złamałaś mi serce (a może rękę)
: pt paź 30, 2026 6:13 pm
Ten cały blackout był męczący w chuj, ale na szczęście wszystko powoli wracało do normy. Po trzech tygodniach całkowitej ciemności, w niektórych częściach miasta ponownie pojawiał się blask. Otworzono także moją kancelarię, bo każdy kolejny dzień, kiedy biura pozostawały zamknięte przynosił ogromne straty. Zresztą po prawie miesiącu mroku, rozrób oraz wszechobecnej degrengolady prawnicy, w tym ja, mieli ręce pełne roboty. Oczywiście godziny otwarcia kancelarii wciąż były mocno okrojone, ale swoje trzeba odjebać, szczególnie, że niektóre sprawy stanęły w miejscu na zbyt długo. Niemniej do biura postanawiam dostać się rowerem, komunikacja miejska wciąż kuleje, a na drogach panuje wcale niemniejszy chaos bo sygnalizacja świetlna w wielu miejscach nadal nie działa tak jak powinna. Co prawda jest już dosyć chłodno, ale przynajmniej przestało padać, chociaż nawierzchnia pozostaje mokra i śliska. Pedałuję sobie ile sił w nogach, na słuchawkach Queen, Freddie Mercury śpiewa o rowerach, więc tak jakby tematycznie. Jestem już blisko, właściwie do budynku, w którym mieści się kancelaria zostało jedno skrzyżowanie. Ping! Dostaję wiadomość, więc opuszczam spojrzenie na ekran telefonu, żeby zobaczyć kto to i prawdę mówiąc nawet nie patrzę na drogę, tym bardziej na światła, które i tak nie działają. Wjeżdżam na pasy i nagle...
ŁUP! ŁUBUDU! KRACH!
...
...
...
Uderzam o maskę samochodu i chwała wszystkim znanym mi bogom za to, że mam kask, bo czuję, że łeb byłby rozjebany. W uszach mi huczy, kiedy turlam się z maski na asfalt, mój rower leży gdzieś obok, pedały wciąż się kręcą, chociaż z sekundy na sekundę coraz wolniej. Słyszę różne głosy, ale dochodzą do mnie jakby z oddali, albo jakbym znajdował się pod wodą, a inni na powierzchni. Mrugam kilka razy, powoli odzyskując ostrość widzenia, chociaż nie rozpoznaję żadnej z twarzy, które w tej chwili się nade mną pochylają. Widzę za to stertę latających wokół papierów, białych kartek wypełnionych poufnymi danymi moich klientów, bo przy uderzeniu aktówka, którą wiozłem ze sobą wystrzeliła w powietrze, zamki najwidoczniej nie wytrzymały. Kurwa, ja pierdole. Słyszę swój przyspieszony oddech we wnętrzu własnej głowy, a kiedy pierwsze uderzenie adrenaliny zaczyna słabnąć to czuję ból. Najpierw wszędzie, w całym ciele, potem kumuluje się głównie w prawej ręce i nieprzyjemnie pulsuje. Próbuję podnieść się do siadu, wspierając właśnie na niej, ale nic z tego, przeszywający impuls sprawia, że spomiędzy moich warg wydobywa się krzyk, który z kolei szybko przeradza się w niewybredną wiązankę przekleństw. Kończyna zaczyna puchnąć w zastraszającym tempie. Ajjj!...
Gabriela R. Blais
ŁUP! ŁUBUDU! KRACH!
...
...
...
Uderzam o maskę samochodu i chwała wszystkim znanym mi bogom za to, że mam kask, bo czuję, że łeb byłby rozjebany. W uszach mi huczy, kiedy turlam się z maski na asfalt, mój rower leży gdzieś obok, pedały wciąż się kręcą, chociaż z sekundy na sekundę coraz wolniej. Słyszę różne głosy, ale dochodzą do mnie jakby z oddali, albo jakbym znajdował się pod wodą, a inni na powierzchni. Mrugam kilka razy, powoli odzyskując ostrość widzenia, chociaż nie rozpoznaję żadnej z twarzy, które w tej chwili się nade mną pochylają. Widzę za to stertę latających wokół papierów, białych kartek wypełnionych poufnymi danymi moich klientów, bo przy uderzeniu aktówka, którą wiozłem ze sobą wystrzeliła w powietrze, zamki najwidoczniej nie wytrzymały. Kurwa, ja pierdole. Słyszę swój przyspieszony oddech we wnętrzu własnej głowy, a kiedy pierwsze uderzenie adrenaliny zaczyna słabnąć to czuję ból. Najpierw wszędzie, w całym ciele, potem kumuluje się głównie w prawej ręce i nieprzyjemnie pulsuje. Próbuję podnieść się do siadu, wspierając właśnie na niej, ale nic z tego, przeszywający impuls sprawia, że spomiędzy moich warg wydobywa się krzyk, który z kolei szybko przeradza się w niewybredną wiązankę przekleństw. Kończyna zaczyna puchnąć w zastraszającym tempie. Ajjj!...
Gabriela R. Blais