Strona 1 z 1

What should I do?

: sob paź 31, 2026 2:30 pm
autor: George Whitcroft
Możemy porozmawiać? Będę u Ciebie za chwilę.
— George.


Wysłał SMS-a, siedząc w aucie pod swoim domem. Po otrzymaniu twierdzącej odpowiedzi od razu ruszył pod blok swojego przyjaciela, żeby z nim porozmawiać.
Od rana był tak nerwowy, że aż musiał poprosić o wolne w pracy. Nie było mowy, żeby pracował w takim stanie. Jeszcze coś źle pomiesza albo potłucze i dopiero wtedy szef będzie na niego zły. Nie mógł mu przecież powiedzieć, co takiego się wydarzyło.
Jedyną osobą, której naprawdę ufał, był Felix i to właśnie jego chciał poprosić o radę w tej sprawie. Niby wiedział, co powinien zrobić, ale wolał się upewnić, że przyjaciel myśli podobnie. Liczył również na wsparcie emocjonalne, kiedy już będzie musiał wybrać się na komisariat i wyjaśnić policjantom wszystko, co wydarzyło się poprzedniego wieczora.
Nigdy nie przypuszczał, że zostanie zamieszany w coś takiego. To miał być tylko zwykły spacer, podczas którego natknął się na podejrzanie zachowującą się grupkę ludzi. Nie przyglądał im się zbyt uważnie ze względu na otaczającą go ciemność, ale mimo to udało mu się zauważyć kilka szczegółów. Początkowo nie przywiązywał do tego większej wagi, nie chcąc pakować się w poważniejsze kłopoty, więc szedł dalej, jak gdyby nigdy nic. Wszystko zmieniło się dopiero wtedy, gdy usłyszał podniesione głosy, a zaraz po nich krótki krzyk, na którego dźwięk przeszedł go dziwny dreszcz. Niewiele myśląc, wrócił w tamto miejsce, chociaż coś z tyłu głowy podpowiadało mu, że powinien trzymać się od niego z daleka.
Następnym razem, gdy przydarzy mu się coś podobnego, na pewno posłucha tego wewnętrznego głosu!
Na miejscu znalazł jakieś rzeczy osobiste i ślady krwi, na których widok zrobiło mu się niedobrze. Bał się, że sam również zostanie napadnięty, ale mimo to zmusił się do sprawdzenia okolicy. Być może w krzakach leżał ktoś, kto potrzebował pomocy. Niestety, nikogo nie znalazł. Z dziwnym ciężarem na barkach opuścił to miejsce i wrócił do domu.
Sen pozwolił mu na chwilę zapomnieć o całym zdarzeniu, przynajmniej do momentu, gdy przy śniadaniu obejrzał poranne wiadomości. Czy był właśnie świadkiem zaginięcia tego mężczyzny? Zdenerwowany i przytłoczony tym, co sobie uświadomił, musiał z kimś porozmawiać. Właśnie dlatego wylądował pod drzwiami Felixa, w które zapukał nieco zbyt mocno. Chciał już jak najszybciej mieć to wszystko za sobą.

Felix Carlson

What should I do?

: ndz lis 01, 2026 10:56 pm
autor: Felix Carlson
Przeciągnął się na łóżku czując, jak wszystko go boli. Wczorajszego dnia wyjątkowo dał się ponieść własnym fantazjom i spędził przed komputerem znacznie więcej czasu, niż powinien, grając z wirtualnymi przyjaciółmi. Przybierał przy tym tak dziwne pozy, starając się ułożyć długie ciało jak najwygodniej na fotelu, że jego kręgosłup jasno teraz dawał mu do zrozumienia, że przesadził. Chyba naprawdę będzie musiał trochę przearanżować swoje stanowisko pracy, bo jeszcze trochę i nie tylko serce będzie mu poważnie szwankowało.
-Jak tam moje dzieci? - uśmiechnął się do kotów, które obudziły się razem z nim. Zwierzęta przeczuwały, że chłopak potrzebował dzisiaj znacznie więcej odpoczynku, bo były wyjątkowo grzeczne, nie rozrabiając od samego rana. Uśmiechnął się do nich z wdzięcznością, drapiąc za uchem zarówno Ruby jak i Lazarusa.
Wstał, sięgnął po telefon i automatycznie skierował się do kuchni, by napełnić miski kotów mokrą karmą, której i tak zaraz z przyzwyczajenia by się domagały. Kiedy upewnił się, że mają wystarczająco jedzenia, odblokował komórkę i natychmiast dostrzegł wiadomość od przyjaciela. Już po samym jej brzmieniu wiedział, że coś było nie tak.
Felek
jasne, że tak. Czekam z kawą
Wiadomość...
Odpisał twierdząco, nie wyobrażając sobie, że mógłby odmówić. Co jak co, ale przyjaciele zawsze stali u niego na pierwszym miejscu niezależnie od wszystkiego. Miał jakieś plany? Dla nich je odwoływał wiedząc, że w tym właśnie momencie był im potrzebny.
Zmarszczył brwi, zastanawiając się o co może chodzić, bo że była to sprawa niecierpiąca zwłoki to już wiedział. Inaczej chłopak nie dawałby mu znać niemal tuż przed tym, jak pojawił się u niego w mieszkaniu. Carlson znał go na tyle, by wiedzieć, że pojawił się problem, z którym ten nie potrafił poradzić sobie sam.
Kiedy tylko rozległo się gwałtowne pukanie do drzwi, doczłapał się do nich, otwierając. Zlustrował swojego gościa, uważnie mu się przyglądając.
-Wyglądasz koszmarnie - powitał George’a, wpuszczając go do środka. Aż mu się zrobiło tak jakoś zimno ze stresu, kiedy wpatrywał się w lekko zgarbioną sylwetkę przyjaciela. - Mów, a ja podam kawę. Jadłeś już śniadanie? Wyglądasz jakbyś nagle zapomniał jak się je - zauważył, podchodząc do aneksu kuchennego. Uruchomił ekspres i w mieszkaniu szybko roztoczył się zapach świeżo parzonej kawy.
-George, cokolwiek to jest pomogę ci. Zawsze możesz na mnie liczyć, pamiętaj o tym - podsunął w jego stronę kubek z napojem przygotowany tak, jak lubił najbardziej. - A teraz opowiadaj, bo zaraz zejdę na zawał, a wiesz, że serca nie mam aż tak wytrzymałego - ponaglił go.

George Whitcroft

What should I do?

: ndz lis 01, 2026 11:25 pm
autor: George Whitcroft
Jak dobrze, że w domu nie było rodziców, którzy zaraz zaczęliby wypytywać co się z nim dzieje. Znał ich, zaraz zaczęliby się martwić i sami osobiście zabraliby go na policję, by złożył potrzebne zeznania. Niby pomocne, ale czuł się już wystarczająco dorosły i nie potrzebował pomocy rodziców w tej sprawie, co byłoby trochę żenujące.
Już wolał poradzić się przyjaciela przy którym czuł się jakoś swobodniej. Z nim mógł przecież rozmawiać na wszystkie tematy, a z rodzicami niekoniecznie. Ufał im, ale z osobą w podobnym wieku jakoś było mu łatwiej. Swojego życia romantycznego też z nimi nie omawiał, bo jak niby miałby powiedzieć rodzicom, że jakiś napaleniec chce mu się dobrać do gaci? Felix prędzej by to zrozumiał.
Dobrze, że jechał powoli i ostrożenie, bo nie chciał spowodować jakiegoś wypadku. Kolejnych kłopotów na koncie nie potrzebował, a tego jednego potrzebował się jak najszybciej pozbyć.
Gdy zobaczył Felixa aż zachciało mu się płakać. Ale nie chcąc go martwić zamrugał szybko kilka razy, by pozbyć się łez, które napływały do jego oczu. Jak on nienawidził takich stresujących sytuacji!
- Domyślam się… - mruknął cicho, wchodząc do środka. Niby spał, ale bardziej czuł jakby czuwał przez całą noc, nie mogąc normalnie odpocząć. Wiercił się do tego niespokojnie na łóżku, bo w jego głowie co chwila pojawiały się obrazy z parku, gdzie ktoś ostatecznie zginął. – Co tam jadłem… nie jestem aż tak głodny. – przyznał, wzruszając ramionami. Czuł dziwny ciężar w żołądku, który z pewnością nie pozwoli mu przełknąć kolejnych kęsów. Do tego czuł dziwne mdłości, więc wcale by się nie zdziwił, gdyby musiał zaraz zwymiotować.
Usiadł na najbliższym krześle, czując jak całe jego ciało się trzęsie z nerwów. Jeszcze tylko tego brakowało, by zaliczył glebę w mieszkaniu przyjaciela! Długo zbierał się, by opowiedzieć Felixowi wydarzenia z poprzedniej nocy, bo nie miał nawet pojęcia od czego zacząć. Nigdy nie miał takiej sytuacji, więc to zrozumiałe, że teraz miał problem z wysłowieniem się. Dobrze, że przyjaciel był wobec niego cierpliwy.
- Oglądałeś dzisiejsze wiadomości? – zapytał cicho, sięgając po kubek z gorącą kawą. Wpatrywał się w niego przez chwilę, by ostatecznie upić mały łyk. Przyjemne ciepło rozlało się po jego ciele, trochę go uspokajając. Kochał herbatę, ale kawa też potrafiła zdziałać cuda. – Ktoś zaginął wczoraj w parku… a tak się składa, że byłem tam i chyba nawet mijałem tego mężczyznę z grupką innych ludzi. I teraz nie wiem czy liczę się jako świadek czy jednak podepną mnie pod podejrzanego i zamkną w więzieniu do czasu wyjaśnienia sprawy… nie wiem co mam robić… - wyznał, ostatecznie nie panując nad emocjami przez co kilka łez spłynęło po jego policzkach. Dawno nie czuł się tak żałośnie jak teraz.

Felix Carlson

What should I do?

: pn lis 02, 2026 12:06 am
autor: Felix Carlson
Chociaż w normalnych okolicznościach o tak wczesnej porze Felix nadal byłby półprzytomny, potrzebując znacznie więcej czasu na konkretne rozbudzenie się, tak teraz, kiedy intuicja podpowiadała mu, że jego przyjaciel potrzebował pełnej dozy wsparcia, Carlson był niemal nakręcony, co wyjątkowo mu odpowiadało - chciał dać z siebie wszystko podczas słuchania czując, że było to niebywale ważne. Jeszcze tego brakowało, żeby podczas zwierzeń zaczął ziewać, zmuszając George’a do pomyślenia, że nudził informatyka.
-Mniejsza i tak zrobię ci coś na szybko do jedzenia. Będziesz sobie dziubał, a zobaczysz, że zaraz zrobi ci się lepiej - poklepał go po ramieniu widząc, jak wiele kosztowało go w ogóle przyjście tutaj. Na litość wszechobecnego Odyna, miał tylko nadzieję, że nikt go nie skrzywdził, bo tyle teraz słyszało się o podobnych przypadkach. Felix, który sam pracował w laboratorium analitycznym badając dowody zbrodni wiedział, że zło czaiło się wszędzie. Do tej pory uważał, że nie było w stanie dosięgnąć ani jego, ani osób, na których mu zależało, jednak widząc Whitcrofta w takim stanie był skłonny dopuścić do siebie te mało pokrzepiające myśli.
Zabrał się za przygotowywanie tostów, co rusz spoglądając na chłopaka. mizernie wyglądał. Zupełnie, jakby ostatnia noc była dla niego wyjątkowo ciężka.
-Nie, nie miałem okazji. Wstałem niedawno - odpowiedział, marszcząc brwi. Wcale nie podobało mu się nawiązanie do wiadomości, ponieważ tam z natury nie było niczego dobrego poza morderstwami, zaginięciami, sporami politycznymi i pogodą. Czemu tak niewiele mówiło się o światowych osiągnięciach, których z pewnością było pełno.
Sięgnął po kubek ze swoją kawą i już miał się jej napić, kiedy dłoń zamarła w połowie drogi do ust na kolejne słowa chłopaka, którzy wyrzucił z siebie prawdziwy potok. Felix słuchał i aż mu się włosy na karku zjeżyły.
-Jak to widziałeś tego mężczyznę?! George, na litość Thora! Przecież coś mogło ci się stać! - Aż go zimny dreszcz oblał na sama myśl, że tak niewiele brakowało, a być może to własnie jego przyjaciel stałby się ofiara, o której najwidoczniej zrobiło się głośno. - Koniecznie musisz udać się na policję. Jezu, nie wierzę, że sam to wszystko znosiłeś! Czemu nie napisałeś do mnie od razu? - westchnął, podchodząc do chłopaka, którego zaraz objął, chcąc dodać mu otuchy. Biedny, zmagać się z tym w samotności. - Jestem pewien, że nie podepną cię pod podejrzanego, ale twoje zeznania mogą okazać się kluczowe - rzucił. Coś o tym wiedział, ostatecznie pracując gdzie pracował.

George Whitcroft

What should I do?

: pn lis 02, 2026 1:10 am
autor: George Whitcroft
George sam czuł się ledwo przytomny, zmuszając swoje ciało do pracy by nie zwariować. Gdyby nie to, że zmusił się do przyjazdy tutaj by porozmawiać z przyjacielem, pewnie ukrywałby się pod kołdrą przez najbliższy tydzień, udając chorego. Aktualnie był wyczerpany psychicznie, a to chyba się liczyło i nikt nie mógł mieć o to do niego pretensji. Żyjąc niemal pod kloszem w bogatej rodzinie nie miał w swoim życiu żadnych problemów. Jak ktoś mu groził ojciec jedną darowizną pozbywał się go ze szkoły. Pieniądze były w stanie kupić mu wszystko. Oprócz przyjaciół i dobrych ocen, bo to George jakoś zdobywał bez problemów.
- Nieee… naprawdę. Nie męcz się. Nie przełknę nic… - powtórzył, kręcąc głowa. Czuł jakąś dziwną gulę w gardle i nawet jakby Felix wepchnął mu coś do ust to nic by to nie dało. Nie miał apetytu i siły. Cud, że mógł wypić kawę bez obaw, że zwymiotuje. Dawno nie czuł się tak okropnie. Nawet choroby przechodził lekko, a teraz czuł się kompletnie bezsilny.
Wpatrywał się tępo przed siebie, kiedy Felix zabrał się za przygotowywanie tostów. Nie miał nawet siły go powstrzymywać, bo w końcu analityk również powinien coś zjeść. George zamiast tego siedział i zastanawiał się nad kolejnymi słowami, nie wiedząc jak to wszystko ma powiedzieć. Czy Felix wymagał od niego wszystkich szczegółów? Zatrzymał je póki co dla siebie, by potem może wyjawić je na policji. Bał się, że jak pomyśli o tych mężczyznach z tamtej nocy dostanie jakiegoś napadu paniki. Jak teraz o tym myślał, już wtedy mógł się domyślić, że Ci mężczyźni sprawią jakiś kłopot.
- N-no widziałem… - zająknął się, zerkając na przyjaciela z nietęgą miną. Czuł się minimalnie lepiej, że komuś o tym powiedział, ale nie na tyle lepiej, by rzeczywiście zauważyć różnicę. Nadal go skręcało w żołądku, a łzy same napływały do oczu z czego kilka spadło do kubka z kawą. George był tak zdołowany, że nawet się tym nie przejął. – Nie chciałem Ci przeszkadzać. Poza tym było już późno… A pojedziesz ze mną? Nie chcę tam jechać sam… - szepnął, pozwalając przyjacielowi się objąć, po czym sam otoczył Felixa ramionami. Czuł się bezpiecznie w znajomych ramionach, nie chcąc się z nich wydostawać przez najbliższych kilka godzin. – A jeśli nie? A jeśli ten człowiek już nie żyje? Widziałem ślady krwi. Jakieś jego rzeczy. Szukałem, ale nikogo nie znalazłem. Może wrzucili go do jeziora i już po nim? – pytał, pociągając nosem. Już wyobrażał sobie najgorsze scenariusze, co tylko nakręcało potok łez. George zdecydowanie nie nadawał się do takich sytuacji.

Felix Carlson