001. Surprise, surprise
: sob paź 24, 2026 12:07 pm
Bruce niestety musiał odejść. Henry pożegnał się z nim z dnia na dzień urywając kontakt tak, jakby wcale nie zatrudniał go przez ostatnią dekadę. Dlaczego musiał zakończyć tę współpracę - tego niestety Henry Estelle nie powiedział, ale z jakiegoś powodu to był jej obowiązek, żeby znaleźć mu nowego ochroniarza.
A mimo tego, że Henry Beaufort jest jednym z najbardziej znanych ludzi w kraju, okazuje się, że bardzo mało osób chce z nim współpracować w zakresie prywatnym. Istnieje jakaś opinia, że jest klientem trudnym. Sama Estelle pracuje z nim już od jakiś osiemnastu lat, więc może to potwierdzić, natomiast zawsze raczej dbała o jego PR, natomiast ponieważ Bruce był z nimi tak długo, to pewnie nieco umknęło jej to, jak o Beuforcie mówi się w ochroniarskim świecie.
Tak czy inaczej w końcu załatwiła mu ochroniarkę, jak tylko zobaczyła jej CV to ucieszyła się jak mała dziewczynka i już po kilku dniach podpisywała z panią Chamberlain dokumenty. I sądziła, że Henremu to się spodoba. Będzie miał młodą, a doświadczoną panią komisarz przy boku, a na pewno dodatkowo to, że dziewczyna jest ładna nie zaszkodzi, prawda?
Prawda?
No oczywiście, że nieprawda, bo Henry zawsze reagował na opak niż tak jak przewidywała, że może zareagować. Więc kiedy sądziła, że ucieszy sie na widok Birdie, to ten się cały zrobił poważny i zaczął łazić niespokojnie po pokoju.
I od pół godziny kłócili się o to, najpierw przy zamkniętych drzwiach, ale teraz już w salonie, gdzie Birdie już wszystko mogła słyszeć. Estella była nawet zadowolona, że Birdie odrazu zobaczy jaki jest Henry, żeby sobie nie myślała, że będzie to łatwa fuszka.
Z perspektywy Henry'ego to była jakaś jedna wielka pomyłka i żart. Nie mógł za bardzo pojąć jak to jest możliwe, że najnowszy pomysł agencji zakładał, że osobą, która ma go ochraniać będzie obecna tu dziewuszka? Spogląda na nią z boku i wraca znów spojrzeniem do Estelle.
- To jest żart Estelle? - pyta z niedowierzaniem wbijając w nią spojrzenie. Estelle była kobietą w podeszłym wieku, a zmarszczki na jej twarzy eksponowały emocje, więc kiedy uniosła teraz brew, wygląda to jakby cała jej twarz zamieniła się w znak zapytania.
-Żaden żart 'enri - odpowiedziała kręcąc głową i oddając uparte spojrzenie w jego kierunku. Pomarszczone usta wysmarowane wściekłoróżową szminką związały się w dzióbek sugerujący niezadowolenie z powodu reakcji Henry'ego. - Pani Chamberlain jest wykwalifikowana, ma świetne referencje i doświadczenie i jestem przekonana, że dogadadzie się świetnie ze sobą - zaczęła w międzyczasie sięgać po swoją torebunie z lakierowanej na niebiesko skóry węża, sugerując, że rozmowa została zakończona. Rozsunęła srebrny suwak i wyjmuje z wnętrza telefon, żeby sprawdzić godzinę. Następnie odróchowo odwróciła dłoń i spogląda na cyferblat zegarka, który ma na nadgarstku. Henry pomyślał, że to jej by sie przydała ochrona z takim zegarkiem, jaki ma na ręku i że może sobie zabierać tę dziewczynkę z referencjami. Ale Estelle jakby czytała jego myśli i zaraz nagle wstaje.
- No dobrze, ja muszę już iść kochaneczki. Zostawię was - i idzie w stronę drzwi, a Henry za nią, bo wie, że kiedy tylko te drzwi zamkną się za jego agentką, to nie będzie wcale tak łatwo zmienić jej decyzję. Nauczył się już jak z nią postępować i jego strategią było zrobienie afery. Dogania ją, bo jak na taką niską kobietkę, to zdecydowanie żwawo się poruszała.
- Estelle, nie możesz mnie tu z nią zostawić, co ja mam z nią zrobić? Kakao zaparzyć?? Miałaś mi załatwić najlepszego ochroniarza, a nie jakąś dziewczynkę do opieki - syknął do niej, i stara się mówić tak żeby dizewczyna tego nie słyszała, no ale może być w sumie ciężko, bo mimo wszystko głos się niesie. Nie chciał jej robić przykrości, bo jednak niby to nie jej wina, ale z drugiej strony - to po co ona się zgłasza na taką posade? Jak ona mu ledwo do ramienia sięga. Estelle burknęła coś pod nosem niezrozumiałego. -Co ty sobie myślisz, jak to będzie wyglądać, jak będę paradować po ulicy z nią?? - teraz już podniósł nieco głos i dziewczyna już na pewno to słyszała. Estelle odwróciła się do niego i powiedziała bardzo powoli:
-Kochaneczku, innej opcji nie masz
I chociaż zupełnie nie chciało mu się w to wierzyć, bo czy ona mu wlasnie zasugerowała, że w całym Toronto jest jedna tylko osoba, która może być jego ochroniarzem i że musi to być jakaś dziewczynka, która mógłby podnieść na jednym ramieniu???
Nim jednak zdążył jej odpowiedzieć, drzwi za Estelle się zamknęły, a Henry wkurwiony odwraca się na pięcie i warcząc i fukając wraca do salonu.
No i ona wciąż tam jest.
Wywrócił na nią oczami i zamiast iść do niej, to poszedł do barku, który znajdował się przy drzwiach i sięga po jedną, drugą, trzecią butelkę i wlewa sobie z trzeciej brązowego płynu do szklaneczki, schylił się i wyjął lód i idzie w stronę kanapy, unosząc lekko rękę z drinkiem.
- Zapamiętaj sobie, takie pije jak jestem zdenerwowany