Strona 1 z 1

I am pure. My work is pure.

: czw lis 05, 2026 10:18 am
autor: Raven Noranha
Ciemne okulary pozostawił na nosie również po wejściu do kaplicy, chociaż listopadowe światło z trudem przedostawało się przez wąskie okna, rozproszone wcześniej przez grubą warstwę chmur i zbyt blade, aby ich obecność miała jakiekolwiek praktyczne uzasadnienie. Nikt jednak nie zdecydował się zwrócić mu uwagi; spojrzenia zatrzymywały się na ciemnych szkłach, po czym łagodniały, przypisując im oczy zaczerwienione od łez, może bezsenność.
Nie uronił ani jednej łzy.
Miał na sobie nienagannie skrojony, czarny garnitur, czarną koszulę i równie ciemny krawat, wszystko dostatecznie stonowane dla okoliczności i ułożone z tą samą starannością, której nie porzucał tylko dlatego, że kilka metrów dalej znajdowała się trumna kobiety zamordowanej jego własną ręką. Wypolerowane buty zebrały na podjeździe kilka ciemnych kropel deszczu, materiał płaszcza zdążył przesiąknąć powierzchownie wilgocią, wnoszoną do środka przez kolejnych żałobników razem z zapachem mokrej wełny, perfum oraz listopadowego powietrza.
Kaplica była niewielka, choć wysokie sklepienie próbowało nadać jej więcej przestrzeni, unosząc przyciszone rozmowy ponad rzędami ciemnych, drewnianych ławek, gdzie mieszały się ze stłumionym płaczem, szelestem programów oraz odgłosem kroków ostrożniejszych, niż wymagała tego kamienna posadzka. W centralnym punkcie ustawiono zamkniętą trumnę, otoczoną białymi różami, liliami i wieńcami przewiązanymi szarfami, a pomiędzy nimi fotografie Anastasii, w większości sceniczne; zastygłej w ruchu, który bez muzyki oraz wszystkiego, co znajdowało się chwilę przed nim i chwilę po nim, wyglądał niemal zbyt łatwo.
Największa z fotografii przedstawiała ją jako Gamzatti.
Zatrzymał na niej spojrzenie nieco dłużej, nim zajął miejsce w pierwszym rzędzie, niebezpiecznie blisko rodziny Romanovej, chociaż formalnie nie należało mu się bardziej niż wielu osobom siedzącym dalej. Nikt tego nie zakwestionował. Przez ostatnie tygodnie widywano go przy Anastasii dostatecznie często, by jego kwiaty, obecność na występach oraz wspólne wyjścia po jej śmierci ułożyły się w historię głębszego przywiązania.
Pierwsza osoba podeszła do niego jeszcze przed rozpoczęciem ceremonii. Kobieta związana z teatrem ścisnęła jego dłoń pomiędzy własnymi.
— Tak bardzo mi przykro. Wiem, ile dla pana znaczyła.
Znaczyła. Przestała znaczyć.
— Dziękuję — odpowiedział łagodnie, specjalnie cicho.
Później pojawili się kolejni. Ktoś dotknął jego ramienia, ktoś objął go krótko, ktoś inny zapewnił, że z czasem nauczy się żyć bez Anastasii, nieświadomy, że robił to bez większych trudności od chwili opuszczenia garderoby. Pytania zadawane w ciągu poprzednich dni, również przez osoby zainteresowane jej śmiercią z mniej osobistych powodów, nie zmieniły rytmu jego codzienności; odpowiadał na nie, przyjmował współczucie, jak gdyby kiedykolwiek mu się należało.
Kiedy rozpoczęła się muzyka w jego głowie, niskie dźwięki osiadły na kamiennych ścianach przygaszonym granatem, poprzecinanym srebrzystym szelestem wyciąganych chusteczek oraz cienkimi, popielatymi liniami szeptów. Szloch dobiegający z drugiej strony przejścia rozlewał się rozwodnionym fioletem, bladł przy każdym stłumionym oddechu i ponownie nabierał barwy, kiedy kobieta pozwalała sobie na kolejny.
To była sztuka. W najlepszym jej wydaniu.
W garderobie wszystko było jaśniejsze, gwałtowniejsze; kolory nakładały się na siebie, nie pozostawiając miejsca na nic poza nimi, podczas gdy tutaj śmierć Anastasii wybrzmiewała powoli, rozłożona pomiędzy dziesiątki osób, z których każda przyniosła ze sobą inną jej wersję; inny jej fragment. Raven słuchał wspomnień o wiernej przyjaciółce dzwoniącej w środku nocy, dumnej rywalce, oddanej tancerce pozostającej po próbach, gdy pozostali nie mieli już siły; poznawał szczegóły, których wcześniej nawet nie znał. Szczegóły, które nieszczególnie go interesowały – ale były ważne. Ważne dla sztuki.
Gdy ceremonię zakończono, a trumnę wyniesiono na zewnątrz, ruszył wraz z rodziną po wilgotnej alejce, wśród ciężkich kroków, szelestu mokrych liści i przeciągłego szlochu. Elenę dostrzegł dopiero wśród formującego się konduktu, na samym jego końcu; jej obecność nie była zaskoczeniem, a jednak przypomniała mu wypowiedziane na odchodnym Lo faccio già, kiedy odległość pomiędzy nimi zaczęła zmniejszać się wraz z zatrzymującymi się żałobnikami.
Zadbał o to, by przy otwartym grobie, kiedy duchowny rozpoczął ostatnią mszę, znaleźli się obok siebie. Ktoś po raz kolejny ujął go za ramię, pocierając materiał płaszcza w geście pocieszenia i zapewniając, że Anastasia chciałaby, aby zachował dobre wspomnienia. Podziękował krótkim skinieniem, odczekał, aż mężczyzna odejdzie, a później zwrócił ukrytą za ciemnymi szkłami twarz ku Elenie.
— Buongiorno, Nikiyo — przywitał się cicho, przechylając się naturalnie w jej stronę.— Czerń wyjątkowo ci służy. Podobnie jak biel.

I have elaborate plans for you