Live, laugh, lord give me strength
: ndz paź 25, 2026 7:20 pm
1
Ostatnio odwiedzał to miejsce w nieco odmiennej sytuacji, o której nie zamierzał za szybko zapominać. Kto by pomyślał, że kilka kieliszków wina i wspólnie zażegnany kryzys są w stanie wykonać lepszą robotę niż jego wielomiesięczny podryw wysokich lotów, ale nie planował na to narzekać. Zrobili krok w ciekawą stronę i bynajmniej nie zamierzał tego niwelować robiąc następny wstecz, zamiast tego korzystał z szansy na ponowne zobaczenie się z mężczyzną twarzą w twarz. Ustalanie wszystkiego telefonicznie było wygodne, ale nie dawało mu tej samej satysfakcji, stąd pofatygował się tam osobiście. Bez ostrzeżenia. Podobnie bez ostrzeżenia otworzył jadaczkę jak tylko zobaczył w drzwiach Bruno.
- No więc róże wydają mi się zbyt poważne, myślałem o cyniach, ale nie mogę obiecać, że będzie z nimi łatwo jak zacznie się robić zimno. Mam tu raczej typowo jesienne opcje w kilku wersjach kolorystycznych, tak najbardziej pasujących do okazji, bo... Trafiłem z różem i fioletem czy kompletnie nie ta mańka? - dopytał, dopiero teraz biorąc oddech i kwestionując na ile małe dziewczynki faktycznie wciąż lubiły czuć się jak księżniczki Disneya na swoich imprezach urodzinowych. Nawet jego własne siostry nie dały mu w tym temacie jasnych wzorców, więc zbierając się do wyjścia zwyczajnie improwizował.
- Tak czy siak, trochę dzisiaj piździ to sprawdzimy przy okazji, które wytrzymają. Nowa koszula? Podkreśla ci oczy - wmieszał komplement między kwiatowy monolog, lekko mrużąc powieki zerkając oceniająco na wspomniany element garderoby, a później z uśmiechem na twarz mężczyzny. Odrobinę zbyt zadowolony z siebie by miał być całkowicie niewinny. Oczywiście, pierwszym i głównym tematem był biznes, urodziny córki i inne takie, jednocześnie nie zamierzał odpuszczać sobie szansy na drobny flirt z mężczyzną, który w końcu dał mu zielone światło. I to bardzo ciężkie do przegapienia, intensywnie oślepiające zielone światło.
Bruno Tremblay