no thing so sure that i can't learn to doubt it
: ndz paź 25, 2026 10:22 pm
081.
Rozwód przebiegł bezproblemowo, a Zaylee zdecydowała, że bez względu na to, co jeszcze wydarzy się w jej życiu, i tak zaadoptuje Sama. Chłopiec przyjął wiadomość o rozstaniu swoich przyszłych matek lepiej, niż Miller początkowo zakładała. Rozumiał, że czasami dwie osoby po prostu przestają chcieć ze sobą być i nie ma sensu zmuszać ich do czegoś, co już nie działa. Martwił się jednak, że w tej całej sytuacji sam zostanie odesłany do domu dziecka. To właśnie musiała mu wyjaśnić. Zapewniła go, że absolutnie nic takiego się nie wydarzy, a potem powtórzyła to jeszcze kilka razy, bo najwyraźniej potrzebował usłyszeć te słowa więcej niż tylko raz. Zaylee nie zamierzała się wycofywać. Była wystarczająco zdeterminowana, żeby zapewnić mu wszystko, czego potrzebował, nawet jeśli oznaczało to konieczność przeorganizowania całego swojego życia.
Dlatego za odłożone pieniądze kupiła dom w zachodniej części miasta. Sammy miał już tam własny pokój, choć korzystał z niego sporadycznie, ponieważ przez zaistniałą sytuację formalności związane z adopcją nieco się przeciągnęły. Nie wszystko dało się załatwić tak szybko, jakby sobie tego życzyła, a Zaylee wyjątkowo nie lubiła czekać na rzeczy, na które nie miała bezpośredniego wpływu. Została jednak zapewniona, że do końca roku Sammy oficjalnie zostanie jej synem. Trzymała się tej informacji, bo przynajmniej w tej kwestii miała konkretny termin, a nie kolejne niejasne obietnice, które mogły się spełnić albo nie.
Była przerażona. Nie zamierzała nikomu tego przyznawać, ale świadomość, że wkrótce będzie odpowiadać za drugiego człowieka przez całą dobę, siedem dni w tygodniu, momentami wydawała jej się przytłaczająca. Gdyby nie wsparcie rodziny i przyjaciół, prawdopodobnie nie zdecydowałaby się na tak odważny krok. Sama decyzja, podjęta bez odpowiedniego przygotowania i zaplecza, mogłaby przecież okazać się zwyczajną głupotą, a Zaylee nie była ani głupia, ani nieodpowiedzialna. Właściwie nie znała bardziej odpowiedzialnej osoby od samej siebie. Cechowały ją perfekcjonizm, pedantyzm i ponadprzeciętna wiedza. Zazwyczaj wiedziała, co zrobić i co powiedzieć. Potrafiła przewidzieć konsekwencje własnych decyzji i przygotować się na kilka możliwych scenariuszy. Tym razem jednak nie wszystko dało się rozpisać w punktach ani rozwiązać za pomocą logicznego myślenia. W niektórych kwestiach będzie musiała po prostu improwizować.
Tego popołudnia musiała wyrwać się z pracy trochę wcześniej. Samuel był na szkolnej wycieczce w muzeum, a później mieli spędzić cały weekend razem. Istniało nawet spore prawdopodobieństwo, że wyskoczą do Whitby, gdzie mieszkali rodzice Miller. Taki odpoczynek od zgiełku dużego miasta z pewnością dobrze zrobiłby im obojgu. Sam pobawi się z dziadkami, a ona odwiedzi starych znajomych.
Przed budynkiem zorientowała się jednak, że przyjechała zdecydowanie za wcześnie. No cóż, przynajmniej nie musiała teraz stać w korkach ani nerwowo wypatrywać wolnego miejsca parkingowego. Miała czas, a skoro już tu dotarła, równie dobrze mogła sprawdzić, co działo się w środku. Zajrzała przez szklane drzwi i szybko odnalazła wzrokiem znajomą blond czuprynę. Kiedy dostrzegła Młodego, pomachała mu z uśmiechem, na co dziesięciolatek zareagował tym samym gestem. Przy okazji natrafiła spojrzeniem na młodą kobietę, najpewniej pracownicę muzeum, która znajdowała się niedaleko grupy. Zaylee bezgłośnie poruszyła ustami, dając jej do zrozumienia, że przyjechała po syna. Dla pewności wskazała palcem na Samuela, bo nie miała pojęcia, czy kobieta zdążyła ją zauważyć, a następnie pokazała na siebie i wykonała gest sugerujący, że zamierza poczekać właśnie w tym miejscu. Nie chciała nikomu przeszkadzać, tym bardziej że grupa omawiała akurat jedno z dzieł sztuki.
Sienna Fletcher