Strona 1 z 1

Neighborhood watch

: sob paź 31, 2026 12:28 am
autor: Lynn Bennett
Sytuacja w Toronto nie była jeszcze w pełni stabilna, wielu pracowników nie zostało nawet do banku wezwanych, aby ograniczyć zużytkowanie zapasowych generatorów. Mimo swoich zazwyczaj bardzo przejrzystych godzin pracy, przez ostatni tydzień miała pełne ręce roboty i zostawała do późniejszych godzin niż jej się to podobało. Pomijając kwestie, które trzeba było nadrobić, kładziono na niej wiele presji, aby upewnić się, że w tym nieprzewidzianym czasie bank dopełnia wszystkie prawne wymagania. Nie miała w biurze swojej pełnej ekipy, a jedynie kilka kluczowych pracowników i kierowników. W tym znalazł się też Brent – czterdziestopięcioletni kierownik działu rachunkowości, z którym czasami koordynowała pracę w normalnych warunkach. Od czasu awarii ich znajomość robocza zacieśniła się pod wymaganiami ich pracodawcy.
W pierwszej chwili Lynn myślała, że to kwestia stresu, kiedy Brent jakoś tak częściej wchodził z nią w pogaduszki, że przynosił jej kawę, którą wcześniej sam proponował. Wszyscy byli spięci, uznała, że próbował rozluźnić atmosferę i może gdyby jej zmysły nie były przytłumione kiepskim snem, kiepską dietą i ostatnią awarią auta to usłyszałaby swoją intuicję i nie wsiadła z nim do samochodu.
Przedłużający się jednak blackout sprawiał, że powroty z pracy po zmroku nie należały do najprzyjemniejszych. Kiedy Lynn skończyła pracę późnym wieczorem, Brent zaproponował jej podwózkę do domu. Mężczyzna od pewnego czasu zachowywał się wobec niej dość podejrzanie, ale tym razem wydawał się wyjątkowo uprzejmy.
Kiedy dotarli na miejsce Lynn wysiadła z samochodu, a ku jej zaskoczeniu, kierowca zrobił dokładnie to samo.
W pierwszej chwili nie rozumiała co się dzieje. Była wykończona i przez całą trasę myślała tylko o tym, żeby znaleźć się we własnym łóżku. Nawet nie przysłuchiwała się zbytnio temu o czym Brent jej opowiadał, kiwała jedynie od czasu do czasu głową i wtrącała kilka komentarzy, gdy wspomniał o następnej wakacyjnej destynacji, gdy sytuacja się ustabilizuje. To by jej się przydało – solidny tydzień, bezstresowego wolnego.
- No co? Nawet nie zaprosisz mnie na drinka?- zapytał z uśmiechem, ruszając za nią w stronę wejścia.
Zatrzymała się i spojrzała na niego zdezorientowana, z nutką ‘wytłumacz się’ w jej manierze. -Nie, Brent. – Odparła surowo. -Jest późno i nie mam ochoty na towarzystwo.
- Daj spokój, nie bądź taka. Przecież oboje wiemy, że dobrze się dogadujemy. -
Opór mężczyzny ją znacząco otrzeźwił. Rozejrzała się strategicznie na boki, ale ulice nadal były w sporej mierze puste. Kiedy nie było takiej konieczności ludzie nadal przesiadywali w domach. Jeśli narobi wystarczająco rabanu, to sąsiedzi mogliby ją usłyszeć.
-Dogadujemy się, bo w pewnym sensie płacą mi za to, żebyśmy sprawnie współpracowali. Nie myl mojej profesjonalnej uprzejmości z czymś czym nie jest. – Już układała w głowie co będzie musiała napisać w swoim zgłoszeniu do HR, żeby upewnić się, że kretyn nie zaszkodzi jej karierze.
Mężczyzna najwyraźniej nie zamierzał przyjąć odmowy. Zbliżył się do Lynn, nie pozostawiając jej zbyt wiele przestrzeni. -Ja myślę, że jednak coś w tym jest. – Uśmiechnął się wręcz cwaniacko i zbliżyłby się bardziej, ale Bennett zrobiła krok do tyłu.
-Ostrzegam cię. – Zniżyła głos do chłodnej przestrogi. -Wracaj do domu, Pelletier.
-Ale Lynn… zrobiłem ci przysługę, tak? Jeden drink mi się należy. Nie udawaj już takiej oburzonej.
Zacisnęła dłoń w pięść. Żołądek przewrócił się na to jak jej imię zabrzmiało w ustach mężczyzny. -Nic ci się nie należy. – Warknęła i odwróciła się na pięcie. Nie zdążyła jednak zrobić nawet kroku, a Brent chwycił jej nadgarstek. Błyskawicznie jej wolna otwarta dłoń chlasnęła jego policzek.

Beatriz Gonzalez