Strona 1 z 1

some need therapy i have my motorcycle

: ndz paź 25, 2026 12:49 pm
autor: Zavia Vanberg
003.
some need therapy i have my motorcycle
Często gdy chciała pomyśleć i uciec przed światem (a zwłaszcza szarą codziennością) wskakiwała na motor. Moment, w którym układała opancerzone w rękawice bez palców dłonie na kierownicy był tym przełomowym. Bo chwilę później odpalała silnik i zostawiała wszystko za sobą. I choć doskonale zdawała sobie sprawę, że to była ucieczka tylko na chwilę to i tak starała się wyciągnąć z tego czasu jak najwięcej, żeby powrócić do rzeczywistości ze świeżą głową, wolną od nękających myśli.
Miała swoje ulubione trasy, ale czasami lubiła zboczyć z bezpiecznej, dobrze znanej drogi. W trakcie trwającego blackout'u trzymała się jednak dróg, po których mogła się poruszać niemal na pamięć. Pogrążone w półmroku ulice nie robiły na niej wrażenia – nawet polubiła jeżdżenie od jednej świecącej do kolejnej, prawie jakby oznaczała kolejne punkty na mapie swojej podróży.
Ulice nie były ruchliwe, co dodatkowo potęgowało uczucie odosobnienia i samotności. Potrafiła sobie wyobrazić, że w najbliższym otoczeniu nikogo więcej nie ma – tylko ona, motor i wszechogarniająca ciemność. I te checkpointy w postaci latarni, obok których czasami przejeżdżała.
Absolutnie nic nie wskazywało na to, że ten wieczór będzie się różnić od pozostałych.
Absolutnie nic.
Pochyliła się bardziej do przodu, gdy wjeżdżała w zakręt. Przez drzewa prześwitywały księżyc i gwiazdy, a gdzieś w oddali było słychać pohukującą sowę. Ulica wciąż była pusta – nie widziała świateł żadnego innego, nadjeżdżającego pojazdu. W zasięgu jej wzroku znajdowała się jedynie samotna latarnia, kolejny punkt wieczornej jazdy.
I nagle poczuła coś dziwnego – motor zaczął zwalniać. Bo choć chciała przyspieszyć, żeby szybciej pokonać ten brakujący do bardziej oświetlonego miejsca kawałek to maszyna zdawała się wytracać prędkość. W pewnym momencie miała wrażenie, że traci panowanie nad jednośladem. Ale udało jej się nie wywrócić. Wyhamowała, zatrzymując się kilkanaście metrów przed latarnią.
Westchnęła ciężko jednocześnie uznając, że najlepiej będzie przepchać pojazd w stronę światła. Tak też zrobiła. Zebrała w sobie siły i pchnęła motocykl po raz pierwszy. Ledwo drgnął z miejsca, dlatego upewniła się jeszcze czy hamulce nie są zaciśnięte i podjęła kolejną próbę. Miała szczęście, że to był akurat kawałek z górki, co znacznie ułatwiło jej przemieszczenie się.
Ustawiła się na poboczu, od razu wyjmując z kieszeni telefon. Pospiesznie odblokowała telefon. Chciała napisać do kogoś o pomoc, ale... nie miała w tym miejscu zasięgu. Ikonka była przekreślona.
— Nie no, kurwa, fantastycznie — syknęła nieco zażenowana tą całą sytuacją. Jedynym pocieszeniem było to, że o ile się nie myliła to jakiś kilometr (lub dwa) wprzód znajdowała się stacja, na której na pewno ktoś by jej pomógł. Wiedziała jednak, że nie przepcha motoru na taką odległość. W świetle latarni była też najbardziej widoczna, więc jeśli ktoś przejeżdżałby obok to może by jej pomógł. Szkoda tylko, że te boczne uliczki, wokół których nie było praktycznie nic były tak rzadko uczęszczane...
Stała przed wewnętrznym dylematem – zostawić motocykl i ruszyć dalej z telefonem w poszukiwaniu zasięgu czy odczekać chwilę w nadziei, że zza zakrętu wyjedzie ktoś, kto będzie miał dobre zamiary? Z każdą minutą robiło się coraz ciemniej...

Ryu Hollingsworth