Strona 1 z 1

maybe you'll understand me...

: ndz paź 25, 2026 6:34 pm
autor: rosemary sinclair
002. | outfit

Życie w ostatnim czasie ją nie rozpieszcza. Nieudane spotkanie z ojcem, następnie z bratem, Ambrose’em, przebiegło w podobnym stylu. Chciała się mu wygadać. Miała wrażenie, że są już na takim etapie poprawiania swoich relacji, iż będzie ją chociaż trochę rozumiał. Że… po prostu da się jej wygadać i powie co on o tym sądzi.
Kompletnie nie przypuszczała, iż ostatecznie tak prędko Ambrose przejdzie do ofensywy w kwestii bronienia ojca. Tak też wizytę brata mogła spokojnie zaliczyć do kolejnej serii nietrafionych.
Parę dni nosiła się z tym, co miało miejsce. I tym, że było jej najzwyczajniej w świecie przykro. Szkoda tylko, iż miała jednoczesną świadomość tego, że jej brat oraz ojciec takich przemyśleń nie posiadają, a żaden z nich nie ma jakichś wyrzutów sumienia, bo mogli przyprawić ją o smutek. Od tamtej pory ani jedno, ani drugie nie zdecydowali się skontaktować z Rosemary, a biedaczka nie planowała się narzucać… no i naturalnie, prosić o przeprosiny. Nie jest może osobą, która walczy o swoje własne sprawy, jednakże ma swój honor w tym całym absurdzie tego, jak daje się mężczyznom ze swojej rodziny pomiatać.
Dopiero po pięciu dniach zdecydowała się poszukać kolejnego sposobu na uwolnienie emocji, jakie w niej siedzą po tym wszystkim. Sądziła, iż tym razem będzie to wyglądało kompletnie inaczej. No dobrze, miała taką nadzieję, nie mogła mieć stuprocentowej pewności, nawet jeśli Lysandra znała na tyle, że właściwie powinna mieć tę pewność.
Umówiła się z nim w swoim mieszkaniu, zupełnie jakby to miało pomóc zmienić wspomnienia tego, co działo się w trakcie rozmowy z bratem. Jakby nie patrzeć - mogło to się udać, a Remy znów zdecydowała się coś ugotować, tym razem jednak stawiając na zwykłe spaghetti. Nie miała zbyt wielkich pomysłów, a przede wszystkim dużej ilości czasu, aby postarać się dzisiaj, zarazem nie chcąc przyjmować mężczyzny i niczego mu nie dać do skonsumowania.
Była gotowa z posiłkiem i przebrana po pracy dosłowne na parę minut przed przyjściem Lysandra, a gdy usłyszała dźwięk pukania do drzwi, prędko je otworzyła przybyłemu. — Hej, dzięki że przyszedłeś, nawet jeśli pewnie miałeś swoje plany — w końcu napisała nagle wiadomość koło południ z pytaniem, czy będzie mógł się dzisiaj spotkać; nie zastanawiając się wcześniej czy w ogóle to było grzeczne, aby stawiać go w takiej sytuacji. Dopiero po fakcie ustalenia konkretnej godziny zdała sobie z tego sprawę, nie chcąc go nagle zasypywać dodatkowo przeprosinami. — W ramach rekompensaty zrobiłam spaghetti. — Liczyła, iż przez żołądek trafi do jego zrozumienia oraz wybaczenia… chociaż wolałaby bardziej trafić przysłowiowo w serce, lecz dzisiaj nie było czasu na takie głupoty. — Wiesz, po prostu potrzebowałam się spotkać z kimś… komu mogę powiedzieć, co myślę i czuję. I kto mnie nie osądzi przez pryzmat rodziny i rzekomych obowiązków, jakie względem niej posiadam… — westchnęła, jak tylko po zamknięciu drzwi i przejściu do strefy kuchennej oparła się tyłkiem o meble. — Także mam nadzieję, że jesteś głodny i gotowy na chwilową paplaninę — dodała z cieniem uśmiechu na ustach. — Zanim jednak to, mam dwa szybkie pytania. Ile mam Ci nałożyć i co ostatnio się u Ciebie dzieje?


Lysander Westhall

maybe you'll understand me...

: wt lis 03, 2026 5:03 pm
autor: Lysander Westhall
Po powrocie z frontu Lysander nie szukał usilnie towarzystwa wśród swoich starych znajomych, stroniąc od nich bardziej, niż by sobie tego życzyli. Nie potrafił na nich patrzeć tak, jak jeszcze jakiś czas temu, dostrzegając w twarzach współczucie, którego tak nienawidził. Nie chciał, by traktowano go inaczej tylko dlatego, że trauma zżerała go od środka, a on nie umiał poradzić sobie do konca ze stratą dwójki najlepszych przyjaciół, ciągle obwiniając się o ich śmierć. Chciał, by patrzono na niego jak na każdego innego człowieka wykonującego jakiś prosty zawód - ostatecznie sam przecież został mechanikiem. Przypomnienie przeszłości malujące się na twarzach znajomych nie pomagało mu w żaden sposób w uporaniu się z chaosem.
Bywały jednak osoby, które nie zrażone do niego lgnęły. Mógł zrobić cokolwiek powiedzieć cokolwiek, a one i tak były. Rosemary z całą pewnością do nich należała, pragnąć jego towarzystwa, chociaż nie był już tym samym człowiekiem. Uważał ją przy tym za naprawdę świetną kobietę, a przede wszystkim kogoś, komu nie chciał odmawiać, kiedy potrzebowała jego obecności. Nie musiała nawet specjalnie tłumaczyć, dlaczego chce się spotkać. Jeśli chciała pogadać, mógł posłuchać. Jeśli potrzebowała pomocy, mógł spróbować coś z tym zrobić. A jeśli po prostu chciała posiedzieć w czyimś towarzystwie, również nie widział w tym żadnego problemu.
Kiedy dostał od niej wiadomość, siedział akurat w swoim warsztacie, pochylony nad motocyklem, któremu poświęcał ostatnie kilka godzin. Klientowi zależało, żeby mieć go na jutro, co potwierdził dodatkową dopłatą za priorytetowe potraktowanie jego sprzętu. Odpisał jednak przyjaciółce, że wpadnie do niej wieczorem i wrócił do roboty, chcąc mieć to z głowy. Tak się na tym zafiksował, że niemal zapomniał o wizycie u Rosemary. Poderwał się, zerkając na prawie skończoną naprawę. Brakowało tak niewiele, ale praca będzie musiała poczekać - bywały rzeczy ważniejsze.
Otarł dłonie z resztek smaru, odpisał jej, że będzie, a następnie przekazał zamknięcie warsztatu jednemu z pracowników zapewniając, że odbierze od niego klucze później. Po drodze zatrzymał się jeszcze w sklepie, żeby kupić jakiś alkohol, bo nie wypadało przecież wpadać z pustymi rękami.
- Hej, Remy - przywitał ją z lekkim uśmiechem, przekraczając próg mieszkania. - Nie musisz mi dziękować. Gdybym miał inne plany, powiedziałbym ci wprost. A skoro jestem, to znaczy, że chciałem przyjść - zapewnił i zerknął na nią uważniej, jakby próbował wyłapać coś więcej z jej twarzy. Nie wyglądała na kogoś, kto zaprosił go wyłącznie po to, żeby wspólnie zjeść makaron.
-Spaghetti brzmi jak całkiem uczciwa rekompensata. Pachnie bajecznie - rzucił, unosząc lekko kącik ust. - Chociaż uprzedzam, że jestem po całym dniu pracy, więc możesz mieć problem z powstrzymaniem mnie przed dokładką - zaśmiał się, dopiero teraz zdając sobie sprawę jak cholernie był głodny. - Mi możesz powiedzieć o wszystkim, wiesz przecież - zaznaczył, gdyby jednak nagle dopadły ją jakieś wątpliwości. Lys był ostatnią osobą, która nagle zaczęłaby kogoś osądzać. Nie miał do tego ani głowy ani nawet chęci.
-U mnie? Nic szczególnie ekscytującego. Warsztat, trochę roboty, kilka motocykli, trochę samochodów. Zatrudniłem ostatnio kolejnego pracownika, bo chyba ludzie postanowili psuć auta znacznie częściej - wzruszył ramionami, jakby nie było w tym nic wartego dłuższej opowieści. Taka była jednak prawda. Bo co, ma jej nagle opowiedzieć o swoich dziwnych ekscesach i zbliżeniach z osobami, z którymi nie spodziewał się tego nawet robić? - Poza tym wszystko po staremu. Żyję, nie narzekam, czasem nawet udaje mi się przespać całą noc - wzruszył ramionami siadając przy stole, gdzie czekał na niego posiłek. Cudem się na niego nie rzucił niczym jakiś zwierz.

rosemary sinclair