Strona 1 z 2
I don't want to get stuck anywhere with you
: ndz paź 25, 2026 6:23 pm
autor: Felix Carlson
“Za dużo siedzisz przy komputerze. Wyjdź kiedyś z domu.”
Ciężko powiedzieć jak wiele razy Felix słyszał podobne słowa, które w jego stronę kierowali przyjaciele, co rusz martwiąc się, że Carlson przyrośnie do fotela, jeśli tylko nie zacznie bardziej udzielać się w życiu realnym. Doceniał ich starania i naprawdę rozumiał punkt widzenia, ale co zrobić, że młody analityk tak bardzo lubił wirtualną rzeczywistość, w której radził sobie znacznie lepiej, niż w tej realnej. Zresztą czy nie prawdą było, że ostatnimi czasy i tak znacznie częściej ruszał tyłek sprzed szklanego ekranu, na nowo zaczynając podróżować? Jasne, może nie wybierał się nigdzie daleko, a tym bardziej do innego kraju, ale kroczek po kroczku, co? Najpierw musiał sobie w życiu prywatnym wiele spraw poukładać, bo odnosił wrażenie, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu tygodni zmieniło się naprawdę wiele i nie wszystkie te zmiany były dla niego pozytywne.
O wiele więcej korzystnych rzeczy mógł powiedzieć o pracy, w której udało mu się pomóc w rozwiązaniu dwóch sprawa, wyciągając wnioski, które wcześniej umknęły policjantom. Zawsze mu się ciepło na duszy robiło ilekroć tylko dowiadywał się, że jego praca faktycznie miała znaczenie. Nie to, żeby w to wątpił, niemniej kto nie lubił świadomości, że zrobił coś dobrego? A zdaniem Felixa mordercy powinni zawsze ponosić odpowiedzialność za to, co robili. On, jak nikt inny rozumiał jak to było stracić osobę, którą się kochało.
Z racji tego, że aktualnie czuł się zbyt podekscytowany faktem, że ten dzień przynosił wiele dobrego, postanowił wybrać się na wycieczkę. Ot, zaledwie krótka wyprawę rowerową poza miasto, żeby chociaż trochę rozruszać mięśnie. Nie chciał się przy tym specjalnie przeforsować, bo serce ostatnimi czasy doskwierało mu bardziej, ale potrzebował tego. Tak po prostu.
Zapakował więc pojazd do busa, który wywiózł go na obrzeża i tam, wybierając znacznie mniej uczęszczaną trasę, ruszył przed siebie, uśmiechając się lekko. To było to! Już niemal zapomniał jak fajnie było czuć wiatr we włosach, kiedy jechało się szybciej, niż powinno.
Owa dziwna brawura poskutkowała drobnym wypadkiem, któremu chwilę później uległ, gdy tracąc panowanie nad kierownicą został trzepnięty na zakręcie przez samochód. Upadł i potoczył się kawałek dalej po asfalcie, boleśnie obdzierając sobie łokcie. Jęknął, lądując ostatecznie plackiem na nawierzchni. Tego zdecydowanie nie było w planach!
Hunter Robertson
I don't want to get stuck anywhere with you
: ndz paź 25, 2026 8:05 pm
autor: Hunter Robertson
Hunter był tak pochłonięty treningami i ogólnie całym sezonem hokejowym, że kompletnie zapomniał, jak to jest odpoczywać. Kilkugodzinne treningi, do tego siłownia i wieczorne bieganie, a w dniu meczu całkowite odcięcie się od życia towarzyskiego, o którym znajomi musieli mu wiecznie przypominać. Ale co miał poradzić na to, że gra w hokeja była jego życiem i sposobem na utrzymanie się? Jako zawodnik głównej drużyny Toronto był ustawiony do końca życia, o ile po drodze niczego nie spierdoli. Po latach gnębienia innych uczniów w szkole musiał uważać na to, jak się zachowuje, żeby jego przeszłość w końcu go nie dopadła. Zawsze mógł się wytłumaczyć, że każdy młody chłopak popełnia błędy, a potem, żeby udobruchać fanów, przeznaczyć trochę pieniędzy na szczytne cele. Tak, Hunter miał plan przygotowany niemal na każdą okazję.
Ale nie na tę, która właśnie miała się wydarzyć.
Przyjaciele zmusili go do pójścia na jakieś spotkanie w ich gronie. Chujowe, bo przyjechał autem, więc nie mógł się nawet napić. O zgrozo! Potem musiał jeszcze samotnie wracać do domu, co chyba tylko dlatego wpędziło go w kłopoty.
Jechał sobie spokojnie, śpiewając pod nosem do piosenki, która akurat leciała w radiu, gdy nagle na drogę wybiegło jakieś zwierzę. Przez niespodziewane pojawienie się intruza stracił panowanie nad kierownicą, przez co, jak mu się wydawało, potrącił biedne stworzenie i wylądował na poboczu. Zacisnął palce na kierownicy, próbując uspokoić przyspieszony oddech, a dopiero po jakiejś minucie wydostał się z auta, by zaraz potem paść przy nim na kolana. Wziął kilka głębokich oddechów, powtarzając sobie w myślach, że nic mu nie jest, jakby miało mu to w czymkolwiek pomóc. Czas jakby dla niego zwolnił, bo wydawało mu się, że spędził na trawie o wiele więcej czasu, niż minęło w rzeczywistości.
W końcu jednak podniósł się na równe nogi, bo musiał sprawdzić, jak wielki wypadek spowodował.
Nie spodziewał się jednak, że zwierzęciem, które, jak myślał, właśnie pozbawił życia, był nie kto inny jak Felix – znienawidzony sąsiad, który niedawno zniszczył mu deskorolkę.
– No ja pierdolę… Czy ty mnie prześladujesz? – warknął, podchodząc bliżej do leżącego plackiem na ziemi chłopaka. Szturchnął go stopą, żeby sprawdzić, czy żyje, bo trupa nie chciał mieć na swoim koncie. – Ej… Słyszysz mnie? – krzyknął, rozglądając się dookoła, żeby sprawdzić, czy w pobliżu nie było żadnych świadków.
Felix Carlson
I don't want to get stuck anywhere with you
: pn paź 26, 2026 12:05 am
autor: Felix Carlson
Wychodząc z domu Felix nie spodziewał się, że zostanie potrącony przez samochód. I podobno prawdziwa rzeczywistość była bezpieczna? Ciekawe z której strony, bo leżąc na mokrym asfalcie Carlson wcale nie czuł się tak ani trochę. Ba, on był niemal przekonany, że to była kara za zmianę planów i próbę całkowitego odmienienia swojego trybu życia. A trzeba było siedzieć na tyłku w domu i przechodzić kolejne levele w grze, w której owszem upadał niezliczoną ilość razy, ale przynajmniej jego własne ciało nie odczuwało tego tak dotkliwie.
Mruknął, nadal otumaniony upadkiem. Miał nadzieję, że nie uderzył się w głowę, bo nie chciałby, aby nagle okazało się, że będzie miał problemy z łączeniem faktów, czy pamięcią. Obie te rzeczy były mu potrzebne do pracy, którą lubił i którą sobie cenił uważając, że była dobrym życiowym wyborem. Dostatecznym, aby go utrzymać oraz nie przypominać o przeszłości, która mimo wszystko bolało równie mocno, jak każda część ciała.
Nie zarejestrował momentu, w którym kierowca samochodu się zatrzymał pojazd i wysiadł, by sprawdzić, co działo się z informatykiem. Prawdę powiedziawszy trochę rejestrował niewiele zamroczony i zszokowany całym zdarzeniem, w którym najbardziej ucierpiały jego ubrania i zapewne rower, który poleciał gdzieś na drugą stronę. Jak on teraz miał wrócić do domu? Przecież był całkiem daleko od miejsca, do którego dojeżdżały autobusy?
Chwilę później przez mgłę otaczającą jego umysł przedarł się głos, którego nie był w stanie pomylić z żadnym innym?
Hunter? Co on tutaj robił? Czy naprawdę musiał ostatnio pojawiać się wszędzie tam, gdzie Felix chciał go najmniej? Chociaż nie - chłopak nie chciał go w ogóle w swoim życiu, bo za każdym razem jego trauma z dzieciństwa dawała o sobie znać.
-Hunter…? - wyrzucił z siebie jego imię, czując jak ten go szturcha. Jeśli planował się go pozbyć, teraz miał idealną ku temu okazję. - Ja nie… ja cię nie prześladuję. Nie musisz mnie kopać - rzucił, uchylając powieki. Chwilę trwało, zanim wzrok mu się wyostrzył, a wtedy w okazałości dostrzegł postać ciemnowłosego. - Słyszę i żyję. Pewnie nie takiej odpowiedzi chciałeś, co? - stwierdził, powoli siadając. kręciło mu się trochę w głowie, ale przynajmniej kontaktował. To był dobry znak. - To kara za deskorolkę? - spytał, bo pojawienie się Huntera w tym samym miejscu co on, zdawało się być wyjątkowo nieprawdopodobne.
Hunter Robertson
I don't want to get stuck anywhere with you
: pn paź 26, 2026 5:30 pm
autor: Hunter Robertson
Czy wszechświat miał jakiś plan wobec niego i Felixa, skoro tak uparcie ich do siebie pchał? Najpierw wpadli na siebie na ulicy, w wyniku czego jego deskorolka została zniszczona. Teraz Hunter potrącił autem Felixa, który stracił rower. Niby byli kwita, ale co z obrażeniami, które mógł spowodować Robertson? Masywne samochody potrafiły wyrządzić sporo szkód, których człowiek początkowo nawet nie zauważał, by później umrzeć we śnie. Hunter nie był mordercą i nie zamierzał mieć czegoś takiego na sumieniu, nawet jeśli bardzo chętnie pozbyłby się Carlsona ze swojego życia.
— No Hunter, a kto inny? Znasz innego takiego przystojniaka? — zaśmiał się, nie zastanawiając się zbytnio nad tym, co właśnie powiedział. Po całym zdarzeniu był tak zestresowany, że mówił szybciej, niż myślał. Cud, że język jeszcze mu się nie plątał. — Nie kopię cię, tylko szturcham, a to różnica — odparł, przestając. Jeszcze ktoś się tu pojawi i pomyśli, że dobija umierającego, a na takie plotki na swój temat nie mógł sobie pozwolić. — Ty tak na serio? Myślisz, że zrobiłem to specjalnie? Jakieś zwierzę wyleciało mi na drogę i dlatego tak zjechałem, a ty musiałeś znaleźć się akurat w tym samym miejscu. Życie ci niemiłe? — mruknął, kucając obok niego, gdy ten powoli podnosił się do siadu. Nie wyglądało na to, żeby Felix coś sobie połamał, ale z drugiej strony Hunter nie miał zielonego pojęcia, na co powinien zwracać uwagę. Nie zamierzał jednak ryzykować, że przeoczy coś poważnego. — Pojebało cię? Przestań już gadać o tej jebanej deskorolce. Jakbym chciał cię ukarać, zrobiłbym to inaczej — odparł, po czym ujął twarz Felixa w dłonie i zaczął przyglądać mu się z każdej strony. Lekarz był z niego chujowy, ale przynajmniej na pierwszy rzut oka nie zauważył niczego poważnego poza otarciami na łokciach.
Ostatecznie puścił twarz Carlsona, nawet nie zastanawiając się nad tym, że właśnie dobrowolnie go dotykał. Znacznie bardziej martwiła go możliwość, że Felix doznał jakichś obrażeń wewnętrznych, które mogłyby dać o sobie znać dopiero po czasie. Nie miał pojęcia, czy coś takiego mu groziło, ale wolał nie przekonywać się o tym na własnej skórze. Zwłaszcza że ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował, były zarzuty o spowodowanie poważnego uszczerbku na zdrowiu. Hunter nie był dupkiem. Nawet jeśli z Felixem nie pałali do siebie sympatią, nie zamierzał zostawiać go tutaj na pastwę losu.
— Wstawaj. Zabiorę cię do szpitala, żeby cię dokładnie przebadali. I nawet nie próbuj się sprzeciwiać, bo zaciągnę cię do auta siłą — oznajmił stanowczo, podnosząc się na równe nogi. Sięgnął po papierosa i odpalił go, zaciągając się głęboko. Nie był szczególnie uzależniony od nikotyny, ale od czasu do czasu zdarzało mu się zapalić z kolegami. Teraz jednak zdecydowanie tego potrzebował. Musiał jakoś uspokoić nerwy, zanim całkowicie puściły mu hamulce. Bo choć na zewnątrz próbował zachować spokój, w głowie wciąż kołatała mu się jedna myśl: co, jeśli Felixowi naprawdę coś się stało?
Felix Carlson
I don't want to get stuck anywhere with you
: pn paź 26, 2026 6:31 pm
autor: Felix Carlson
Felix kompletnie nie rozumiał tego wszystkiego. Zdążył niemal zapomnieć o Hunterze na przestrzeni tych kilku ostatnich lat, kiedy również kontakt analityka ze starszym bratem osłabł kompletnie (co z tego, że nigdy nie był jakoś szczególny), a tu proszę - ta menda, bo inaczej nie mógł o nim powiedzieć, pojawiła się tak nagle, atakując go po raz drugi na przestrzeni zaledwie kilkunastu dni. To nie było normalne i Carlson wcale nie chciał uczestniczyć w tym dziwnym eksperymencie, w którym to on miał cierpieć najbardziej. Co z tego, że obaj byli dorośli, skoro najwidoczniej dla Robertsona nie miało to znaczenia.
-Skromny jak zawsze - westchnął, chociaż nie mógł się z nim nie zgodzić. Hunter był przystojny i wyjątkowo niebezpiecznym było to, że zdawał sobie z tego sprawę. Nic dziwnego, że wystarczyło by ładnie się uśmiechnął, a wiele uchodziło mu płazem. W taki sam sposób zaskarbił sobie sympatię osób, które chciał zdobyć. Szkoda, że Felix doskonale wiedział, jakim potworem potrafił być. - Słuchaj, obaj wiemy, że nie jestem twoim ulubieńcem, więc skąd mam wiedzieć, co planujesz a czego nie względem mnie? I jest mi miłe po prostu… po prostu straciłem panowanie nad rowerem - powiedział i chociaż początkowo starał się być nawet twardy, nawet bardziej stanowczy, tak ostatecznie skapitulował przy Hunterze czując się zwyczajnie słabym. Zawsze tak na niego działał - nic dziwnego, że widział w Carlsonie ofiarę, która była dodatkowo łatwym celem.
Serce zabiło mu jakoś niespokojnie, kiedy chłopak przy nim kucnął, jednak Felix zrzucił to na widmo szoku oraz ogólnej atmosfery wiążącej się z cała sytuacją.
Odwrócił twarz w bok, kiedy ten na niego fuknął. Przez chwilę poczuł się jak na szkolnym korytarzu kiedy po raz kolejny Hunter podstawił mu nogę sprawiając, że Felix się wywrócił. Mało przyjemne. może powinien iść do psychologa uleczyć traumę?
Wciągnął gwałtownie powietrze czując dotyk jego dłoni na swojej twarzy. Czy zaraz mu przywali? Nikt nie powinien się dziwić, że to była pierwsza myśl Azjaty - miał ku temu powody.
Zamiast tego Robertson jedynie sprawdził, czy nie stało mu się nic poważnego i nie było oznak wstrząśnienia mózgu. gdyby tylko Felek go nie znał stwierdziłby, że to całkiem miłe.
-Um.. nie trzeba, ja… wrócę rowerem. Nic mi nie jest, serio - powiedział i na potwierdzenie własnych słów skrzywił się przy wstawaniu. Jednak bolało jak cholera, chociaż podobno jeśli boli, to dobrze. - O nie - jęknął, podchodząc do swojego pojazdu, który wymagał naprawy. - Chyba będę musiał skorzystać z twojej propozycji. Ale możesz mnie zawieść do domu? Szpital nie jest moim ulubionym miejscem - stwierdził, przyglądając się palącemu chłopakowi. Zawsze mu się wydawało, że palące osoby wyglądały dobrze i niestety dotyczyło to również Robertsona.
Felix westchnął, potrząsając głową. Nie było mowy, by zmienił o nim kiedykolwiek zdanie.
Kiedy znaleźli się w samochodzie, wcześniej upychając do niego rower, Felix przesunął fotel maksymalnie jak mógł, wyciągając nogi.
-Dzięki. Za to, że mnie tam nie zostawiłeś - powiedział, zerkając na niego kątem oka, by przypadkiem niczym go nie sprowokować.
Hunter Robertson
I don't want to get stuck anywhere with you
: pn paź 26, 2026 7:12 pm
autor: Hunter Robertson
Znał Felixa od dawna, ale nigdy nie przyglądał się jakoś szczególnie jego twarzy. Tym razem miał okazję zrobić to z bliska, pozwalając, by jego wzrok sunął po każdym jej elemencie. Czuł się z tym dziwnie, bo nagle musiał przyznać, że Carlson miał w sobie coś atrakcyjnego. Niestety wspomnienia związane z chłopakiem z liceum skutecznie go od niego odpychały. Gdyby Felix był jakimś obcym typem spotkanym na imprezie, Hunter pewnie chętnie by go zaliczył, a tak mógł jedynie zadowolić się macaniem jego twarzy.
– Czym wrócisz? – zaśmiał się, doskonale wiedząc, w jakim stanie znajdował się pojazd chłopaka. Nie musiał mu się nawet przyglądać, żeby stwierdzić, że nie nadawał się do dalszej jazdy. Aktualnie obaj mieli uszkodzone swoje dodatkowe środki transportu, więc można było uznać, że byli kwita. Z tym że deskorolka Huntera była pewnie o wiele droższa.
Nie robił nic, pozwalając chłopakowi podejść do roweru i samodzielnie ocenić szkody. A przecież mówił mu, żeby nie dyskutował, prawda?
– No i co wymyślasz? Mówiłem ci, że masz wsiadać do auta. Jedziemy do szpitala, bo nie będę ryzykował, że później coś ci wyjdzie – odparł, kręcąc głową. Ten chłopak naprawdę prosił się o śmierć. Dosłownie nic się nie zmienił od czasów liceum.
Zgasił papierosa i niechętnie upchnął rower do auta. Chyba taniej wyszłoby mu kupienie nowego niż późniejsze czyszczenie samochodu, ale trudno. Kiedy upewnił się, że Felix siedzi grzecznie na fotelu pasażera, mógł wreszcie ruszyć w kierunku wskazanym przez GPS. Niestety znajdowali się daleko od głównej trasy, więc musieli pokonać spory kawałek, zanim zbliżą się do jakichkolwiek oznak cywilizacji.
– Może i jestem potworem, ale mam też serce. Poza tym to była moja wina, więc nie mogłem cię tam zostawić – stwierdził, wzruszając ramionami. Czy podczas tej stłuczki uderzył się w głowę i właśnie dlatego wygadywał teraz takie głupoty?
Nie zdążył nawet dłużej się nad tym zastanowić, gdy tuż za zakrętem natrafili na drzewo blokujące drogę.
– Serio? Co jeszcze? – mruknął pod nosem, cofając, by zawrócić. Musiał znaleźć inną drogę, która wyprowadziłaby ich z tego lasu. Jechali przez kolejnych kilka minut, aż trafili na następne drzewo. Problem polegał na tym, że okazało się ono tym samym, które mijali zaledwie parę minut wcześniej.
– Przecież skręciłem w drugą stronę! – warknął, sięgając po telefon, żeby poszukać innej trasy, ale urządzenie całkowicie straciło zasięg. Spojrzał na Felixa, który również pokręcił głową. Czyli utknęli tutaj bez nawigacji i jakiegokolwiek pojęcia, gdzie właściwie się znajdowali.
Nagle poczuł się, jakby trafił do jakiegoś filmu. Dosłownie w ciągu kilku sekund zrobiło się ciemniej, a kątem oka dostrzegł nadciągającą gęstą mgłę. Początkowo chciał przeczekać ten moment, licząc na cud, ale szybko ogarnęło go nieprzyjemne uczucie niepokoju. Coś mu się tutaj nie podobało i chciał jak najszybciej opuścić to miejsce. Niestety samochód odmówił mu posłuszeństwa. Westchnął cicho i wyciągnął kluczyki ze stacyjki.
– Idziemy pieszo. Nie będziemy tu siedzieć – stwierdził, lekko drżąc, gdy tylko poczuł chłodne powietrze na skórze. Poczekał, aż Felix w końcu wygramoli się z auta, po czym obaj ruszyli przed siebie w poszukiwaniu pomocy.
Felix Carlson
I don't want to get stuck anywhere with you
: pn paź 26, 2026 8:11 pm
autor: Felix Carlson
Przyglądał się jeszcze przez chwilę poważnie uszkodzonemu rowerowi, lekko przygryzając wargę z niezadowolenia, by po chwili obrócić głowę w stronę Huntera stojącego w bliskiej odległości. Oczywiście, że w tonie jego głosu jawnie było słychać tę samą wyższość i pewność, które towarzyszyły mu w szkole. Może sam wydoroślał, ale były rzeczy, których człowiek nie mógł się oduczyć.
-Nie lubię szpitali. Nawet, jakby wyszło, nie oskarzyłym cię o nic. Wiesz, że nie jestem kapusiem - stwierdził, niemniej wlazł do tego samochodu i zgodził się na kierunek, który obrał jego rówieśnik. Carlson był wystarczająco inteligentny by wiedzieć, kiedy się nie odzywać (a przynajmniej z założenia). Hunter patrzył na niego wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu, a sam azjata nie chciał ryzykować, że nagle zostanie tutaj sam. Nie dość, że nie wiedział gdzie jest, tak dodatkowo zaczynało się robić dziwnie ciemno. Zupełnie wyleciało mu z głowy, że przecież o tej porze roku słońce zachodziło znacznie szybciej. Czy tego chciał czy nie, Robertson był jego ostatnią deską ratunku, poza jakimś psychicznym kierowcą Ubera, którego być może udałoby się Felixowi wezwać.
Słysząc jego kolejne słowa, chłopak obrócił w jego stronę głowę, unosząc brwi w akcje zdziwienia. Nie tego się spodziewał, bo zabrzmiało to jak pewnego rodzaju skrucha. Czyli coś, czego w życiu Hunter nie okazał. Przecież on nawet nie potrafił przepraszać. Czy to kolejna gra z jego strona, która ostatecznie miała na celu upokorzenie Felixa? Jeśli tak, nie chciał o tym wiedzieć - wystarczająco miał na głowie, by jeszcze borykać się z byłym oprawcą szkolnym.
Pojawienie się drzewa i późniejsze zawirowania związane z kierunkiem oraz ostateczne znalezienie się w dokładnie tym samym miejscu sprawiły, że Carlson na chwilę przestał myśleć o tej nagłej zmianie w tonie chłopaka. Zamiast tego dopuścił do głosu swoją wyobraźnię, która podsuwała mu pomysły niczym z horroru. Czy oni właśnie zgubili się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, z której nie było wyjścia? Może mieli jakieś zadanie do wykonania?
Ewentualnie Hunter robił go w ciula, robiąc to wszystko specjalnie, żeby tylko sprawdzić reakcje analityka.
-Tylko nie mów, że się zepsuło - westchnął, starając się odzywać jak najmniej. Widział irytację na twarzy Robertsona i wiedział czym się to zawsze kończyło. Nie chciał być tym, na kim wyładuje swoją złość. Wysiadł więc posłusznie z samochodu, kierując się na ciemnowłosym, chociaż podobało mu się to aż tak bardzo, że aż wcale. - Chcesz iść do tej wioski, która znajduje się po drugiej stronie lasu? Tak mi się zdaje, że migotały wcześniej jakieś światła - powiedział. Chciał nawet dodać coś więcej, ale w tej samej chwili pomiędzy drzewami dostrzegł postać, która wyglądała jakby urwała się z jakiegoś filmu kostiumowego. Był pewien, że nie w takie rzeczy ludzie się teraz ubierali, ale moda nigdy nie była jego konikiem. Uśmiech, który widniał na twarzy postaci był tak przerażająco spokojny i jakby demoniczny, że w przypływie emocji Felix złapał Huntera za rękę. - Tam ktoś jest - wskazał palcem w kierunku, w którym widział osobę. Niestety, okazało się, że już jej tam nie było. Zaraz, jak to?
Cofnął się o krok, kiedy Robertson szarpnął swoją rękę, wyrywając się Felixowi, spoglądając na niego z niezadowoleniem.
-Um… przepraszam - skomentował, omal się nie przewracając o wystający korzeń.
Rzucacie kostką 1d20 (1-20), aby sprawdzić, co spotka Was w lesie. Warunkiem zaliczenia scenariusza jest wykonanie minimum 3 rzutów kostką.
1. Na pniu drzewa odkrywasz ślad, który zostawiłeś/aś tam 10 minut temu. Chyba chodzicie w kółko, mimo że staracie się iść ścieżką prosto…
2. W oddali, między drzewami, dostrzegasz sylwetkę w staromodnym ubraniu. Postać stoi nieruchomo i uśmiecha się od ucha do ucha. Gdy zerkasz w tamtą stronę kolejny raz, już nikogo nie ma.
3. Znajdujesz w dziupli drzewa dziwny, kamienny rzeźbiony symbol. Wygląda staro i brzydko.
4. Słyszysz wołający Cię głos należący do kogoś bliskiego, ale nie dostrzegasz nikogo (poza postacią/postaciami, z którymi rozgrywasz wątek).
5. Na ścieżce leży martwa sarna. Nie ma śladów kłów ani pazurów, ale wygląda, jakby padła ze strachu.
6. Twoja latarka/telefon zaczyna gwałtownie mrugać, po chwili wraca do normy.
7. Trafiasz na stary, zardzewiały znak drogowy z nazwą miejscowości, której nie ma na żadnej mapie Kanady.
8. Tracisz cenny przedmiot (portfel, klucze, biżuterię) i znajdujesz go kawałek dalej na jednej z gałęzi.
9. Z krzaków wyskakuje spłoszony lis lub kojot, który przerażony przebiega tuż obok Ciebie, zupełnie ignorując Twoją obecność.
10. W głębi lasu błękitne światło mruga w rytmie alfabetu Morse’a.
11. Natrafiacie na wóz z lat 80., porośnięty mchem. Drzwi są otwarte na oścież, a w środku nikogo nie ma.
12. Na błotnistej ścieżce znajdujesz świeże ślady bosych stóp. Prowadzą wprost do wnętrza lasu i nagle się urywają.
13. Czujesz na karku lodowaty podmuch powietrza i czyjąś dłoń, ale gdy się odwracasz - nikogo za Tobą nie ma.
14. Na środku pustej ścieżki leży stara pozytywka, która zaczyna grać upiorną melodię.
15. Mgła staje się tak gęsta, że nie widzisz własnych nóg.
16. Zza drzew wyłania się zarys drewnianej chatki z małym, słabym światłem w oknie. Czy odważysz się do niej podejść i zapukać?
17. W zasięgu wzroku zauważasz wysokie drzewo, na którego gałęziach wiszą dziesiątki zaplątanych, zniszczonych dziecięcych bucików i zabawek.
18. Pod Twoimi stopami nagle zapada się miękka ziemia - wpadasz po kolana do płytkiego, wykopanego w pośpiechu dołu, który przypomina świeży grób.
19. Trafiasz na stary, zardzewiały wózek dziecięcy porzucony na środku ścieżki.
20. Strumień światła z Twojej latarki lub telefonu pada na jedno z drzew i zauważasz, że w korze wyryte są Twoje inicjały.
Kostka I:
2
2. W oddali, między drzewami, dostrzegasz sylwetkę w staromodnym ubraniu. Postać stoi nieruchomo i uśmiecha się od ucha do ucha. Gdy zerkasz w tamtą stronę kolejny raz, już nikogo nie ma.
Hunter Robertson
I don't want to get stuck anywhere with you
: pn paź 26, 2026 8:47 pm
autor: Hunter Robertson
- Co nie oznacza, że możesz ot tak wrócić do domu. Potrąciłem Cię autem, a nie deskorolką. Możesz mieć połamane żebra nawet o tym nie wiedząc. – powiedział, zerkając kątem oka na chłopaka. Taki dorosły a zero instynktu. Jak on sobie radził sam, bez rodziców, którzy kierowaliby go wszędzie za rączkę? Nic dziwnego, że Hunter dalej miał go za frajera, który niczego nie osiągnął. I jak tu nie widzieć w nim słabeusza z liceum, który jedynie urósł wyższy niż Robertson? Co go w sumie irytowało, że musi patrzeć do góry, by spojrzeć mu w oczy.
- A skąd mam wiedzieć? Wszystko było w porządku. – mruknął, próbując jeszcze raz odpalić auto ale na marne. Padło albo jakaś tajemnicza mroczna siła je popsuła, by wymusić na nich wyjście z auta, by móc ich zamordować z zimną krwią. Hunter zdecydowanie widział za dużo horrorów w swoim życiu i nie podobało mu się to co się teraz działo. W filmach wredny bohater zawsze ginął, a z życiem uchodziła ta niewinna istota, którą aktualnie tutaj był Felix. Czy tak właśnie zakończy swój żywot?
Chcąc nie chcąc i tak musieli opuścić pojazd, by dotrzeć w bezpieczniejsze miejsce. Może akurat po drodze spotkają inne auto, które ich stąd zabierze? Miał taką nadzieję.
- Wioska? Tak, zdecydowanie powinniśmy tam iść. Tylko idź blisko mnie, bo przez tą cholerną mgłę się zgubimy, a ja nie zamierzam Cię jeszcze szukać jak jakiś książę z bajki. – mruknął, za bardzo wczuwając się w jakiegoś bohatera z filmu. A może to jakiś prank i w pobliżu ukrywa się ekipa filmowa, wywołując to wszystko? No bo jak miał inaczej to racjonalnie wyjaśnić?
Szedł przed siebie, nagle czując jak dłoń Felixa zaciska się na jego. Zatrzymał się gwałtownie, patrząc w kierunku wskazanym przez Azjatę, ale niczego nie zauważył. Tylko drzewa i ciemność.
- Co ty pierdolisz – warknął, wyrywając się z jego uścisku. Nie dość, ze utknął w tym ciemnym lesie z osobą, którą gardził, to ta jeszcze naruszała jego przestrzeń osobistą! Ohyda, aż miał ochotę odrąbać sobie teraz rękę.
- To przez te twoje gry teraz widzisz jakieś tajemnicze postacie? Nie licz na to, że wezmę Cię w ramiona i zaczniemy się obściskiwać przy drzewie. To, że chciałem Ci pomóc, nie znaczy, że teraz będziemy jak przyjaciele. I trzymaj łapy przy sobie. – mruknął, chowając ręce w kieszeniach, by chłopaka nie kusiło po raz kolejny go za nią złapać. Rzucił mu jeszcze jedno pogardliwe spojrzenie, po czym ruszył dalej.
Zaklął siarczyście, widząc w oddali wielkie drzewo, które wyglądało już z daleka podejrzanie. Po zbliżeniu się do niego zauważył, że na drzewach nie było dziwnych liści jak w pierwszej chwili mu się wydawało, a dziesiątki zniszczonych dziecięcych bucików i zabawek.
- Ale creepy… Kto to tutaj powiesił i dlaczego? – zapytał raczej samego siebie niż Felixa, obchodząc drzewo dookoła i przyglądając się wszystkiemu z dziwną fascynacją. To naprawdę zaczynało przypominać horror. Czy zaraz napadną na nich kanibale albo inne mroczne stwory?
Kostka I:
17
17. W zasięgu wzroku zauważasz wysokie drzewo, na którego gałęziach wiszą dziesiątki zaplątanych, zniszczonych dziecięcych bucików i zabawek.
Felix Carlson
I don't want to get stuck anywhere with you
: pn paź 26, 2026 10:09 pm
autor: Felix Carlson
Jakakolwiek normalna rozmowa z Hunterem była niebywale trudna. Felix, który sam nie był mistrzem konwersacji zwłaszcza, kiedy stał z kimś twarzą w twarz, a osoba ta swoim jestestwem stresowała go znacznie bardziej, musiał przyznać, że Robertson był wyższą szkołą jazdy, jeśli chodziło o wypowiadane zadnia. Jasne, odpowiadał, ale biorąc pod uwagę jego ton oraz słowa, które wyrzucał w stronę Azjaty, jasno dawały do zrozumienia, że nie ma najmniejszego zamiaru nawet trochę odpuścić chłopakowi. Przecież teraz, kiedy utknęli w ciemnym lesie, chwilowo zdani zaledwie na siebie, mógłby trochę się postarać, żeby ciężka atmosfera ich nie powaliła i nie przyszpiliła do gruntu. Zamiast tego, tak jak gdzieś w środku Carlson podejrzewał, ciemnowłosy hokeista wolał wyładowywać się na analityku, jakby to jego winą było, że zepsuł się samochód i że teraz musieli przedzierać się przez jakieś krzaki oraz drzewa patrzące na nich nieprzychylnie.
-Akurat do księcia ci trochę daleko, chyba, że tego, który później stawał się złym charakterem w bajce - stwierdził cicho, ale nie oponował. Prawdę powiedziawszy otoczenie mu się nie podobało - takowe akceptował jedynie w świecie wirtualnym, gdzie w razie śmierci mógł się odrodzić. Tutaj, jeśli coś postanowi go zaatakować, nie było takiej możliwości. Dlatego przysunął się do niego znacznie bliżej ale nie na tyle, by mu zawadzać, czy dotykać. Wolał nie narażać się niczym.
Niezależnie od tego co myślał o Hunterze, jego dłoń była znacznie mniej chłodna, niż jego serce, które pewnie składało się głównie z lodu, co zdaniem Carlsona stanowiło niebywały kontrast. Nie miał tutaj najmniejszego zamiaru wyobrażać sobie, że chłopak jest niczym te podłe postaci z książek, które trzeba było uratować, najlepiej pocałunkiem. Na litość Thora, samo wyobrażenie tego sprawiało, że robiło mu się po prostu niedobrze. Robertson był zły i Felix wiedział o tym najlepiej. Potwierdzeniem było chociażby to z jaką odrazą spojrzał na informatyka, kiedy bezwiednie go złapał za dłoń. A to przecież nie było nic takiego!
-Naprawdę coś tam widziałem. Tam był taki człowiek w starym ubraniu, jakby… nie z tych czasów - powiedział, chociaż na próżno było doszukiwać się w jego głosie pewności, bo teraz, kiedy nie stał tam nikt, wydawało mu się to jedynie przewidzeniem.
Wzdrygnął się jednak zaraz ponownie, kiedy kawałek dalej natknęli się na przerażające znalezisko - mnóstwo dziecięcych bucików oraz zabawki, które zwisały z drzew.
-To nie jest normalne. Całe to miejsce nie jest. Nikt nie powinien robić takich rzeczy - skomentował, przełykając ślinę. Grał w horrory, oglądał je i nawet lubił, ale przeżywać samemu? To już była wyższa szkoła jazdy, z której chciał się teraz wypisać, wracając do normalności. A trzeba było nie wychodzić z domu.
Jakby tego wszystkiego było mało, kilkanaście kroków od drzewa Felix natrafił na stary, zardzewiały znak z dziwną nazwą miejscowości. Nie był mistrzem geografiii, ale nie przypominał sobie takiej nazwy. Dlatego sięgnął po telefon, wklepując w mapę nazwę miejscowości. Z tym, że wyświetliło mu się równie nic.
-Dziwne. Internet nie zna takiego miejsca - podsunął znak w stronę Hauntera, zachowując przy tym bezpieczną odległość, byleby tylko ten znowu na niego nie fuknął. Jeśli zostawi go tu samego, Carlson jak nic padnie na zawał i nikt go nigdy nie odnajdzie.
Kostka II:
7
7. Trafiasz na stary, zardzewiały znak drogowy z nazwą miejscowości, której nie ma na żadnej mapie Kanady.
Hunter Robertson
I don't want to get stuck anywhere with you
: wt paź 27, 2026 7:59 pm
autor: Hunter Robertson
Hunter był trudnym człowiekiem. Wiedział, jak walczyć o swoje i jak pracować nad samym sobą, by osiągnąć to, czego pragnął, ale za nic w świecie nie potrafił się zmienić. Wciąż traktował Carlsona tak, jakby nadal byli w liceum, a Azjata należał do tej gorszej kategorii ludzi, których należało gnębić. Ileż to razy wyrzucali mu rzeczy z plecaka, podkładali nogi na korytarzach czy zamykali go w składziku na miotły? Normalny człowiek pewnie już dawno by wydoroślał i przeprosił za swoje zachowanie, ale nie on. Nie wtedy, gdy chodziło konkretnie o Felixa, do którego niechęć żywił od lat, głównie ze względu na jego brata.
Uśmiechnął się łobuzersko pod nosem, chcąc nie chcąc, słysząc słowa Carlsona. Byłby idealnym czarnym charakterem w jego bajce. Tyle że ten książę nie zamierzał wdawać się w żadne romanse z głównym bohaterem. Na samą myśl o czymś więcej robiło mu się niedobrze, skoro ledwo był w stanie znieść trzymanie go za rękę. W ogóle będzie musiał uprzedzić swojego towarzysza, że jeśli piśnie komuś choć słówko na ten temat, następnym razem czeka go coś znacznie gorszego niż potrącenie samochodem.
— Pewnie ci się przewidziało. Jest ciemno i dziwnie, więc sobie coś wyobraziłeś. Albo to tylko wymówka, żeby złapać mnie za rękę — mruknął, uśmiechając się prowokacyjnie. Oczywiście, że miał o sobie wysokie mniemanie i uważał, że każdy na niego leciał. Nie zdziwiłby się więc, gdyby nawet taki Felix miał na niego ochotę, bo kto nie lubi niegrzecznych chłopców? Hunter idealnie wpisywał się w ten typ, a powodzenie, jakim cieszył się w czasach szkolnych, tylko utwierdzało go w tym przekonaniu. Miał jednak swoje standardy, a Carlson kompletnie się w nie nie wpisywał.
Drzewo wyglądało przerażająco i Hunter wcale by się nie zdziwił, gdyby okazało się, że to robota jakiejś sekty mordującej ludzi zagubionych w lesie. Te dziwne miejsca miałyby wtedy zwabiać ich do tajemniczej kryjówki.
— Ale może to tylko zabawa? — zapytał, próbując jakoś racjonalnie wyjaśnić całą sytuację. Może w tych lasach miał się odbyć jakiś event albo były to pozostałości po horrorze kręconym w okolicy? Jeśli kiedykolwiek zobaczy podobną scenę w filmie, od razu opowie wszystkim, że sam widział coś takiego na żywo.
Już myślał, że to koniec dziwnych wydarzeń i będą mogli iść dalej, ale wtedy Felix znalazł jakiś znak. Hunter przyjrzał mu się uważnie, sam również nie kojarząc tej nazwy z lekcji geografii.
— Może to na potrzeby jakiegoś filmu? To wszystko jakoś się ze sobą łączy — stwierdził, wskazując palcem w kierunku drzewa. Miał nadzieję, że jeśli wypowie te słowa na głos, staną się prawdą, a ogarniające go uczucie niepokoju wreszcie ustąpi.
Jak bardzo się mylił, uświadomił sobie już po kilku kolejnych krokach, gdy usłyszał głos swojej siostry wołającej jego imię. Rozejrzał się zaniepokojony, zastanawiając się, czy ona również trafiła w to dziwne miejsce.
— Sophie? Sophie, gdzie jesteś? — zawołał, rozglądając się dookoła, ale w zasięgu wzroku miał tylko Felixa. Czy jemu też padło na mózg i słyszał rzeczy, których w rzeczywistości nie było? — Słyszałeś moją siostrę? — zapytał, spoglądając na Azjatę z nietęgą miną. Nawet taki twardziel jak on zaczynał się już trochę bać.
Kostka II:
4
4. Słyszysz wołający Cię głos należący do kogoś bliskiego, ale nie dostrzegasz nikogo (poza postacią/postaciami, z którymi rozgrywasz wątek).
Felix Carlson