racing for a good cause
: czw paź 29, 2026 12:45 am
outfit
Niespokojne czasy w mieście spowodowane zbyt długo trwającą już awarią prądu zaczynały Lucienowi porządnie doskwierać. Mimo częściowego powrotu do normalności w niektórych dzielnicach wciąż można było napotkać problemy związane choćby z sygnalizacją świetlną.
Za każdym razem, kiedy Spencer wyjeżdżał na drogę, wspinał się na wyżyny cierpliwości i wyostrzał swoją czujność względem innych poruszających się po ulicach, spośród których część najprawdopodobniej znalazła swoje prawo jazdy w chipsach. Nadal nie potrafił zrozumieć, czemu ludzie jeździli na pamięć, uważając znaki jedynie za sugestie, przez co teraz, w tym chaosie, o płynności jazdy po mieście można było wyłącznie pomarzyć.
Niemniej, jedynym sposobem na wyrwanie się od dość monotonnej codzienności było wsiądnięcie w auto i pokonanie kilku dzielnic, by znaleźć trochę spokoju i wytchnienia.
Zoya i Lucien zdecydowanie tego potrzebowali.
Do przystani wybrali się rankiem. Z koszem jedzenia wsiedli na łódź i pożeglowali do miejsca, które odwiedzili w sierpniu. Tym razem podziwiali widoki w towarzystwie wyłącznie szumu fal i fruwających nad nimi mew. Mimo chłodniejszej pory urządzili sobie piknik na kadłubie. Wśród śmiechów i rozmów o wszystkim i niczym udało im się zapomnieć o troskach pozostawionych na brzegu. Gdzieś w trakcie przenieśli się do kajuty, w której wzniósł się nieposkromiony żar ich uczuć.
Ten dzień pozostawił po sobie lekkość i spokój, które przełożyły się na jego samopoczucie w trakcie drogi powrotnej. Z dłonią pozostawioną na udzie Zoi przemierzał kolejne ulice, które wraz z nastającym zmierzchem z wolna zaczynały pogrążać się w mroku.
— To jaką pierwszą rzecz zrobisz, jak już skończy się ten chaos? — uniósł wysoko brew, szczerze zaciekawiony jej odpowiedzią. Naprawdę chciał wiedzieć, jakie pragnienia skrywała jej śliczna główka.
Zoya Weasley
Niespokojne czasy w mieście spowodowane zbyt długo trwającą już awarią prądu zaczynały Lucienowi porządnie doskwierać. Mimo częściowego powrotu do normalności w niektórych dzielnicach wciąż można było napotkać problemy związane choćby z sygnalizacją świetlną.
Za każdym razem, kiedy Spencer wyjeżdżał na drogę, wspinał się na wyżyny cierpliwości i wyostrzał swoją czujność względem innych poruszających się po ulicach, spośród których część najprawdopodobniej znalazła swoje prawo jazdy w chipsach. Nadal nie potrafił zrozumieć, czemu ludzie jeździli na pamięć, uważając znaki jedynie za sugestie, przez co teraz, w tym chaosie, o płynności jazdy po mieście można było wyłącznie pomarzyć.
Niemniej, jedynym sposobem na wyrwanie się od dość monotonnej codzienności było wsiądnięcie w auto i pokonanie kilku dzielnic, by znaleźć trochę spokoju i wytchnienia.
Zoya i Lucien zdecydowanie tego potrzebowali.
Do przystani wybrali się rankiem. Z koszem jedzenia wsiedli na łódź i pożeglowali do miejsca, które odwiedzili w sierpniu. Tym razem podziwiali widoki w towarzystwie wyłącznie szumu fal i fruwających nad nimi mew. Mimo chłodniejszej pory urządzili sobie piknik na kadłubie. Wśród śmiechów i rozmów o wszystkim i niczym udało im się zapomnieć o troskach pozostawionych na brzegu. Gdzieś w trakcie przenieśli się do kajuty, w której wzniósł się nieposkromiony żar ich uczuć.
Ten dzień pozostawił po sobie lekkość i spokój, które przełożyły się na jego samopoczucie w trakcie drogi powrotnej. Z dłonią pozostawioną na udzie Zoi przemierzał kolejne ulice, które wraz z nastającym zmierzchem z wolna zaczynały pogrążać się w mroku.
— To jaką pierwszą rzecz zrobisz, jak już skończy się ten chaos? — uniósł wysoko brew, szczerze zaciekawiony jej odpowiedzią. Naprawdę chciał wiedzieć, jakie pragnienia skrywała jej śliczna główka.
Zoya Weasley