Strona 1 z 1
The difference between me and a dog is I am taller
: ndz paź 25, 2026 10:46 pm
autor: River Cross
Miała dzisiaj naprawdę wyśmienity humor. Dawno się tak nie wyspała jak dzisiaj przy
swojej dziewczynie. Przez całą noc się od niej nie odrywała. Najwyraźniej uznała, że rola dużej łyżeczki zobowiązuje i nie może się ot tak wycofać. Potrzebowała po prostu nacieszyć się tą relacją
zanim się nie pokłócą i nie rozstaną z hukiem czyli jakieś, kurwa, dwa dni. Miały cały dzień dla siebie. Nigdzie im się nie spieszyło, nikim nie musiały się przejmować. Nie miały żadnych zobowiązań. Równie dobrze mogłyby wylegiwać się w łóżku cały dzień i River wcale by nie narzekała. Logicznie jednak było, że wypada jednak skorzystać z faktu, że są w Salem. Skoro już ruszyły dupska poza Toronto, to trzeba działać.
Była w na tyle dobrym humorze, że nawet nie próbowała uniknąć zjedzenia śniadania. W normalnych warunkach szkoda byłoby jej czasu, ale może jednak powinny się odżywić jak ludzie, skoro będą się dzisiaj cały dzień szlajać? Niestety była w tym jakaś logika. Pierwsza skończyła i dzięki temu pierwsza poszła się ogarnąć. Wyszła z łazienki właściwie gotowa do wyjścia. Zatrzymała się przed swoją dziewczyną i zaprezentowała jej samą siebie, a konkretniej mówiąc nową koszulkę i łańcuch z kłódką na szyi. To była kolejna motywacja, by jednak wstać z łóżka. Cóż to byłaby za radocha, gdyby w umówionych strojach siedziały w wynajętym domku? Wiadomo, że żadna! Cross wywiązała się z umowy tak, jak należało. Tego samego oczekiwała od Ruelle. Koszulka i obroża to było absolutne minimum. Zresztą przecież nie pierwszy raz rysowniczka chciała, by jej modelka ubrała się dla niej ładnie.
W czasie, w którym Prescott zniknęła w łazience, zajęła się rysowaniem. Nie chciała ominąć żadnego dnia październikowego wyzwania, a nawet robiąc lekki zapas wolała nie ryzykować z zaniechaniem i porażką. Podniosła wzrok znad szkicownika dopiero, gdy usłyszała głos krzątającej się wcześniej Ruelle, która mówiła, że jest już gotowa. Cross podniosła się krzesła z triumfalnym uśmiechem. Dostała dokładnie to, czego chciała. Lubiła, gdy Prescott dostosowywała się do jej pomysłów. Lubiła ją w obroży i - jak się okazało - lubiła ją w tej koszulce. Tanatopraktorce wystarczyło prawdopodobnie jedno spojrzenie swojej artystki, żeby zdać sobie sprawę, że zdecydowanie nie są gotowe do wyjścia. Cross przylgnęła do niej szybciej niż mogłaby cokolwiek zasugerować. Przyciągnęła ją do siebie za łańcuszek od obroży i złapała mocno na wysokości lędźwi. Mruknęła zadowolona, gdy poczuła na języku smak pasty do zębów. Jej Senne-Marzenie-Ruelle smakowała Fantą, a jej Oficjalna-Dziewczyna-Ruelle miętą? Interesujące. Zastanowi się nad tym później. Teraz była zbyt skupiona na oparciu swojej modelki o ścianę i rozpięciu jej spodni bez odrywania się od pocałunków.
Jak dobrze, że znów trafiła się ładna pogoda. Mogły tak iść uliczkami Salem i nie narzekać na zimno, jednocześnie nie zasłaniając niczym swoich pamiątek. Rozpięta bluza czy jeansowa kurtka w zupełności wystarczały. Kto by się spodziewał, że nawet katastrofa ekologiczna będzie po stronie ich miłości? Katastrofa też pewnie wiedziała o związku, zanim dowiedziała się o nim Ruelle.
— Dobra, to chcesz się najpierw wynudzić... — zawiesiła na sekundę głos — to znaczy, przepraszam, wyspacerować po tych wszystkich muzeach, tak? — zapytała, podnosząc na nią wzrok znad telefonu, na którym sprawdzała trasę do The Witch House, Peabody Essex Museum i innych miejsc dla mądrych ludzi, do których należała Ruelle, ale sama Cross niespecjalnie. Ta opcja jednak jej odpowiadała. Nie będzie marnować czasu, wzięła ze sobą szkicownik.
— A po nich zahaczymy o zoologiczny. No chyba że chcesz nadrobić trochę drogi i od tego zacząć? Powinnam ci ją dać powąchać, zanim zapnę, jak pas przed uderzeniem? — Uśmiechnęła się, pokazując jej na mapie sklep, który faktycznie na ten moment był im nie po drodze. Oczywiście, że nie miała zamiaru odpuszczać jej również tego elementu. Spacerowanie w ten sposób po muzeum byłoby niewygodne i w ogóle jej na tym nie zależało, ale to nie znaczy, że nie można zacząć od zakupów.
Ruelle I. Prescott
The difference between me and a dog is I am taller
: pn paź 26, 2026 12:37 am
autor: Ruelle I. Prescott
Pomimo zmęczenia miała pewien problem z tym, aby zasnąć. Być może po części przez to, że nigdy nie umiała spać spokojnie pierwszej nocy w nowym miejscu, a może dlatego, że spędzała ją po raz pierwszy z Cross jako jej oficjalna dziewczyna. Była to nowa sytuacja, a emocje jednak ją trzymały. Podobnie jak trzymała ją mocno sama River, która nie umiała się odkleić od jej pleców nawet na moment. Przez cały czas czuła jak rysowniczka ją obejmuje i przyciska się do jej ciała, jakby instynktownie chciała się upewnić, że nigdzie jej nie zniknie. Nie zamierzała. Inaczej w ogóle nie zgodziłaby się na to, aby z nią być.
Nie do końca się wyspała, ale nie przeszkadzało jej to w żadnym stopniu. Przywykła już w końcu do faktu, że nie dostarczała organizmowi dostatecznej dawki snu. Przynajmniej jej żołądek nie miał większych powodów do buntu ze względu na to, że postanowiła mu zapewnić jakieś śniadanie. Po raz pierwszy po spędzeniu wspólnej nocy z artystką mogła zjeść coś konkretnego. To chyba naprawdę było jakieś święto.
Mogłyby sobie zapewnić leniwy dzień, ale powinny skorzystać z tego, że wciąż były w Salem. Nie po to przebyły tak długą drogę, aby zamykać się w czterech ścianach i patrzeć jak wiele namiętności będzie w stanie wytrzymać każdy poszczególny mebel w domku. Już i tak ten nieszczęsny stolik przy wejściu prawie wyzionął ducha poprzedniego wieczora.
Doprowadzenie się do porządku nie zajęło jej specjalnie wiele czasu. Zgodnie z umową założyła na siebie ten t-shirt, który River dla niej znalazła poprzedniego dnia. Wciągnęła jeszcze na siebie luźne jeansy, a na jej szyi spoczęła obroża, którą Cross zapięła własnoręcznie. Skoro artystka miała na szyi swoją kłódkę, to Ruelle również mogła się pokazać w akcesorium od niej. Tak było uczciwie.
Te parę chwil spędzonych w łazience z pewnością pozwoliły jej artystce na stworzenie czegoś, co mogłaby zamieścić na swoich socialach w związku z trwającym wyzwaniem rysowniczym. Prescott wciąż czuła na języku posmak pasty do zębów, a pojedyncze, cienkie pasma włosów wokół jej twarzy były jeszcze mokre po tym, jak przemywała twarz ledwie moment temu. Nie zdołała nawet nic powiedzieć, nim artystka dopadła do niej i skorzystała z obroży, aby przyciągnąć ją jeszcze bliżej.
Naprawdę nie sądziła, że tak mało będzie jej trzeba do tego, aby rozpalić jej zmysły. Czuła wyraźnie jej dłonie na swoich biodrach oraz ciepły język, który bez większego zastanowienia wpuściła między swoje wargi. Całe szczęście, że nigdzie im się nie spieszyło. Mogła zatem bez problemu pozwolić River na rozpięcie tych całkiem zbędnych jeansów oraz samej wtargnąć palcami pod materiał koszulki, którą miała na sobie rysowniczka. Chętnie spędziła jeszcze nieco czasu w domku, aby zamienić w ustach smak pasty na smak swojej dziewczyny.
Domyślała się tego, że tworzą na pewno nietypową parę. W dodatku taką która przyciągała wzrok i rodziła zgorszenie. Pamiątki po poprzedniej nocy zdążyły się już na dobre rozgościć na ich skórze, a Cross wyraźnie nie chciała, aby jej modelka w jakikolwiek sposób je ukrywała. Mogły i tak zrobić.
Przyglądała się temu, co River wyszukiwała na telefonie, gdzie widniały już pozaznaczane wszystkie punkty, które je w tej chwili najbardziej interesowały. Miały w końcu pewne plany, ale te z pewnością mogły ulec modyfikacji.
— Możemy tak zrobić. Jeśli chcesz coś bardziej interaktywnego to możemy zajść do świata pielgrzyma. Może ta siedemnastowieczna interaktywna wioska przyniesie ci nieco inspiracji do tego, jak powinno wyglądać piekło — zasugerowała, idąc obok swojej dziewczyny, która zastanawiała się nad tym, gdzie powinny skierować teraz swoje kroki.
Opcji było naprawdę sporo. Wieczorem także odbywały się rekonstrukcje słynnych procesów czarownic, na które mogły zerknąć z ciekawości. O ile tylko wciąż będą na nie bilety, a one nie zorganizują sobie jakiejś innej rozrywki.
— Zoologiczny może zaczekać. Nie spieszy mi się tam szczególnie — odparła, bo nie było sensu, aby specjalnie po to nadrabiały teraz drogi, skoro mogły wykorzystać ten czas w o wiele lepszy sposób.
Podjąwszy w końcu decyzję, chwyciła jeszcze dziewczynę za rękę i splotła ze sobą ich palce. Skoro już zdecydowało o tym, gdzie chcą pójść to River nie potrzebowała obu dłoni do wygodniejszej obsługi telefonu, na którym tylko, co jakiś czas musiały skontrolować czy na pewno nie zboczyły z trasy i szły w odpowiednim kierunku.
River Cross
The difference between me and a dog is I am taller
: pn paź 26, 2026 10:49 am
autor: River Cross
Zdecydowanie opierała się na podwójnych standardach. Gdyby zobaczyła parę ubraną w podobny sposób, co one, pewnie uznałaby, że typiary powariowały albo po prostu że poziom żenady przekracza wszystko inne. Jednak kiedy chodziło o nie, nie widziała w tych strojach niczego nieodpowiedniego. No dobrze, może inaczej. Wiedziała, że wyglądają krindżowo jak chuj, ale ją to przede wszystkim bawiło. To ona przecież będzie nosić ubrania, a nie ubrania ją. Dodatkowo cieszył ją fakt, że to wszystko mogło wzbudzić wstyd w jej dziewczynie, a zawstydzona Rue to na tyle rzadki widok, że po prostu trzeba go celebrować. Wczoraj, gdy wybierała dla niej koszulkę, nie spodziewała się, że wszystko zacznie do siebie pasować jak idealnie wycięte puzzle. Spacerowała po Salem ze swoją dziewczyną i nikt nie mógł tego podważyć. Nawet Prescott.
— Chcesz mnie sprowokować do mówienia na temat niesprawiedliwych opresji i rasizmu? Niedobrze. Od czasu kpopowej afery byłam bardzo grzeczna. Jak mi się potem uleje w social mediach, to Maeve będzie bardziej niż niepocieszona — prychnęła z rozbawieniem. Skinęła jednak głową, że zgadza się na taki pomysł. Wystarczy po prostu, że uzna, że nikogo nie obchodzi, jakie miała zdanie na ten temat. Może też po prostu się nie przyznawać, że tam były. Nie trzeba przecież wszystkiego dokumentować i wszystkim się dzielić. Nie była aż tak zakręcona na punkcie własnych profilów. W październiku powinna przecież skupiać się na wyzwaniu, a nie na aktywizmie. No i w trakcie samego wyjazdu nie powinna zbyt wiele czasu poświęcać telefonowi albo w ogóle czegokolwiek innemu, co nie jest Ruelle. Nie po to razem wyjechały, by się teraz rozpraszała.
— Mam nadzieję, że nie masz zamiaru się wycofać? — Spojrzała na nią z rozbawieniem, gdy tylko zaczęła się wykręcać z wizyty w zoologicznym. Zakupy oczywiście mogły poczekać, ale zdecydowanie nie powinny odpuszczać ich sobie całkowicie. Cross nie mogła doczekać się aż poczuje ciężar smyczy w dłoni.
Mogły nacieszyć się miastem w jego czystej, sielskiej formie. Chociaż czy takie turystyczne punkty w ogóle mogą takie być? Pewnie tylko po części. Na ulicach nie było zbyt wiele ludzi. Uczciwi Amerykanie siedzieli rano w pracy, a nie wszystkim turystom już teraz chciało się ruszyć poza teren hoteli. Słońce grzało delikatnie, dając im ostatnie szanse na ogarnięcie tego, że w ogóle istnieje, zanim porzuci je aż do wiosny. Ten krótki moment w jesieni, w którym drzewa mieniły się soczystymi żółciami i czerwieniami faktycznie był magiczny. Gorzej, że potem robiło się tak smętnie i buro... a właściwie biało. Przynajmniej w Kanadzie.
— Może ja po prostu na ciebie zaczekam, co? I tak nie uznasz mnie przecież tam za wartość dodaną — zasugerowała, gdy dotarły w okolice Peabody Essex Museum. Miała wrażenie, że te historyczne pierdoły w żaden sposób jej nie rozwiną. Podeszła do jednej z ławek znajdujących się na skwerze na przeciwko budynku. Mogła tu posiedzieć, dokończyć rysunki i wiernie poczekać, aż jej kobieta nasyci się wszystkim, co oferowało muzeum, zanim obie zanurzą się w historycznych absurdach wioski pielgrzyma. Zdała sobie jednak sprawę, że teraz powinna dodatkowo przejmować się uczuciami swojej kobiety. Nie chciała, żeby poczuła się odrzucona przed tym, jak minie pierwsza doba ich prawdziwego związku, dlatego też nachyliła się do niej i złożyła na jej ustach czuły pocałunek. I jeszcze jeden. I jeszcze kolejny.
Ruelle I. Prescott
The difference between me and a dog is I am taller
: pn paź 26, 2026 11:38 am
autor: Ruelle I. Prescott
Łatwo było oceniać innych, ale gdy tylko robiło się coś samemu to już zupełnie inaczej się spoglądało na to wszystko. Ich kreacje były wynikiem zakładu. W normalnych okolicznościach Prescott na pewno dobrałaby ubrania, które pasowałyby o wiele lepiej do obroży i zaprezentowała się w bardziej stylowy sposób. Mierził ją ten cały nadruk i tekst na koszulce, ale coś już ustaliły. Nie sądziła, że River zagra tak agresywnie i wybierze coś, aż tak zawstydzającego. Sama była dla niej o wiele łagodniejsza, ale jak widać, nie mogła liczyć na taryfę ulgową.
— Może jak tam się już wyżyjesz, to nie będziesz musiała tego robić w social mediach, bo starczy ci na jakiś czas — zasugerowała, ale obie doskonale wiedziały, że to nie była prawda.
Może jednak będą się dobrze bawić? Co prawda chodziło o wioskę siedemnastowiecznych kolonizatorów, którzy mieli dosyć mroczną i brutalną historię opresji oraz fanatyzmu religijnego, ale jeśli tylko podeszło się do tego w odpowiedni sposób to cała wycieczka mogła być ciekawa. Z drugiej strony… Nie ma co się oszukiwać, Amerykanie gloryfikowali kolonizację i znając ich to pewnie z wioski pielgrzyma uczynili kolejny Disneyland ku chwale kapitalizmu w rozkwicie.
— Czy ja jestem według ciebie typem, który się wycofuje? — zapytała całkowicie szczerze, przyglądając się dziewczynie.
Coś już razem ustaliły i Ruelle na pewno nie zamierzała rezygnować z ustalonego wcześniej planu. Mogła bez problemu paradować na smyczy. W dodatku z dumą wypisaną na twarzy, aby nie dać rysowniczce satysfakcji związanej z uprzedmiotowieniem i upokorzeniem jej przed niezliczoną ilością przechodniów. Było to na pewno coś, czego jeszcze nie próbowały. Coraz bardziej przenosiły swoją relację w przestrzeń publiczną, a przynajmniej tutaj nikt ich nie znał, więc mogły czuć się nieco swobodniej.
Pogoda była wprost idealna. Mogły naprawdę nasycić się swoją drobną wycieczka. Było spokojnie, niezbyt tłocznie, co pewnie niedługo ulegnie znacznej zmianie, a wszystkie punkty turystyczne, które je najbardziej interesowały znajdowały się na tyle blisko, że mogły na spokojnie się do nich przejść w promieniach jesiennego słońca, otoczone licznymi dekoracjami, które miały nadać miasteczku wyjątkowego charakteru w miesiącu obchodów czterechsetnej rocznicy jego założenia.
— Na pewno? — zapytała, gdy tylko dziewczyna zasugerowała, że mogłaby zostać przed muzeum. — Możemy pójść gdzieś indziej, jeśli chcesz.
Wokół było tyle różnych atrakcji, że na pewno znalazłyby coś, co odpowiadałoby im obu. W końcu Ruelle nie zależało, aż tak, aby odwiedzić to konkretne muzeum. Mogły wykorzystać ten czas wspólnie w dużo lepszy sposób, a Cross nie musiałaby warować jak pies przed budynkiem.
Kolejne pocałunki, do których przyciągnęła ją dziewczyna, nieco ją uspokoiły. Z zaangażowaniem odpowiedziała na każdy z nich i odetchnęła głęboko, aby nabrać powietrza, gdy tylko River w końcu oderwała się od jej warg. Ta dziewczyna, jej dziewczyna, naprawdę z każdym dniem miała w sobie o wiele więcej czułości, którą zaskakiwała swoją modelkę.
— Chcesz tu zostać i wykorzystać scenerię? — zapytała jeszcze cicho, obejmując ją w pasie, żeby nie odsunąć się zbyt daleko.
Wiedziała, że Azjatka była praktycznie uzależniona od rysowania, a Salem mogło poszczycić się naprawdę ładnymi widokami. Co rusz można było natknąć się na zabytkowy budynek o ciekawej formie czy fasadzie lub jeszcze inne ciekawe elementy, które na pewno przyciągały uwagę kogoś o takim artystycznym zacięciu. Mogła to z pewnością zaakceptować.
River Cross
The difference between me and a dog is I am taller
: pn paź 26, 2026 8:12 pm
autor: River Cross
Przyjrzała się jej uważnie, jakby faktycznie w tym momencie oceniała, czy Ruelle należała do grupy słabeuszy i wycofywaczy. W rzeczywistości nie było o czym myśleć. Przecież ta dziewczyna była dumna aż do kości, a przy okazji uparta jak osioł. Nie zmieniało to jednak faktu, że lubiła się z nią drażnić i próbowała ją nieco podkręcić. Im Prescott będzie bardziej zdeterminowana, by udowodnić swojej kobiecie, że nie odpuszcza, tym lepiej. Kto wie, może spodoba jej się to całe chodzenie na smyczy? Teraz były wyjątkowo daleko od domów i szansa na to, że wpadną tu na kogoś znajomego, była wyjątkowo niska. Ludzie, których mijają, zapomną o ich istnieniu następnego dnia, podobnie jak one o nich. Warunki były idealne.
— Myślę, że nie jesteś, ale nie widzę też w tobie za dużo determinacji — odparła. Gdzie się podziała ta cała ekscytacja, którą Prescott czuła na samą myśl o znalezieniu się we władaniu swojej artystki? Przecież River doskonale wiedziała, że to lubiła. Nie widziała żadnego sensu w ukrywaniu tego entuzjazmu.
Skoro nawet świat był po ich stronie, nie mogły narzekać. Pogoda była perfekcyjna, a wszystkie punkty, które chciały odwiedzić jakoś tak... po drodze. River nie miała wątpliwości, że miło spędziłaby czas w towarzystwie swojej kobiety nawet na najbardziej nudnym wykładzie świata, ale w sumie po co miała się do czegoś takiego zmuszać? Rue powinna już doskonale zdawać sobie sprawę, że zrobi dla niej naprawdę wiele, ale wysilanie się, gdy to naprawdę nie było konieczne, było przecież bez sensu.
Z każdym kolejnym pocałunkiem utwierdzała się w przekonaniu, że trudno będzie jej się skupić na rysowaniu i kompletnie niepotrzebnie wychodziły z terenu domku dla gości. No dobra, bez przesady. Nie była aż tak rozkojarzona, choć skłamałaby, gdyby uznała, że pieszczoty, jakie oferowała Ruelle, na nią nie działały. Zawsze roztapiała sie pod wpływem jej pocałunków jak tabliczka czekolady pozostawiona na słońcu.
— Chcę dzisiaj jeszcze porysować. Możesz usiąść obok mnie, jeżeli tak strasznie nie chcesz się rozstawać i obserwować co robię albo po prostu wybrać się na krótką wycieczkę, która powinna wstrzelić się w wymagania twojego inteligenckiego umysłu i zaufać, że nie rozpadnę się z tęsknoty za tobą, gdy znikniesz za rogiem — wyjaśniła krótko. Była zaskoczona tym, jak bardzo Prescott starała się dbać o jej komfort i upewnić się, że obie będą zadowolone z takiego przebiegu sytuacji. Mogła przecież po prostu ucieszyć się, że będzie miała chwilę oddechu i skorzysta z miasta po swojemu, a tu proszę. Lgnęła do artystki i interesowała się jej samopoczuciem. Czyżby wejście w związek jednak coś między nimi zmieniło?
Ruelle I. Prescott
The difference between me and a dog is I am taller
: wt paź 27, 2026 1:15 am
autor: Ruelle I. Prescott
Już w liceum River mogła się przekonać o tym, że Prescott nie należała do takich, które się wycofywały i nie realizowały już raz podjętych wyzwań. Dlatego właśnie ją wtedy pocałowała. Nie mogła odmówić. Nie w momencie, gdy wypowiedziała już to słowo wyzwanie, gdy szyjka butelki zatrzymała się na niej. Od tego momentu zaczęła się ich historia. Chociaż podjęta na nowo została po wielu latach.
— Ach, determinacji ci się zachciało? — powtórzyła niejako za nią, kiwając głową w zamyśleniu. — Wybacz, że mój poziom entuzjazmu nie jest w stanie sprostać twoim oczekiwaniom. Czy mogę coś zrobić, aby to zmienić, moja pani?
Postanowiła zastosować ten sam chwyt, który poprzedniego dnia wykorzystywała przeciwko niej Cross. Mogła się do niej przymilać, nazywać ją swoją panią i łechtać ego na wymyślne sposoby. W końcu czy na to nie zasłużyła? Była naprawdę grzeczna. Była wzorową poddaną, która dała jej ogromne pokłady przyjemności. Wypadało zatem, aby jej się za to odwdzięczyła.
Nieczęsto zdarzało się, aby otoczenie stawało po ich stronie. Tym razem jednak nie mogły na nic narzekać. Pogoda była ładna, wiatr nie próbował ich zamordować lodowatym podmuchem, a ulice nie były przepełnione ludźmi. Warunki wprost idealne. Mogły dzięki temu bez przeszkód się rozkoszować swoim towarzystwem oraz korzystać uroków miasteczka, póki nie musiały wracać jeszcze do Toronto.
Coraz trudniej było im się od siebie oderwać. Prescott nie miała pojęcia czy ten szybki seks w domku przed wyjściem rozbudził w nich jeszcze mocniejszą potrzebę dotyku, czy może sprawił, że teraz nie musiały pospiesznie szukać jakiegoś ustronnego miejsca, bo zdołały pozbyć się chociaż odrobiny napięcia. Pewnym jednak było to, że każdy kolejny pocałunek wydawał się być tym jednym za mało. Tylko, że nie mogły tak tkwić w nieskończoność pod budynkiem muzeum.
— W porządku — przystała, bo jeśli naprawdę River chciała wykorzystać jeszcze nieco czasu na to, aby rysować w plenerze to nie mogła jej tego zabronić. — Jakbyś skończyła wcześniej to wiesz, gdzie mnie szukać.
Była gotowa zrezygnować z obejścia eksponatów w Peabody, ale skoro Cross chciała oddać się w pełni swojej sztuce to nie zamierzała jej w tym przeszkadzać. Na pewno też będzie miała jeszcze sporo okazji do tego, aby obserwować swoją dziewczynę przy pracy, a nie wiadomo, czy kiedyś jeszcze wrócą do Salem.
Fakt, że zgodziła się z nią być nie oznaczał, że musiały być do siebie stale przytwierdzone. Pożegnała ją jeszcze jednym, zdecydowanie zbyt krótkim pocałunkiem, nim odeszła w końcu ku wejściu do budynku.
Zniknąwszy rysowniczce z oczu, postanowiła zapiąć skórzaną kurtkę, którą miała na sobie. W teorii nie oszukiwała. Miała mieć na sobie przez cały dzień koszulkę, ale artystka nie wspomniała nic o tym, że ma być ona widoczna, a samotna wędrówka po korytarzach muzeum była dla niej chwilą odpoczynku od tej durnej obietnicy.
Nie spieszyła się zanadto, bo chciała na spokojnie obejść wystawę muzealną, ale nie zamierzała się ociągać i sprawić, że River będzie na nią czekała w nieskończoność. Chociaż znając rysowniczkę, to mogłaby się ona zatracić w tworzeniu na naprawdę długie godziny. O ile tylko starczy jej materiałów, których na pewno miała pod ręką o wiele mniej niż w zaciszu swojego mieszkania.
Miała naprawdę spore powody do zadowolenia, gdy już zakończyła swój obchód. Musiała jeszcze tylko pamiętać o odpięciu kurtki przed ponownym wyjściem przed budynek w poszukiwaniu zaginionej rysowniczki. Miała nadzieję, że naprawdę wykorzystała dobrze ten czas w otoczeniu sielskich widoków miasteczka.
River Cross