a different perspective
: pn paź 26, 2026 4:06 pm
>> kontynuacja rozgrywki z distillery district > archeo
Odkąd tylko zasiadła przy jego stoliku, stawała się coraz bardziej zaskoczona zachowaniem Maxwella. Zupełnie jakby nie znała tego człowieka. Bądź on tak dobrze grał, nie odkrywając kart tego, kim jest na co dzień. Nie wiedziała, co o tym myśleć ani czy faktycznie powinna mu zaufać, skoro okazywało się, iż nie miała pojęcia, jakim mężczyzną jest Fraser, jednakże… jest prokuratorem, nie sprawiał wrażenia fetyszysty czy innego zboczeńca, pomimo długoletniej niechęci mogła powiedzieć, iż zdołała go poobserwować przez ten cały czas… więc jej nic nie groziło, czyż nie?
Nie pozostało jej nic innego, jak zwyczajnie się przekonać, dając mu ów kredyt zaufania, ostrzegawczo informując, aby nie spartolił tego, jak to robił przez ten cały czas mocno skutecznie — nieważne, czy robił to przypadkowo, czy jednak celowo.
Pochwycenie jego dłoni sprawiło, iż dziwny prąd przeszedł przez jej ciało, a kontynuowane utrzymywanie kontaktu wzrokowego dodawało dziwnej tajemniczości i zbliżenia temu gestowi, z czego o dziwo się nie wycofała, nie unikając tego, co może się za moment wydarzyć. Słuchała go przy tym wszystkim, nie wiedząc, co tak naprawdę powinna myśleć — tym bardziej, iż jest w szczęśliwym związku, toteż nie wypadało jej takiego typu zachowanie. Wyjątkowo się nie przejmowała tym faktem, a Primrose chętnie podniosła się z krzesełka, gdy zasugerował pomoc w tej sprawie, nawet jeśli tego nie potrzebowała. Zdecydowanie zmienił się — tylko nie miała pojęcia, czy stwierdził, że tak wypadało, a może faktycznie nie chciała dopuścić czegokolwiek pozytywnego z nim związanego do siebie, przez co posiadała zaburzone patrzenie na mężczyznę.
Nie podjęła się również odsunięcia, gdy wciąż trzymając jej dłoń, zbliżył się niebezpiecznie blisko, czując oddech Maxa niedaleko swojego ramienia. Póki nie miał okazji widzieć jej w pełni, jedynie przełknęła ślinę i nabrała głębszego wdechu do płuc, co miało pomóc kobiecie uspokoić napięcie, które się w niej budowało. — Dotrzeć. Tak masz zamiar to nazywać — rozbawiło ją to, dając się poprowadzić do wyjścia, dalej nie ingerując w to, jak próbował jej pomagać. Włożyła płaszcz, wsiadła jako pierwsza do taksówki, tuż po tym, jak otworzył jej drzwi pojazdu.
Wyglądało na to, że prędko wpadł na pomysł jak zaprezentować to swoje improwizowanie. Nim zdołała zapytać, gdzie w ogóle zmierzają, usłyszała, iż pierwszym przystankiem będzie restauracja z fast—foodem, w której dostała możliwość wybrania tego, na co miała ochotę. I chociaż nie powinna, bo ostatnio ponownie wprowadziła dietę do swojej codzienności, to przecież nie mogła go zawieść. Dlatego bez większego namysłu zamówiła dla obojga po zestawie burgerów z frytkami i kalorycznymi napojami na wynos, sądząc, że Fraser w tej kwestii zda się na jej gust, a na koniec poprosiła jeszcze o krążki cebulowe w panierce. Tak dawno ich nie jadła, że nie mogła sobie tego odmówić!
Dosyć szybko uwinęli się z wydaniem zamówienia, dzięki czemu oczekujący na nich kierowca taksówki nie musiał spędzać na postoju nie wiadomo jak długo. Z aromatycznie pachnącymi torebkami wybrali się w dalszą drogę, dowiadując się finalnie, gdzie zmierzali od samego początku według pomysłu Maxwella. Punkt widokowy — co było dosyć szalonym pomysłem, zważając na to, iż o tej godzinie z całą pewnością miejsce to było zamknięte. Na miejscu jednak Fraser bez większego trudu i zakłopotania dogadał się z kimś, aby mogli wejść do środka i dostać się na samą górę. Również nie dostrzegła, żeby ktokolwiek spojrzał na nich krzywo przez to, iż wnosili własne jedzenie, czego zapachów będą się zapewne pozbywali przez jakiś czas. To jednak ich samych nie interesowało, gdy śmiało przedostawali się z pakunkami na samiutką górę, gdzie od razu po wyjściu z windy dostrzegła wielkie, przeszklone wnętrze, z którego widać było całą okolicę. Musiała przyznać, że mieszka tu całe życie, a nigdy wcześniej nie było okazji, żeby tutaj trafić. Żałowała na swój sposób, iż nie zrobiła tego wcześniej. — Jak tutaj pięknie… — powiedziała cicho; finalnie oderwała spojrzenie od widoku i przesunęła spojrzeniem po Maxie.
— Nie przypuszczałam, że znasz takie miejscówki — dodała z rozbawieniem w głosie; tak naprawdę cisnęło jej się na usta, że jego gest miał w sobie pewną dozę romantyzmu, niemniej nie chciała mu dawać tej informacji wprost, co by nie pomyślał sobie czegoś niedozwolonego. — Myślałam, że jesteś nudziarzem, a tu proszę… — Ponownie ulokowała oczy na tym, co rozprzestrzeniało się przed nimi, ruszając do przodu w akompaniamencie stukotu obcasów, nie czekając na swojego towarzysza. W międzyczasie zaczęła zdejmować płaszcz, zawieszając go na podeście, tuż obok wcześniej postawionej torby z jedzeniem. — Podejrzewam, że nie jestem pierwszą panną, którą tu przeprowadzasz — rzuciła; może tak naprawdę myślała, a może tylko sprawdzała jego reakcję, tego nie mógł być pewien w obecnej sytuacji.
Maxwell Fraser
Odkąd tylko zasiadła przy jego stoliku, stawała się coraz bardziej zaskoczona zachowaniem Maxwella. Zupełnie jakby nie znała tego człowieka. Bądź on tak dobrze grał, nie odkrywając kart tego, kim jest na co dzień. Nie wiedziała, co o tym myśleć ani czy faktycznie powinna mu zaufać, skoro okazywało się, iż nie miała pojęcia, jakim mężczyzną jest Fraser, jednakże… jest prokuratorem, nie sprawiał wrażenia fetyszysty czy innego zboczeńca, pomimo długoletniej niechęci mogła powiedzieć, iż zdołała go poobserwować przez ten cały czas… więc jej nic nie groziło, czyż nie?
Nie pozostało jej nic innego, jak zwyczajnie się przekonać, dając mu ów kredyt zaufania, ostrzegawczo informując, aby nie spartolił tego, jak to robił przez ten cały czas mocno skutecznie — nieważne, czy robił to przypadkowo, czy jednak celowo.
Pochwycenie jego dłoni sprawiło, iż dziwny prąd przeszedł przez jej ciało, a kontynuowane utrzymywanie kontaktu wzrokowego dodawało dziwnej tajemniczości i zbliżenia temu gestowi, z czego o dziwo się nie wycofała, nie unikając tego, co może się za moment wydarzyć. Słuchała go przy tym wszystkim, nie wiedząc, co tak naprawdę powinna myśleć — tym bardziej, iż jest w szczęśliwym związku, toteż nie wypadało jej takiego typu zachowanie. Wyjątkowo się nie przejmowała tym faktem, a Primrose chętnie podniosła się z krzesełka, gdy zasugerował pomoc w tej sprawie, nawet jeśli tego nie potrzebowała. Zdecydowanie zmienił się — tylko nie miała pojęcia, czy stwierdził, że tak wypadało, a może faktycznie nie chciała dopuścić czegokolwiek pozytywnego z nim związanego do siebie, przez co posiadała zaburzone patrzenie na mężczyznę.
Nie podjęła się również odsunięcia, gdy wciąż trzymając jej dłoń, zbliżył się niebezpiecznie blisko, czując oddech Maxa niedaleko swojego ramienia. Póki nie miał okazji widzieć jej w pełni, jedynie przełknęła ślinę i nabrała głębszego wdechu do płuc, co miało pomóc kobiecie uspokoić napięcie, które się w niej budowało. — Dotrzeć. Tak masz zamiar to nazywać — rozbawiło ją to, dając się poprowadzić do wyjścia, dalej nie ingerując w to, jak próbował jej pomagać. Włożyła płaszcz, wsiadła jako pierwsza do taksówki, tuż po tym, jak otworzył jej drzwi pojazdu.
Wyglądało na to, że prędko wpadł na pomysł jak zaprezentować to swoje improwizowanie. Nim zdołała zapytać, gdzie w ogóle zmierzają, usłyszała, iż pierwszym przystankiem będzie restauracja z fast—foodem, w której dostała możliwość wybrania tego, na co miała ochotę. I chociaż nie powinna, bo ostatnio ponownie wprowadziła dietę do swojej codzienności, to przecież nie mogła go zawieść. Dlatego bez większego namysłu zamówiła dla obojga po zestawie burgerów z frytkami i kalorycznymi napojami na wynos, sądząc, że Fraser w tej kwestii zda się na jej gust, a na koniec poprosiła jeszcze o krążki cebulowe w panierce. Tak dawno ich nie jadła, że nie mogła sobie tego odmówić!
Dosyć szybko uwinęli się z wydaniem zamówienia, dzięki czemu oczekujący na nich kierowca taksówki nie musiał spędzać na postoju nie wiadomo jak długo. Z aromatycznie pachnącymi torebkami wybrali się w dalszą drogę, dowiadując się finalnie, gdzie zmierzali od samego początku według pomysłu Maxwella. Punkt widokowy — co było dosyć szalonym pomysłem, zważając na to, iż o tej godzinie z całą pewnością miejsce to było zamknięte. Na miejscu jednak Fraser bez większego trudu i zakłopotania dogadał się z kimś, aby mogli wejść do środka i dostać się na samą górę. Również nie dostrzegła, żeby ktokolwiek spojrzał na nich krzywo przez to, iż wnosili własne jedzenie, czego zapachów będą się zapewne pozbywali przez jakiś czas. To jednak ich samych nie interesowało, gdy śmiało przedostawali się z pakunkami na samiutką górę, gdzie od razu po wyjściu z windy dostrzegła wielkie, przeszklone wnętrze, z którego widać było całą okolicę. Musiała przyznać, że mieszka tu całe życie, a nigdy wcześniej nie było okazji, żeby tutaj trafić. Żałowała na swój sposób, iż nie zrobiła tego wcześniej. — Jak tutaj pięknie… — powiedziała cicho; finalnie oderwała spojrzenie od widoku i przesunęła spojrzeniem po Maxie.
— Nie przypuszczałam, że znasz takie miejscówki — dodała z rozbawieniem w głosie; tak naprawdę cisnęło jej się na usta, że jego gest miał w sobie pewną dozę romantyzmu, niemniej nie chciała mu dawać tej informacji wprost, co by nie pomyślał sobie czegoś niedozwolonego. — Myślałam, że jesteś nudziarzem, a tu proszę… — Ponownie ulokowała oczy na tym, co rozprzestrzeniało się przed nimi, ruszając do przodu w akompaniamencie stukotu obcasów, nie czekając na swojego towarzysza. W międzyczasie zaczęła zdejmować płaszcz, zawieszając go na podeście, tuż obok wcześniej postawionej torby z jedzeniem. — Podejrzewam, że nie jestem pierwszą panną, którą tu przeprowadzasz — rzuciła; może tak naprawdę myślała, a może tylko sprawdzała jego reakcję, tego nie mógł być pewien w obecnej sytuacji.
Maxwell Fraser