Strona 1 z 1

a different perspective

: pn paź 26, 2026 4:06 pm
autor: primrose halley
>> kontynuacja rozgrywki z distillery district > archeo

Odkąd tylko zasiadła przy jego stoliku, stawała się coraz bardziej zaskoczona zachowaniem Maxwella. Zupełnie jakby nie znała tego człowieka. Bądź on tak dobrze grał, nie odkrywając kart tego, kim jest na co dzień. Nie wiedziała, co o tym myśleć ani czy faktycznie powinna mu zaufać, skoro okazywało się, iż nie miała pojęcia, jakim mężczyzną jest Fraser, jednakże… jest prokuratorem, nie sprawiał wrażenia fetyszysty czy innego zboczeńca, pomimo długoletniej niechęci mogła powiedzieć, iż zdołała go poobserwować przez ten cały czas… więc jej nic nie groziło, czyż nie? 
Nie pozostało jej nic innego, jak zwyczajnie się przekonać, dając mu ów kredyt zaufania, ostrzegawczo informując, aby nie spartolił tego, jak to robił przez ten cały czas mocno skutecznie — nieważne, czy robił to przypadkowo, czy jednak celowo. 
Pochwycenie jego dłoni sprawiło, iż dziwny prąd przeszedł przez jej ciało, a kontynuowane utrzymywanie kontaktu wzrokowego dodawało dziwnej tajemniczości i zbliżenia temu gestowi, z czego o dziwo się nie wycofała, nie unikając tego, co może się za moment wydarzyć. Słuchała go przy tym wszystkim, nie wiedząc, co tak naprawdę powinna myśleć — tym bardziej, iż jest w szczęśliwym związku, toteż nie wypadało jej takiego typu zachowanie. Wyjątkowo się nie przejmowała tym faktem, a Primrose chętnie podniosła się z krzesełka, gdy zasugerował pomoc w tej sprawie, nawet jeśli tego nie potrzebowała. Zdecydowanie zmienił się — tylko nie miała pojęcia, czy stwierdził, że tak wypadało, a może faktycznie nie chciała dopuścić czegokolwiek pozytywnego z nim związanego do siebie, przez co posiadała zaburzone patrzenie na mężczyznę. 
Nie podjęła się również odsunięcia, gdy wciąż trzymając jej dłoń, zbliżył się niebezpiecznie blisko, czując oddech Maxa niedaleko swojego ramienia. Póki nie miał okazji widzieć jej w pełni, jedynie przełknęła ślinę i nabrała głębszego wdechu do płuc, co miało pomóc kobiecie uspokoić napięcie, które się w niej budowało. — Dotrzeć. Tak masz zamiar to nazywać — rozbawiło ją to, dając się poprowadzić do wyjścia, dalej nie ingerując w to, jak próbował jej pomagać. Włożyła płaszcz, wsiadła jako pierwsza do taksówki, tuż po tym, jak otworzył jej drzwi pojazdu. 
Wyglądało na to, że prędko wpadł na pomysł jak zaprezentować to swoje improwizowanie. Nim zdołała zapytać, gdzie w ogóle zmierzają, usłyszała, iż pierwszym przystankiem będzie restauracja z fast—foodem, w której dostała możliwość wybrania tego, na co miała ochotę. I chociaż nie powinna, bo ostatnio ponownie wprowadziła dietę do swojej codzienności, to przecież nie mogła go zawieść. Dlatego bez większego namysłu zamówiła dla obojga po zestawie burgerów z frytkami i kalorycznymi napojami na wynos, sądząc, że Fraser w tej kwestii zda się na jej gust, a na koniec poprosiła jeszcze o krążki cebulowe w panierce. Tak dawno ich nie jadła, że nie mogła sobie tego odmówić! 
Dosyć szybko uwinęli się z wydaniem zamówienia, dzięki czemu oczekujący na nich kierowca taksówki nie musiał spędzać na postoju nie wiadomo jak długo. Z aromatycznie pachnącymi torebkami wybrali się w dalszą drogę, dowiadując się finalnie, gdzie zmierzali od samego początku według pomysłu Maxwella. Punkt widokowy — co było dosyć szalonym pomysłem, zważając na to, iż o tej godzinie z całą pewnością miejsce to było zamknięte. Na miejscu jednak Fraser bez większego trudu i zakłopotania dogadał się z kimś, aby mogli wejść do środka i dostać się na samą górę. Również nie dostrzegła, żeby ktokolwiek spojrzał na nich krzywo przez to, iż wnosili własne jedzenie, czego zapachów będą się zapewne pozbywali przez jakiś czas. To jednak ich samych nie interesowało, gdy śmiało przedostawali się z pakunkami na samiutką górę, gdzie od razu po wyjściu z windy dostrzegła wielkie, przeszklone wnętrze, z którego widać było całą okolicę. Musiała przyznać, że mieszka tu całe życie, a nigdy wcześniej nie było okazji, żeby tutaj trafić. Żałowała na swój sposób, iż nie zrobiła tego wcześniej. — Jak tutaj pięknie… — powiedziała cicho; finalnie oderwała spojrzenie od widoku i przesunęła spojrzeniem po Maxie. 
— Nie przypuszczałam, że znasz takie miejscówki — dodała z rozbawieniem w głosie; tak naprawdę cisnęło jej się na usta, że jego gest miał w sobie pewną dozę romantyzmu, niemniej nie chciała mu dawać tej informacji wprost, co by nie pomyślał sobie czegoś niedozwolonego. — Myślałam, że jesteś nudziarzem, a tu proszę… — Ponownie ulokowała oczy na tym, co rozprzestrzeniało się przed nimi, ruszając do przodu w akompaniamencie stukotu obcasów, nie czekając na swojego towarzysza. W międzyczasie zaczęła zdejmować płaszcz, zawieszając go na podeście, tuż obok wcześniej postawionej torby z jedzeniem. — Podejrzewam, że nie jestem pierwszą panną, którą tu przeprowadzasz — rzuciła; może tak naprawdę myślała, a może tylko sprawdzała jego reakcję, tego nie mógł być pewien w obecnej sytuacji. 

Maxwell Fraser

a different perspective

: wt paź 27, 2026 11:09 am
autor: Maxwell Fraser
Dynamiczny rozwój wydarzeń z dzisiejszego wieczora upewniał mężczyznę w przekonaniu, że relacja z Primrose pozbawiona nadmiernej złośliwości, którą wobec niej stosował raczej z przyzwyczajenia, mogła okazać się, czymś, co zdecydowanie mogłoby zapisać się na znacznie dłużej w jego pamięci. Kobieta wychodziło na to, że nie była taka sztywna, na jaką usilnie pozorowała, a obrazek wykreowany przez lata znajomości stanowił wyłącznie zasłonę dymną. Pod pozorami nudnej adwokat czaiła się wesoła i psotna kobieta, która potrafiła się zabawić, a przynajmniej tak podpowiadała mu intuicja. W tym względzie weryfikacji ludzi sporadycznie się mylił. Dlatego też mimowolnie odetchnął z ulgą, gdy wsiadał do taksówki, wdychając rześkie nocne powietrze po deszczu, czuł się niemal uskrzydlony. Jego plany na późne popołudnie i noc zdecydowanie uległy zmianie i to dość radykalnej, ale nie żałował, ani jednej minuty spędzonej w towarzystwie tej kobiety, którą odkrywał na nowo.
— Czasem wydaje nam się, że kogoś znamy całkiem dobrze, lecz są momenty, gdy na życiowych zakrętach, tych mniejszych i większych, coś w nas pęka i pokazujemy drugiej stronie swoje prawdzie oblicze — mówił cicho, siedząc na tylnej kanapie taksówki i delektując się momentem prywatności, bo plastikowa ścianka oddzielająca ich od kierowcy dawała to szczątkowe poczucie. Maxwell nie patrzył, wcale na partnerkę, a spojrzenie orzechowych oczu zakotwiczyło, gdzieś nad ramieniem kierowcy. — Myślę, że oboje jesteśmy w tym punkcie, gdzie następuje zmiana i tylko od nas zależy, w jakim kierunku to pójdzie — mruknął, a na ustach grał mu nikły uśmiech.
W drodze zatrzymali się po fast-foody i piwo, a kupiony sześciopak był idealnym dopełnieniem szybkiego i dość spontanicznego wyskoku, na jaki się w swym szaleństwie zdecydowali. Dawno nie robił tak niczego, bez najmniejszego planu dla samego siebie i jedynie szkic, ot zarys pomysłu, który wpadł mu do głowy, zadecydował o tym, gdzie właśnie zmierzali. Jedzenie pachniało przyjemnie, alkohol pobrzękiwał w kartonowym opakowaniu, celowo brał szklane butelki, bo zawsze wyznawał zasadę, że piwo czy jakiekolwiek inne napoje z nich smakowały zwyczajnie lepiej, choć przyznać trzeba, że puszka była poręczniejsza i to był fakt. Nie musieli martwić się otwieraczem, bo potrafił otworzyć napoje kluczami, a wiele z marek decydowało się na kapsel odkręcany.
Gdy dotarli na miejsce, załatwił wszystko od ręki. Podróż windą na samą górę przypominała mu ich ostatnią przejażdżkę. W jakże odmiennych emocjach się obecnie znajdowali, to było istne przeciwieństwo. A jednocześnie nie potrafił zabić w sobie tej niepewności, wobec kolejnych dni, czy Prim nie uzna go za zręcznego manipulatora, który chce wykorzystać jej rozkojarzenie do własnych celów? A wszystko to, co do tej pory robił potraktuje, jako fałszywy obrazek rzeczywistości? Nie miał pewności i nie miał wpływu na jej odbiór tego wszystkiego, lecz mógł jedynie zawalczyć o to, aby tak się nie stało i pokazać kobiecie swoje prawdziwe oblicze, którego nie znała, tak samo, jak on nie znał jej, chociaż znali się tyle lat.
Odstawił napoje na podeście obok płaszcza i jedzenia. Obserwował czarnowłosą, jak ta przemierzała spokojnym krokiem przestrzeń dostępną do zwiedzania. Nie potrafił oderwać od niej wzroku, a ten dość regularnie składał hołd jej kobiecości i wcale nie zamierzał się kryć z tym, że mu się podobała. — Wyglądasz zniewalająco, poważnie. Nie wiem, co zrobiłaś, ale odkąd się nie kłócimy, mam wrażenie, że nagle wypiękniałaś — stwierdził rozbawiony tym wnioskiem. — Przyznaj, to odrobinę absurdalne — zawstydził się i spuścił wzrok, podchodząc do szklanej kurtyny, za jaką to rozchodził się widok na nocne miasto rozświetlone milionami kolorowych świateł, które teraz po deszczu płonęły intensywniejszą barwą, niż zazwyczaj. Mimo zamknięcia docierały do nich stłumione dźwięki klaksonów, warkotów silników i szum, ten nieokiełznany pełen chaosu, niepojęty w zrozumieniu, bo stanowił istną kakofonię dźwięków nawarstwiających się na siebie, a jednocześnie w tym wszystkim, był relaksujący. Widok zapierał dech w piersi, a sam prokurator, był nim oczarowany, przez co milczał dłuższą chwilę, wpatrzony w panoramę, jaka rozpościerała się przed nim.
— Jesteś pierwsza Prim — szepnął wciąż ze wzrokiem utkwionym w nocne Toronto. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z faktu, że zignorował jej wcześniejsze słowa. — Przepraszam, zapatrzyłem się, tym razem nie na ciebie — wybrnął, z plątaniny własnych myśli.
— Faktycznie dobre miejsce na randkę, może je wykorzystam, jeśli nadarzy się sprzyjająca okazja... — uśmiech na twarzy mężczyzny przybrał, nieco zadziorny wyraz. Zapatrzony na kobietę, która obok niego podziwiała widoki. Ten uśmiech, to spojrzenie, ten zachwyt na jej twarzy i poruszenie, które dostrzega w jej onyksowych oczach, tworzyły razem obrazek, jaki chciał zapamiętać na długo.


primrose halley

a different perspective

: wt paź 27, 2026 3:17 pm
autor: primrose halley
Musiała przyznać, że mocno ją zaintrygowały i zastanowiły słowa Maxwella, te wypowiedziane jeszcze w taksówce. Skupiła się na nich, bo przecież nie podzielił się choćby najmniejszą częścią planu ze swą towarzyszką. Gdyby nie informacje dla kierowcy, zapewne jechałaby do samego końca w błogiej nieświadomości, dając się mu porwać w tylko jemu znane rejony. Niemniej nie mogła narzekać, skoro nie musiała już czekać w restauracji na Jasona, który, jak przypuszczała, i tak nie miał zamiaru się tam pojawić. W przeciwnym razie jedynie przedłużałaby swoje oczekiwanie, siedząc w lokalu z nadzieją, która z każdą sekundą coraz bardziej słabła.
Nie powiedziała jednak niczego, potrzebując chwili na zastanowienie, co w ogóle to wszystko oznaczało dla nich. Bo czy ta relacja będzie miała tak naprawdę jakąkolwiek rację bytu? Czy rzeczywiście byliby w stanie zakopać topory wojenne, w sferze prywatnej i zawodowej, dogadując się, jak jeszcze nigdy wcześniej nie miało to miejsca? Nie potrafiła w tamtej chwili odpowiedzieć sobie na to pytanie, a co dopiero przedstawić mu własne stanowisko w tej kwestii. Zresztą, pierwsze takie przełamanie lodów nie musiało od razu znaczyć nie wiadomo czego, dlatego też postanowiła zobaczyć, co się wydarzy, czy przypadkiem ponownie nie dojdzie do jakichś przekomarzanek prowadzących do kłótni. A to dałoby wtedy jasny sygnał, iż w przypadku tej dwójki stworzenie nawet nieco mniej burzliwej relacji nie jest możliwe. 
Nie chcąc uprzedzać faktów oraz snuć czarnych scenariuszy, podjechali po to, co było im potrzebne, by później znaleźć się na samej górze punktu widokowego. I choć przejazd windą przywodzi na myśl ich ostatnią wspólną przejażdżkę, tak nie przywiązywała do tego większej uwagi; w obecnej chwili ich nastroje są kompletnie inne, nie towarzyszą im emocje po dopiero co zamkniętych sprawach sądowych, a na dodatek wszystko to było w ogóle takie jakieś… inne. Możliwe, że tamten moment szczerości sprawił, iż Primrose postanowiła zmienić podejście do niego. Albo by przekonać się, co tak naprawdę nim kieruje, albo chciała wybadać grunt, żeby wiedzieć, gdzie powinna w przyszłości wbijać szpileczkę. Co by to nie było — teraz ich sposób rozmowy kompletnie odbiegał od tego, co miało miejsce jeszcze te parę dni temu, więc nie powinna się nad tym zastanawiać.
Zamiast tego wolała napawać się widokami, jakie się przed nią rozpościerały, nie zdając sobie uprzednio sprawy z tego, jak piękne potrafi być Toronto z odpowiedniej perspektywy oraz pory. Gdy miasto powinno spać, w rzeczywistości tętniło życiem bardziej niż w ciągu dnia, nawet jeśli znajdowali się w środku tygodnia, kiedy zdawać by się mogło, że przecież każdy ma swoje obowiązki. Światła latarni, klubów i wciąż otwartych lokali wręcz błyszczały, dodając uroku temu, co mogła obserwować, na moment zapominając, iż ma okazję coś takiego ujrzeć w towarzystwie kogoś, z kim by się najmniej spodziewała. 
Słowa Maxwella natychmiast sprowadziły ją na ziemię — przede wszystkim to, co powiedział. Uniosła brew, obrzuciła go zaciekawionym spojrzeniem, gdy w tym momencie to on uciekł tęczówkami w drugą stronę. — Nie wiem, czy absurdalne, ale na pewno zaskakujące — zaznaczyła na wstępie, uśmiechając się pod nosem. — Ośmielę się stwierdzić, że w końcu przejrzałeś na oczy i zacząłeś dostrzegać, że doszukujesz się wroga tam, gdzie nie powinieneś, stąd teraz takie wnioski — rzuciła, nie chcąc sprowadzać jego nagłej zmiany nastawienia wyłącznie do dostrzeżenia u niej niby piękna, jakiego tak naprawdę w sobie nie widziała, nawet jeśli na co dzień jest pewną siebie i odważną kobietą, która nie wstydzi się swojego ciała, ubierając podkreślające figurę sukienki, spódnice czy inne części garderoby. Co innego lubić konkretny styl ubierania się a co innego mieć pełne przekonanie co do swojego piękna; według Primrose nie zawsze to szło ze sobą w parze.
Jeszcze bardziej zaskoczyło ją przyznanie, iż jest tutaj jako pierwsza. Wyszeptał to, jakby obawiał się powiedzenia tego odważniejszym tonem głosu, acz mimo to dotarło to do jej uszu. Zupełnie, jak i on, zapatrzyła się na widok przed nimi, tak w tej chwili obdarzyła go przelotnym spojrzeniem, jakby próbowała wybadać, w co on pogrywa i czy przypadkiem nie trafiła do jakiegoś programu w stylu Mamy Cię!, zostając wyśmiana za danie się tak łatwo podejść, ku uciesze oglądających. Kamer jednak nie dostrzegła, choć przeczucie nadal jej towarzyszyło. — Tym razem nie na mój tyłek, chciałeś powiedzieć — poprawiła go z nieukrywanym rozbawieniem, chcąc uzmysłowić Maxwellowi, iż nie umknęło to jej uwadze, choć chciała to przemilczeć… jak mógł się sam przekonać, nie trwało to długo. Tuż po tym, ponownie utkwiła swe spojrzenie na panoramie miasta, nie dostrzegając, iż teraz to Fraser przyglądał jej się dosyć badawczo.
— Jeśli tylko jakaś długonoga blondynka doceni takie miejsce — spuentowała bez zawahania. Dając tym samym do zrozumienia Maxwellowi, za jakiego mężczyznę go brała przez ten cały czas — interesujący się blondynami, wysokimi, mocno szczupłymi, zupełnie jakby żywcem wyrwanymi z modelingu, które akurat niekoniecznie mają za wiele oleju w głowie; nie sądziła, aby inteligencja u kobiety była dla niego czymś ważnym, skoro denerwowało go to, jak Prim potrafiła mu się postawić i bez trudu odpowiadać na jego zaczepki. — Napijesz się? — zagadnęła, przypadkiem napotykając spojrzenie prokuratora. Dopiero wtedy zorientowała się, że od pewnego czasu jej się przyglądał. Chwilę patrzyli sobie w oczy, po czym Primrose bez słowa przeszła na podest, wyciągając z torebki po jednej butelce dla każdego.
— Mam nadzieję, że umiesz otworzyć — odparła, wykorzystując tę okazję na choćby chwilową zmianę tematu. Czuła się przytłoczona… ale nie jego osobą, lecz natłokiem myśli, które kłębiły się w jej głowie, gdy próbowała przeanalizować to, co właśnie działo się między nimi. Nie było to jednak tak proste, jak mogłoby się wydawać.

Maxwell Fraser

a different perspective

: śr paź 28, 2026 6:59 pm
autor: Maxwell Fraser
Zmarszczył brwi i zdziwił się, tej przedstawianej narracji, jakby odwracanie kota ogonem stanowiło dla niej codzienność, a wybielanie swojego udziału w zbrodni było wygodnym akcentem, którego przecież, nikt nie będzie się doszukiwał, prawda?
Otóż nie.
Maxwell bywał zły, podły, szyderczy, kąśliwy, lecz nigdy nie robił tego, bez celu, tudzież wcześniejszej prowokacji, a tych faktycznie Primrose mu nie szczędziła, i owszem rozumiał jej podejście z perspektywy czasu kobieta, mogła pragnąć odwetu, zwłaszcza gdy zniknął, niemal zupełnie z jej życia na kilka lat wybywając na studia. Tak jednak przeginała w swoich słowach i zamierzał to naprostować, bo nie pozwoli, aby trwała w krzywym zwierciadle własnych wyobrażeń.
— Doszukuje się wroga? Chyba te kilka łyków wina zamgliło ci pamięć. Bo o ile sobie dobrze przypominam, to ty byłaś roszczeniowa i pretensjonalna — uruchomiła go, ale nie przepadał, kiedy rzeczywistość była zakłamana, tylko po to, by wybielić się, jednocześnie obarczając winą za całokształt drugą stronę. — Przypominam, że zupełnie bezinteresownie pomagałem ci w najgorszych momentach, podczas gdy wszyscy wokół czekali tylko, aż pękniesz i uciekniesz z płaczem do kancelarii tatusia — był dla niej szorstki, nieprzyjemny, wymagający, tego nie negował, lecz nie mogła oceniać go przez pryzmat tego dystansu, bo sama wówczas była podobnie uciążliwa. — Nie wiem, skąd u ciebie taka zadziorność, może faktycznie za dzieciaka dokuczyłem ci, lecz czasy się zmieniły, a my jesteśmy dorośli — kontynuował, patrząc na kobietę z mieszanką dezaprobaty i lekkiego zawodu jej małostkowością. Gdyby nie jego porady, pomoc i wsparcie, jakiego udzielał jej w pierwszych miesiącach, mogłaby sobie nie poradzić. Otoczenie zjadało takie księżniczki, którym wszystko z nieba spadło, a nazwisko rodziców pozwalało na swobodne przebieranie w ofertach pracy. Sam był w podobnej sytuacji, tylko on postawił się woli ojca – odrzucając jego rady i sugestie. Wybrał swoją drogę kariery i nigdy tego nie żałował, choć do dziś dnia temat ewentualnego dziedziczenia i przejęcia kancelarii, jest napięty niczym atmosfera, podczas zimnej wojny. Ojciec chciał dobrze, lecz nie liczył się, wcale z wolą syna, któremu marzyło się zostanie prokuratorem generalnym, i to była jego największa aspiracja na najbliższe lata.
Podczas gdy Halley wyobrażała sobie, jakieś reality show on spoglądał na miasto, napawając się widokiem, tak jakby ta chwila była skrojona tylko pod nich, pod niego. Potrzebował wyciszenia i oddechu od zgiełku, a tu w górze czuł wolność, której tak bardzo był stęskniony. Dlatego nie zwrócił uwagi na prowokacje czarnowłosej, trochę ją ignorując i odkładając na bok poprzednie słowa, jakimi to sprowokowała go wystarczająco, aby się odezwał, nieco bardziej stanowczo.
— Chyba kiepsko poznałaś mój gust lub żyjesz w sferze domysłów, co na jedno wychodzi, czyli gadasz głupoty — uśmiechnął się cierpko i oddalił od szyby. Nie był to pierwszy raz, jak Prim ocenia go powierzchownie na bazie tylko zasłyszanych plotek lub przypuszczeń i wyciąga wnioski z kapelusza, jak magik. Problem polegał jednak na tym, że adwokatka nie była cudakiem w cylindrze z magiczną różdżką.
— Ciekawi mnie jednak, co innego. Niezbyt przejęłaś się nieobecnością partnera na waszej randce, a sądząc po prezencie, który schowałaś, była to rocznica lub mieliście inny powód do świętowania — mówił, odbierając od niej butelkę z piwem i mimowolnie je otwierał. W pierwszej kolejności dla niej, a później dla siebie; smak schłodzonego piwa był gorzkawy, kontrastował z winem, które niemal czule muskało podniebienie, był znacznie prostszy, ale nie banalny. Pasował mu do tłustego jedzenia i luźnego spotkania w chmurach. — Konkluzja jest prosta, to nie pierwszy raz, a ty przywykłaś, to smutne w gruncie rzeczy. — Uśmiech zbladł, a w orzechowych oczach pojawiło się, coś na kształt współczucia. Miał nie rozmawiać o jej relacji, taką strategię przyjął, lecz sprowokowała go wcześniejszym pytaniem i podjął odwet.
Pytanie, czy potrafiła o tym spokojnie rozmawiać? A może pomylił się, wobec niej i spłonie pod naporem własnych emocji, nim cokolwiek mu powie?


primrose halley

a different perspective

: śr paź 28, 2026 11:08 pm
autor: primrose halley
Chyba trafiła w jakiś czuły punkt, skoro z taką stanowczością postanowił przywołać ją do porządku. Nie zamierzała jednak ani cofać własnych słów, ani brnąć w spór tylko po to, by za wszelką cenę postawić na swoim. Maxwell miał rację przynajmniej w jednym — nie byli już dziećmi, a ona nie miała najmniejszej ochoty ciągle udowadniać mu, że potrafi zachować się jak dorosła kobieta. — Roszczeniowa i pretensjonalna — powtórzyła, jakby sprawdzała, jak wiele prawdy mieściło się w tych określeniach. — Możliwe. Nigdy nie twierdziłam, że byłam chodzącym ideałem. Ale skoro już postanowiłeś przypomnieć mi, jaka byłam nieznośna, pozwól, że jednocześnie przypomnę ci, że trudny charakter nie odbiera mi prawa do oceny sytuacji. — Był dla niej nieznośny, więc nie potrafiła w tamtej chwili inaczej na niego spojrzeć, jak na irytującego, starszego syna znajomych jej rodziców, który próbował na każdym kroku pokazać jak to przewyższa ją intelektem.
— Żeby nie było - pamiętam, że mi pomagałeś. I nie, nie zamierzam udawać, że było inaczej, choć nigdy wcześniej nie przyznałam tego wprost. Byłeś przy mnie w momentach, w których inni najchętniej patrzyliby, jak sobie nie daję rady. Nie jestem aż tak niewdzięczna, choć mogłoby wydawać się inaczej. — Kącik jej ust drgnął nieznacznie. — Ale chyba pomyliłeś wdzięczność z obowiązkiem przyznawania Ci racji. To, że wyciągnąłeś do mnie rękę, nie oznacza, że od tej pory muszę patrzeć na ciebie wyłącznie przez pryzmat twoich dobrych uczynków. — po tych słowach przeniosła na niego spojrzenie, tym razem pozbawione wcześniejszej przekory. Nie chciała odbierać mu zasług ani umniejszać temu, co dla niej zrobił. Chciała jedynie, żeby zrozumiał, że jedno nie przekreśla drugiego. Nie podniosła przy tym tonu głosu, nie próbowała również wymusić na nim zgody. Powiedziała jedynie to, co uważała za słuszne, pozostawiając Maxwellowi prawo do własnej interpretacji.
— A co do tego, że czasy się zmieniły… — urwała na moment, zupełnie jakby jeszcze ostatnie sekundy rozmyślała nad tym, co dokładnie chciała powiedzieć. — Owszem, zmieniły się. Dlatego właśnie nie zamierzam już udawać, że coś mi nie odpowiada, tylko po to, żeby oszczędzić komuś dyskomfortu. Zwłaszcza gdy ktoś uważa, że zna mnie na tyle dobrze, by powiedzieć mi kiedy powinnam przestać mieć pretensje — uśmiechnęła się lekko, acz trudno było dopatrzyć się w tym uśmiechu rozbawienia. — Nie musisz się ze mną zgadzać. Nie oczekuję nawet, że zmienisz zdanie. Ale jeśli rzeczywiście jesteśmy dorośli, to chyba możemy zacząć dopuszczać do siebie myśl, że oboje pamiętamy tę samą przeszłość nieco inaczej. Bez konieczności robienia ze mnie rozpieszczonej dziewczynki, która nie potrafi przyjąć krytyki. A z ciebie człowieka, który nigdy nie zrobił niczego niewłaściwego — skwitowała, licząc że to na moment trochę rozmyje tą nieco nieprzyjemną aurę, jaka się obecnie pojawiła pomiędzy nimi; nie taki był jej zamiar od samego początku, uznając że to odbierze jako bardziej żartobliwe wspomnienie, niźli coś, co miałoby go dotknąć do żywego. Nie mogła jednak tego zmienić, dlatego postanowiła odpowiedzieć zgodnie z tym, co myślała w tej chwili. Sądząc, że Max zrozumie, iż nie chce ostatecznie źle, a zwyczajnie ich wcześniejsze podejście do samych siebie nadal gdzieś w niej skrycie siedziało, stąd te kąśliwości czy nieustępliwość w podnoszeniu ciśnienia u prokuratora.
Zamiast jednak dojść do zmiany nastroju, jaka między nimi osiadła, Maxwell jakby dalej w tym siedział, wykazując się podobnym sposobem odpowiedzi na już całkowicie inną kwestię przez nią poruszoną. — Dziwnie dużo energii poświęcasz na prostowanie moich domysłów — przyznała z lekkim uśmieszkiem na ustach po raz kolejny w dniu dzisiejszym - chociaż obawiała się, że zaraz to odbierze jako nabijanie się z niego, a to zdecydowanie nie było celem Prim. Chciała zwyczajnie pokazać, że pomimo wszystko dalej chciała podtrzymać miłą formę prowadzenia rozmowy, którą zapoczątkowali w restauracji.
Podała mu piwa, otrzymując jako pierwsza to otwarte, z którego od razu wzięła dosyć sporego łyka, samej siebie nie podejrzewając o to. A mimo, że smakowo nie pasowało do tego, co dopiero spożywała, to jednak potrzebowała odrobiny alkoholu po tym, co miało miejsce i przez to, czego zaczęła słuchać, gdy tak płynnie przeszedł z kolejnym tematem, chcąc teraz jej wbić szpileczkę. — Skąd od razu pomysł, że miałam dziś spotkać się z Jasonem? Dopiero co mi zarzucałeś domysły, a sam się nimi kierujesz — zagadnęła początkowo z niezbyt wielkim przekonaniem, czy faktycznie chciało jej się o tym rozmawiać. I to z nim. — Zresztą… nawet jeśli. Co to zmienia, raczej niewiele — wzruszyła ramionami, upijając znów konkretniejszą ilość piwnego napoju. — Pewnie znów mu coś ważnego w pracy wypadło, że nie mógł się pojawić. Ostatnio jakąś grubszą sprawę mają do rozwiązania. — Nie zamierzała ani go usprawiedliwiać, ani oskarżać, zwłaszcza że Maxwell najwyraźniej zdążył już wyciągnąć własne wnioski. Nie potrzebowała, by ktoś współczuł jej na podstawie kilku powierzchownych obserwacji. — Poza tym, skoro plany uległy zmianie, to nie widzę powodu, aby się tym teraz przejmować — skwitowała na koniec, gdy miała wargi dosłownie nad butelką piwa, z jakiej raz jeszcze zaczerpnęła większy łyk.

Maxwell Fraser

a different perspective

: sob paź 31, 2026 1:58 am
autor: Maxwell Fraser
Mógł uśmiechnąć się z przekorą, mógł słuchać tego, co miała do powiedzenia – dotknięta odpowiednio; mówiła dużo, tak samo, jak i on, gdy go drasnęła, a czułe ego nagle upomniało się o swoje. Było to zabawne i zaskakujące jednocześnie, gdyż nie spodziewał się tego po sobie zupełnie, tracił gardę przy tej kobiecie, im bliżej ją poznawał, a przecież to wszystko było takie błahe. Ignorancja stanowiła klucz do osiągnięcia świętego spokoju, tak jednak on stawiał w tym przypadku na kartę przetargową i licytację, a może swego rodzaju rozliczenie z przeszłością?
Takie posunięcie byłoby dobre dla nich obojga, bowiem oczyszczało atmosferę, regulowało nastroje i stawiało zupełnie świeżą perspektywę na ich relację.
— Dziękuje za szczerość i przepraszam za to — odpowiada, ku swojemu zaskoczeniu, bez grama złośliwości, czy złej intencji czającej się w głosie, tak swobodnie to robiąc, że wytrąca kobiecie ewentualne argumenty na długą i bezowocną kłótnię, ale byli przecież dorośli, mogli i musieli rozmawiać, jak przystało na wiek oraz pozycje. Jednocześnie te pyskówki, które prowadzili, to się nie zmieni, ale sposób, ta bezcenna perspektywa ulegała zmianie, bo sensem oczywistym była rozmowa i zrozumienie drugiej strony. Teraz gdy niedociągnięcia sprzed lat wypłynęły na powierzchnię, chciało mu się śmiać.
— Zabawne, że tyle czasu nam to zajęło, tyle razy się zastanawiałem, co takiego cię tym razem ugryzło, że naskakujesz na mnie, ty zresztą pewnie podobnie myślałaś, a teraz? — przerwał, na moment łapiąc kontakt wzrokowy z czarnowłosą. — Teraz czuje faktyczną ulgę, jednocześnie oboje doskonale zdajemy sobie sprawę, że w dalszym ciągu będziemy prowadzili nasze wojny na docinki — taka była ich natura; dwa charaktery nastawione na rywalizację, ale czy to mu jakoś specjalnie przeszkadzało? Nie.
Pozwolił sobie na zignorowanie oczywistych wybiegów, które Primrose, zastosowała w tej grze na czas. Milczał, pijąc piwo i spoglądał wzrokiem, to na nią, to na panoramę nocnego Toronto. Gdy w końcu złapała trop wypowiedzi, jaka interesowała mężczyznę, ten skupił się wyłącznie na niej i złamał odległość, która ich dzieliła.
— Masz rację — westchnął z wyraźną skruchą w głosie. — Wybacz mi moje wścibstwo, byłem ciekawy i trochę złośliwy — dojrzały kruk, jednak potrafił przyznać się do błędu i przyznać młodej jaskółce rację. Aż uśmiechnął się, pod nosem popijając chłodny trunek i skuszony zapachami jedzenia dotknął ramienia towarzyszki tego wieczoru, by podeszli do podwyższenia i usiedli.
— Słuchaj… nie zawsze chciałem być takim dupkiem, za jakiego mnie miałaś — przyznał, otwierając tekturową torbę i wyciągając z niej krążki cebulowe, te stanowiły ich przystawkę i jako pierwsze poleciały w obieg. — Nie lubię ich zimnych, są wówczas kiepskie i zawilgotniałe — wziął jednego do ust i mimowolnie się uśmiechnął do wspomnień. — Czasem zgrywałaś taką przemądrzałą i wszystko wiedzącą paniusię, że inni robili zakłady za twoimi plecami, kiedy spotkasz się ze ścianą i wymiękniesz — to mówiąc, podsunął jej pod nos apetycznie pachnącą bombę kaloryczną. — Zabawne, że przetrwałaś tyle, mając z tyłu głowy, że wcale nie musisz się męczyć — mogła odejść, kiedy tylko chciała i nikt by jej nie obwiniał, bo na jej miejsce było pięciu innych, ale ona została, udowadniając coś sobie, jak i jemu oraz innym.
— Poza pracą masz jakieś pasje? — zagadnął, wygodniej rozkładając się na podwyższeniu. Swój płaszcz oddał Prim, dbając o jej komfort w tych dzikich warunkach.


primrose halley