Jestem na sali sądowej, telefon mam wyciszony i schowany głęboko w torbie, żeby mnie nie rozpraszał. Złamana ręka nie przeszkadza mi w potyczkach z prokuraturą, papierologią i tak przecież zajmowała się Thalia. Kończę swoją mowę początkową, a po niej sędzia ogłasza kwadrans przerwy, więc postanawiam skorzystać z okazji i iść zapalić, biorę także telefon, żeby sprawdzić co tam w świecie. No i okazuje się, że Gaba próbowała się do mnie dodzwonić i nawet zostawiła wiadomość, ale myślę, że kontaktuje się w sprawie pozwu, który zdążyłem już wysłać, szybko przyszedł swoją drogą, więc tylko uśmiecham się pod nosem i olewam. Dzwonił też Madox, jakieś dwadzieścia razy, jednak mniemam, że też ze spierdolką o pozew oraz być może prośbą żebym jednak go wycofał. Heh. Mam mu napisać, że jestem w sądzie i odezwę się później, ale dzwoni po raz kolejny więc odbieram -
Co tam? - pytam, chociaż już mi nawija, potem słyszę głośny klakson, więc odkładam na moment słuchawkę od ucha, po czym znowu ją zbliżam. A kilka sekund później czuję się tak jakbym dostał czymś ciężkim prosto w pysk, na przykład jakimś młotem, krew odpływa mi z twarzy i robię się blady jak ściana na palarni -
Co?! Jaki wypadek?! - wszystkie głowy wokół odwracają się w moją stronę -
Kurwa, jestem w sądzie, w trakcie procesu, muszę poprosić o odroczenie - zerkam na zegar, a znajomy adwokat, który stoi obok mnie wyciąga w moją stronę odpalonego papierosa, muszę wyglądać na zdenerwowanego, zresztą czuję przecież, że wszystko mi się trzęsie -
Przyjedź po mnie, potrzebuję jakiś piętnastu minut - rzucam, znowu słyszę przeszywający dźwięk klaksonu i jak Noriega jebie babę na pasach, potem jakiś trzask, szum i znowu głos przyjaciela -
Mówiłem żebyś przyjechał po mnie do sądu, stań przed wejściem - rozłączam się. Oddaję tamtemu prawnikowi na wpół wypalonego papierosa, po czym wracam na salę. Proszę sędziego o odroczenie rozprawy, bo ktoś bardzo mi bliski właśnie walczy o życie w szpitalu, muszę tam jechać, a w takich okolicznościach nie jestem w stanie dalej reprezentować swojego klienta. Sędzia pyta o zgodę prokuratora i widzę, że ten złamas się waha, bo mnie kurwa nienawidzi, ale nawet on nie jest takim chujem żeby trzymać mnie teraz na sali. Po kolejnych trzech minutach jestem już w samochodzie Madoxa, zatrzaskuję za sobą drzwi i wbijam spojrzenie w przyjaciela. Nie wiem czy kiedykolwiek wcześniej widział w moich oczach to co teraz, może wtedy, podczas napadu na bank, kiedy pochylałem się nad nim myśląc, że oberwał za mnie kulkę -
Jak bardzo jest źle?...
Madox A. Noriega