No running this time hon'
: czw lis 05, 2026 1:52 pm
Zajęło to jeszcze kilka tygodni zanim dostał zielone światło od swoich lekarzy, a tym samym Darcy, ale w końcu mógł już spokojnie wejść do samolotu. Rehabilitacje też się na coś przydały. Mógł powiedzieć, że już w większości wrócił do pełnej sprawności. Może jeszcze przez kilka miesięcy nie będzie biegać maratonów, lecz nie było żadnego zagrożenia dla jego życia czy zdrowia kiedy uprawiali swoją ulubioną formę cardio. A tej musieli sobie jeszcze cholernie dużo odbić.
Arvel obiecał Darcy tę wycieczkę. Chociaż kiedy to robił miała to być pewna forma okazania miłości, a nie, tak jak teraz pewna kara za to, co odwaliła ostatnim razem gdy tutaj przyleciał. Co oczywiście dawał jej odczuć przy wielu okazjach testując granice tego kiedy w końcu pęknie i po prostu palnie go w łeb. Co oczywiście znaczyło, że dawny Arvel również wracał do łask. Chociaż może to nie było w tym momencie najlepsze stwierdzenie ponieważ powrót w rodzinne strony wiązał się z wieloma rozmowami, których pewnie wolałby nie mieć, więc nie dało się nie wyczuć, że na tym wyjeździe nie był do końca sobą, chociaż dla niej bardzo próbował.
Lot, a raczej loty wyszły im bez większych niespodzianek. Standardowo on próbował się do niej od czasu do czasu dobrać albo chociaż trochę podrażnić. Nie przerabiali tego w końcu pierwszy raz. Pogoda po tej stronie globu też nie powinna jej specjalnie zaskoczyć. Przeżyła w końcu wiele zim w Toronto. Musieli jeszcze tylko wynająć samochód i dojechać do jego małego miasteczka. Podróż logistycznie nie była niestety taka prosta. Jego rodzice przenieśli się z powrotem w rodzinne strony gdy przeszli na emeryturę.
Arvel na szczęście oszczędził im obojgu od razu spotkania z rodziną. Specjalnie powiedział im, że przyjeżdżają dzień później niż faktycznie. Wynajął im pokój w hotelu bo ostatnie, czego oboje potrzebowali to od razu rzucić się na głęboką wodę. On był już na to trochę za stary. Będą potrzebować swojej przestrzeni. Kiedy weszli w końcu do swojego pokoju było już dość późno. Byli po kilkunastu godzinach podróży. Walizki zostawił przy drzwiach, a sam poszedł na chwilę do łazienki chociaż przemyć twarz.
- Teraz już wiesz, dlaczego tak rzadko tutaj przylatuję. - zaśmiał się wychodząc z łazienki wycierając twarz ręcznikiem - Miałaś kiedyś dłuższą podróż? - odłożył ręcznik na blat i przeszedł do salonu szukając minibarku.
- To powiedź mi kochanie... Jak na razie podoba Ci się Walia? Już wiesz skąd wziął się mój czarujący charakter. - wyszczerzył się wyciągając małą buteleczkę whisky dla siebie oraz oferując jedną jej zanim opadł tyłkiem na łóżko instynktownie przeczesując włosy, które teraz za jej namowami faktycznie były krótsze niż do tej pory.
Co prawda nie miała jeszcze okazji zobaczyć faktycznego życia w Walii czyli jakże czarujących ludzi oraz całej tej pubowej kultury, ale jechali przez prawie trzy godziny przez jego kraj. Zdążyła chociaż liznąć kilka widoczków, trochę architektury mniejszych miasteczek. Może nie był wielkim lokalnym patriotą, ale gdzieś tam chciał wiedzieć jak ona to wszystko widzi. Czy cokolwiek jej się spodobało. Chyba każdy tak ma. Tym bardziej, że to nie tak, że nienawidził tego miejsca. Po prostu jego życie było już gdzie indziej. Co nie zmieniało faktu, że jakaś jego cząstka zawsze będzie tutaj. Chociażby przez rodzinę.
Darcy Bowman
Arvel obiecał Darcy tę wycieczkę. Chociaż kiedy to robił miała to być pewna forma okazania miłości, a nie, tak jak teraz pewna kara za to, co odwaliła ostatnim razem gdy tutaj przyleciał. Co oczywiście dawał jej odczuć przy wielu okazjach testując granice tego kiedy w końcu pęknie i po prostu palnie go w łeb. Co oczywiście znaczyło, że dawny Arvel również wracał do łask. Chociaż może to nie było w tym momencie najlepsze stwierdzenie ponieważ powrót w rodzinne strony wiązał się z wieloma rozmowami, których pewnie wolałby nie mieć, więc nie dało się nie wyczuć, że na tym wyjeździe nie był do końca sobą, chociaż dla niej bardzo próbował.
Lot, a raczej loty wyszły im bez większych niespodzianek. Standardowo on próbował się do niej od czasu do czasu dobrać albo chociaż trochę podrażnić. Nie przerabiali tego w końcu pierwszy raz. Pogoda po tej stronie globu też nie powinna jej specjalnie zaskoczyć. Przeżyła w końcu wiele zim w Toronto. Musieli jeszcze tylko wynająć samochód i dojechać do jego małego miasteczka. Podróż logistycznie nie była niestety taka prosta. Jego rodzice przenieśli się z powrotem w rodzinne strony gdy przeszli na emeryturę.
Arvel na szczęście oszczędził im obojgu od razu spotkania z rodziną. Specjalnie powiedział im, że przyjeżdżają dzień później niż faktycznie. Wynajął im pokój w hotelu bo ostatnie, czego oboje potrzebowali to od razu rzucić się na głęboką wodę. On był już na to trochę za stary. Będą potrzebować swojej przestrzeni. Kiedy weszli w końcu do swojego pokoju było już dość późno. Byli po kilkunastu godzinach podróży. Walizki zostawił przy drzwiach, a sam poszedł na chwilę do łazienki chociaż przemyć twarz.
- Teraz już wiesz, dlaczego tak rzadko tutaj przylatuję. - zaśmiał się wychodząc z łazienki wycierając twarz ręcznikiem - Miałaś kiedyś dłuższą podróż? - odłożył ręcznik na blat i przeszedł do salonu szukając minibarku.
- To powiedź mi kochanie... Jak na razie podoba Ci się Walia? Już wiesz skąd wziął się mój czarujący charakter. - wyszczerzył się wyciągając małą buteleczkę whisky dla siebie oraz oferując jedną jej zanim opadł tyłkiem na łóżko instynktownie przeczesując włosy, które teraz za jej namowami faktycznie były krótsze niż do tej pory.
Co prawda nie miała jeszcze okazji zobaczyć faktycznego życia w Walii czyli jakże czarujących ludzi oraz całej tej pubowej kultury, ale jechali przez prawie trzy godziny przez jego kraj. Zdążyła chociaż liznąć kilka widoczków, trochę architektury mniejszych miasteczek. Może nie był wielkim lokalnym patriotą, ale gdzieś tam chciał wiedzieć jak ona to wszystko widzi. Czy cokolwiek jej się spodobało. Chyba każdy tak ma. Tym bardziej, że to nie tak, że nienawidził tego miejsca. Po prostu jego życie było już gdzie indziej. Co nie zmieniało faktu, że jakaś jego cząstka zawsze będzie tutaj. Chociażby przez rodzinę.
Darcy Bowman