death is certain, but killing doesn't have to be ugly
: wt paź 27, 2026 2:23 pm
Anastasia Romanova.
Jeszcze kilka dni temu jej nazwisko wystarczało, żeby przerwał rozmowę w połowie zdania; żeby pozostawił kogoś z otwartymi ustami i własną, najwyraźniej mniej istotną sprawą, bo właśnie rozświetlił się ekran telefonu. Zazwyczaj nie miała do powiedzenia niczego szczególnego. Próba przedłużyła się o godzinę, bolała ją stopa, ktoś otrzymał partię, którą przecież powinna była dostać ona.
Zwłaszcza to ostatnie zajmowało ją nieproporcjonalnie długo.
Anastasia Romanova potrafiła być zachłanna kiedy otrzymywałaa komplementy. Wystarczyło, żeby tylko padł, a ona już czekała na więcej; na wyjaśnienie, co dokładnie mu się podobało, który ruch zapamiętał najlepiej, przy którym przestał patrzeć na kogokolwiek innego.
Potrafił jej odpowiedzieć na każde z nich i co więcej – pamiętał nawet te drobiazgi, których sama nie uznawała za część występu. Przyglądał się jej z uwagą, której później nie potrafił tak po prostu odłożyć razem z programem.
Anastasia Romanova zostawała z nim nawet gdy kurtyna już opadła. W czasie zajęć, którym nie powinna była w ogóle przeszkadzać; pojawiała się gdzieś pod czaszką z tą identyczną łatwością, z którą zajmowała środek sceny.
Do dzisiaj.
Siedział w tym samym fotelu co poprzednim razem, w jednym z pierwszych, choć nie pierwszym, rzędów. Ruch ciała Romanovej przeszedł płynnie od barków ku nadgarstkom, rozwinął się w palcach i zatrzymał dokładnie tam, gdzie powinien, zanim jej ciało podjęło następną frazę.
Była bezbłędna.
Jego fascynacja Anastasią Romanovą dogorywała z każdym kolejnym, perfekcyjnie odtańczonym krokiem. Potrafiłby wskazać moment, w którym wypaliła się całkowicie – gdzieś pomiędzy ostatnim fouetté a wyciągniętą linią arabesque. Wtedy przestał oczekiwać całym sobą na to, co zrobi za chwilę. Zobaczył następny ruch, przyjął go do wiadomości; później jeszcze jeden, tak samo doskonały jak i pozbawiony znaczenia.
I tyle.
Przesunął kciukiem po śliskiej fakturze programu, poświęcając jej więcej uwagi niż tancerce. Jakież to było zznajome. Ta niewielka, frustrująca chwila, w której nadal potrafił wymienić wszystkie powody wcześniejszej fascynacji, ale żaden nie przynosił już tego samego rezultatu.
Anastasia Romanova nagle nie wyglądała już tak samo.
Nie była tak samo piękna, chociaż pomiędzy jednym aktem a drugim nie zmieniła się absolutnie. Światło nadal odnajdywało te same miejsca na jej ciele, ruch pozostawał równie płynny co przez wszystkie wcześniejsze razy;.
Nie ruszało go w niej n i c.
Pozostała mu wiedza, że powinna mu się to podobać i jednocześnie coraz mniejsza ochota, żeby sprawdzać czy zacznie z powrotem. Odpowiedź znał z góry – nigdy nie brzmiała: tak, zacznie.
Kiedy muzyka ucichła, ktoś obok zerwał się z miejsca. Oklaski rozlały się po sali, nierówne, zbyt głośne; on podniósł się również, zabierając program. Anastasia pochyliła głowę przed widownią, wyprostowała się z uśmiechem, pozwalając spojrzeniu odnaleźć znajome jej już miejsce na sali, chcąc go odnaleźć jak po każdym występie.
Nie było go.
Za kulisami panowała już cisza; oklaski ustały, goście powoli wylewali się z teatru, a chwilę wcześniej wyszedł naprzeciw ich kierunkowi. Przedostał się w miejsce, w którym nie powinno go być bez większego problemu, korzystając z chwili nieuwagi personelu. Przy zakręcie korytarza spotkał się z kobietą.
Cofnął się, pozostawiając jej więcej miejsca, a spojrzenie zatrzymał na jej twarzy jedynie na jeden, krótki moment
— Proszę — odezwał się, uprzejmym gestem przepuszczając go przed sobą. I n n a, z w y c z a j n a tancerka nie miała znaczenia w tej chwili. Nie tak wielkiego jak jego gwiazda.
Przyjrzał się krótko nazwisku na drzwiach garderoby, zanim zapukał; doczekawszy się odpowiedzi, nacisnął klamkę.
Dostrzegł ją od razu. Siedziała przed lustrem, z rękami uniesionymi do ciasno upiętych włosów. Zdołała wyjąć z nich kilka wsuwek, ale zatrzymała się, gdy dostrzegła jego odbicie.
— Wyszedłeś przed końcem.
— Przed oklaskami — sprostował łagodnie, przymykając drzwi. Ich drewno zatrzymało się tuż przed framugą, pozostawiając pomiędzy nimi wąski fragment korytarza. — Widziałem zakończenie.
— I?
Podszedł bliżej, zatrzymując się za jej krzesłem. Z lustra patrzyła na niego z tą samą, znajomą niecierpliwością, którą jeszcze niedawno tak chętnie zaspokajał.
— Byłaś doskonała. — Kłamstwo opuściło jego wargi gładko, a zadowolenie pojawiło się przy jej ustach od razu, próżno było na nich szukaj jakiekolwiek skromności.
— Tylko doskonała?
Kącik jego ust uniósł się nieznacznie. Jeszcze nie tak dano temu również to pytanie sprawiłoby mu przyjemność.
— Trudno cię zadowolić, Anastasio.
— Nic, co powinno cię zaskoczyć
Wyciągnął rękę, kiedy ponownie sięgnęła do włosów i zamknął palce lekko wokół jej nadgarstka, zatrzymując ją, zanim zdążyła wysunąć kolejną spinkę.
— Chciałbym, żebyś coś dla mnie zrobiła — powiedział, z tą samą spokojną uprzejmością co zawsze, na którą i tym razem odpowiedziała niegdyś czarującym uśmiechem. — Pokaż mi zakończenie jeszcze raz.
Your finale will be a duet
Jeszcze kilka dni temu jej nazwisko wystarczało, żeby przerwał rozmowę w połowie zdania; żeby pozostawił kogoś z otwartymi ustami i własną, najwyraźniej mniej istotną sprawą, bo właśnie rozświetlił się ekran telefonu. Zazwyczaj nie miała do powiedzenia niczego szczególnego. Próba przedłużyła się o godzinę, bolała ją stopa, ktoś otrzymał partię, którą przecież powinna była dostać ona.
Zwłaszcza to ostatnie zajmowało ją nieproporcjonalnie długo.
Anastasia Romanova potrafiła być zachłanna kiedy otrzymywałaa komplementy. Wystarczyło, żeby tylko padł, a ona już czekała na więcej; na wyjaśnienie, co dokładnie mu się podobało, który ruch zapamiętał najlepiej, przy którym przestał patrzeć na kogokolwiek innego.
Potrafił jej odpowiedzieć na każde z nich i co więcej – pamiętał nawet te drobiazgi, których sama nie uznawała za część występu. Przyglądał się jej z uwagą, której później nie potrafił tak po prostu odłożyć razem z programem.
Anastasia Romanova zostawała z nim nawet gdy kurtyna już opadła. W czasie zajęć, którym nie powinna była w ogóle przeszkadzać; pojawiała się gdzieś pod czaszką z tą identyczną łatwością, z którą zajmowała środek sceny.
Do dzisiaj.
Siedział w tym samym fotelu co poprzednim razem, w jednym z pierwszych, choć nie pierwszym, rzędów. Ruch ciała Romanovej przeszedł płynnie od barków ku nadgarstkom, rozwinął się w palcach i zatrzymał dokładnie tam, gdzie powinien, zanim jej ciało podjęło następną frazę.
Była bezbłędna.
Jego fascynacja Anastasią Romanovą dogorywała z każdym kolejnym, perfekcyjnie odtańczonym krokiem. Potrafiłby wskazać moment, w którym wypaliła się całkowicie – gdzieś pomiędzy ostatnim fouetté a wyciągniętą linią arabesque. Wtedy przestał oczekiwać całym sobą na to, co zrobi za chwilę. Zobaczył następny ruch, przyjął go do wiadomości; później jeszcze jeden, tak samo doskonały jak i pozbawiony znaczenia.
I tyle.
Przesunął kciukiem po śliskiej fakturze programu, poświęcając jej więcej uwagi niż tancerce. Jakież to było zznajome. Ta niewielka, frustrująca chwila, w której nadal potrafił wymienić wszystkie powody wcześniejszej fascynacji, ale żaden nie przynosił już tego samego rezultatu.
Anastasia Romanova nagle nie wyglądała już tak samo.
Nie była tak samo piękna, chociaż pomiędzy jednym aktem a drugim nie zmieniła się absolutnie. Światło nadal odnajdywało te same miejsca na jej ciele, ruch pozostawał równie płynny co przez wszystkie wcześniejsze razy;.
Nie ruszało go w niej n i c.
Pozostała mu wiedza, że powinna mu się to podobać i jednocześnie coraz mniejsza ochota, żeby sprawdzać czy zacznie z powrotem. Odpowiedź znał z góry – nigdy nie brzmiała: tak, zacznie.
Kiedy muzyka ucichła, ktoś obok zerwał się z miejsca. Oklaski rozlały się po sali, nierówne, zbyt głośne; on podniósł się również, zabierając program. Anastasia pochyliła głowę przed widownią, wyprostowała się z uśmiechem, pozwalając spojrzeniu odnaleźć znajome jej już miejsce na sali, chcąc go odnaleźć jak po każdym występie.
Nie było go.
Za kulisami panowała już cisza; oklaski ustały, goście powoli wylewali się z teatru, a chwilę wcześniej wyszedł naprzeciw ich kierunkowi. Przedostał się w miejsce, w którym nie powinno go być bez większego problemu, korzystając z chwili nieuwagi personelu. Przy zakręcie korytarza spotkał się z kobietą.
Cofnął się, pozostawiając jej więcej miejsca, a spojrzenie zatrzymał na jej twarzy jedynie na jeden, krótki moment
— Proszę — odezwał się, uprzejmym gestem przepuszczając go przed sobą. I n n a, z w y c z a j n a tancerka nie miała znaczenia w tej chwili. Nie tak wielkiego jak jego gwiazda.
Przyjrzał się krótko nazwisku na drzwiach garderoby, zanim zapukał; doczekawszy się odpowiedzi, nacisnął klamkę.
Dostrzegł ją od razu. Siedziała przed lustrem, z rękami uniesionymi do ciasno upiętych włosów. Zdołała wyjąć z nich kilka wsuwek, ale zatrzymała się, gdy dostrzegła jego odbicie.
— Wyszedłeś przed końcem.
— Przed oklaskami — sprostował łagodnie, przymykając drzwi. Ich drewno zatrzymało się tuż przed framugą, pozostawiając pomiędzy nimi wąski fragment korytarza. — Widziałem zakończenie.
— I?
Podszedł bliżej, zatrzymując się za jej krzesłem. Z lustra patrzyła na niego z tą samą, znajomą niecierpliwością, którą jeszcze niedawno tak chętnie zaspokajał.
— Byłaś doskonała. — Kłamstwo opuściło jego wargi gładko, a zadowolenie pojawiło się przy jej ustach od razu, próżno było na nich szukaj jakiekolwiek skromności.
— Tylko doskonała?
Kącik jego ust uniósł się nieznacznie. Jeszcze nie tak dano temu również to pytanie sprawiłoby mu przyjemność.
— Trudno cię zadowolić, Anastasio.
— Nic, co powinno cię zaskoczyć
Wyciągnął rękę, kiedy ponownie sięgnęła do włosów i zamknął palce lekko wokół jej nadgarstka, zatrzymując ją, zanim zdążyła wysunąć kolejną spinkę.
— Chciałbym, żebyś coś dla mnie zrobiła — powiedział, z tą samą spokojną uprzejmością co zawsze, na którą i tym razem odpowiedziała niegdyś czarującym uśmiechem. — Pokaż mi zakończenie jeszcze raz.
Your finale will be a duet