007. A few pirouettes and a painful fall onto the buttocks
: czw paź 29, 2026 8:11 pm
007. A few pirouettes and a painful fall onto the buttocks| Outfit
Będąc zupełnie szczerym, to nie pamiętam kiedy ostatni raz pojawiłem się na lodowisku wyłącznie po to, żeby dobrze się bawić. Zazwyczaj to kończyło się na treningu szybkości, ćwiczeniu zwrotów albo zwyczajnie przygotowywałem się do kolejnego meczu. Nawet kiedy miałem teoretycznie wolne, to trudno było mi całkowicie wyłączyć sportowe przyzwyczajenia, ponieważ zawsze znajdowałem coś, nad czym mógłbym jeszcze popracować. Dzisiaj jednak zamierzałem zrobić wyjątek, dlatego też zaprosiłem Giselle na lodowisko, po to, byśmy przez kilka godzin mogli zachowywać się jak kompletni idioci.Tak właściwie, to sam nie wiedziałem, dlaczego tak rzadko pozwalałem sobie na podobne przyjemności. Przecież uwielbiałem jeździć na łyżwach i to nie tylko ze względu na hokej. Jako dzieciak potrafiłem spędzać na lodowisku całe popołudnia. Wymyślałem wtedy najróżniejsze głupoty i próbowałem rzeczy, za które ojciec kazałby mi prawdopodobnie przebiec dodatkowe kilkanaście kilometrów. Z czasem jednak zabawa ustąpiła miejsca rywalizacji, a każdy trening zacząłem traktować jak kolejny krok w kierunku zawodowej kariery. Nie żałowałem tego, ale czasem brakowało mi zwyczajnej beztroski.
- Jeżeli będę dzisiaj gburowaty, to masz mnie zjebać i kazać się dobrze bawić. Jasne? - oznajmiłem, podczas sznurowania jednej z łyżew. - Jestem ostatnio trochę przytłoczony różnymi sprawami i chciałbym chociaż na chwilę zapomnieć o zmartwieniach.
Uśmiechnąłem się szeroko, a następnie podniosłem z ławki i ruszyłem w kierunku tafli. Gdy tylko znalazłem się na lodzie, to wykonałem kilka energicznych odepchnięć, aby nabrać prędkości. Zrobiłem szybki zwrot, przejechałem kawałek tyłem, a na koniec zatrzymałem się przy barierce.
- Nie stój tak, tylko dołącz do mnie - powiedziałem. - I opowiadaj przy okazji, co tam słychać na studiach. Nie zanudzili cię jeszcze na śmierć?
Przypomniałem sobie kilka figur, których przed laty próbowała nauczyć mnie matka. W przeciwieństwie do ojca uważała, ze jazda na łyżwach nie zawsze musi sprawdzać się do wyników i rywalizacji. Postanowiłem więc wykorzystać jedną z jej dawnych lekcji. Odepchnąłem się od lodu, uniosłem ręce w przesadnie eleganckim geście i spróbowałem wykonać piruet. Obrót wyszedł mi zdecydowanie mniej efektowanie niż chciałem, a pod koniec musiałem gwałtownie odzyskać równowagę.
- Myślę, że po tym co zrobiłem, to zarówno moja, jak i twoja matka, miałyby teraz niezły ubaw - stwierdziłem, prostując plecy. - Moja matka dodatkowo prawdopodobnie by mnie za to wydziedziczyła. - Parsknąłem śmiechem i podjechałem nieco bliżej Giselle. - Pokaż mi, czego nauczyła cię twoja. Jestem pewien, że poradzisz sobie lepiej ode mnie.
Wyciągnąłem rękę w jej kierunku, posyłając jej zaczepny uśmiech. Zamierzałem przyciągnąć ją bliżej, jeśli tylko pozwoli mi się złapać. W końcu nie zaprosiłem jej tutaj po to, żebyśmy przez cały wieczór trzymali się od siebie na bezpieczną odległość.
Giselle Hastings-Wells