Strona 1 z 3

A simple man with simple desire

: wt paź 27, 2026 8:07 am
autor: Evren Quillan
001
Nie dość, że ostatnimi czasy pogoda nie rozpieszczała, to jeszcze od kilku dni nie miał nic ciepłego w ustach. Żadnego porządnego posiłku, żadnej kawy albo herbaty. Naprawdę wiele by dał za to, żeby trochę się ogrzać. W squacie też był zimno, bo pomimo starań, okna wciąż pozostawały nieszczelne, a od podłogi ciągnęło. Nie mieli tam prądu ani ogrzewaniu. W zeszłym roku zimę przetrwali jakoś wspólnymi siłami, choć nie było łatwo. To było dla niego dość traumatyczne przeżycie, więc zastanawiał się nad tym, czy może na ten najzimniejszy okres nie pójść do jakiegoś przytułku. Powstrzymywało go tylko to, że naprawdę nie lubił prosić się o pomoc. No i wychodził z założenia, że do takich miejsc chodziły osoby, które nie miały już kompletnie nic, a przecież on, choć biedny jak mysz kościelna, miał przyjaciół, swój dom.
Postanowił, że skoczy do jednego z supermarketów i ukradnie coś do jedzenia. Kto wie, może uda się ukraść coś więcej, nie wzbudzając podejrzeń i będzie mógł się podzielić z przyjaciółmi. Kusiło go, żeby dopuścić się kradzieży kieszonkowej, ale nie lubił tego robić. Jak okradał sklep, to nie miał tego paskudnego poczucia, że na kogoś napadł. I pewnie szybko przestałby myśleć o takiej ewentualność, gdyby nie to, że niemal przed jego nosem z jednego z tych eleganckich sklepów z ciuchami wyszła dziewczyna. W pierwszej kolejności uderzyło w niego to, jaka była piękna. Szybko jednak skupił się na jej ubiorze i na tym, że ten wyglądał na drogi. Jego wzrok zaraz padł na jej torebkę. W tym samym momencie, w którym zaczął poważnie rozważać to, czy na nią nie napaść w środku dnia, w jego brzuchu głośno zaburczało. Nie potrzebował więcej impulsów do działania.
Naciągnął kaptur bluzy na głowę, wsunął dłonie w kieszenie i ruszył przed siebie przyspieszonym krokiem, by dogonić dziewczynę i skrócić dystans. Czekał tylko na moment, kiedy wokół nich będzie trochę mniej osób, które potencjalnie mogłoby jej pomóc, a gdy ten moment nadszedł, przyspieszył kroku jeszcze bardziej. Zrównał się z nieznajomą, trącił ją mocno barkiem w ramię, żeby straciła równowagę, po czym po prostu zabrał jej torebkę, korzystając z momentu, kiedy nie wiedziała, co się dzieje.
— Sorki — powiedział tylko, posłał jej przepraszające spojrzenie i ruszył przed siebie biegiem. Wiedział, że nie powinien tego robić i że wiele ryzykował, bo za dnia takie uczynki raczej nie uchodziły płazem. Do tego jeszcze gdzieś niedaleko mogła kręcić się policja i dopiero wtedy miałby problem. Nic jednak nie mógł poradzić na to, że był tak cholernie głodny, było mu zimno i chciał po prostu przetrwać. Sądząc po tym, jak była ubrana i jak się prezentowała, to chyba nie powinna jakoś bardzo ucierpieć, nawet jeśli w tej torebce miała sporo pieniędzy. Oczywiście powtarzał sobie, że okradanie kogoś bogatego nie jest niczym złym, bo i tak mają multum kasy i pławią się w luksusach, ale bardzo nie lubił napadać na innych. Zawsze potem miał wyrzuty sumienia. Co innego zwinąć batonika z półki sklepowej, a co innego na kogoś napaść i to w biały dzień. Co innego miał jednak zrobić? To nie tak, że zarobi w jakiś legalny sposób. Nikt nie przyjmie do pracy kogoś takiego jak on. Nawet jakby nie był bezdomny, to miałby na to marne szanse, bo miał tylko wykształcenie podstawowe i żadnego doświadczenia. Powtarzał sobie w myślach, że nie miał innego wyjścia.

Juniper Westcott

A simple man with simple desire

: wt paź 27, 2026 2:09 pm
autor: Juniper Westcott
001.
Ze względu na niespodziewaną chorobę instruktorki, dzisiejsza próba została odwołana. W związku z tym, Juniper miała praktycznie cały wolny dzień, który mogła spędzić jak tylko chciała. Na początku zastanawiała się nad tym, czy mimo wszystko nie powinna chociaż trochę poćwiczyć, ale ostatecznie doszła do wniosku, że sobie raczej daruje. Od dawna nie miał czasu dla siebie, a było parę rzeczy, które miała do załatwienia na mieście, więc zdecydowała się zrobić to właśnie dzisiaj, skoro nadarzyła się już do tego okazja. Najważniejsze, oczywiście, były dla niej zakupy. Dawno na żadnych nie była, a potrzebowała (wcale nie) paru nowych rzeczy, więc koniecznie musiała zahaczyć o kilka swoich ulubionych sklepów, licząc na to, że coś jej wpadnie w oko.
Po uszykowaniu się do wyjścia, wyszła z domu i skierowała swoje kroki do garażu, w którym zaparkowane było kilka aut. Na dzisiaj wybrała to mniejsze, bo wybierała się do centrum, a wiedziała, że tam bywa różnie z parkingiem. Poza tym, niekoniecznie radziła sobie z parkowaniem w ciaśniejszych miejscach. Sama podróż minęła jej bezproblemowo, bo o tej porze większość ludzi była już w pracy, więc ominęło ją stanie w korkach. Zaparkowała na jednym z dostępnych publicznych parkingów (oczywiście płatnych i strzeżonych), po czym ruszyła na shopping, na który wybierała się już od dawna, tylko brakowało jej czasu..
Musiała przyznać, że miło było pierwszy raz od dłuższego czasu zrobić coś w końcu dla siebie samej. Miała wrażenie, że ostatnimi czasy jej całe życie kręciło się wokół prób i występów, a w ciągu doby nie zostawało jej już zbyt wiele czasu, który mogłaby poświęcić dla samej siebie. Coraz bardziej zaczynało jej to doskwierać, bo miała wrażenie, że wszystko co robiła, robiła po to, by zadowolić innych.
Obskoczyła już kilka sklepów, ale nie kupiła zbyt dużo. Nie było za wiele rzeczy, które wpadły jej w oko, więc do tej pory zdecydowała się jedynie na kilka niewielkich akcesoriów. W końcu przyszła pora, aby odwiedzić jeden z jej ulubionych sklepów. Zakupy w nim zawsze były dla niej dość owocne i liczyła na to, że tym razem również się nie rozczaruje. Spędziła w sklepie dość sporo czasu, ale ostatecznie rzeczywiście udało jej się dorwać parę rzeczy, które były akurat w jej stylu. Po uregulowaniu płatności i krótkiej rozmowie z menadżerem sklepu, w końcu się pożegnała i wyszła. Chyba nie miała już nic więcej do kupienia, dlatego miała zamiar pojechać coś zjeść, a potem wrócić do domu i nieco się zrelaksować. Nie zakładała, że cokolwiek jej te plany zrujnuje.
Ruszyła w kierunku parkingu, na którym zostawiła auto. Nie zwracała uwagi na ludzi dookoła siebie, bo i po co? To nie pierwszy raz, kiedy tutaj była. Poza tym, był środek dnia, więc to nie tak, że miała powody, aby czegokolwiek się obawiać. Nic dziwnego, że była naprawdę zaskoczona tym, że ktoś dość mocno trącił ją w ramię. Aż się zachwiała, bo miała dość wysokie buty na obcasie, więc chwilę jej zajęło złapanie równowagi.
— Nic się nie sta… — urwała, bo w tym samym momencie zorientowała się, że na jej ramieniu nie ma torebki, którą chciała właśnie poprawić. Zamrugała i od razu zawiesiła swoje spojrzenie na chłopaku, który przed chwilą na nią wpadł. Dość szybko namierzyła w jego dłoni swoją torebkę, na co przeklęła cicho pod nosem. Od razu ruszyła za nim.
— Ile chcesz kasy?! — krzyknęła za nim jak gdyby nigdy nic. — Mogę załatwić ci więcej, niż jest w tej torebce! — dodała. Z karty nie będzie miał żadnego pożytku, bo w każdej chwili mogła ją zablokować. Gotówki praktycznie przy sobie nie nosiła, właśnie ze względów bezpieczeństwa, w razie jakby ktoś chciał ją okraść. Chociaż, kasa nie miała dla niej tyle znaczenia, co sama torebka. Była to limitowana edycja z zeszłego roku, której nie miała szans ponownie kupić, a była to jedna z jej ulubionych torebek. Musiała ją odzyskać.

Evren Quillan

A simple man with simple desire

: śr paź 28, 2026 7:59 am
autor: Evren Quillan
Cholernie nie lubił okradać innych w taki jawny sposób, ale naprawdę teraz był postawiony pod ścianą. Nie wiedział, skąd miał wziąć na jedzenie. Nie chciał żebrać, bo to akurat robił w ostateczności. Nie znosił się o coś prosić i wolał już przymierać głodem. Miał cichą nadzieję, że ta kradzież, chociaż mu się opłaci i że dziewczyna miała w swojej torebce gotówkę albo coś cennego. Widząc, jak się prezentowała, to chyba nie były to tylko złudne nadzieje.
Spodziewał się tego, że zacznie za nim krzyczeć, bo to był przecież naturalny odruch każdego człowieka. Momentalnie uderzyło w niego to, co robił i zaczął mieć wyrzuty sumienia. Jej kolejne słowa wyjątkowo mu się spodobały, bo wyglądało na to, że mógł jednak na coś liczyć. Pytanie tylko, czy mówiła prawdę. Zatrzymał się, odwrócił się przodem w jej stronę i przez dłuższą chwilę po prostu na nią patrzył, kalkulując, co będzie mu się bardziej opłacało. Spojrzał na torebkę, którą wciąż trzymał w ręce, zagryzł na moment policzek od środka, po czym westchnął ciężko i ruszył w kierunku dziewczyny. Nie zbliżył się jednak do niej za bardzo, a na tyle, żeby mieć jeszcze szansę uciec, gdyby jednak się rozmyśliła i zaczęła wołać o pomoc.
— A co masz takiego cennego w tej torebce, że aż tak panikujesz? — zapytał, po czym rozpiął torebkę i zaczął w niej grzebać. W pierwszym odruchu wyjął z niej telefon, który obejrzał z każdej strony. Spróbował go odblokować, ale ten uparcie twierdził, że nie rozpoznaje tej twarzy i zaczął domagać się pinu. Skrzywił się pod nosem, wrzucił urządzenie z powrotem i zaczął dalej w niej grzebać. — Dziewczyno, robiłaś tu kiedyś porządki? — rzucił, zerkając na nią kątem oka. Zaraz dokopał się do portfela, który otworzył. Okazało się, że rzeczywiście nie było w nim za wiele gotówki. Jasne, starczyłoby na jedzenie i coś ciepłego do picia, może nawet na coś z lumpa, ale skoro chciała oferować więcej... Po chwili wahania wyciągnął jednak banknoty, które następnie wpakował sobie do kieszeni znoszonych dziurawych na kolanie jeansów. Lepiej się zabezpieczyć, gdyby tak tylko gadała.
— Niech będzie — powiedział. Podszedł do dziewczyny, wyciągnął w jej stronę torebkę, ale po chwili jednak cofnął rękę i przerzucił sobie ją przez ramię. — Nie oddam ci jej, dopóki rzeczywiście nie załatwisz mi więcej forsy — powiedział i zmierzył ją wzrokiem. Teraz tym bardziej mógł dostrzec to, jaka była atrakcyjna. Uśmiechnął się do siebie pod nosem na jej widok. Nie jego liga, ale popatrzeć zawsze było można. — Skąd chcesz skombinować dla mnie hajs? — zapytał, przyglądając się jej uważnie. — Bo jak chcesz wypłacić, to za rogiem jest bankomat — dodał i wskazał ruchem głowy kierunek, który miał na myśli. Zerknął raz jeszcze do torebki, z której wyjął portfel, który następnie podał dziewczynie. — Resztę zawartości i torebkę dostaniesz, jak dostanę swoją forsę — poinformował ją. Przecież nie odda jej od razu wszystkiego, a już na pewno nie telefonu, z którego mogłaby wysłać komuś wiadomość z prośbą o pomoc. Nie chciał problemów. Chciał tylko zdobyć trochę kasy na ciepły posiłek i tyle. To była podstawowa potrzeba, na której zaspokojenie sam nie mógł sobie teraz pozwolić.

Juniper Westcott

A simple man with simple desire

: śr paź 28, 2026 2:09 pm
autor: Juniper Westcott
To był pierwszy raz, kiedy ktoś ją napadł, więc nie do końca wiedziała jak powinna się zachować. Pewnie najsensowniej byłoby to zgłosić na policję. W końcu byli w centrum, dookoła musiał być jakiś monitoring, który nagrał całe zdarzenie. Tyle tylko, że w torebce miała telefon, którego potrzebowała. Zresztą, samą torebkę również chciała odzyskać i na tym zależało jej najbardziej. Gdyby nie fakt, że była to limitowana edycja której zdobycie teraz graniczyłoby z cudem, zapewne by olała i po prostu kupiła sobie nową taką samą. Niestety, nie było to możliwe, więc jeśli mogła w jakiś sposób odzyskać torebkę, to miała zamiar spróbować swoich sił. Wyszła również z założenia, że skoro chłopak ją napadł i okradł, to zależało mu na pieniądzach, a tych akurat miała od cholery. Liczyła na to, że jeśli rzeczywiście zaproponuje mu więcej niż miała gotówki w portfelu, nieznajomy złodziej się na to złapie i odda jej torebkę.
Gdy chłopak się zatrzymał, ona również stanęła w miejscu. Gapiła się na niego wyczekująco, licząc na to, że złodziej się namyśli i jednak się cofnie. Była w stanie sobie wywnioskować, że zastanawia się nad jej propozycją, bo w innych okolicznościach nie zatrzymałby się. Uniosła nieco brwi, gdy chłopak odwrócił się w jej stronę i po prostu tak stał, gapiąc się na nią. Powinien być jej wdzięczny, że postanowiła załatwić to w taki sposób, bez robienia scen i darcia się wniebogłosy o pomoc, bo ją napadnięto i okradziono. Kącik jej ust drgnął minimalnie w uśmiechu, gdy złodziejaszek ruszył w jej stronę. Bingo. Mogła się spodziewać, że jak zaoferuje mu więcej, to się skusi.
— No właśnie nic. Chcę po prostu odzyskać swój telefon i torebkę. W samym portfelu nie znajdziesz za wiele — powiedziała i wzruszyła ramionami, starając się zachować spokój i opanowanie. Najchętniej jednak by do niego podeszła i wyrwała mu tę torebkę z ręki. Obserwowała go, kiedy ten grzebał w środku. Zaraz zapewne sam przekona się o tym, że nie miała tam raczej nic wartościowego. Słysząc jego komentarz, zmarszczyła czoło. — Chłopaku, próbowałeś kiedyś pójść do pracy, zamiast okradać ludzi? — zapytała bez ogródek, odbijając piłeczkę. Sam był nędznym złodziejem, a jeszcze próbował ją pouczać? Dobre sobie. Kiedy chłopak wyjął portfel i na własne oczy przekonał się, że nie miała zbyt dużo gotówki, miała nadzieję, że tym bardziej skusi się na jej propozycję. Przewróciła oczami, gdy mimo wszystko i tak wyjął z portfela te kilka banknotów, które w nim miała. Mogła się tego w sumie spodziewać…
— Świetnie — skwitowała i od razu uśmiechnęła się delikatnie. Sięgnęła w jego stronę, chcąc zabrać mu torebkę, ale ten zaraz cofnął swoją rękę. Trochę ją to rozdrażniło. — Jasne, niech będzie. Ale obiecaj, że jak dam ci kasę, to mi ją na pewno oddasz. Inaczej pójdę z tym na policję. Jest tutaj sporo drogich i luksusowych sklepów, które mają monitoring — powiedziała, żeby sobie nie myślał, że mógł ją tutaj wychujać i ujdzie mu to na sucho. Ściągnęła brwi, gdy chłopak tak bezceremonialnie zmierzył ją wzrokiem, a potem uśmiechnął się, myśląc sobie nie wiadomo co. Instynktownie cofnęła się o krok, w razie jakby ten próbował czegoś, czego nie powinien. Zanim zdążyła mu odpowiedzieć na pytanie, chłopak ja ubiegł i sam wspomniał o bankomacie. — Tak, chciałam wypłacić — odpowiedziała. Wzięła od niego portfel, którą nieznajomy wyjął z torebki i jej podał. — Oby — powiedziała, przyglądając mu się podejrzliwie. Potem po prostu go wyminęła i ruszyła w kierunku bankomatu, zakładając z góry, że ten pójdzie za nią.
— Ile chcesz? — zapytała. — Pięćset dolarów? Tysiąc? Tysiąc pięćset? — dodała, nie odwracając się nawet w jego stronę tylko zmierzając dalej w kierunku bankomatu. Miała nadzieję, że ten nie zażyczy sobie jakiejś niestworzonej kwoty, bo nie miałaby pojęcia jak się z tego wytłumaczy ojcu. W przypadku kilku tysięcy dolarów zawsze będzie mogła powiedzieć, że kupiła sobie nową torebkę czy parę butów, ale przy wypłacie większej kwoty już mogłoby być ciężej.

Evren Quillan

A simple man with simple desire

: czw paź 29, 2026 7:44 am
autor: Evren Quillan
— Wyglądasz w ten sposób, krzyczysz swoim wyglądem, że masz kupę hajsu i mam ci uwierzyć, że nie masz tam nic wartego uwagi? — spojrzał na nią z politowaniem. Już na pierwszy rzut oka dało się sobie wywnioskować, że dziewczyna była bogata. Poza tym widział, z jakiego sklepu wcześniej wychodziła i mniej więcej wiedział, jakie mają ceny, bo te były wystawione na witrynie zaraz przy manekinach. Trochę go to wkurwiało, że taka młoda, a już miała tyle pieniędzy, zapewne po rodzicach. To nie było fair. Na to pytanie zmierzył ją tylko morderczym spojrzeniem. Oczywiście, że swego czasu próbował sobie coś znaleźć, ale spełzło to na niczym. — A myślisz, że ktokolwiek chce dać pracę bezdomnemu? To zamknięte koło, z którego nie da się tak po prostu wyrwać — skrzywił się pod nosem. Nie miał pracy, bo był bezdomny, a był bezdomny, bo nie miał pracy. Może jakby miał możliwość, żeby się umyć, wbić w mniej zniszczone ubrania i miałby gdzie stworzyć, a potem wydrukować CV, to inaczej by się sprawy miały. Poza tym... sam nie wiedział, czy chciałby iść gdzieś, gdzie będzie pracował na kogoś innego i dostawał za to grosze.
— Tak, obiecuję — wywrócił oczami. — Na chuj mi damska torebka. Przecież nie będę z nią paradował po mieście, bo w końcu dostałbym od kogoś wpierdol, że gejuch i tak dalej — wzruszył ramionami. Teraz jakoś mógł ją nieść i nie przejmować się tym, co sobie ktoś pomyśli. Jak będą szli razem, to przecież będzie to wyglądało tak, jakby był jej chłopakiem i po prostu pomagałby jej ją nieść, bo jej już się nie chciało. Szkoda tylko, że nikt by nigdy nie uwierzył, że taki obdartus spotyka się z piękną dziewczyną z dobrego domu. Musieli razem wyglądać komicznie. Nie byłby też zaskoczony, gdyby ktoś sobie pomyślał, że właśnie ją porywał albo szantażował, bo pasowali do siebie jak pięść do nosa. — Git — podsumował po prostu. Wywrócił ponownie oczami na to jej oby. Może i był złodziejem, ale nie był niesłowny. Skoro obiecał jej, że odda jej tę nieszczęsną torebkę, kiedy tylko dostanie od niej pieniądze, to dokładnie to zamierzał zrobić. Ruszył za nią, by po chwili się z nią zrównać, kiedy ta ruszyła przed siebie.
— Dwa — powiedział po chwili zastanowienia. Już samo pięćset byłoby wystarczające na bardzo długo, a co dopiero dwa tysiące. Skoro jednak sama się oferowała i rzucała takimi kwotami, to czemu by z tego nie skorzystać? — Dwa tysiące i torebka znów będzie twoja — dodał i pomachał jej nią przed nosem, by zaraz szybko cofnąć rękę i ponownie zarzucić ją sobie przez ramię.
Przeszli jeszcze kawałek, skręcili w prawo i w końcu dotarli do bankomatu. Nie musieli nawet za bardzo podchodzić, żeby zobaczyć na nim kartkę z napisem awaria. Stanął, wypuścił głośno powietrze nosem i spojrzał na Juniper.
— Następny jest jakieś dziesięć minut spacerem stąd — poinformował ją. Przecież nie było najmniejszej szansy na to, żeby oddał jej torebkę tylko dlatego, że ten konkretny bankomat był nieczynny. — Przy okazji zrobimy coś dla zdrowia, pogadamy, zapoznamy się i w ogóle — uśmiechnął się do niej zaczepnie. Zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna nie miała najmniejszej ochoty na to, żeby przebywać w jego towarzystwie, ale nie byłby sobą, gdyby trochę jej nie pozaczepiał.

Juniper Westcott

A simple man with simple desire

: czw paź 29, 2026 11:38 am
autor: Juniper Westcott
Ściągnęła brwi, by zaraz pokręcić głową na boki i westchnąć cicho. No, nie można było rzeczywiście zaprzeczyć temu, że widać po niej było, że miała pieniądze. Poza tym, ktoś kogo nie było na to stać, nie chodził do takich sklepów, z którego ona przed chwilą wyszła. Nie zmieniało to jednak faktu, że w kwestii zawartości torebki mówiła prawdę. To sama torebka była warta najwięcej, ale o tym najwyraźniej chłopak nie wiedział i wolałaby, żeby tak zostało. Jeszcze postanowiłby jej nie oddawać tylko chciałby ją komuś opchnąć i tyle by z tego wszystkiego było.
— Nawet jeśli, to nie pomyślałeś, że właśnie głupotą byłoby z mojej strony nosić w torebce rzeczy, które są dużo warte? — zapytała i spojrzała na niego z politowaniem. Może i była ubrana w markowe ciuchy, ale w samym portfelu pieniędzy nie było wiele. Telefon też trochę kosztował, ale w tym wypadku również mogłaby sobie kupić nowy. Złodziej jednak nie sprawiał wrażenia, jakby był nim zainteresowany. Klucze do samochodu w razie co miała zapasowe w domu, więc to też by przeżyła. Nie mogła jednak przeżyć torebki, bo wiedziała, że nie kupiłaby teraz takiej samej. — Może jakbyś o siebie zadbał i nie wyglądał jak lump, to ktoś byłby jednak skłonny cię zatrudnić — zmierzyła go spojrzeniem i westchnęła cicho pod nosem. Nie można było powiedzieć o chłopaku, żeby prezentował się schludnie. A szkoda, że tak się marnował, bo nie umknęło jej uwadze, że był naprawdę atrakcyjny. Jak już chciał kraść, to mógł sobie ukraść jakieś porządniejsze ciuchy, ładnie się ubrać, wydrukować kilka kopii CV, a potem złożyć je w paru miejscach. Najwyraźniej jednak wolał żyć na ulicy i okradać ludzi, bo chyba to było dla niego w takim razie łatwiejsze. W dodatku Evren sprawiał wrażenie kogoś, od kogo usłyszałaby tekst w stylu, że w tym w kraju nie ma pracy dla takich ludzi jak on…
— O… A nie jesteś nim? — zapytała, unosząc brwi z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. — Tak sobie pomyślałam, bo wiesz… Ten wąs to tak trochę… — machnęła ręką, marszcząc nieco czoło, jakby nie potrafiła znaleźć odpowiedniego słowa. — Zresztą, nieważne — wzruszyła ramionami. Wątpiła w to, że chłopaka interesowało co sobie pomyślała na jego temat. Nietrudno się domyślić, że raczej nie było to nic pozytywnego. W końcu właśnie próbował ją okraść. Westchnęła jeszcze ciężko, bo naprawdę miała nadzieję na to, że po wszystkim odzyska swoje rzeczy. Trochę pojebane, że musiała mu za to zapłacić, ale sądziła, że kwota którą mu da zapewne i tak będzie mniejsza, niż wartość torebki, zwłaszcza z limitowanej edycji.
— Okej — skwitowała jak gdyby nigdy nic. W duchu jednak odetchnęła z ulga, bo kwota rzeczywiście nie była wygórowana. Więcej wydała na dzisiejsze zakupy, więc jeśli odzyskanie swojej własności będzie ją kosztować jedynie dwa tysiące dolarów, to nie miała problemu z tym, żeby rzeczywiście te pieniądze wypłacić i dać chłopakowi. Skrzywiła się, kiedy tak się z nią drażnił, machając jej torebką przed nosem, by zaraz znowu zabrać rękę, aby nie mogła jej chwycić.
W końcu dotarli pod bankomat, o którym chłopak wcześniej wspomniał. Widząc jednak, że była na nim naklejona kartka z informacją o awarii, przeklęła cicho w myślach. Wolałaby już to mieć za sobą i aby każde z nich poszło w swoją stronę. Spojrzała na Evrena, unosząc pytająco brwi, jakby czekała na jakąś propozycję z jego strony. W końcu skądś musiała wziąć dla niego tę kasę, tak?
— Koczujesz przy okolicznych bankomatach, żeby okradać ludzi, że wiesz tak dobrze gdzie wszystkie tutaj są? — zapytała i pokręciła z dezaprobatą głową. — Kto powiedział, że chcę cię poznać? — odparła, bo nie uważała, żeby dała mu jakikolwiek powód do tego, aby tak myślał. — Prowadź, ja nie wiem gdzie to jest. Z reguły płacę za wszystko kartą i rzadko kiedy noszę przy sobie gotówkę — powiedziała i westchnęła cicho. Wkurzało ją trochę to, że musieli iść gdzie indziej, bo potem będzie musiała drałować spory kawałek z powrotem na parking, gdzie zostawiła wcześniej auto.
— Chociaż czekaj, może po prostu podjedziemy? — zapytała, gdy przeszli kilka kroków. Przecież mogli wziąć taksówkę. Chłopak oddał jej portfel, więc przynajmniej będzie mogła zapłacić kartą za przejazd. Poza tym, miała buty na dość wysokim obcasie, więc łażenie w nich w tę i we w tę niekoniecznie ją urządzało.

Evren Quillan

A simple man with simple desire

: pt paź 30, 2026 7:35 am
autor: Evren Quillan
— Nie wiem, co ze sobą nosisz, a czego nie — powiedział i wzruszył ramionami. Równie dobrze mogłaby przed chwilą kupić sobie jakąś bardzo drogą biżuterię i wrzucić ją do torebki, żeby nie nosić dodatkowej torby. Zawsze warto było sprawdzić zawartość torebki, którą się ukradło. A to, że ta była z limitowej edycji i że zapewne mógłby sobie za nią życie ułożyć, to już inna sprawa, o której nie miał zielonego pojęcia. Nie znał się na modzie, trendach i markowych ciuchach. — A jak mam inaczej wyglądać, kiedy mieszkam na ulicy, nie mam kasy na nowe ciuchy i dostępu do bieżącej wody? — spojrzał na nią z politowaniem. — Poza tym, wcale nie wyglądam jak lump — prychnął pod nosem. No, może trochę rzeczywiście tak wyglądał w dziurawych spodniach, wyciągniętej bluzie i z włosami w nieładzie, które zdecydowanie powinien już umyć.
— Co? — zamrugał kilkukrotnie, bo miał wrażenie, że właśnie się przesłyszał. Nie miał zielonego pojęcia, skąd niby wzięła sobie tę teorię, ale w ogóle mu się to nie podobało. Gdy wspomniała o jego wąsie, odruchowo sięgnął do twarzy, żeby go przeczesać. — Co z nim jest nie tak? Wąs jak wąs. Faceci mają zarost na twarzy — wzruszył lekko ramionami, zbywając ją. Mimo wszystko skłamałby, gdyby powiedział, że nie urągało to jego dumie, że Juniper powiedziała coś takiego. Teraz będzie się pewnie zdecydowanie za długo zastanawiać nad tym, czy ten wąs rzeczywiście sprawiał, że wyglądał gejowsko. — Mhm, nieważne — odetchnął bezgłośnie. Rzeczywiście to nie było miejsce i czas na to, żeby rozmawiali o jego wąsie i w ogóle o tym, jak się prezentował.
Uśmiechnął się triumfalnie pod nosem, kiedy przystała na jego propozycję. Teraz zaczął się zastanawiać nad tym, o ile mógłby jeszcze poprosić i kiedy postawiłaby granicę. Tak czy siak, dwa tysiące to dla niego naprawdę dużo pieniędzy i był pewien, że będzie w stanie nieco się odbić, chociaż na chwilę. Nie spodziewał się tego, że okradając ją, wpadnie mu do kieszeni taka kwota, ale nie miał na co narzekać.
— Nie, po prostu dużo czasu spędzam na mieście — wywrócił oczami. To nie tak, że codziennie kogoś okradał. Robił to tylko wtedy, gdy nie miał już innego wyjścia. Dzisiaj na przykład mijał któryś dzień, kiedy nie miał w ustach nic ciepłego i był naprawdę zdesperowany, żeby zdobyć trochę kasy. Jak widać, okradając ją, strzelił w dziesiątkę. — No wiesz, dziwnie będzie tak iść razem w ciszy. No i kto wie, ale może połączy nas jakaś głęboka przyjaźń? — zaśmiał się. Pewnie, to nie był moment na żartowanie sobie, zwłaszcza że widział, jaka dziewczyna była na niego wściekła, ale to nie zmieniało faktu, że żarty się go trzymały, jak zresztą zawsze. Co innego mu pozostawało w tym podłym życiu? — Spoko — podsumował po prostu i ruszył przed siebie.
— A czemu mielibyśmy jechać taki kawałek? — zapytał wyraźnie zaskoczony. — Jesteś aż tak wygodnicka? Nie szkoda ci hajsu na taksówkę, kiedy to jest dosłownie dziesięć minut stąd spacerkiem? — dodał. Spojrzał nieco niżej na jej stopy, a gdy dostrzegł wysokie buty, to zrozumiał, w czym mógł być problem. — Możesz je po prostu ściągnąć, wiesz? — powiedział po prostu. — Co ja proponuję? Przecież takiej sarence się nie godzi — pokręcił głową na boki, jakby to był naprawdę wielki problem.

Juniper Westcott

A simple man with simple desire

: pt paź 30, 2026 1:04 pm
autor: Juniper Westcott
Spojrzała na niego z politowaniem. To, że była bogata nie oznaczało od razu, że nosiła przy sobie majątek i wartościowe rzeczy. Nawet patrząc na to z logicznego punktu widzenia, po co miałaby to robić i ryzykować? Mało kto zakłada, że zostanie okradziony w biały dzień, ale logiczne, że takie osoby jak ona mimo wszystko brały pod uwagę taki scenariusz, więc nie nosiły przy sobie bardzo kosztownych rzeczy. Wychodziła z założenia, że taki pierwszy lepszy złodziejaszek (tak jak Evren) raczej nie będzie interesował się samą torebką, a bardziej jej zawartością i tym, ile miała w portfelu. Teraz, kiedy rzeczywiście doświadczyła takiej sytuacji, okazało się, że jej przypuszczenia były słuszne. Chłopakowi zależało jedynie na kasie.
— Są przytułki dla bezdomnych, gdzie możesz się umyć. Poza tym, nie masz żadnych znajomych, u których mógłbyś skorzystać z łazienki? — zmarszczyła lekko brwi. — W sumie, to nie moja sprawa — dodała zaraz i wzruszyła ramionami. Co ją interesowało to, czy chłopak miał jak o siebie zadbać, czy nie. Chciał być bezdomnym lumpem i złodziejem, to niech sobie nim będzie. Nie jej sprawa. — Wyglądasz — stwierdziła. Przynajmniej dla niej tak wyglądał.
— Nic — odburknęła w odpowiedzi. Tak coś czuła, że jej komentarz niekoniecznie przypadnie chłopakowi do gustu i oburzy się z powodu tego, co mu przed chwilą zasugerowała. Nic jednak nie mogła poradzić na to, że to pierwsze co przyszło jej na myśl. — No, mają — powiedziała i wzruszyła ramionami, najwyraźniej nie chcą drążyć tego tematu i rzucać mu kolejnymi nieprzyjemnymi przytykami. Niestety, ale miała tendencję do oceniania innych na podstawie ich wyglądu, co dokładnie teraz robiła. Z drugiej strony, Evren był bezdomnym złodziejem, który właśnie ją okradał. Trochę dziwnie by było, gdyby chłopak zrobił na niej dobre pierwsze wrażenie.
— A, no tak. Przecież mieszkasz na ulicy — stwierdziła jak gdyby nigdy nic. Miało to sens. Pewnie chłopak miał tutaj swój rewir i całymi dniami kręcił się po okolicy. W końcu jako bezdomny i bezrobotny raczej miał dużo wolnego czasu i niekoniecznie miał co robić w ciągu dnia, więc po prostu łaził bez składu i ładu po okolicy, szukając kogo by tu mógł napaść albo co i gdzie mógłby ukraść. — Dlaczego miałabym chcieć się zaprzyjaźnić z kimś takim jak ty? — zapytała i roześmiała się, jakby słowa chłopaka były dla niej naprawdę śmiesznym żartem. Nie miała pojęcia, na jakiej podstawie wywnioskował sobie, że chciałaby mieć z nim jeszcze cokolwiek wspólnego. Przecież dzieliła ich ogromna przepaść.
— Bo nie chce mi się łazić w tę i z powrotem? — odpowiedziała, unosząc nieco brwi. — Najwidoczniej. I nie, nie szkoda mi hajsu. Taki wydatek to dla mnie nic — wzruszyła ramionami. Skoro już był taki ciekaw i o to pytał, to nie miała zamiaru kłamać ani się wykręcać. — Żebym wdepnęła w jakieś szkło czy inny syf i zrobiła sobie krzywdę? Nie, dzięki — odparła. Niestety, ale wyglądało na to, że z zamówienia taksówki nici. Jego kolejne słowa wytrąciły ją nieco z równowagi i w ogóle jej się nie spodobały. Nic nie odpowiedziała, a jedynie przygryzła policzek od wewnątrz. Widać było, że poczuła się urażona. Bez słowa po prostu szła obok niego, najwidoczniej dochodząc do wniosku, że nie będzie z nim dalej dyskutować ani rozmawiać, tylko po prostu resztę drogi spędzą w milczeniu. Wypłaci pieniądze, da mu kasę, a potem się zmyje i tyle się widzieli. Na szczęście, raczej istniało bardzo małe prawdopodobieństwo tego, że jeszcze kiedykolwiek się na siebie natkną.

Evren Quillan

A simple man with simple desire

: sob paź 31, 2026 7:33 am
autor: Evren Quillan
— Żeby skorzystać z takiego przytułku trzeba spełniać pewne zasady, a poza tym zazwyczaj są przepełnione do granic możliwości, zwłaszcza o tej porze roku i nie ma co liczyć na miejsce — skrzywił się. Jakby to było takie łatwe, to korzystałby z tego, ale nie było. Gdyby tam poszedł, musiałby całkiem przestać pić i ćpać, a to mu się nie uśmiechało, bo to przecież były jedne z niewielu rzeczy, które mógł robić w wolnym czasie. Nie mógł siedzieć przed telewizorem i oglądać seriali albo czytać książek czy robić innych rzeczy, bo po prostu nie miał do nich dostępu. Jedyne co miał, to telefon, który od czasu do czasu udało mu się doładować, gdy zwinął komuś z kieszeni portfel. — Owszem, nie twoja — wypuścił głośno powietrze nosem. Sam zresztą nie wiedział, dlaczego jej się z tego tłumaczył, bo to nie tak, że miał taki obowiązek. Wystarczyło tylko wzruszyć ramionami i zbyć temat. — Aha — skrzywił się. Oczywiście, że nie podobało mu się to, że Juniper tak o nim myślała, ale nie można jej się było dziwić, że oceniała go w taki sposób. Sama była piękną i bogatą dziewczyną, więc pewnie żyła w przeświadczeniu, że daje jej to przywilej komentowania tego, jak wyglądają inni.
— No, tak myślałem — mruknął. — No właśnie, mają, a skoro zdecydowałem się na to, żeby mieć wąsa, to widocznie tak mi się podoba — wzruszył ramionami. — I nie uważam, żebym wyglądał przez niego mniej męsko. Pasuje mi — dodał jeszcze, po raz kolejny jej się tłumacząc, choć wcale nie musiał tego robić. Oczywiście, że nie przyjmował jej krytyki, bo dlaczego by miał. Dla niego była rozpieszczoną dziewczyną z bogatego domu, nawet jeśli jej nie znał.
— No — skrzywił się. Nie dało się temu zaprzeczyć, więc Ameryki nie odkryła. Widział, że nim gardziła i że miała się za lepszą od niego i jakoś w ogóle go to nie dziwiło. Osoby, które były bogate, w większości patrzyły na innych z góry. Zupełnie jakby pieniądze dawały przyzwolenie na to, żeby traktować innych jak gorszych. — Nie wiem. Może to byłaby historia w stylu księżniczki i żebraka? — rzucił. — Jestem pewien, że jakbyś mi dała szansę pokazać się od dobrej strony, to byś mnie polubiła — dodał. Ludzie go zazwyczaj lubili i do niego lgnęli, bo miał w sobie sporo charyzmy, co nie zmieniało faktu, że dziewczyna na pewno nie chciałaby się z nim zapoznać, biorąc pod uwagę to, jak zaczęła się ich znajomość. Kto chciałby się kumplować ze złodziejem, który go okradł?
— A co? Nachodziłaś się wystarczająco po tych swoich luksusowych sklepach? — zapytał i spojrzał na nią z politowaniem. Nie dało się nie zauważyć, że o tych luksusowych sklepach powiedział z pewną pogardą w głosie. — Mogłem się tego spodziewać — odparł z krótkim westchnięciem. On by mógł sobie za to kupić coś do jedzenia, a dla niej to były grosze. — Poniósłbym cię, ale mam zajęte ręce — powiedział i uśmiechnął się do niej zaczepnie, pokazując jej torebkę. Nie umknęło jego uwadze to, jaką minę zrobiła i musiał przyznać, że było w tym coś uroczego, że tak się oburzyła.
— Jak masz na imię? — zapytał nagle, zerkając na nią. — Ja jestem Evren — przedstawił się, choć zapewne nie powinien, biorąc pod uwagę to, że dawał jej o sobie informacje, które potencjalnie mogłyby doprowadzić do tego, że zgarnie go policja. Nie należał jednak do najostrzejszych kredek w piórniku.

Juniper Westcott

A simple man with simple desire

: sob paź 31, 2026 11:02 am
autor: Juniper Westcott
— Tak. Być kompletnie trzeźwym — powiedziała i spojrzała na niego z politowaniem, po czym skrzywiła się delikatnie. Wyglądało na to, że z używkami albo alkoholem chłopak również miał problem, skoro wspomniał o spełnianiu konkretnych warunków. — I skoro inni znajdują miejsce, to też byś znalazł — dodała jeszcze. Chociaż, znowuż, co ją to obchodziło. To nie była jej sprawa, czy chłopak spędzi zimę pod chmurką, czy znajdzie sobie ciepły dach nad głową. Oczywiście, nie życzyła mu źle i to było przykre, że ludzie musieli żyć na ulicy, ale skłamałaby, gdyby powiedziała, że jakoś bardzo współczuła Evrenowi. Okradł ją, do tego był opryskliwy i zachowywał się w cwaniacki sposób, co raczej nie sprawiało, żeby pałała do niego sympatią i niekoniecznie wzbudzał w niej współczucie. Może gdyby zachowywał się wobec niej w inny sposób, to byłoby jej go bardziej szkoda. — Uhm — mruknęła, zgadzając się z nim. Nie chciała drążyć dalej tego tematu, bo jeszcze powie o parę słów za dużo i chłopak każe jej spadać albo zrobi jej krzywdę. Kto wie, po takich kryminalistach człowiek mógł się spodziewać wszystkiego. Równie dobrze mógł mieć w kieszeni jakiś nóż lub inne narzędzie, którym mógłby jej coś zrobić.
— Okej. Skoro tobie się podoba — wzruszyła ramionami. Innym przecież nie musiało, a wychodziła z założenia, że akurat to co ona myślała na jego temat raczej mało chłopaka obchodziło. — Jasne — odparła. Jeśli tak Evren uważał, to kim była, żeby wyprowadzać go z błędu. Na pewno znalazłyby się jakieś laski, którym coś takiego się podobało. Faceci zapewne też.
— Może jakbyś nie próbował mnie okraść — powiedziała, wzruszając ramionami. — I dużą wagę przywiązuję do pierwszych wrażeń — dodała jeszcze, chcąc mu dać do zrozumienia, że już był u niej skreślony. Wiadomo, że w rzeczywistości raczej nie umawiałaby się z bezdomnym i biedakiem, bo rodzice chyba by ją zamordowali, gdyby coś takiego odjebała. Miała jednak oczy i widziała, że Evren był atrakcyjnym młodym chłopakiem, nawet pomimo tego wąsa. Prawda była taka, że gdyby po prostu do niej podszedł i grzecznie poprosił ją o pieniądze, to by mu je dała. Nawet te dwa tysiące. Za każdym razem kiedy trafiała na kogoś, kto potrzebował pomocy i ją o to prosił, nie potrafiła przejść obojętnie, bo miała w sobie dużo empatii i współczucia dla osób w gorszej sytuacji od niej. Również uważała, że to nie fair, że niektórzy kończyli w taki sposób, a inni tak jak ona mieli farta i rodzili się w zamożnej rodzinie. Dlatego zawsze dawała takiemu komuś pieniądze, oferowała, że zrobi zakupy czy proponowała kupno ciepłego posiłku. Niestety, inaczej się sprawy miały, kiedy ktoś w biały dzień próbował ją okraść i w dodatku jeszcze był wobec niej taki chamski i sobie z niej żartował, tak jak robił to Evren.
— Nie, po prostu zaparkowałam samochód kawałek stąd — odpowiedziała zgodnie z prawdą. Będzie musiała nadrabiać drogi, bardziej się zmęczy i tyle z tego wszystkiego będzie. — Bez przesady, ile kosztowałby Uber na taki krótki dystans? Kilka dolców? — przewróciła oczami. Nawet Evrena byłoby na to stać, patrząc na to, że zabrał jej z portfela gotówkę. — Dzięki, ale raczej bym nie skorzystała — powiedziała. Evren był… Brudny. Nie można też było powiedzieć, żeby pachniał ładnie. Nie wiedziała, kiedy ostatni raz się mył, ale chyba przydałoby się, żeby pomyślał o prysznicu. Wolałaby, żeby ktoś taki jej nie dotykał, nawet jeśli zdawała sobie sprawę z tego jak podle to mogło brzmieć.
— Nie twoja sprawa — burknęła naburmuszona w odpowiedzi. Najwyraźniej wciąż była na niego obrażona za to, że zwracał się do niej w taki opryskliwy sposób. Skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej, znowu milknąc i ignorując to, że chłopak się jej przedstawił. Nie interesowało jej to, tak samo jak jego nie powinno interesować to kim była. W końcu nigdy więcej nie będą mieć ze sobą do czynienia.

Evren Quillan