lying isn't bad if it's for a good cause, right?
: pn paź 26, 2026 1:08 pm
pardon my delay,
i'm navigating in my head
NA ŻYWO · WYDANIE SPECJALNE
BREAKING
NEWS
AUGUST WINTERS ZDENERWOWAŁA ALEXANDRA HALLA.
PILNE / KOMUNIKAT Z MIEJSCA ZDARZENIA
MAYDAY, MAYDAY! TORONTO, MAMY PROBLEM!
HALO, CENTRALAAAAAAAA! TRACĘ ZASIĘG!
NIEEEEE! WIDZE GO!! NADCHODZI!
TAKE COVER!
Przepraszamy za przerwę w transmisji.
August Winters właśnie walczy o przetrwanie.
Ogólnie sprawa wyglądała tak… nie chciała kłamać, dobra? Ale czasami jedno białe kłamstewko, choć na początku takie malutkie i bialutkie, zamieniało się w coś znacznie poważniejszego. Zdawała sobie sprawę, że mógł pomyśleć, że robiła god knows what i z kim, ale przecież nie mogła powiedzieć mu, czym tak naprawdę się zajmowała. A wyłączenie lokalizacji? Było obowiązkowe! Mianowicie, odkąd dwudziestego trzeciego lipca odwaliła się tamta akcja w jej kawiarni, sprzedaż poszybowała w górę. Musiała zatrudnić nie jedną, a trzy nowe barmanki i jeszcze kogoś do pomocy w kwiaciarni. Biznes zarabiał, a ona od jakichś trzech miesięcy nie była już na minusie przez rozdawanie darmowych wypieków. Nadal to robiła, oczywiście, ale teraz na hasło promujące treningi jej ukochanego.
No ale do czego zmierzała? To wszystko było właśnie jego zasługą. A ponieważ chciała, żeby rozwijał się w tym, co kochał, uznała, że jedną z najbardziej oczywistych rzeczy będzie rozejrzenie się za opuszczonym budynkiem, który potrzebowałby mnóstwa miłości i w chuj dużo pracy fizycznej. No przecież logiczne, co nie? Dla innych rudera, dla niej idealne miejsce na własną siłownię Alexa. Już potrafiła sobie wyobrazić, jak będzie tam wyglądało, kiedy doprowadzą wszystko do porządku. A przede wszystkim jego minę, gdy dowie się, że to miejsce może być jego. Dlatego dzisiaj musiała wcześniej wyrwać się z pracy i pojechać w głąb miasta na spotkanie z doradcą bankowym i prawnikiem zajmującym się zakupem i sprzedażą nieruchomości. Miała przy sobie sporą sumę gotówki, którą przewiozła przez pół miasta, zupełnie nie zastanawiając się nad tym, czy to był rozsądny pomysł. No ale pieniądze dotarły razem z nią, więc it was a success, okay? Do zakupu brakowało jej jeszcze około pięćdziesięciu tysięcy dolarów, dlatego postanowiła dobrać kredyt zabezpieczony swoim mieszkaniem. Zamierzała spłacić go w pierwszej kolejności. Wszystko miała przecież przemyślane. Przynajmniej w tej swojej blond główce.
Wracając… Alex nie mógł się o niczym dowiedzieć. Klucze miała odebrać za równiutki tydzień i chciała zrobić mu niespodziankę. Naprawdę myślała, że dzisiaj będzie miał więcej klientów, a tymczasem on postanowił być mega chłopakiem, odebrać ją z pracy i jeszcze zabrać na jedzonko. Ona natomiast nie dość, że nie przyznała się, gdzie była, to wyłączyła lokalizację. YIKES.
Teraz stała przed wejściem do stacji metra, ściskając telefon i chyba dziesiąty raz odtwarzając filmik, który wysłał jej wyraźnie sfrustrowany. Im dłużej go oglądała, tym mniej wiedziała, co właściwie powinna powiedzieć. A kiedy wreszcie podniosła wzrok, zobaczyła Alexa tuż przed sobą. DOUBLE YIKES. - Ducky - odezwała się z szerokim, trochę głupkowatym uśmiechem, czym prędzej chowając telefon. - Ummm… to masz dla mnie to Chipotle? - Chciała go przytulić. Albo pocałować. Najlepiej jedno i drugie, bo może wtedy przestałby patrzeć na nią tak poważnie, ale ostatecznie tylko poprawiła torbę na ramieniu. - Chcesz się przejść czy wrócić metrem? - swoją drogą może spacer dobrze im zrobi, a Alex magicznie przestanie być na nią zły i nie będzie zadawać jej niezręcznych pytań... bo tak cholernie się bała, że się wygada, a z niespodzianki będą nici.
don't be mad at me pleaseeee
i'm navigating in my head
BREAKING
NEWS
BILANS ZDARZENIA
170 DNI → 0 DNI
PRZEPIĘKNY REKORD BEZ WKURWIANIA GO SPADŁ DO KATASTROFALNEGO ZERA.
HALO, CENTRALAAAAAAAA! TRACĘ ZASIĘG!
NIEEEEE! WIDZE GO!! NADCHODZI!
TAKE COVER!
Przepraszamy za przerwę w transmisji.
August Winters właśnie walczy o przetrwanie.
Ogólnie sprawa wyglądała tak… nie chciała kłamać, dobra? Ale czasami jedno białe kłamstewko, choć na początku takie malutkie i bialutkie, zamieniało się w coś znacznie poważniejszego. Zdawała sobie sprawę, że mógł pomyśleć, że robiła god knows what i z kim, ale przecież nie mogła powiedzieć mu, czym tak naprawdę się zajmowała. A wyłączenie lokalizacji? Było obowiązkowe! Mianowicie, odkąd dwudziestego trzeciego lipca odwaliła się tamta akcja w jej kawiarni, sprzedaż poszybowała w górę. Musiała zatrudnić nie jedną, a trzy nowe barmanki i jeszcze kogoś do pomocy w kwiaciarni. Biznes zarabiał, a ona od jakichś trzech miesięcy nie była już na minusie przez rozdawanie darmowych wypieków. Nadal to robiła, oczywiście, ale teraz na hasło promujące treningi jej ukochanego.
No ale do czego zmierzała? To wszystko było właśnie jego zasługą. A ponieważ chciała, żeby rozwijał się w tym, co kochał, uznała, że jedną z najbardziej oczywistych rzeczy będzie rozejrzenie się za opuszczonym budynkiem, który potrzebowałby mnóstwa miłości i w chuj dużo pracy fizycznej. No przecież logiczne, co nie? Dla innych rudera, dla niej idealne miejsce na własną siłownię Alexa. Już potrafiła sobie wyobrazić, jak będzie tam wyglądało, kiedy doprowadzą wszystko do porządku. A przede wszystkim jego minę, gdy dowie się, że to miejsce może być jego. Dlatego dzisiaj musiała wcześniej wyrwać się z pracy i pojechać w głąb miasta na spotkanie z doradcą bankowym i prawnikiem zajmującym się zakupem i sprzedażą nieruchomości. Miała przy sobie sporą sumę gotówki, którą przewiozła przez pół miasta, zupełnie nie zastanawiając się nad tym, czy to był rozsądny pomysł. No ale pieniądze dotarły razem z nią, więc it was a success, okay? Do zakupu brakowało jej jeszcze około pięćdziesięciu tysięcy dolarów, dlatego postanowiła dobrać kredyt zabezpieczony swoim mieszkaniem. Zamierzała spłacić go w pierwszej kolejności. Wszystko miała przecież przemyślane. Przynajmniej w tej swojej blond główce.
Wracając… Alex nie mógł się o niczym dowiedzieć. Klucze miała odebrać za równiutki tydzień i chciała zrobić mu niespodziankę. Naprawdę myślała, że dzisiaj będzie miał więcej klientów, a tymczasem on postanowił być mega chłopakiem, odebrać ją z pracy i jeszcze zabrać na jedzonko. Ona natomiast nie dość, że nie przyznała się, gdzie była, to wyłączyła lokalizację. YIKES.
Teraz stała przed wejściem do stacji metra, ściskając telefon i chyba dziesiąty raz odtwarzając filmik, który wysłał jej wyraźnie sfrustrowany. Im dłużej go oglądała, tym mniej wiedziała, co właściwie powinna powiedzieć. A kiedy wreszcie podniosła wzrok, zobaczyła Alexa tuż przed sobą. DOUBLE YIKES. - Ducky - odezwała się z szerokim, trochę głupkowatym uśmiechem, czym prędzej chowając telefon. - Ummm… to masz dla mnie to Chipotle? - Chciała go przytulić. Albo pocałować. Najlepiej jedno i drugie, bo może wtedy przestałby patrzeć na nią tak poważnie, ale ostatecznie tylko poprawiła torbę na ramieniu. - Chcesz się przejść czy wrócić metrem? - swoją drogą może spacer dobrze im zrobi, a Alex magicznie przestanie być na nią zły i nie będzie zadawać jej niezręcznych pytań... bo tak cholernie się bała, że się wygada, a z niespodzianki będą nici.
don't be mad at me pleaseeee