Strona 1 z 1

for all the wrong reasons

: pt paź 30, 2026 10:46 am
autor: vera callahan
Elliot Callahan był wytrwałym graczem.
Pomimo rozstania, pomimo tego, że Vera niejednokrotnie pokazała się już w towarzystwie Magnusa, ten wciąż nie odpuszczał. Właściwie zachowywał się tak, jakby dopiero teraz nabrał ochoty, by mimo wszystko spróbować ją odzyskać.
Nie istniała taka rzeczywistość, w której zdecydowałaby się kolejny raz popełnić ten sam błąd. Nie po wszystkim, co wydarzyło się między nimi, nie po tym, jak wiele razy udowodnił jej, że nie zasługiwał nawet na najmniejszą szansę. Elliot był największym skurwielem jakiego wydała matka natura, a lista powodów, dla których powinna trzymać się od niego z daleka, była zdecydowanie zbyt długa, by mogła o nich zapomnieć.
Tym bardziej że nagle jej uwaga zaczęła niebezpiecznie często kierować się ku komuś zupełnie innemu. Wspólne wyjście na charytatywną galę miało być przecież niewinną częścią planu, kolejnym elementem rozgrywki, w której mieli odegrać swoje role wystarczająco przekonująco, by Elliot nie potrafił przejść obok nich obojętnie. Chodziło o obudzenie wściekłości, sprowokowanie do popełnienia błędu, zmuszenie go do publicznego szargania własnego dobrego imienia.
Były chwile kiedy kompletnie o nim nie myślała. Wtedy, gdy taniec przestawał być jedynie elementem przedstawienia, a dotyk dłoni Magnusa stawał się czymś, czego nie chciała przerywać. Kiedy łapała się na tym, że zamiast obserwować reakcje Callahana, skupiała się na mężczyźnie stojącym naprzeciwko niej. Na jego spojrzeniu, na tym jak nachylał się w jej kierunku, by powiedzieć coś, czego nie mogli usłyszeć pozostali goście, a odległość między jego ustami a jej uchem była tak niewielka, że niemal czuła ich muśnięcie. Była w stanie wmówić sobie, że byli tam dla s i e b i e.
Minęło kilka kolejnych dni, które wypełniała przede wszystkim praca. Elliot nie pozwalał o sobie zapomnieć, nieustannie przypominając jej, jak wiele może jej odebrać i jak bardzo potrafi skomplikować życie, jeśli tylko uzna, że tego właśnie w tej chwili chciał.
Ale to nie Callahan zajmował jej myśli najczęściej.
Znacznie bardziej natrętne okazywały się wspomnienia z gali. Wracała do nich w najmniej odpowiednich momentach, czasami zupełnie nieświadomie, by po chwili orientować się, że od kilku minut nie potrafiła skupić się na tym, co robiła. W końcu przestała udawać, że potrafi nad tym zapanować. Zanim zdążyła wybić sobie z głowy pomysł, który pojawił się zupełnie spontanicznie, była już w drodze do hotelu.
Mijając portiera, tego samego, który podczas jej ostatniej wizyty zasugerował, że była panią do towarzystwa, ograniczyła się do krótkiego uśmiechu. W windzie zajmowała myśli wszystkim, co tylko mogło odciągnąć ją od właściwego powodu tej wizyty. Przypominała sobie o pracy, o Elliocie, o sprawach, które wymagały jej uwagi. Kiedy jednak drzwi windy rozsunęły się na właściwym piętrze, wszystkie te myśli okazały się wyjątkowo niepomocne.
Idąc korytarzem, powtarzała sobie, że chodziło wyłącznie o sprawę Callahana. Chciała ustalić z Magnusem kilka szczegółów, poradzić się go i poznać jego zdanie - to w s z y s t k o. Absolutnie nie chodziło o nic więcej.
Wystarczyło jednak, że drzwi się otworzyły, a wszystkie argumenty, cała ta starannie ułożona w głowie lista powodów, dla których tutaj przyszła, przestały mieć znaczenie. Przez krótką chwilę po prostu na niego patrzyła, nie zdążyła nawet zastanowić się nad tym, co powinna powiedzieć, gdy nagle zrobiła krok na przód, wspięła się na palcach i pocałowała go.
Nie był to ostrożny, niepewny pocałunek, była w nim tęsknota za bliskością, ciekawość, której nie potrafiła ignorować i napięcie, które narastało w niej z każdym wspomnieniem tamtego wieczoru.
Tam samo, jak niespodziewanie się zbliżyła, tak samo się odsunęła. - Boże, przepraszam - przesunęła opuszkami palców po wargach, wciąż stojąc w drzwiach. - Nie po to przyszłam.

Magnus Grimstad