segundo encuentro: saldar una deuda de gratitud
: wt paź 27, 2026 9:08 pm
048.
Dijiste que debía llamar,
así que llamé.
así que llamé.
trigger warning
przekleństwaTak brzmiała każda, jedna myśl w jej głowie, zaraz po tym, jak wyszła z gabinetu Eliota, trzaskając mocno drzwiami.
Jak zwykle nie mogli się dogadać. On jedno, ona drugie. A przecież to miała być jej szansa. Okazja, żeby w końcu zrzucic zwykły policyjny mundur i oficjalnie zdobyć tytuł śledczej, prowadzić własne sprawy, a nie tylko pomagać i przyglądać się, jak inni zbierali laury za jej pracę. Po dziurki w nosie miała tyrania na cudzą sławę.
Chciała własną.
Chciała realnie mieć wpływ na łapanie ludzi półświatka i przestepców. Dlatego kiedy tylko nadarzyła się okazała w sprawie narkotykowej z Salazarem, od razu się zgłosiła. Wiedziała, że była na tyle sprytna by zdobyć wszystkie potrzebne informacje i próbkę dla Eliota. Dowody na winę faceta odpowiedzialnego za śmierć wielu ludzi. Szkoda tylko, że Eliot nie chciał jej jej dać.
Jeszcze większa szkoda, że Pilar postanowiła i tak to zrobić.
Problem w tym, że musiała jakoś dostać się do środka. Wpleść w tłum na imprezie za kilka dni i zdobyć niezbędne dowody, a był to spęd invitation only. W pierwszym odruchu chciała zakręcić się wokół kogoś z ich otoczenia lub wkręcić się jako obsługa, jednak przecież sama dobrze wiedziała, że był jeden sposób… o wiele prostszy. Szczególnie biorąc pod uwagę, że pewna osoba miała u niej dług. I dlatego chociaż wiedziała, że nie powinna tego robić, chwyciła za telefon i wykręciła numer do klubu. Przecież nawet nie miała jego prywatnego. Trzy groźby i dwa przekleństwa zajęło jej przekonanie Maddie, żeby dała szefa do telefonu, a kiedy w końcu to zrobiła, Pilar oparła się o chłodną ścianę przy składziku, patrząc gdzieś przed siebie za okno.
— Potrzebuje twojej pomocy — zaczęła, gdy tylko usłyszała jego głos po drugiej stronie słuchawki. — Możemy to potraktować jako odebranie przysługi za akcje z Flecherem — wyjaśniła, gdyby miał jakiekolwiek wątpliwości. Słyszała jak złapał w płuca więcej powietrza i chociaż nie znała go dobrze, czuła, że zaraz zacznie swój niekończący się słowotok. Dlatego go ubiegła, znowu się wcinając.
— El Cuervo. Znasz? — podała przezwisko kruka i zamilkła na moment, gdy akurat Eliot przechodził korytarzem, udając, że nie robi nic specjalnego. Komendant spojrzał na nią podejrzliwie, jednak finalnie przeszedł do kuchni. — Adrián Salazar. Handluje ciężkimi dragami. Ostatnio zaczęli rozprowadzać jakieś nowe prochy, mówią na nie polvo magico, podobno to jakaś popierdolona mieszanka różnych narkotyków, kilka ludzi już od tego zeszło… — nawijała, przechadzając się po korytarzu i przycisz kajać głos, kiedy tylko ktoś przechodził, aż w końcu zamknęła się w łazience. — W każdym razie… za dwa dni podobno organizują jakąś zamknietą imprezę. Pewnie będą tam to rozprowadzać, a ja potrzebuje, żebyś mnie wkręcił — żadnego proszę, żadnego byłoby miło, po prostu powiedziała mu jasno jak się sprawy miały i zaprezentowała własne żądania.

