewne zaległości i odetchnąć głęboko powietrzem, w którym wisiał zapach alkoholu oraz nieprzespanych nocy.
— Zapodaj mi może jeszcze jednego Rob Roya — poprosiła barmana, gdy po raz kolejny tego wieczora skończyła z pustą szklanką w ręku.
Nie spodziewała się tego, że miejsce obok niej zostanie zajęte przez młodego mężczyznę, który poprosi o to samo. Odwróciła się powoli na hokerze w jego kierunku. Mimowolnie zlustrowała go uważnie wzrokiem od gęstwiny ciemnych włosów, które okalały twarz o przyjemnej dla oka cieplejszej karnacji, aż po samo obuwie. Wyraźnie starała się go w jakiś sposób ocenić oraz ocenić, kim właściwie mógł być ten przystojny młodzieniec, który dołączył do jej zamówienia. Na chwilę zawiesiła spojrzenie w jego pogodnych oczach o głębokiej, ciemnej barwie, a na brzmienie jego nieudanego podrywu uśmiechnęła się półgębkiem z lekkim jedynie rozbawieniem.
— Jak bardzo złe? Dałabym takie siedem i pół — oceniła w końcu, gdy barman uwijał się przy nich, aby przygotować dwa Rob Roye. — Sam tekst słaby, a do tego musiałbyś jeszcze natrafić na kogoś, kto wie, kim był właściwie Egon Schiele. Także kiepsko.
Obstawiała raczej, że większość osób w ten sposób zostałaby nakłoniona do szybkiego wygooglowania imienia i nazwiska malarza, ale niekoniecznie do tego, aby kontynuować jakąkolwiek rozmowę z chłopakiem.
— A o czym w ogóle ta książka? — zapytała jeszcze, gdy tylko mężczyzna zza baru postawił przed nią nowe zamówienie.
Niech będzie. Łyknie ten haczyk. Może dlatego, że jednak samotny wieczór trochę jej zbrzydł, a do tego natrafiła na kogoś, kto przynajmniej starał się być oryginalny zamiast stosować stale te same sztuczki i teksty, które powielały dziesiątki innych mężczyzn.

Sameer Shah

§ 172 - corrupting morals

: czw paź 29, 2026 4:10 pm
autor: Sameer Shah
- Rob Roy, klasyka – przytaknął.
Kurwa!
Sameer nie miał pojęcia, czym był Rob Roy. Pozostawało mu tylko czekać, aż przed jego nosem wyląduje szklanka z czymś co będzie dało się wypić. Co nie było takie oczywiste, ponieważ ostatnio w barach można było dostać wszystko. Drinki z żelkami, watą cukrową, jadalnym brokatem, pianką w kolorze zachodzącego słońca i innymi wynalazkami, które wyglądały, jakby ktoś pomylił kartę drinków z ofertą urodzinową dla ośmiolatków. Nie miał nic przeciwko temu, żeby ludzie czerpali przyjemność z życia, ale istniała granica między urozmaiceniem wieczoru a infantylizacją alkoholu. Przynajmniej tak to sobie tłumaczył, bo równie dobrze mógł być już po prostu starym zrzędą, który nie nadążał za współczesnością.
Pracował kiedyś za barem, choć określenie barman wydawało się w tym przypadku mocno na wyrost. Potrafił nalać piwo, zrobić kilka podstawowych drinków i nie pomylić zamówień zbyt często, w niektórych lokalach właśnie to wystarczyło do otrzymania grafiku na kolejny tydzień. Nie nadawał się jednak do tej pracy z kilku powodów. Przede wszystkim oceniał wybory innych ludzi, a ponieważ nie należał do osób szczególnie skrywających emocje, klienci zazwyczaj mogli odczytać z jego twarzy, co sądził o ich zamówieniach. Jeszcze gorzej znosił pijanych, kiedy sam pozostawał względnie trzeźwy. Istniał pewien poziom upojenia, przy którym cudze bełkotanie, powtarzanie tych samych historii i próby zaprzyjaźnienia się z obsługą stawały się całkiem zabawne. Czasami jednak nie był w stanie go osiągnąć.
Przyglądał się więc teraz z uwagą, jakiej nie poświęcał nawet obserwacji bardziej doświadczonych kolegów, jak barman sięga po butelkę whisky, potem po wermut. Sameer poczuł się odrobinę pewniej, dopóki nie dotarło do niego, że cała ta procedura przypominała mu coś, co już znał.
Czy to nie był przypadkiem Manhattam?
Manhattana akurat znał. Zamawiały go dziewczyny, które chciały się poczuć jak bohaterki „Seksu w wielkim mieście”, i w dziewięciu przypadkach na dziesięć okazywało się, że drink wcale im nie smakuje. Dało się to rozpoznać po minie, którą robiły przy pierwszym łyku.
- Ahh, liczyłam przynajmmniej na ósemkę – westchnął, przyjmując werdykt z rozczarowaniem. - Widocznie muszę nad tym popracować. Może mniej Schielego, więcej traum z dzieciństwa – oparł przedramię o blat, a wolną dłonią sięgnął po szklankę, która właśnie pojawiła się przed nim. Nie upił jednak ani łyka. Najpierw zerknął na bursztynowy płyn. – Wiesz… - zaczął odkładając drinka na blat. – Te wszystkie teksty w stylu co taka piękna kobieta robi w barze sama i… – urwał, przenosząc wzrok na jej dłonie. Przechylił się nieco na hokerze, a potem podniósł, żeby lepiej przyjrzeć się jej drugiej ręce. – niezamężna. W każdym razie takie zagadywanie jest już tak sztampowe, że nawet nie nazwałbym go słabym. To jak buczenie w tle. Na początku wkurwia, ale po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja i przestaje zwracać uwagę – zawiesił głos, kiedy uświadomił sobie, że porównał nagabywanie kobiet do irytującego szumu. Nieważne! – Chociaż właściwie to ciekawe – podjął. – Drinka można sobie zrobić w domu, prawda? Więc po co przychodzić do baru? Zwłaszcza samemu – spojrzał na nią.
Shah aż się wyprostował. Nie jakoś szczególnie gwałtownie, ale wystarczająco, żeby dało się zauważyć, że pytanie trafiło na podatny grunt. Co prawda nie napisał jeszcze właściwie niczego, co nadawałoby się do pokazania komukolwiek, ale to był szczegół techniczny. – O, to jest bardzo dobre pytanie – zaczął, jakby przed chwilą usłyszał je po raz pierwszy w życiu. – Właściwie chodzi o moralność, ale nie w takim banalnym sensie, że człowiek robi coś złego, a potem musi ponieść konsekwencje, odpokutować winy i zostać lepszą wersją siebie. Mam już serdecznie dość bohaterów, którzy mogą popełnić dowolne świństwo, a potem okazuje się, że mieli trudne dzieciństwo, szlachetne pobudki albo przynajmniej bardzo dobry powód – sięgnął po drinka, jednak kolejny raz zanim zdążył wziąć chociaż łyka odłożył go na blat. – Chcę napisać coś, co będzie takim modernistycznym hołdem dla „Zbrodni i kary”, tylko bez kary. I właściwie bez zbrodni w tym tradycyjnym rozumieniu. Bardziej chodzi mi o brak metafizycznej rachunkowości i obciążania „moralnego konta” bohatera – na chwilę zamilkł. Jednocześnie po to, żeby dać rozmówczyni czas na przyswojenie tej myśli i znalezienie wątku. – Mówiąc oczywistościami: Camus miał z tym trochę wspólnego. Z kolei Nabokov świetnie to rozumiał… Ale… - machnął ręką. – W skrócie powieść o moralności, winie, narracji i braku konsekwencji. Pewnie zginie pomiędzy kolejnym romansem fantasy a poradnikiem. Takie życie – uśmiechnął się szczerze. Nie pisał po to, żeby podbijać listy bestsellerów. – Trudno konkurować z taką ofertą…
Westchnął, tym razem sięgając po swojego drinka z zamiarem napicia się go, a jednak po raz trzeci szkło nie dotarło do jego ust. – Mogę zadać ci jedno pytanie? – zagaił. – Jesteś nauczycielką?

Evina J. Swanson