Strona 1 z 1

for a fortnight there, we were forever

: śr paź 28, 2026 12:29 pm
autor: Misty Sloane
MAIN QUEST: Lonely is the Muse
[Let Her talk and don't forget your coffee — 0/1]

Warsztat Tadeusa miał tę szczególną właściwość, że człowiekowi łatwiej było w nim znieść własne myśli, kiedy ręce pozostawały zajęte czymś wymagającym precyzji. Pachniał drewnem, kalafonią i metalem, a gdzieś w głębi pomieszczenia unosiła się jeszcze woń starego lakieru, której Misty nie potrafiłaby przypisać do żadnego konkretnego instrumentu. Narzędzia wisiały na ścianach w porządku, który z początku wydawał jej się przypadkowy, dopóki Tadeus nie uświadomił jej, że każde z nich ma swoje miejsce, a odkładanie ich gdzie popadnie jest najprostszą drogą do tego, żeby w najmniej odpowiednim momencie zabrakło pod ręką właśnie tego, czego potrzeba.
Teraz siedziała na podłodze, z jedną nogą podwiniętą pod siebie, drugą wyciągniętą nieco na bok. Gitara elektryczna w kształcie telecastera spoczywała na miękkim podkładzie między jej kolanami, a Misty pochylała się nad nią z miną sugerującą, że od jakości połączenia przewodów zależy co najmniej przyszłość przemysłu muzycznego sceny indie. W rzeczywistości próbowała nie pomylić kolejności kilku drobnych elementów, co byłoby znacznie łatwiejsze, gdyby nie prowadziła jednocześnie rozmowy.
Albo raczej słuchała.
Hana miała do opowiedzenia całkiem sporo o ostatnich dniach, a Misty, przyznawała to niechętnie, nie była pewna, czy bardziej cieszy ją ten potok słów, czy fakt, że nie musi wypełniać każdej przerwy własnymi. Od przyjazdu Nate’a wydarzyło się wystarczająco dużo, żeby rozmowa miała naturalny bieg, a kolejne szczegóły pojawiały się niemal same. Misty od czasu do czasu kiwała głową, mruczała coś pod nosem albo rzucała krótkim komentarzem, kiedy uznawała, że milczenie mogłoby zostać odebrane jako brak zainteresowania. Nie była to zresztą rozmowa, którą należało prowadzić z zegarkiem w ręku. Przynajmniej nie tutaj.
Tadeus Lewicki, poczciwy człowiek o siwiejących włosach i cierpliwości kogoś, kto przez niemal siedemdziesiąt lat zdążył się przekonać, że większość spraw można załatwić bez pośpiechu, zgodził się wpuścić Hanę do warsztatu pod jednym warunkiem: żadna z nich nie będzie przeszkadzać mu w pracy. A ponieważ sam miał dość zajęć, by nie interesować się zanadto tym, co robią dwie kobiety w drugim końcu pomieszczenia, Misty dostała przestrzeń, której potrzebowała. Wolną przestrzeń, co w jej przypadku niekoniecznie oznaczało wolną głowę.
Kilka dni wcześniej wymieniły parę wiadomości i umówiły się na spotkanie. Propozycja padła dość naturalnie, niemal mimochodem, jakby wspólna kawa, rozmowa czy odwiedziny w warsztacie były czymś, co można po prostu wznowić po trzech latach przerwy. Misty zgodziła się, zanim zdążyła porządnie zastanowić się, czego właściwie oczekuje. Chciała zobaczyć Hanę? Oczywiście. Chciała nadrobić stracony czas? Być może. Chciała przekonać się, czy da się wrócić do dawnej znajomości bez rozliczania się z tego, co wydarzyło się po drodze? To już było pytanie, na które wolała nie odpowiadać.
Sama nie wiedziała, jak ją teraz nazywać. Przyjaciółka brzmiała zbyt poufale, jak na kogoś, kogo przez tak długi czas nie było obok. Koleżanka z kolei miała w sobie coś z uprzejmego dystansu, którego Misty nie zamierzała przecież narzucać. Ostatecznie nie wybrała żadnego określenia. Po prostu otworzyła drzwi warsztatu i pozwoliła Hanie wejść.
Przesunęła palcem po krawędzi jednego z połączeń, sprawdzając, czy przewód dobrze trzyma się na miejscu, po czym odłożyła narzędzie na podkład. Sięgnęła po papierowy kubek, który stał obok jej kolana, i przechyliła go nad ustami. Nic. Nawet symboliczna kropla kawy nie zdecydowała się wynagrodzić jej za tę próbę.
Misty zajrzała do środka, jakby zawartość mogła w jakiś sposób pojawić się tam pod wpływem samego niedowierzania.
— No pięknie — mruknęła, odkładając kubek. — Człowiek odwróci się na chwilę, a tu takie zdrady. — Obróciła się nieco w stronę Hany, opierając przedramię na krawędzi podkładu. — Napijesz się jeszcze czegoś? Bo moja kawa właśnie postanowiła zakończyć naszą znajomość bez uprzedzenia. Możemy skorzystać z sekretnego zaparzacza Tadeusa. Włoskiego, oczywiście. — Zniżyła głos, jakby zdradzała informację o znaczeniu państwowym. — Nie pytaj, dlaczego nazywa go sekretnym. Podejrzewam, że chodzi o to, że nie pozwala nikomu go dotykać. Poza mną, kiedy akurat uzna, że zasłużyłam.
Podniosła się z podłogi, ostrożnie odsuwając gitarę na bok, i wyprostowała nogi, żeby rozruszać zdrętwiałe kolana. Przez chwilę rozważała, czy nie zabrać się od razu za przygotowanie kawy, ale spojrzenie, które rzuciła w stronę Hany, zdradzało, że w międzyczasie zdążyła wrócić do jednej z wcześniejszych wypowiedzi.
— A skoro już mowa o rzeczach, których nie rozumiem… — zaczęła, zbierając kubki i odsuwając na bok niewielkie pudełko z częściami. — Dlaczego właściwie Nate nie mógł sam pojechać na przymiarki garnituru? — Zapytała zwyczajnie, bez szczególnego nacisku. Dopiero potem oparła się biodrem o blat, krzyżując ręce na piersi. — Nie zrozum mnie źle. Nie twierdzę, że nie powinnaś mu towarzyszyć. Jeśli chcesz oglądać go w kolejnych wersjach garnituru, z pewnością istnieją gorsze sposoby spędzania czasu. — Kącik jej ust uniósł się odrobinę. — Po prostu wydawało mi się, że takie rzeczy organizuje się po równo. Ty zajmujesz się swoimi obowiązkami, on swoimi. Suknia, garnitur, kwiaty, cała reszta tego ślubnego przedsięwzięcia. Chyba że coś mnie ominęło i od teraz pan młody odpowiada wyłącznie za pojawianie się na zdjęciach. — Nie brzmiała na oburzoną. Raczej na szczerze zaciekawioną, choć pod tą ciekawością kryło się coś jeszcze — odruch, którego nie chciała nazywać troską, bo troska wobec Hany wymagałaby przyznania, że nadal czuje się uprawniona, by się o nią martwić. A przecież dopiero próbowały odnaleźć się w tej nowej, nieco niezgrabnej wersji znajomości. Misty sięgnęła po zaparzacz i postawiła go na blacie. — Pytam, bo nie chcę wyciągać pochopnych wniosków — dodała, już łagodniej. — Ale przyznaję, że mam pewne doświadczenie w obserwowaniu, jak ludzie potrafią podzielić obowiązki tak, żeby jedna osoba miała ich dwa razy więcej, a druga mogła mówić, że przecież też się angażuje.
Zerknęła na Hanę, pozwalając, by między nimi na moment zapanowała cisza. Tym razem nie zamierzała jej natychmiast zagadywać. Niech Hana sama zdecyduje, czy chce odpowiedzieć żartem, opowiedzieć o Nate’cie, czy może przyznać, że coś w tym wszystkim rzeczywiście ją uwierało.
Misty miała jeszcze trochę roboty przy gitarze. Miała też kawę do zaparzenia i cały dzień, którego — na szczęście — nie musiała spędzać w pośpiechu. A jeśli rozmowa miała zaprowadzić je w miejsce, którego żadna z nich nie planowała odwiedzać, mogły przynajmniej dojść tam powoli.


🍵Hana Nilsinger🍵