sprytny plan
: czw paź 29, 2026 7:25 pm
— Brakuje mi tej roboty. — Leah westchnęła ciężko, opierając się bokiem o mebel podłogowy, znajdujący się najbliżej bloku kasowego. Przesunęła stęsknionym spojrzeniem po wszystkich ubraniach, które czekały na swoją drugą szansę. Praca tutaj nie była spełnieniem jej marzeń ani czymś, co chciałaby robić tak na dłuższą metę, ale dobrze wspominała wszystkie, spędzone tu godziny. Podobała jej się idea lumpeksów i sama, po zapanowaniu nad swoim zakupoholizmem, odnajdywała tu całkiem dobre i nowiutkie perełki. Poza tym to właśnie tutaj poznała Coven, której przez bite tygodnie opowiadała o swoich niecnych planach, zgaszenia wszystkich firm i korporacji, które wykorzystują ludzi, materiały, źródła i nadwyrężały dobro natury. Pembroke zawsze miała kompleks bohaterki, z czym nie potrafiła walczyć za grosz. Dlatego też przestała to robić i po prostu każdą swoją myśl wprowadzała w życie, nawet jeśli okazywało się to nieco ryzykowne, jak na przykład sabotowanie firmy z ubraniami, w której aktualnie miała swój studencki staż. — Pij tą kawę. Kiedy oni naprawią tę klimę? Pizga jak jasna cholera — mruknęła, zerkając na swoją koleżankę i wskazując na kubek, który jej przyniosła w ramach przyjacielskiej troski.
Jak znowu zaczęły się studia, Leah miała problem z organizacją swojego wolnego czasu. Wielokrotnie chciała napisać do Bremers, czy nie chciałaby gdzieś razem wyskoczyć, ale naprawdę nie miała kiedy. Jeśli nie siedziała na uczelni, to pracowała jako ta pieprzona asystentka Calluma. Kara boska, za co ona w ogóle się wzięła? Szału dostawała, ilekroć napotykała jego wzrok i wiecznie niezadowoloną minę. Gdyby nie fakt, że była tak blisko najważniejszej osoby w firmie, rzuciłaby to w cholerę całe wieki temu. To nie było warte jej nerwów i zdrowia.
— Tak czy inaczej, dobrałam się do jego szuflady. Mam nawet zdjęcia paru faktur, ale nie ma w nich nic ciekawego, więc muszę bardziej pogrzebać, ale jak on zaszywa się w tym biurze to koniec — mruknęła, streszczając jej pierwsze dni w nowej robocie. Oczywiście, że dokładnie jej o wszystkim opowiedziała. Jakby miała to wszystko zatrzymać dla siebie, to już dawno trafiłaby do wariatkowa. — Ach, nie mogę się doczekać aż ich zamkną. Przysięgam. Za te masowe zwolnienia, cięcia kosztów i brak ekologii... — cmoknęła z dezaprobatą. — Nawet to ich bogactwo nie uratuje tej rodziny — rzuciła, stukając palcami o blat. Nie potrafiła dokładnie wyjaśnić, dlaczego tak bardzo nienawidziła kasy i wpływowych ludzi; to było coś, co napływało do niej przez lata, sprawiając, że stała się człowiekiem, który chciał stanąć w obronie pokrzywdzonych.
coven
Jak znowu zaczęły się studia, Leah miała problem z organizacją swojego wolnego czasu. Wielokrotnie chciała napisać do Bremers, czy nie chciałaby gdzieś razem wyskoczyć, ale naprawdę nie miała kiedy. Jeśli nie siedziała na uczelni, to pracowała jako ta pieprzona asystentka Calluma. Kara boska, za co ona w ogóle się wzięła? Szału dostawała, ilekroć napotykała jego wzrok i wiecznie niezadowoloną minę. Gdyby nie fakt, że była tak blisko najważniejszej osoby w firmie, rzuciłaby to w cholerę całe wieki temu. To nie było warte jej nerwów i zdrowia.
— Tak czy inaczej, dobrałam się do jego szuflady. Mam nawet zdjęcia paru faktur, ale nie ma w nich nic ciekawego, więc muszę bardziej pogrzebać, ale jak on zaszywa się w tym biurze to koniec — mruknęła, streszczając jej pierwsze dni w nowej robocie. Oczywiście, że dokładnie jej o wszystkim opowiedziała. Jakby miała to wszystko zatrzymać dla siebie, to już dawno trafiłaby do wariatkowa. — Ach, nie mogę się doczekać aż ich zamkną. Przysięgam. Za te masowe zwolnienia, cięcia kosztów i brak ekologii... — cmoknęła z dezaprobatą. — Nawet to ich bogactwo nie uratuje tej rodziny — rzuciła, stukając palcami o blat. Nie potrafiła dokładnie wyjaśnić, dlaczego tak bardzo nienawidziła kasy i wpływowych ludzi; to było coś, co napływało do niej przez lata, sprawiając, że stała się człowiekiem, który chciał stanąć w obronie pokrzywdzonych.
coven
