Juliana "Jules" Morales
: sob lis 07, 2026 11:10 pm
Juliana "Jules" Morales

data i miejsce urodzenia
21/11/1994; Torontozaimki
żeńskiezawód
ratowniczka medyczna(ACP, obniżenie uprawnień do PCP)
miejsce pracy
obecnie: North York General Hospital, wcześniej: Mount Sinai Hospitalorientacja
heteroseksualnadzielnica mieszkalna
Malvernpobyt w toronto
od urodzeniaumiejętności
ukończone studia medyczne, cheerleading, prawo jazdy klasy F, perfekcyjne pancakes, hiszpański, portugalski, wyczucie rytmu, mocna głowasłabości
robi paskudną kawę, pancakes to jedyne danie które potrafi przygotować bez walki o życie, boi się wody, analogowa – ma trudną relację z urządzeniami elektronicznymi, impulsywność i niesubordynacja, sceptycyzm do autorytetów Od najmłodszych lat towarzyszył jej model autorytaryzmu rodzicielskiego. Rodzice nie robili tego specjalnie, ale lubili codziennie przypominać jej o tym, jak wiele jej dziadkowie musieli poświęcić, żeby ona mogła określać się mianem obywatelki Kanady. Jakie jej życie jest wygodne, w przeciwieństwie do jej rodziców – dzieci nielegalnych migrantów, którzy żyli w strachu przed urzędami i kontrolami. I właśnie tym poświęceniem kochali usprawiedliwiać swój nacisk na edukację, bo od nich – urodzonych w Kanadzie, posiadających Kanadyjskie dokumenty, także wymagano tej samej dyscypliny.
Uczono jej szacunku do pracy i sumienności, karmiono ją bajkami o idealnym archetypie zasymilowanego, szanowanego Kanadyjczyka będącego filarem społeczności, a jednocześnie dostrzegała w tym sprzeczności. W sposobie, w jaki kultywowali wciąż meksykańskie korzenie, czy jak trzymali się w swoich małych migracyjnych grupkach, w których każda z nich miała jakichś “rodzinnych bohaterów”. U niej byli to dziadkowie, z obu stron, historie obu babć, które w pocie czoła, wydały na świat swoje dzieci, jakby co najmniej rodziły je na uprawnym polu, na które przyjechały pracować, a nie spotkały się w szpitalu. Była znużona historią o autorytetach, bezwzględnym, bezpodstawnym szacunku i ciągłym zamykaniem jej ust, kiedy chciała powiedzieć swoje zdanie. Jednocześnie nie chciała nigdy wyzbywać się z siebie tej rodzinności, na której została wychowana, zakorzenionej w niej zbyt głęboko, żeby oderwać się od rodziny. Nieważne jak mocno by się z nią nie zgadzała.
Ojciec – inżynier budownictwa. Matka – lekarka, osiągnęli sukces, zgodnie z wymaganiami, dlatego medycyna dla niej też była naturalnym kierunkiem. W końcu i tak większość życia spędziła w szpitalnym przedszkolu, pokojach lekarskich, czy gabinecie matki. Miłością do ratownictwa medycznego zapałała od pierwszego wejrzenia, choć nie od razu zdawała sobie z tego sprawę. Podczas spacerów po szpitalnych korytarzach lubiła obserwować, jak pod szpital podjeżdżała karetka. Każdy nowy pacjent był nową historią i nową zagadką do rozwikłania, snuła własne rozważania na ich temat, nieświadoma ile bodźców daje jej obserwowanie pracy paramedyków. Ich praca wydawała się, w kontraście dla lekarzy, nieprzewidywalna, zmienna, a chyba tego – zmiennych – najbardziej brakowało w życiu dziewczynie, która tłumiła w sobie wiele niespożytkowanej energii i buntu.
Medycynę wybrali dla niej rodzice, rozczarowani nią, kiedy po uzyskaniu dyplomu w szpitalu przepracowała cztery lata w zawodzie, zanim przeszła przyśpieszone kursy przygotowawcze na ratownika medycznego. Ta praca dawała jej adrenalinę i swobodę, której jej brakowało. Być może zachłysnęła się nią za mocno, bo zaraz rok po osiągnięciu wyższego stopnia ACP w ratownictwie medycznym, zdegradowano ją z powrotem do PCP. Komisja kontroli jakości stwierdziła nieświadome złe nawyki kliniczne po pracy lekarza – zbyt dużą autonomię i omijanie procedur, jako naleciałość lekarska. Gdyby wiedzieli, że te nie były tak nieświadome, na jakie wyglądały podczas śledztwa pewnie skończyłoby się na dyscyplinarce, zamiast roku pracy pod nadzorem koordynatora w nowym środowisku pracy.
Mogli to nazywać ładnie, jak na grzecznych Kanadyjczyków przystało: przymusowe obniżenie uprawnień, ale ona wolała nazywać rzeczy prościej, dosadniej – degradacja. Albo nawet lepiej – paranoja.
Przynajmniej widoki z nowego mieszkania w Malvern odpowiadały jej bardziej niż snobistyczne ulice Downtown.
– Jak na osobę o jej atletycznej figurze, może się wydawać, że je bardzo dużo śmieciowego żarcia, które później spala na siłowni. Jednak gdyby przyjrzeć się dokładniej, zjada syf, ale w małych ilościach.
– Jeśli wydaje ci się, że cheerleading kontrastuje z jej osobowością, to jeszcze nie słyszałeś jak mówi, że ten wymaga zrozumienia anatomii, biomechaniki ciała, równowagi i fizjologii, których nauczyła się lepiej podczas zawodów i treningów niż na medycynie.
– Jej ulubiona trasa joggingowa przebiega obok jednostki pożarnej (Station 119) i na pewno nie ma ona nic wspólnego z przystojnymi strażakami... Na pewno.
Uczono jej szacunku do pracy i sumienności, karmiono ją bajkami o idealnym archetypie zasymilowanego, szanowanego Kanadyjczyka będącego filarem społeczności, a jednocześnie dostrzegała w tym sprzeczności. W sposobie, w jaki kultywowali wciąż meksykańskie korzenie, czy jak trzymali się w swoich małych migracyjnych grupkach, w których każda z nich miała jakichś “rodzinnych bohaterów”. U niej byli to dziadkowie, z obu stron, historie obu babć, które w pocie czoła, wydały na świat swoje dzieci, jakby co najmniej rodziły je na uprawnym polu, na które przyjechały pracować, a nie spotkały się w szpitalu. Była znużona historią o autorytetach, bezwzględnym, bezpodstawnym szacunku i ciągłym zamykaniem jej ust, kiedy chciała powiedzieć swoje zdanie. Jednocześnie nie chciała nigdy wyzbywać się z siebie tej rodzinności, na której została wychowana, zakorzenionej w niej zbyt głęboko, żeby oderwać się od rodziny. Nieważne jak mocno by się z nią nie zgadzała.
Ojciec – inżynier budownictwa. Matka – lekarka, osiągnęli sukces, zgodnie z wymaganiami, dlatego medycyna dla niej też była naturalnym kierunkiem. W końcu i tak większość życia spędziła w szpitalnym przedszkolu, pokojach lekarskich, czy gabinecie matki. Miłością do ratownictwa medycznego zapałała od pierwszego wejrzenia, choć nie od razu zdawała sobie z tego sprawę. Podczas spacerów po szpitalnych korytarzach lubiła obserwować, jak pod szpital podjeżdżała karetka. Każdy nowy pacjent był nową historią i nową zagadką do rozwikłania, snuła własne rozważania na ich temat, nieświadoma ile bodźców daje jej obserwowanie pracy paramedyków. Ich praca wydawała się, w kontraście dla lekarzy, nieprzewidywalna, zmienna, a chyba tego – zmiennych – najbardziej brakowało w życiu dziewczynie, która tłumiła w sobie wiele niespożytkowanej energii i buntu.
Medycynę wybrali dla niej rodzice, rozczarowani nią, kiedy po uzyskaniu dyplomu w szpitalu przepracowała cztery lata w zawodzie, zanim przeszła przyśpieszone kursy przygotowawcze na ratownika medycznego. Ta praca dawała jej adrenalinę i swobodę, której jej brakowało. Być może zachłysnęła się nią za mocno, bo zaraz rok po osiągnięciu wyższego stopnia ACP w ratownictwie medycznym, zdegradowano ją z powrotem do PCP. Komisja kontroli jakości stwierdziła nieświadome złe nawyki kliniczne po pracy lekarza – zbyt dużą autonomię i omijanie procedur, jako naleciałość lekarska. Gdyby wiedzieli, że te nie były tak nieświadome, na jakie wyglądały podczas śledztwa pewnie skończyłoby się na dyscyplinarce, zamiast roku pracy pod nadzorem koordynatora w nowym środowisku pracy.
Mogli to nazywać ładnie, jak na grzecznych Kanadyjczyków przystało: przymusowe obniżenie uprawnień, ale ona wolała nazywać rzeczy prościej, dosadniej – degradacja. Albo nawet lepiej – paranoja.
Przynajmniej widoki z nowego mieszkania w Malvern odpowiadały jej bardziej niż snobistyczne ulice Downtown.
Ciekawostki
– Nie lubi potwierdzać stereotypów, ale jej wybuchowy temperament, uwielbienie do ostrego jedzenia i meksykańskich rytmów podkreśla jej latynoskie korzenie. Na przekór pije kaźdy alkohol z wyłączeniem tequilli. – Jak na osobę o jej atletycznej figurze, może się wydawać, że je bardzo dużo śmieciowego żarcia, które później spala na siłowni. Jednak gdyby przyjrzeć się dokładniej, zjada syf, ale w małych ilościach.
– Jeśli wydaje ci się, że cheerleading kontrastuje z jej osobowością, to jeszcze nie słyszałeś jak mówi, że ten wymaga zrozumienia anatomii, biomechaniki ciała, równowagi i fizjologii, których nauczyła się lepiej podczas zawodów i treningów niż na medycynie.
– Jej ulubiona trasa joggingowa przebiega obok jednostki pożarnej (Station 119) i na pewno nie ma ona nic wspólnego z przystojnymi strażakami... Na pewno.
zgoda na powielanie imienia
niezgoda na powielanie pseudonimu
nieZgody MG
poziom ingerencji
niskizgoda na śmierć postaci
niezgoda na trwałe okaleczenie
niezgoda na nieuleczalną chorobę postaci
niezgoda na uleczalne urazy postaci
takzgoda na utratę majątku postaci
takzgoda na utratę posady postaci
tak