one touch, i know the spark will ignite
: sob paź 31, 2026 5:30 pm
Our emotions making waves
No point in fighting fate, 'cause feelings don't lie
────── ♡ ──────
Ferreira nie należała do kobiet, które zastanawiały się nad tym, co mówiły. Zwłaszcza jeżeli przychodziło jej wypowiadać się w języku innym niż ojczysty. Anglojęzyczni ludzie mieli o tyle szczęścia w jej przypadku, że czasami to, co wyrzucała z siebie, po prostu nie miało żadnego sensu albo brzmiało przekomicznie, chociaż w jej własnym języku byłoby cholernie badass. Rozmowy i przyjaźń z Nico przez ostatnie cztery lata bardzo jej jednak pomogły. Rozmawiali na czacie głosowym podczas grania w gry albo po prostu pisali do siebie wiadomości, a fakt, że na co dzień posługiwała się wyłącznie hiszpańskim, nie przeszkadzał jej w rozumieniu wszystkiego, co do niej mówił. Po raz pierwszy jednak wymienili się swoimi zdjęciami i cholera, czuła się w chuj dziwnie z faktem, że nawet jej się spodobał? Gdyby nie to, że był od niej o tyle lat młodszy, no i był jej PRZYJACIELEM, NA MIŁOŚĆ BOSKĄ, to może rozważyłaby jakieś flirtowanie z nim czy ewentualną randkę. Ale no właśnie, był dla niej ZA MŁODY, DZIECINNY, BO BYŁ MŁODY, HALO?! No i przede wszystkim był jej PRZYJACIELEM. Off limits. Nie mogła przecież pozwolić, żeby nagle fizyczność zrujnowała ich wieloletnią znajomość.
Zresztą, nie podobała mu się, więc to całkowicie rozwiązywało sprawę. Nawet jeżeli zachowywał się trochę dziwnie, kiedy pomagał jej wybierać zdjęcia na profil na Maplinderze. No ale anyways, skoro mówił, że nie była w jego typie, to nie była, co nie? Czemu ona w ogóle nad tym rozmyślała, będąc na swojej pierwszej halloweenowej imprezie w Toronto?! Przeklęła się w myślach za to cholerne rozkojarzenie, wlewając w siebie kolejną porcję alkoholu, któremu towarzyszyło również niemałe poczucie winy. Bo przecież imprezowała, podczas gdy jej tata leżał w śpiączce. Z drugiej strony, gdyby nie był w takim stanie, to pewnie sam potrząsnąłby nią i powiedział tym swoim stanowczym głosem - Floria Ferreira, ¡no hay por qué lloriquear! ¿Acaso te crié para que fueras una llorona o para que fueras una mujer fuerte?! No i właśnie w taki sposób próbowała sobie to wszystko usprawiedliwić. Zaproszenie na imprezę dostała od jakichś randomowych ludzi, których poznała przypadkiem miesiąc wcześniej przy kawie, kiedy skomentowała psa jednej z dziewczyn i jakoś tak zakręciła się w ich towarzystwie. Ale nawet teraz co chwilę zerkała na telefon, zastanawiając się, gdzie tej nocy imprezował Rosenhall. Miał jej przecież wysłać zdjęcie swojego kostiumu, a do tej pory tego nie zrobił, CHOCIAŻ BYŁA JUŻ PIERWSZA W NOCY. KŁAMCA! Sama założyła czerwoną perukę i coś w rodzaju na wpół męskiego, na wpół damskiego stroju, bo za cholerę nie mogła się zdecydować, a chciała wyglądać jak jakaś girl mafia boss, lol.
Wpadła w wir tańca na parkiecie, czując, jak alkohol coraz bardziej rozprzestrzeniał się po jej organizmie, sprawiając, że nabierała coraz większej gibkości i tego przysłowiowego wyjebania na cały świat. No i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jakiś typ, który nagle zaczął się do niej przystawiać i za cholerę nie chciał odpuścić, proponując jej wspólny powrót do domu. - Nieee, nie mogę, no, no, no! Mój chłopak, on zaraz tu będzie! - oznajmiła, wyciągając telefon, i cholera jasna, jak na złość pierwszą osobą, która przyszła jej na myśl, był Nico - Chłopak? To zadzwoń do niego - rzucił mężczyzna przebrany za zombiaka. NO CO ZA TUPET?! Przewróciła oczami, chociaż najchętniej to przywaliłaby mu w ten umalowany nochal, ale nie chciała sobie przecież brudzić rąk, więc zamiast tego zaczęła dzwonić do Nico, który po kilku sygnałach odebrał. - Nico? Słuchaj, odbierz mnie, jakiś natręt nie daje mi spokojuuu... Jestem wwwwww... - zaczęła, przeciskając się przez tłum w kierunku baru, oczywiście z tym cholernym zombieboyem depczącym jej po piętach. I kiedy tak próbowała wytłumaczyć przyjacielowi, gdzie dokładnie się znajdowała, nagle wydało jej się, że słyszy w słuchawce dokładnie tę samą muzykę, która rozbrzmiewała wokół niej. HUH?! Już miała go o to zapytać, kiedy niespodziewanie na kogoś wpadła. Uniosła twarz i, jak na zbawienie, zobaczyła swojego przyjaciela WE WŁASNEJ OSOBIE. Uśmiechnęła się szeroko, nie kryjąc zaskoczenia. - No cześć, szybki jesteś! Umm... - urwała, zerkając na chłopaka stojącego tuż obok niej, po czym ponownie spojrzała na Rosenhalla i dorzuciła z szerokim uśmiechem, - MI AMOR! - No bo wiecie, musiało to przecież wyglądać wiarygodnie.