Strona 1 z 1

zachodni wiatr

: ndz paź 25, 2026 3:23 am
autor: nadir al khansa
000
dopamine chamber just tryna kill the pain
you can't escape the feeling once you've given it a name
dirty red sky, feeling that sting

Dławiący smutek zaciskał swe więzy na jego szyi pokrytej blednącą już opalenizną. Chwytał w pułapkę, w której obumierały w nim wszelkie słowa, pozostawiając po sobie jedynie gorzki posmak. Dwa dni przespał na matczynej kanapie, kuląc się na niej żałośnie pod drapiącym kocem w odcieniu zgniłej zieleni. Niepełnie - a raczej praktycznie wcale - przespane noce spędzał głównie na wsłuchiwaniu się w cicho tykający rytmiczny dźwięk zegara zawieszonego na przeciwległej ścianie.
Tik
tak
tik.. Choć w otulających niewielkie pomieszczenie ciemnościach z trudnością dostrzegał godziny wskazywane na jasnej tarczy zegara, to niezmiernie mocno odczuwał k a ż d ą przemijającą sekundę. Jej sekundę. Zwiększającą wagę tej myśli na jego klatce piersiowej powoli unoszącej się i opadającej jakby w ogromnym bólu przy najmniejszym drgnięciu. Pragnął po prostu zniknąć; rozpłynąć się pod grubym materiałem lub kompletnie już stracić swe kontury rozmyty zalewającymi go zmartwieniami. W ten czy inny sposób miał stracić ją ostatecznie... Dlatego kolejne dwie noce przekoczował praktycznie w okolicach szpitala, do granic możliwości korzystając z niewystarczających ram godzin odwiedzin. Zgarbiony na skrzypiącym stołeczku tuż przy szpitalnym łóżku babci, delikatnie obejmował jej drobną dłoń, gładząc przy tym kciukiem jej pergaminową skórę. Nie potrafił uwierzyć, iż to kruche ciało z każdą chwilą opuszczało życie. Skradzione przez los dni, w których oplatałby go jej głos układający się w dźwięczne arabskie słowa.
Tego wieczoru przepędziła go po raz kolejny słowami wdzierającymi się pod samą skórę; Twoje życie nie zatrzymało się wraz z moim, يا روح قلبي.
A jednakże w pewnym sensie przestał istnieć. Zawieszony gdzieś na skraju własnego życia oraz cudzej śmierci, gdzie żadna obca dusza nie zdołałaby go odnaleźć. Tak czuł się, gdy wędrując korytarzami galerii sztuki, nie napotkał na swojej drodze ani jednej żywej osoby. Patrzyły na niego wyłącznie oczy w mijanych nieśpiesznie portretach, tak intensywnie jakby wedrzeć się mogły w głąb jego najskrytszych sekretów.
Czy dosięgnął go zachodni wiatr, gdy przystanął w końcu przed jednym z obrazów. Wszak prowadzić ciało Al Khansy musiała jakaś wyższa siła, gdyż jego własne myśli pogrążone były w brutalnym chaosie. Nie odrywając wzroku od dzieła, przysiadł na drewnianej ławeczce tuż przed nim. I tym samym zamyślonym spojrzeniem powędrował dalej, do białej etykiety muzealnej. Tom Thomson
The West Wind
1916–1917
Oil on canvas
120.7 × 137.9 cm
Nadir bezwstydnie mógł przyznać, że kryjąca się za obrazem historia wydawała się mu aktualnie niezmiernie daleka. N i e i s t o t n a, kiedy sam nadawał mu własnego znaczenia. Gubiąc się w kolorach pozostawionych po pociągnięciach pędzla, przyglądał się namalowanej samotnej sośnie. Czy tak nie było jej lepiej? Głębia tego niewypowiedzianego w głos pytania dotykała przede wszystkim jego obaw, jakby w malunku starał się desperacko odnaleźć oparcie. A może - na wszelkie egipskie bóstwa - zdołaby wydrzeć swe serce wraz z rozpaczą i oprawić je w pozłacaną ramę, by pozostawić je z dala od śmiertelnego ciała i cierpiącej duszy? A może...
Stukot kroków na drewnianym parkiecie przerwał myśl, nim nabrała swych niebezpiecznych kształtów. Ciało Nadira nie drgnęło wpierw wcale, skierowane nadal ku Zachodniemu Wiatrowi. Dopiero po chwili przekrzywił samą głowę delikatnie w kierunku dźwięku kroków, które pochłonąć zdążyła już cisza. Bez większej reakcji objął spojrzeniem hebanowych oczu mężczyznę, którego twarz zdawała się Al Khansie plątać między jednym mglistym wspomnieniem a drugim... bądź malować dawnym snem, gdzie sam Nadir ukształtował jego kontury ust czy zarysowaną linię nosa. I spoglądając na niego, czuł się jak uwięziony między jednym urwanym w pędzie zdaniem a początkiem kolejnego.
- Nie sądzisz, że jest niezmiernie smutny? - Ja jestem. Słowa opadły miękko na ustach Nadira, by następnie delikatnie naznaczyć dzielącą ich ciszę. Nakreślić dokładnie trasę od jednego nieznajomego do drugiego, wiążąc ze sobą ich spojrzenia.


(nie)znajomy