Strona 1 z 1

one touch, i know the spark will ignite

: sob paź 31, 2026 5:30 pm
autor: floria ferreira
I bet your heart is mine by midnight
Our emotions making waves
No point in fighting fate, 'cause feelings don't lie

────── ♡ ──────

Ferreira nie należała do kobiet, które zastanawiały się nad tym, co mówiły. Zwłaszcza jeżeli przychodziło jej wypowiadać się w języku innym niż ojczysty. Anglojęzyczni ludzie mieli o tyle szczęścia w jej przypadku, że czasami to, co wyrzucała z siebie, po prostu nie miało żadnego sensu albo brzmiało przekomicznie, chociaż w jej własnym języku byłoby cholernie badass. Rozmowy i przyjaźń z Nico przez ostatnie cztery lata bardzo jej jednak pomogły. Rozmawiali na czacie głosowym podczas grania w gry albo po prostu pisali do siebie wiadomości, a fakt, że na co dzień posługiwała się wyłącznie hiszpańskim, nie przeszkadzał jej w rozumieniu wszystkiego, co do niej mówił. Po raz pierwszy jednak wymienili się swoimi zdjęciami i cholera, czuła się w chuj dziwnie z faktem, że nawet jej się spodobał? Gdyby nie to, że był od niej o tyle lat młodszy, no i był jej PRZYJACIELEM, NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, to może rozważyłaby jakieś flirtowanie z nim czy ewentualną randkę. Ale no właśnie, był dla niej ZA MŁODY, DZIECINNY, BO BYŁ MŁODY, HALO?! No i przede wszystkim był jej PRZYJACIELEM. Off limits. Nie mogła przecież pozwolić, żeby nagle fizyczność zrujnowała ich wieloletnią znajomość.

Zresztą, nie podobała mu się, więc to całkowicie rozwiązywało sprawę. Nawet jeżeli zachowywał się trochę dziwnie, kiedy pomagał jej wybierać zdjęcia na profil na Maplinderze. No ale anyways, skoro mówił, że nie była w jego typie, to nie była, co nie? Czemu ona w ogóle nad tym rozmyślała, będąc na swojej pierwszej halloweenowej imprezie w Toronto?! Przeklęła się w myślach za to cholerne rozkojarzenie, wlewając w siebie kolejną porcję alkoholu, któremu towarzyszyło również niemałe poczucie winy. Bo przecież imprezowała, podczas gdy jej tata leżał w śpiączce. Z drugiej strony, gdyby nie był w takim stanie, to pewnie sam potrząsnąłby nią i powiedział tym swoim stanowczym głosem - Floria Ferreira, ¡no hay por qué lloriquear! ¿Acaso te crié para que fueras una llorona o para que fueras una mujer fuerte?! No i właśnie w taki sposób próbowała sobie to wszystko usprawiedliwić. Zaproszenie na imprezę dostała od jakichś randomowych ludzi, których poznała przypadkiem miesiąc wcześniej przy kawie, kiedy skomentowała psa jednej z dziewczyn i jakoś tak zakręciła się w ich towarzystwie. Ale nawet teraz co chwilę zerkała na telefon, zastanawiając się, gdzie tej nocy imprezował Rosenhall. Miał jej przecież wysłać zdjęcie swojego kostiumu, a do tej pory tego nie zrobił, CHOCIAŻ BYŁA JUŻ PIERWSZA W NOCY. KŁAMCA! Sama założyła czerwoną perukę i coś w rodzaju na wpół męskiego, na wpół damskiego stroju, bo za cholerę nie mogła się zdecydować, a chciała wyglądać jak jakaś girl mafia boss, lol.

Wpadła w wir tańca na parkiecie, czując, jak alkohol coraz bardziej rozprzestrzeniał się po jej organizmie, sprawiając, że nabierała coraz większej gibkości i tego przysłowiowego wyjebania na cały świat. No i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jakiś typ, który nagle zaczął się do niej przystawiać i za cholerę nie chciał odpuścić, proponując jej wspólny powrót do domu. - Nieee, nie mogę, no, no, no! Mój chłopak, on zaraz tu będzie! - oznajmiła, wyciągając telefon, i cholera jasna, jak na złość pierwszą osobą, która przyszła jej na myśl, był Nico - Chłopak? To zadzwoń do niego - rzucił mężczyzna przebrany za zombiaka. NO CO ZA TUPET?! Przewróciła oczami, chociaż najchętniej to przywaliłaby mu w ten umalowany nochal, ale nie chciała sobie przecież brudzić rąk, więc zamiast tego zaczęła dzwonić do Nico, który po kilku sygnałach odebrał. - Nico? Słuchaj, odbierz mnie, jakiś natręt nie daje mi spokojuuu... Jestem wwwwww... - zaczęła, przeciskając się przez tłum w kierunku baru, oczywiście z tym cholernym zombieboyem depczącym jej po piętach. I kiedy tak próbowała wytłumaczyć przyjacielowi, gdzie dokładnie się znajdowała, nagle wydało jej się, że słyszy w słuchawce dokładnie tę samą muzykę, która rozbrzmiewała wokół niej. HUH?! Już miała go o to zapytać, kiedy niespodziewanie na kogoś wpadła. Uniosła twarz i, jak na zbawienie, zobaczyła swojego przyjaciela WE WŁASNEJ OSOBIE. Uśmiechnęła się szeroko, nie kryjąc zaskoczenia. - No cześć, szybki jesteś! Umm... - urwała, zerkając na chłopaka stojącego tuż obok niej, po czym ponownie spojrzała na Rosenhalla i dorzuciła z szerokim uśmiechem, - MI AMOR! - No bo wiecie, musiało to przecież wyglądać wiarygodnie.

:edward: mi amor

one touch, i know the spark will ignite

: sob paź 31, 2026 11:41 pm
autor: Nico Rosenhall
Nie miał pojęcia kogo bardziej oszukiwał.

Samego siebie czy Florię, wmawiając jej, że nie była w jego stylu. Oczywiście, że myślał o niej i to niejednokrotnie. Wiedział, że miała życie prywatne, czasami była dość rozchwytywana przez znajomych, ale jednak przez ten cały czas, w jego głowie kreował się obraz dziewczyny, której bliżej było do nerda niż… no właśnie tu zaczynały się schody. Życie byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby odpowiadała jego wyobrażeniom albo gdyby była chociażby blondynką — ale niestety, los musiał ponownie zesłać mu problematyczną kobietę, z brązowymi włosami i na dodatek lokowanymi, które bardzo podobały mu się u pań; w jej przypadku, u starszych pań, bo skoro ona nazywała go młodzikiem i gówniarzem, to on miał prawo ogłosić ją babcią, tak? Co też nie było u niego szczególną przeszkodą, bo nigdy nie ograniczał się w wieku, tym bardziej, że dzieliły ich trzy lata, a nie trzydzieści.

Finał jednak był taki, że podobała mu się cholernie. Nie spodziewał się, że jego przyjaciółka była… taka. Nie spodziewał się, że po czterech latach znajomości, będzie mu ciężko z nią rozmawiać, mimo że kiedyś marzył o tym codziennie, bo rozumieli się praktycznie bez słów. Była jego kompanką, kiedy Nowy Jork był zbyt przytłaczający, pomagała mu odciąć się od codziennych obowiązków i zawsze była skora do wysłuchania. Naprawdę, niczym starsza siostra, więc tym bardziej nie mógł myśleć o niej w takich niewłaściwych kategoriach.

Jego gwoździem do trumny były zdjęcia, które chciała wstawić na Maplinderze. Po co jej to w ogóle?! W głowie widział okropne scenariusze, podczas których ktoś się do niej przystawia, gdy znajduje chłopaka, który kompletnie do niej nie pasował, a ona wmawiałby sobie uczucia względem niego, aby tylko nie być tu sama. Naprawdę, zdążył to rozkminić już na kilka różnych sposobów, kilka różnych scenariuszy i żaden mu się nie podobał. Może dlatego, że nie zakładały one jego osoby? Tak musiało pozostać, tak mieli żyć, dalej razem, ale jednak osobno — w końcu jasno przedstawili, że nie są sobą zainteresowani. Szkoda, że jedna ze stron świadomie kłamała.

Wiedział, że uczestniczenie w dzisiejszej imprezie Halloweenowej, niosło ze sobą możliwość spotkania jej. Poniekąd umówili się, miał ją przecież znaleźć, obiecał, że zrobi to bez najmniejszego problemu i był wręcz przekonany, że gdzieś mignęła mu przed oczyma, jednak nie miał wystarczająco jaj, aby do niej podejść. Jedno to rozmawiać praktycznie dzień w dzień, drugie to widzieć swoje zdjęcia i oceniać je, a trzecim było spotkać się twarzą w twarz i nie pierdolnąć czegoś głupiego. Potrzebował nieco się rozerwać, zakręcił się w towarzystwie swoich znajomych, jakaś laska wsunęła mu na nos czerwone okulary w kształcie serduszek i tak zabawa leciała do pierwszej.

Dzwoniła.

Nie mógł już dłużej jej ignorować. Oddalił się na kilka kroków od znajomych i ledwo zdążył się przywitać, gdy zaczęła mówić. ...jakiś natręt nie daje mi spokoju… Tyle mu wystarczyło, aby ruszyć przed siebie, przechodząc przez korytarz hali, a później przeciskając się przez tłum, próbując ustalić z nią miejsca, w którym się znajdowała. Wyszedł na zewnątrz, uważnie rozglądając się po ludziach, aż dostrzegł ją, a raczej usłyszał, kilka kroków od siebie, zaraz pojawiając się przed jej nosem. — Wątpiłaś? — parsknął na komentarz, że był szybki. Miał dobrą motywację… nie żeby wcześniej nie była ona wystarczająca, ale no spękał, co tu więcej mówić? Podążył za jej spojrzeniem, docierając wzrokiem do chłopaka, który stał za nią i wpatrywał się w niego uważnie. A zaraz Florcia zaczęła krzyczeć mi amor przyciągając na siebie uwagę obydwóch chłopaków. Złapał ją w talii, przyciągając do siebie i wsunął dłoń do kieszeni jej eleganckich spodni, pochylając się nad jej uchem, skrywając się nieco za jej lokowaną czupryną, jakby ukrywając się przed natrętem, a jednak po prostu dbając, aby ich nie podsłuchał. — I dlatego randki z Maplindera nie są najlepszym rozwiązaniem — rzucił z rozbawieniem do jej ucha, zaraz przelotnie muskając jej skroń. Miało być realnie, tak? — Masz jeszcze jakiś problemem? Nie? Fantastycznie. Możesz się już od niej odpierdolić — zwrócił się do chłopaka, który dalej stał jak słup soli, nie czekając na jego jakąkolwiek odpowiedź, odwrócił się na pięcie i pociągnął za sobą dziewczynę, znikając w tłumie. — Masz serio dziwny gust do facetów. Co ten niby miał w sobie? — zapytał, nie rozumiejąc, jak podobał jej się ktoś taki, a on sam… nawet nie zahaczał krawędzią o jej gusta.

Can I be your hero?

one touch, i know the spark will ignite

: ndz lis 01, 2026 12:37 pm
autor: floria ferreira
don't you shy away
manifest a ceiling when you shy away
searching for that feeling...

Zmrużyła oczy i wysunęła palec, by dźgnąć nim go w bok, słodko się przy tym uśmiechając, ale tak wiecie, skrycie, żeby przypadkiem tego tamten typek nie zauważył. Drugą ręką chwyciła za materiał jego koszuli i przyciągnęła go do siebie, by również wyszeptać mu do ucha, - Przecież jeszcze go nie założyłam! Przybłąkał się na parkiecie - mruknęła niezadowolona. Swoją drogą, po części zrobiła to wszystko odruchowo, w reakcji na tamten przelotny, krótki pocałunek w skroń, bo była w szoku, że w ogóle było go na coś takiego stać. Wyprostowała się, odnalazła jego dłoń i ułożyła ją sobie na talii, tak by mógł ją objąć. Uśmiechnęła się szeroko do faceta. - Widzisz? Mówiłam, że mam chłopaka - powiedziała dumnie, zanim poczuła, jak Nico chwyta ją za dłoń i ciągnie gdzieś przez tłum. Przez moment nawet pomyślała o tym, że jego dłoń była bardzo przyjemna w dotyku. ¡Por Dios, en qué estás pensando, mujer! Ya déjalo.

''Masz serio dziwny gust do facetów. Co ten niby miał w sobie?''

- Ten? Natręctwo - rzuciła, spoglądając na Rosenhalla, zanim dodała, - Miałam dzwonić, jak będę w tarapatach, więc zadzwoniłam. Nie rozumiem, czemu wyglądasz właśnie jak jakiś zbity szczeniak, Nicolaos - wypowiedziała jego pełne imię, bo akurat miała na to ochotę. Używała go tylko i wyłącznie wtedy, gdy uważała, że robił coś niedorzecznego. Nie chciała jednak rozkojarzać się faktem, że przecież widziała swojego przyjaciela pierwszy raz na żywo, a do tego byli na imprezie. Jeden chuj, że z alkoholem powinna była przystopować już jakieś dwie kolejki temu. Pociągnęła go w kierunku baru, gdzie poprosiła barmana o tequilę. Kiedy ten ustawił przed nimi wszystko, uśmiechnęła się cwaniacko pod nosem. - Dobra, pokażę ci teraz, jak pijemy tequilę w Rio. - Chwyciła sól i jego dłoń, przysuwając ją sobie praktycznie pod nos. Nasypała na nią trochę soli i uniosła jego rękę, a drugą chwyciła kieliszek z tequilą. - No to, jak pewnie wiesz, najpierw sól. - Wysunęła język i zlizując ją z jego dłoni, cały czas wpatrywała się w jego oczy. - Teraz tequilla - Następnie wypiła tequilę, wydając z siebie przeciągłe piśnięcie i marszcząc nos oraz brwi, bo cholercia, mocna była! Na koniec chwyciła limonkę i wsunęła mu ją w usta, po czym przyciągnęła go do siebie i ostrożnie wgryzła się zębami w miąższ owocu. Mogło to wyglądać niemal jak pocałunek, ale przecież po prostu robiła wszystko krok po kroku tak jak powinno, no nie? Wysunęła limonkę z jego ust i uśmiechnęła się szeroko. - To co? Chcesz spróbować mojej wersji czy tej tradycyjnej? - Spojrzała na niego z uśmiechem.

No i jak tak stali, po chwili podeszło do nich kilku facetów, którzy, jak się okazało, byli znajomymi Nico. - Stary, zostawiłeś nas dla dupeczki? - Jeden z niższych mężczyzn spojrzał na Florę, uśmiechając się pod nosem. - Kurwa, nie dziwię się, sam bym nas zostawił - rzucił drugi, wyższy brunet, a Ferreira tylko parsknęła pod nosem. - My się tylko przyjaźnimy - uśmiechnęła się do nich słodko. - A poza tym nie jestem w jego typie. Prawda, Nico? - spojrzała na niego tylko na moment, łapiąc z nim kontakt wzrokowy, po czym odwróciła wzrok i czekała na jego odpowiedź. Nie przeszkadzało jej, gdyby potwierdził, że mu się nie podoba. Była ciekawa, jak będzie się zachowywał przy kumplach, którzy, jak było widać, wypili tyle samo, o ile nie więcej, co ona, a w dodatku starali się sprawić, żeby czuła się niepewnie w grupie samców alfa. Tylko że nie wiedzieli, że w tym przypadku to ona była tutaj lwicą.

show me your true colors

one touch, i know the spark will ignite

: ndz lis 01, 2026 11:21 pm
autor: Nico Rosenhall
Parsknął, słysząc że typek przybłąkał się do niej na parkiecie. — Najwidoczniej znajdujesz same zabłąkane kundle — rzucił uszczypliwie, komentując jej chęć poznawania nowych znajomości w Toronto. W miejscach jak to, duża ilość facetów chodziła za ładnymi dziewczynami z wywieszonymi jęzorami, niczym zabłąkane, zgłodniałe kundle za parówką. Całe szczęście, że on sam zabłąkanym kundlem nie był, skoro to ona lgnęła do niego, tak? Zadzwoniła, prosząc o ratunek. Może fakt, że podczas tego wieczora spotkali się dopiero teraz, mogła odbierać jako jego próbę zgrywania niedostępnego? To by mu pasowało, łatwiej byłoby mu wejść w rolę, którą przybrał, decydując się kłamać i udawać, że nie była w jego typie. I dobrze, że był odwrócony do niej tyłem, bo jej chwalipięctwo, choć nieprawdziwe, nieco połechtało mu ego. Cóż, chyba nie było tak źle, skoro nie wstydziła się przedstawiać go jako swojego chłopaka.

Otaksował ją uważnie, kiedy zwróciła się w jego kierunku pełnym imieniem. — Jak zbity szczeniak? Skąd ci się to wzięło? — zapytał, spoglądając na nią niezrozumiałym spojrzeniem. — Bardzo się cieszę, że zadzwoniłaś. Który facet nie lubi pobawić się w rycerza? — parsknął, kręcąc głową. Nico był zdecydowanie bardziej trzeźwy niż ona i nieco bawiło go, że ich pierwsze spotkanie wyglądało właśnie w ten sposób. Choć gdyby miał się zastanowić, to nigdy nie wyobrażał sobie tej chwili w szczególny sposób. Odległość między nimi zdawała się być niewyobrażalna. Kiedyś rozmawiali o tym, że jedno mogłoby przyjechać do drugiego, a jednak wydawało się to abstrakcyjne; znajomość przez internet oraz fakt, że przez tak długi czas nie wiedzieli, jak wyglądają. Mieli swoje wyobrażenia, które potwierdziły się albo roztrzaskały w drobny mak kilka dni temu, kiedy pierwszy raz wysłali sobie zdjęcia.
Dał się pociągnąć do baru, opierając się o niego łokciem i uważnie przyglądał się dziewczynie. Nie opierał się żadnym jej ruchom — ani gdy wzięła jego rękę, ani gdy nasypała na jego dłoń sól. Nie spuszczał z niej wzroku, kiedy przejechała językiem po jego skórze, zlizując przyprawę i zaraz popijając to tequilą, z piśnięciem i uroczą reakcją na mocny alkohol… znaczy co. Cholera jasna, jej ślina praktycznie że wyżerała mu skórę, kiedy myśli zbaczały na złe tory, a jedyne co mu pozostało to udawać, że wcale nie wywarła na nim wrażenia. Że wcale nie poczuł się, jakby właśnie grała na jego nosie, bo przecież po co miałaby to robić? Nie podobał jej się i był za młody. Był dla niej jak brat, a braci nie traktuje się w ten sposób. Po prostu uczyła go… swojej kultury. Sprawiając, że przez chwilę ich usta dzieliła mizerna limonka, którą równie dobrze mógłby nagle wypluć i posmakować tequili na żywca, prosto z jej ust, poddając się naprawdę impulsywnej myśli, która w tym momencie rozdzierała jego głowę.

Ale powstrzymał się. Wygrał tę walkę.

— Pasjonują mnie obce kultury — zaśmiał się, przechylając lekko głowę. — Wszystkich rąk tak chętnie użyczasz do soli? — zagadnął wybitnie ciekawy w tym temacie i oczywiście że żaden płomyczek zazdrości ani trochę się w nim nie tlił. Wcale! — Ale cóż, kultura to kultura, tak? — wziął jej dłoń, z uwagą kopiując jej wcześniejsze czyny i posypując na wierzch nieco soli, zlizał ją, bez skrupułów patrząc jej w oczy i zaraz popił alkoholem, czując wyrazisty, pieczący smak tequili w gardle. I już sam wcisnął sobie limonkę do ust, obserwując jak dwóch kumpli zbliża się w ich kierunku. Wywrócił oczami na obydwa komentarze i wrzucił wyciśniętą limonkę do kieliszka po shocie. — Nico tak powiedział? — usłyszał parsknięcie po swojej prawej, nim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, a dokładniej przytaknąć na jej słowa. Uniósł spojrzenie ku sufitu, dostrzegając potencjalne zagrożenie w towarzystwie jego przyjaciół. — Tak powiedział, bo nie jest — odpowiedział, wtrącając się w tę bezsensowną dyskusję i odwracając się nieco bardziej w kierunku kumpla, aby posłać mu piorunujące spojrzenie. — Jeszcze jakieś pytania? Możecie zająć się tymi laskami w stroju żaby i konewki — powiedział coś totalnie absurdalnego, osiągając swój cel, czyli obydwaj debile spojrzeli we wskazanym kierunku, a on miał zamiar się stąd ewakuować. Znał Florę na tyle, że może nie być chętna odejść od jego kumpli, aby czerpać z okazji i dowiedzieć się od nich czegoś, z czego mogłaby z niego drwić do końca życia. Dlatego oszczędzając sobie jakichkolwiek dyskusji, chwycił dziewczynę w talii, unosząc nad ziemią i przemieszczając się z nią w kierunku drugiego końca baru, nieco ukrywając się w tłumie, żeby debile ich nie dostrzegli. Miał nadzieję, że Floria albo nie zwróciła uwagi na bzdury, które wygadywał, albo po prostu o nich… zapomni. Pytanie, na ile była pijana. — Przed wszystkimi trzeba uciekać — westchnął cierpiętniczo. — Przyszłaś tu z kimś? — zapytał, bo w zasadzie nie wiedział; czy to kolejna randka od randomowego chłopaka na ulicy, czy może poznała kogoś przez ten czas. — Wiesz, że musisz odkupić swoje winy? Przez miesiąc ukrywałaś, że jesteś w Toronto — przypomniał jej uprzejmie, unosząc lekko brew. — Nie wiem, czego powinienem zażądać, ale załóżmy, że zdaje się na twoją kreatywność — parsknął, choć nie wiedział, czy powinien tak ochoczo oczekiwać jej kolejnych szalonych pomysłów. Może dlatego, że sam z przyjemnością w nie wchodził? — Jeśli nie czeka na ciebie żaden inny kundel, to chodź zatańczyć z kowbojem. Podobno odmówienie mi przynosi pecha — zaśmiał się, wyciągając obronną kartę; choć czy w zasadzie brał pod uwagę jej odmowę? Bo czemu miałaby odmówić tańca ze swoim przyjacielem?

dance with a cowboy

one touch, i know the spark will ignite

: pn lis 02, 2026 1:01 pm
autor: floria ferreira
people always talkin' 'bout sex, drugs
elevatin' my stress up
always talking 'bout sex, drugs, rock and roll, sex, drugs

Uśmiechnęła się szeroko, słuchając go i nie dowierzając, że serio nie wiedział, skąd jej się to wzięło. - W gazecie, w zestawieniu dziesięciu stwierdzeń najczęściej używanych w Kanadzie, gdy ktoś gada od rzeczy - odpowiedziała, spoglądając na niego poważnie, po czym wzruszyła ramionami. Cała ta sytuacja wydawała jej się ciapkę komiczna, ale nie zamierzała się z nim wykłócać. Ba! Nie zamierzała też mówić mu, że przez moment cholernie wyglądał, jakby był o nią zazdrosny. Przecież mu się nie podobała, więc wolała go w żadnym wypadku nie gaslightować. Wysunęła rękę i pogładziła go dłonią po policzku, zanim uszczypnęła go w niego palcami. - Aww, tylko zdajesz sobie sprawę, że jeżeli ty jesteś rycerzem, to ja jestem księżniczką? - Uniosła brew, zanim znaleźli się przy barze, gdzie zamierzała przetestować jego reakcję na swoją bezpośredniość.

Wcześniej mogła doświadczać jego obecności tylko i wyłącznie przez telefon lub komputer, kiedy rozmawiali podczas wspólnego grania albo dzwonili do siebie, by raz po raz sprawdzić, co tam u nich słychać. Zadziwiające, jak dobrze znała jego głos, a mimo to jej mózg cały czas próbował połączyć go z jego twarzą. Był o wiele wyższy od niej i choć miała na sobie niskie obcasy, wciąż nad nią górował. Latynosi nie mieli skrupułów, ona również nie zamierzała ich mieć. Była pewną siebie kobietą i sama fizyczność nie robiła na niej większego wrażenia. A przynajmniej tak sobie wmawiała, bo kiedy ich tęczówki spotkały się w momencie, gdy zlizywała z jego dłoni sól, a ich usta o mały włos się nie zetknęły, poczuła przedziwne uderzenie gorąca, które przeszło przez całe jej ciało. Do tego kwaskowaty posmak limonki wciąż rozlewał się na jej języku. Nie miało to przecież żadnej racji bytu, bo był dla niej tylko i wyłącznie przyjacielem. NIE PODOBAŁ JEJ SIĘ. Z tych rozmyślań wyrwała ją jego reakcja, na którą parsknęła śmiechem. - Cieszę się, że mogłam rozwinąć twoją wiedzę o innych kulturach - uśmiechnęła się jeszcze szerzej. - Tylko tych, na które mam przez chwilę ochotę - rzuciła tak, zupełnie o tym nie myśląc, ale oczywiście musiała podkreślić to przez chwilę, żeby nie pomyślał jeszcze, że miała NA NIEGO ochotę. BO TAK NIE BYŁO. BYŁA PIJANA, ALE WCALE NIE MIAŁA TAKICH MYŚLI.

No i kiedy tak wpatrywała się w jego oczy, udając, że zupełnie nie rusza jej fakt, że przejechał językiem po jej dłoni, pozbywając się rozsypanej na niej soli, złapała się na tym, że bardzo chciałaby już poczuć tę limonkę między ich ustami. Może nawet specjalnie doprowadzić do tego, żeby jej wypadła, i w końcu sprawdzić, jak zareagowałby na ich cholerny pocałunek. Wszystko przerwali jednak jego kumple, a Nico zachował się jak kompletny buc, potwierdzając, że mu się nie podobała. To znaczy, wiedziała, że tak było, ale usłyszenie tego na głos jednak trochę ją ukłuło, hah. - I bardzo dobrze, mój mężczyzna musi mieć dobrze rozwinięty mózg, a jemu jeszcze do tego kilku lat brakuje - uśmiechnęła się do niego sztucznie, wyrywając z dłoni jego kumpla drinka, którego dopiła przez słomkę, po czym odstawiła szklankę na bar. Kiedy jego kumple zniknęli w tłumie, Nico dosłownie na moment ją podniósł i mogłaby przysiąc, że przetransportował ją przez pół baru, lol. Gdy w końcu stanęła przed nim, wycelowała w niego palcem, opierając go o jego klatkę piersiową. - Wouldn't you like to know, weather boy?! - wycedziła, próbując naśladować tego ziomka z filmiku, po czym dodała, - Z jakimiś znajomymi, których poznałam w kawiarni miesiąc temu.

Oparła się o ścianę, przysuwając się do niego, żeby móc lepiej go słyszeć. - Nie chciałbyś mnie widzieć w ciągu tego miesiąca, Nico, zaufaj mi - posłała mu ciepły uśmiech, choć na jej twarzy przez moment pojawił się cień smutku. Nie chciała zawracać mu głowy sobą, kiedy nie była w stanie być dobrą kompanką do towarzystwa. Serio była załamana całą tą sprawą z tatą. Dopiero teraz zaczęła powoli układać sobie w głowie, że nie będzie miała żadnego wpływu na to, czy się obudzi, ale za to będzie mogła zacząć szukać na własną rękę tego, kto to zrobił. Uniosła brew, wpatrując się w niego. - Taniec jestem w stanie ci dać, Nico, a jak będziesz grzeczny, to może coś do tego dorzucę - rzuciła, po czym chwyciła jego dłoń i pociągnęła go w kierunku parkietu. I pomimo tego, że miała na sobie w miarę męski outfit, zupełnie nie przeszkadzało jej to, by poruszać tym, czym ją natura obdarzyła. Obróciła się do niego plecami, ujęła jego dłonie i ułożyła je sobie na biodrach, po czym zarzuciła ręce na jego szyję. Powoli zaczęła poruszać biodrami, schodząc w dół i wracając w górę w rytm piosenki, ocierając się o niego tyłkiem, czując ciepło jego ciała na swoich plecach. Po chwili obróciła się przodem do niego i, lekko chwiejnie poruszając się w rytm muzyki, przyciągnęła go do siebie tak, by jego twarz znalazła się na wysokości jej twarzy. - A ty czemu się do mnie nie odzywałeś? - Spojrzała w jego ciemne tęczówki, zanim przeniosła wzrok na jego usta. Był tak cholernie blisko. - Ale mi przyjaciel, pfft - mruknęła, przesuwając palcami po jego szyi i cały czas utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Miała wrażenie, że wszystko wokół nich się zatrzymało. Czuła tylko przyjemne ciepło jego ciała, zapach ich perfum zmieszany z alkoholem i słyszała muzykę, która usilnie próbowała przebić się przez ciszę, jaka zapanowała między nimi.

don't stop doing what you're doing to me