Strona 1 z 1

i could've solved your problems, you could've helped me with mine

: pn paź 26, 2026 10:28 am
autor: teddy darling
084.
Nie chciała być już dłużej smutna. Nie lubiła siebie takiej. Takiej z nosem zawieszonym na kwintę, zaczerwienionymi oczami i bez ochoty na cokolwiek. Praca i regularny wysiłek pozwalały jej oczyścić głowę, ale nie mogła przecież bez końca izolować się od ludzi. To nie była Teddy. Teddy Darling była golden retrieverem w ludzkiej skórze! Nie znosiła samotności, lgnęła do ludzi i o wiele lepiej radziła sobie z problemami, kiedy miała obok kogoś, kto mógł odwrócić jej uwagę od własnych myśli. Oczywiście, najlepiej, gdyby ten ktoś miał przy okazji dobry humor, ochotę na piwo i nie zadawał zbyt wielu niewygodnych pytań. Nie potrzebowała przecież kolejnej sesji terapeutycznej. Potrzebowała wieczoru, po którym następnego dnia będą boleć ją nogi.
Dlatego wiadomość do Riley spadła jej z nieba. Co prawda przez całe pięć minut musiała ją namawiać, żeby jednak wyszły w miasto, zamiast upijać się w domu, ale ostatecznie Davis przystała na jej propozycję. Teddy była z siebie całkiem zadowolona. Nie żeby uważała się za osobę szczególnie przekonującą, ale najwyraźniej wystarczyła odrobina marudzenia, żeby dopiąć swego. Zresztą, co to miało być za picie w domu? Nawet nie było tam żadnych ludzi, których można poobgadywać!
Obiecały sobie, że nie będą się nad sobą użalać. Plan nie przewidywał żadnych poważnych rozmów o uczuciach. Zamiast tego będą pić, tańczyć i wybornie bawić się do samego rana. Albo przynajmniej do momentu, aż obie nie stwierdzą, że nie są już w stanie wypić ani grama więcej, którąś z nich obetrze but albo DJ zacznie grać chujową muzykę. Wtedy zrobią w tył zwrot i pójdą sobie w pizdu.
Nie poświęciła dużo czasu na znalezienie odpowiedniej kreacji na wieczór. Postawiła na jeansy i swoją ulubioną zieloną marynarkę, pod którą miała zwykły czarny top. Na nogi włożyła wysokie trampki, bo nie zamierzała fundować sobie dodatkowych atrakcji w postaci odcisków, zanim jeszcze dotrze na miejsce. Wyglądała dobrze. A przynajmniej tak sobie powiedziała, przeglądając się w lustrze. Nie szła przecież na galę rozdania nagród ani na spotkanie z królową. Wybór baru również nie był przypadkowy. Teddy uznała, że w tym miejscu istniało mniejsze prawdopodobieństwo, że Riley zacznie kleić się do jakichś typów, czego przecież nie chciała robić, a ona sama miała zamiar uchronić ją przed podejmowaniem kiepskich decyzji. Ciężko obłapiać się z kimś, kto był gejem. Obecność homoseksualnych kobiet to już jednak zupełnie inna bajka. Ale hej, Davis nic nie mówiła o dziewczynach!
Umówiły się na miejscu i kiedy tylko Darling przekroczyła próg lokalu, od razu dostrzegła koleżankę czekającą na nią w korytarzu. Przystanęła przed nią i wykonała okrężny ruch palcem, dając jej do zrozumienia, żeby się obróciła i zaprezentowała w całej okazałości. Skoro już poświęciła czas na przygotowania, Teddy zamierzała to docenić. Poza tym nieczęsto miała okazję oglądać Riley odpierdoloną na wieczorne wyjście, bo na co dzień oglądały się w mundurach.
— Naprawdę nie musiałaś się tak dla mnie stroić — zażartowała i podeszła bliżej, żeby cmoknąć Riley w policzek. Od zapachu perfum aż zakręciło jej się w głowie nosie. Ile ona tego na siebie wylała? Pół litra? — Co dziś pijesz? I jak rozpoznam, że następny drink jest twoim gwóździem do trumny? — zapytała, ruszając w głąb baru, z którego dobiegała muzyka. Britney Spears śpiewała właśnie o tym, że ups, znowu to zrobiła i znowu zawiodła. Laska nigdy się chyba nie nauczy.

riley davis

i could've solved your problems, you could've helped me with mine

: wt paź 27, 2026 1:04 pm
autor: riley davis
Riley nie umiała sobie radzić z negatywnymi emocjami. Jej matka i ojczym byli chyba jedynymi osobami, które potrafiły do niej dotrzeć i którym ona sama nie bała się zwierzać ze swoich problemów. Odkąd ich zabrakło, musiała zacząć radzić sobie ze wszystkim sama. Właściwie od zawsze była kimś, kto wolał raczej zamiatać syf pod dywan i uciekać od trudnych sytuacji i uczuć, zamiast stawić im czoła, ale od śmierci rodziców było tylko gorzej. Dużo pracowała, może nawet zbyt dużo. A w wolnym czasie? Alkohol i przygodny seks zwykle załatwiały sprawę albo tak przynajmniej się jej zdawało. Udawało jej się dzięki nim na chwilę zapomnieć o wszystkim co ją trapiło i po prostu dobrze się bawiła. Nie lubiła zostawać za długo sam na sam ze swoimi myślami, więc raczej do tego nie dopuszczała, desperacko wyszukując sobie jakiekolwiek zajęcie. Tak naprawdę, przydałby się w tym przypadku jakiś dobry terapeuta, ale Davis, póki co, nawet nie chciała o tym słyszeć, bo przecież “nie będzie jej tu jakiś konował gadał jak ma żyć”! Był przy niej jeszcze oczywiście James, który starał się ją wspierać jak tylko mógł, ale nawet z nim zaczęła drzeć koty, odkąd został kapitanem w tej samej jednostce.
Nie miała najmniejszej ochoty na to, by siedzieć i się nad sobą użalać. Nie miała tego w zwyczaju, a poza tym wiedziała też, że nic dobrego jej z tego nie przyjdzie. Cieszyła się na wieczór, który miała spędzić w towarzystwie Teddy. Zapewne uważała, że to jeden z lepszych pomysłów na jaki w ostatnim czasie wpadła. Zgadywała, że Darling też się to przyda. Obie potrzebowały wyluzować, bez niewygodnych pytań i niepotrzebnego rozprawiania o uczuciach.
Na początku, Riley upierała się trochę na picie w domu, bo ta opcja wydawała się jej znacznie bezpieczniejsza, ale nie trzeba było namawiać jej długo do zmiany zdania. Dobrze, że nie postawiły jednak na zwykły klub, tylko wylądowały ostatecznie w gejowskim barze, bo przeczuwała jak mogłaby ta noc się dla niej skończyć - u boku jakiegoś napaleńca, cuchnącego na kilometr Dior Sauvage, imieniem Kyle albo Chad. Okropność.
Na Teddy zdecydowała się poczekać w przedsionku baru. Nie chciała wchodzić do środka bez niej, a sterczenie na zewnątrz groziło przewianiem tyłka - szczególnie w outficie, na jaki zdecydowała się Davis. Na co dzień raczej się nie stroiła, bo i trudno o to, gdy spędza się większość czasu w roboczym mundurze, ale gdy wychodziła się bawić na mieście, lubiła czuć, że przyciąga spojrzenia, zarówno kobiet jak i mężczyzn. Tym razem miała na sobie obcisłą i zdecydowanie za krótką czarną sukienkę, a do tego męską, skórzaną kurtkę. Postanowiła zrezygnować ze szpilek (bo poza obleśnymi fuckboyami, ostatnie czego potrzebowała to skręcone po pijaku kostki, duh) i zamiast tego założyła długie martensy.
Na widok Darling, uśmiechnęła się lekko i zaraz, zgodnie z jej niemym żądaniem, obróciła się posłusznie wokół własnej osi.
— Owszem, musiałam — zaśmiała się, odwzajemniając całusa w policzek, po czym, na pytanie koleżanki, zaczęła natychmiast wykrzykiwać “shots, shots, shots!”, wymachując przy tym pięścią, niczym frat bros na dzikich, studenckich imprezach.
— Świetne pytanie, ten moment łatwo przeoczyć — przerwała nagle swoją wypowiedź, gdy weszły do środka. Idąc za Teddy, zadowolona, śpiewała wraz z Britney o tym, że wcale nie była taka niewinna. Dopiero, gdy stanęły przy barze, kontynuowała myśl — Trzeba być czujnym, Teds. Wiedz, że gdy zacznę drzeć ryja do “American Pie” albo innych starych przebojów, które kochali nasi dziadkowie, to jest już dla mnie za późno i jutro zapewne będę rzygać dalej niż widzę. Aaaale jeśli będę obściskiwać się z jakąś ślicznotką, to nie musisz od razu wkraczać do akcji — wyjaśniła, puszczając jej przy tym oczko. Unosząc rękę z uśmiechem, zwróciła na siebie uwagę barmana i gdy już do nich podszedł, zamówiła szoty na rozgrzewkę, nie pytając nawet Darling o zdanie.
— Jett nie jest zazdrosny, że mam cię dzisiaj tylko dla siebie, czy jednak nic mu nie mówiłaś? — spytała z cwaniackim uśmiechem, oczywiście pół żartem pół serio, bo tak naprawdę zdążyła Donovana polubić. Ku uciesze Teddy, przestała się z nim żreć jak pies z kotem, a nawet nauczyli się ze sobą dobrze współpracować i znaleźli wspólne zainteresowania. Jedyne o co teraz “walczyli” to serce Darling albo o to kto jest lepszy - The Beatles, czy może jednak Stonesi. Riley wolała czwórkę z Liverpoolu, natomiast Jett uparcie twierdził, że na większe uznanie zasługują jednak ich, nieco bardziej buntowniczy, naśladowcy. — Twoja twarz jest jedyną, jaką chciałam dziś oglądać.


teddy darling

i could've solved your problems, you could've helped me with mine

: wt paź 27, 2026 4:31 pm
autor: teddy darling
Była dobrą słuchaczką. Może niespecjalnie potrafiła doradzać, bo przecież sama popełniała mnóstwo błędów, więc w dupie była i gówno widziała, ale przynajmniej nie udawała, że pozjadała wszystkie rozumy. Nie miała zamiaru wciskać komuś mądrości życiowych, których sama nie potrafiła zastosować we własnym życiu, ani rzucać pustymi frazesami tylko po to, żeby rozmówca poczuł się lepiej. Teddy nie zawsze wiedziała, co powiedzieć, ale wiedziała, jak być obok. Riley miała ochotę się najebać? Proszę bardzo, Darling służyła pomocą! Miała mocną głowę, co z jednej strony było całkiem przydatne, a z drugiej wyjątkowo nieekonomiczne i zdradliwe. Nigdy nie wiedziała, który kieliszek okaże się tym ostatnim, a granica między przyjemnym rauszem a całkowitym zmieceniu z planszy była bardzo podstępna. Na drugi dzień czuła się wtedy jak zwykła ściera do podłogi. I to taka, którą ktoś wcześniej wykorzystał do wytarcia rozlanego piwa w obskurnym barze, a potem zostawił zwiniętą w kącie na kilka dni. Kac morderca bez serca z wiekiem stawał się coraz bardziej bezlitosny. Kiedyś wystarczył energetyk, tłuste śniadanie i kilka godzin snu, żeby wróciła do żywych. Teraz potrafiła przez pół dnia wisieć nad klopem. Wszystko oczywiście przez przekroczenie tej magicznej liczby, jaką była trzydziestka. Nikt jej nie ostrzegł, że wraz z kolejnymi urodzinami organizm zacznie się tak buntować.
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy Davis oznajmiła, że musiała się tak dla niej wystroić. Czy Teddy miała zamiar narzekać z tego powodu? Absolutnie. Riley wyglądała... cholera, wyglądała rewelacyjnie! Darling miała oczy, potrafiła z nich korzystać i zdecydowanie nie była ślepa. Z długością sukienki trochę jednak przesadziła. Przecież kiedy tylko się schyli, będzie widać jej cały tyłek i... no dobrze, nie powinna się tym tak przejmować. To nie była jej sprawa! Nie miała zresztą żadnych podstaw, żeby się wymądrzać. Sama pewnie obejrzałaby się za Riley na ulicy, gdyby nie znały się wcześniej, a teraz miała jeszcze ten przywilej, że mogła przyglądać się jej z bliska. Same plusy, zero minusów! Davis miała świetną dupę i nogi do samego nieba, których Darling zawsze jej zazdrościła. Nie żeby z jej własnymi było coś nie tak, ale zawsze chciała być o te kilka centymetrów wyższa. A najlepiej kilkanaście.
Zatrzymała się przy długiej ladzie i rozejrzała dookoła w poszukiwaniu miejsca. Miały do dyspozycji kilka wolnych stolików, w tym jeden przy oknie, ale równie dobrze mogły usiąść przy barze. Właściwie bez różnicy, ale jeśli nie chciały przekrzykiwać się wzajemnie, to chyba lepiej ulokować się pod ścianą.
— Czyli przez cały czas mam być w pełnej gotowości i nie tracić rezonu? Przyjęłam — zasalutowała posłusznie. — Jak będziesz jutro rzygać, to potrzymam ci włosy. I obiecuję, że nie wyrwę cię ze szponów jakichś napalonych ślicznotek. Słowo skauta! — w tym miejscu przycisnęła sobie dłoń do piersi. Czy Teddy była skautem? Kurczę, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale pewnie tak, bo to akurat bardzo do niej pasuje!
Na wzmiankę o Donovanie, zmarszczyła śmiesznie nos.
— Nie, ale istnieje niezerowa szansa, że będzie do mnie wypisywał i pytał, jak się czuję. Jest naprawdę kochany, ale upierdliwy jak wrzód na dupie — pokręciła z rozbawieniem głowy. Naprawdę doceniała wszystko, co przyjaciel dla nie robił, ale przez ostatnie dni Darling udowodniła mu niejednokrotnie, że radzi sobie doskonale i nie potrzebuje niańki.
Jej szczęście było niepojęte, kiedy patrzyła na Riley i Jetta, którzy przestali skakać sobie do gardeł. Szczerze mówiąc, zaczynała wątpić, że to może się udać. A tu taka miła niespodzianka!
— Bo mam taką ładną buzię? — sprzedała Davis kuksańca w bok. — Powiedz mi lepiej, co dziś pijemy. Chcesz zacząć od nudnych, kolorowych drinków czy od razu od szotów? — dopytała, dostrzegając, że barman skończył realizować zamówienie przed nimi i teraz czekał na to, żeby je obsłużyć.

riley davis

i could've solved your problems, you could've helped me with mine

: czw paź 29, 2026 8:18 pm
autor: riley davis
Wiedziała, że będzie mogła liczyć na Teddy i że czeka je obie udany wieczór. Nie musiała nawet dawać koleżance specjalnych wytycznych, bo ta doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Davis nie należy do osób szczególnie wylewnych w kwestii tego, co leżało jej akurat na wątrobie. Nie naciskała na nią i nie zmuszała do zwierzeń. Gdyby Riley chciała się spowiadać, poszłaby do księdza albo terapeuty, a że nie uznawała ani jednego ani drugiego, to po prostu dusiła wszystko w sobie. Uważała, że to lepsze rozwiązanie niż zrzucanie swoich problemów na inne osoby, bo każdy miał własnych zmartwień pod dostatkiem - podobnie Theodora. Jak więc już wcześniej strażaczka zdążyła zaznaczyć w swoich wiadomościach - koniec kurwa tych smętów, bo nie ma nic gorszego, niż upijanie się na smutno! Żadna z nich nie chciała przecież wpędzić się w jeszcze gorszy dół.
Granica między “jestem pijana, ale kontaktuję”, a totalnym zgonem, była w przypadku Riley bardzo cieniutka. Potrafiła wypić dużo, ale podobnie jak Darling, nie wiedziała kiedy przestać, a wraz z wiekiem jej tolerancja na alkohol zaczynała się pogarszać. Jeszcze kilka lat wcześniej, potrafiła poganiać szoty drinkami, a kolejnego dnia wstawać z łóżka świeża jak róża. Jedyną wtedy oznaką kaca była suchość w gardle, z którą radziła sobie - zgodnie z metodą “klin klinem” - popijając zimne piwko. Teraz, na samą myśl o tym, robiło jej się niedobrze. Cały dzień po imprezie przesypiała, o ile oczywiście nie przytulała się akurat z kiblem, a zamiast piwa i fast foodów, które zwykła była kiedyś w takich wypadkach pochłaniać - jedyne co była w stanie przyjąć to gorący, tłusty bulion.
— Och, cudownie! Ale nie jesteś jedną z tych osób, którym robi się niedobrze na widok wymiocin? Nie chcę skończyć z orzyganą głową! — wtrąciła, krzywiąc się na to wyobrażenie i zaraz spojrzała na Teddy w powątpiewaniem — A byłaś kiedykolwiek skautem? Bo jak nie, to te twoje obietnice znaczą całe nic! — stwierdziła ze śmiertelną powagą i dopiero po chwili, szeroko się uśmiechnęła.
Korzystając z każdej okazji, gdy oczy koleżanki nie były zwrócone w jej stronę, przyglądała się jej uważniej, a dokładniej temu, jak ładnie wyglądała i jak dobrze materiał jeansów leżał na jej pośladkach i udach. Powstrzymywała się jednak od prawienia jej komplementów, bo wszystko co cisnęło jej się na usta, wydawało się zbyt… odważne i flirciarskie. Mogła oczywiście stwierdzić, zupełnie niewinnie: “do twarzy ci w zielonym”, bo tak też uważała, ale wiedziała, że zabrzmiałoby to kompletnie nienaturalnie i nie jak typowa z ust Davis pochwała. Trzymała lekki dystans, przekonana, że Darling - wolna czy też nie - była dla niej nietykalna. Wolała nie przekraczać pewnych granic, nawet słowami.
— Jeśli będzie cię męczył, to sama do niego zadzwonię i powiem, że dziś jesteś tylko moja. Niech zazdrości! — uśmiechnęła się przy tym cwaniacko. Cóż, Jett i Riley, nawet jeśli panował między nimi pokój, czuli chyba potrzebę prześcigania się o względy Teddy. I pomyśleć, że kiedyś to z nią o wszystko rywalizowała…
— To prawda, buzię masz ładną, ale to nie jedyny powód. Potrzebowałam damskiego towarzystwa. Pomyślałam, że tobie też nie zaszkodzi dobra zabawa i… oto jesteśmy — wyjaśniła, wzruszając na koniec ramionami. Na pytanie towarzyszki, westchnęła i spuściła głowę, kładąc kciuk i palec wskazujący u nasady nosa. Po kilku sekundach, znów na nią spojrzała i zaczęła machać dłonią, tuż przed jej twarzą.
— Halo, Ziemia do Teddy! Już dawno zamówiłam dla nas szoty! — zdążyła oznajmić i zaraz, na ladzie przy której stały, pojawiła się wąska deseczka z ustawionymi na niej sześcioma kieliszkami. Riley natychmiast złapała za jeden z nich, próbując przekrzyczeć „Bad Romance” Lady Gagi — Nie śpij, mała! Pijemy i idziemy tańczyć!


teddy darling

i could've solved your problems, you could've helped me with mine

: pt paź 30, 2026 12:01 am
autor: teddy darling
Była ostatnią osobą, która mogłaby na kogokolwiek naciskać. Sama nie przepadała za wypytywaniem, szczególnie kiedy nie miała ochoty o czymś rozmawiać, dlatego wychodziła z założenia, że jeśli ktoś będzie chciał się wygadać, to po prostu w końcu to zrobi. Wiedziała, że pod tym względem również może liczyć na Riley. Nie musiała się obawiać, że Davis zacznie wiercić jej dziurę w brzuchu, próbując wyciągnąć z niej coś, czego sama nie chciała powiedzieć. Darling zależało przede wszystkim na tym, żeby koleżanka czuła się przy niej swobodnie i wrzuciła na luz. Stąd pomysł, żeby wyskoczyć na miasto. Obie miały paskudny czas, więc mogły przybić sobie piątkę. Dobra zabawa należała im się jak psu buda i chłopu ziemia!
Jak się sponiewierają, a potem będą rzygać dalej niż widzą - trudno! Miały się wzajemnie pilnować, ale dopóki Riley nie będzie słaniać się na nogach, to Teddy nie sprzątnie jej kieliszka. Jak często zdarzała się okazja, żeby naprawdę zabalować? Prawie nigdy. Ich praca na to nie pozwalała. Musiały być w gotowości dwadzieścia cztery na siedem, Nieważne, że rano zeszły ze zmiany, jutro w południe mogą dostać wezwanie z pilnym stawieniem się na akcję. I nie ma, że boli głowa. Same wybrały sobie takie życie, nikt ich do straży na siłę nie wpychał.
— Riles, widziałam pourywane kończyny i bebechy na wierzchu. Naprawdę uważasz, że porzygam się na widok cudzych rzygów? — zaśmiała się, kręcąc przy tym głową. Jakby nie patrzeć, z czasem udporniła się na podobne widoki. Wymiociny były niczym przy dekapitacji. — A byłam skautem! I co, głupio ci teraz — dźgnęła ją palcem na wysokości mostka. — Zdobywałam sprawności i odznaki. Mogę przysiąc, że wciąż je mam w domu rodzinnym. Jak mi nie wierzysz, to jutro poproszę mamę, żeby zrobiła zdjęcia — powiedziała z pełną powagą w głosie. Darling można było wiele zarzucić, ale na pewno nie to, że była przebrzydłą kłamczuchą!
Była wolna, ale nie była pewna, czy jest gotowa na jakikolwiek flirt. Z drugiej strony jeśli miałaby z kimś flirtować, to właśnie z Davis. Ją przynajmniej znała i wiedziała, że nie zrobi z siebie skończonej idiotki. Z drugiej strony Teddy podobno bajerowała kobiety całkowicie nieświadomie. Ona sama nie miała pojęcia, że tak robi. Uświadamiały ją w tym dopiero osoby trzecie, które przyglądały się wszystkiemu z boku. Ale skąd miała wiedzieć, że podawanie komuś swojego instagrama może zostać uznany przez drugą osobę za flirt? Po prostu starała się być dla wszystkich miła.
— Spokojnie! Jak Jett zacznie się do mnie dobijać, to sama mu powiem, że masz mnie dzisiaj na wyłączność — zapewniła, bo ona również potrzebowała damskiego towarzystwa. Miała po dziurki w nosie nadmiaru testosteronu, od którego kipiała cała remiza.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością. Zdecydowanie potrzebowała się zabawić i na jakiś czas przestać myśleć. A jeśli po kilku głębszych wpadnie na genialny pomysł, żeby wyciągnąć telefon i napisać do kogokolwiek, Davis natychmiast powinna zdzielić ją po łbie! Najlepiej czymś ciężkim, zanim zdąży odblokować ekran.
— Co? A tak! — zreflektowała się pospiesznie, bo jakoś nie zakodowała, że miały przed sobą cały rząd szotów. Po cztery na głowę i po dwa na każdą nóżkę. A to dopiero rozgrzewka! — Jezu, przepraszam cię, chyba się odkleiłam — zaśmiała się, łapiąc za kieliszek. Przystawiła szkło do tego, które trzymała Riley, a następnie wlała zawartość do gardła. Alkohol zapiekł ją w przełyku, wywołując charakterystyczne grymasy na twarzy, ale nie przeszkodziło jej to w sięgnięciu po kolejnego szota. A potem jeszcze dwóch kolejnych.
Odstawiły kieliszki na barowy blat i zgodnie z planem skierowały się na parkiet. Darling rozejrzała się po sali, przyzwyczajając wzrok do kolorowych świateł i obserwując roztańczone dziewczyny. W Woody's and Salior zawsze było ich mnóstwo, co zresztą stanowiło jeden z powodów, dla których lubiła tu przychodzić. Nie wszystkie jednak musiały być zainteresowane kobietami. Część przyszła ze swoimi kolegami-gejami.
— Dobra, jakbyś miała wybierać, tak czysto hipotetycznie, to która podoba ci się najbardziej? — zapytała, bujając się w rytm piosenki Lady Gagi. Oczywiście pytała wyłącznie z ciekawości. Czysto towarzyskiej, zupełnie niewinnej i absolutnie niezwiązanej z tym, że chciała sprawdzić, jaki gust miała Davis.

riley davis

i could've solved your problems, you could've helped me with mine

: sob paź 31, 2026 9:59 pm
autor: riley davis
Ten paskudny czas zdawał się u Riley nie przemijać. Naiwnie myślała, że gdy będzie ignorować to co czuje, skupiając się na pracy, to wszystko zniknie. Jej smutek i problemy jednak tylko się nawarstwiały. Od tragicznego wypadku rodziców minęły dwa lata, a Davis nadal nie przeżyła swojej żałoby jak należy. Nie odwiedzała rodzinnego domu, choć ciągle nosiła się z zamiarem sprzedania go. Nie odwiedzała grobów. Nie chodziła na rozprawy przeciwko kierowcy mordercy matki i ojczyma. Nie robiła niczego, co przypominałoby jej o bólu. Od dnia pogrzebu, zupełnie się od tego odcięła, mając nadzieję, że w ten sposób uchroni się od cierpienia. Nie działało, ale nie chciała się nikomu do tego przyznać.
Sytuacja z Jamesem też powoli zaczynała ją dobijać. Ich relacja była skomplikowana - głównie przez nią, ale w ostatnim czasie to także McCann negatywnie przyczynił się do tego, co się między nimi działo. Tęskniła za nim i chyba to właśnie dlatego tak bardzo potrzebowała chwili zapomnienia. Do tego również ciężko było jej się przyznać, ale brakowało jej jego bliskości. Niekoniecznie seksu, ale po prostu samej obecności przyjaciela i świadomości, że był przy niej bez względu na nic.
Nie chciała tego wieczoru o tym myśleć ani tym bardziej o tym gadać. Wiedząc, że Teddy nie będzie jej o nic wypytywać ani dawać jej “dobrych rad” nieproszona - wydała jej się idealną towarzyszką. Poza tym, już dawno nigdzie razem nie wychodziły, a już tym bardziej tylko we dwie!
Zupełnie nie obchodziło jej w tamtym momencie to co miał przynieść kolejny dzień. Jeśli przyjdzie im odchorować ten balet, to trudno! Kara musi być! A jeśli kaca nie będzie, to znaczy tylko tyle, że za słabo się bawiły. Co to, to nie.
— No dobra, zapomniałam jaka z ciebie twardzielka — zaśmiała się i tym razem to ona pchnęła lekko łokciem w bok strażaczki — Ale ludzie mają różną tolerancję na takie widoki! Ja też niejedno w życiu widziałam, a “The Pitt” nie obejrzę przy jedzeniu — przyznała się, unosząc lekko obie dłonie, po czym przez chwilę słuchała z zainteresowaniem jak Darling opowiada o zdobytych w dzieciństwie sprawnościach i odznakach. Zaczęła nawet zastanawiać się nad tym, czy gdyby się wtedy poznały, to byłaby szansa na to, by się polubiły, czy może też od początku rywalizowałyby ze sobą o wszystko. Riley wprawdzie nigdy nie należała do skautów, ale to szczegół!
W przypadku Davis, nie trudno było o flirt, tym bardziej jeśli czuła się przy kimś dobrze, a taką osobą z pewnością była Teddy. Coś jednak sprawiało, że świadomie się przed tym wstrzymywała. Wcześniej oczywiście był to fakt, że Darling miała kogoś, ale teraz? Teoretycznie nic nie powinno stać jej na przeszkodzie, a jednak… I wcale przecież nie chodziło o jakiś natrętny podryw, a zwyczajne skomplementowanie jej wyglądu. Może problemem było to, co kiedyś między nimi było - a raczej nie było, a mogło być. Może nie chciała mieszać jej w głowie ani tym bardziej jej zranić. Może nie chciała prowokować, choćby najmniejszym gestem, gdy Teddy wciąż była dość świeżo po rozstaniu.
A może za dużo o tym myślała i powinna jej po prostu powiedzieć, że wygląda obłędnie.
— Jeszcze nic nie wypiłaś, a już się odklejasz? — skomentowała, śmiejąc się pod nosem i gdy tylko Darling uderzyła kieliszkiem o jej, wypiła szota. Potrząsnęła kilka razy głową z dziwnym grymasem na twarzy i nie zatrzymując się, łapała za kolejne kieliszki. Pozostałe weszły już zdecydowanie lepiej, a po wypiciu ich, obie natychmiast ruszyły na parkiet.
Z zadowoleniem patrzyła na to ile kobiet bawiło się Woody's and Salior tego wieczoru. Nie to, żeby myślała o tym, by w towarzystwie którejś z nich wrócić do domu, bo przecież były umówione na nocowankę z Teddy, ale nic złego nie było w tym, by zawiesiła na kimś oko, czy nawet zatańczyła. Trzymała się jednak blisko kumpeli, rozglądając się tylko od czasu do czasu. Zrobiła to uważniej i wolniej, słysząc pytanie Darling. Uśmiechnęła się pod nosem, zastanawiając się chwilę nad odpowiedzią.
— Chyba ta, która stała obok nas przy barze — zaczęła, dyskretnie wskazując podbródkiem w stronę kobiety, która w dalszym ciągu opierała się o barową ladę. Miała długie, platynowe włosy, mocny makijaż, a jej skórę zdobiły liczne tatuaże. Riley obserwowała jak jej towarzyszka poszukuje wzrokiem odpowiedniej osoby, z trudem powstrzymując śmiech, bo nie bez powodu wskazała kogoś, kto był totalnym przeciwieństwem Theodory. Nie dając jej jednak szansy na jakikolwiek komentarz, zbliżyła się znów, by nie przekrzykiwać muzyki i przystawiając dłoń przy jej uchu, spytała — A może wolałabyś usłyszeć, że najbardziej podoba mi się ta w zielonej marynarce?
Czy to flirt? Ależ skąd.


teddy darling