Strona 2 z 3

Seoul

: pt gru 05, 2025 4:41 pm
autor: Ryan Lee
Flavia Rosendale

Zaśmiał się w głowie, słysząc jej kolejne słowa. Drugie spotkanie. Nigdy do nich nie dochodziło. Nienawidził tego cierpkiego spojrzenia pełnego nadziei. Kobiety wymagały od niego zbyt wiele. Nie miał cierpliwości. Nigdy nie znalazł takiej, którą byłby w stanie porównać do nieba. Ono było piękne, całkowicie rozgwieżdżone. Dało się w nim znaleźć coś pięknego przy każdym spotkaniu. Za to po pierwszym podboju dziewczyny wydawały mu się po prostu mdłe.
Kiedyś do niego dojdzie, prawda? — zagadnął lekko wymijająco. Drugich randek nie było. Za to kolejne niezręczne spotkania, przy których krzywo się uśmiechał już tak. Był z niego zadziwiający przypadek, od którego nie dało się uciec. Przypadek Ryan'a. Zawsze wybierał takie kobiety, z którymi miał niemalże stuprocentową pewność kolejnego spotkania — mówisz, jakby to było totalnie niemożliwe — prychnął lekko prowokującym tonem. Uniósł do góry jedną ze swoich brwi. Lubił takie zabawy. Spoglądać w oczy kobiet, które jeszcze nie zdawały sobie sprawy, że mu ulegną. Rosendale była przepiękna, ale czy miała w sobie na tyle samokontroli, by nie ulec tym brązowym tęczówką?
Ja nie mam minusów — odparł, parskając krótko pod nosem. Nie ukrywał przed innymi bycia ego topem. Raczej miał to we krwi, razem z mlekiem matki. Gdyby miał się za każdym razem zastanawiać co dalej, prawdopodobnie zniknąłby, jak za odjęciem magicznej różdżki. Nie myślał o przeszłości, a wręcz był utwierdzony we własnej zajebistości — romantyzm jest przereklamowany. Chodzi o nastrój, tu go mamy całkowicie — uniósł jeden ze swoich kącików ust do góry, po czym kontynuował — myślisz, że jestem na tyle niewystarczający, by były we mnie bardziej zauroczone? — wolał mieć na sobie całą uwagę. To łechtało mu ego, niezależnie od tego, co się zadziało później. Wzrok kobiety, uczucie drżenia ciała pod wpływem opuszków jego palców. Tego potrzebował do szczęścia — poza tym ja wolę skupić się na Tobie, Flavia — podniósł się na moment, by włożyć jej niesforny kosmyk włosów za ucho, wbijając w nią spojrzenie. Widział, jak reagowała na jego słowa i to łechtało jej ego — zadbam oto Flavio. Jeszcze będziesz wspominała moje imię — a najlepiej dla niego to i całą noc. Odsunął od niej rękę, ponownie siadając na krześle. Lubił pokazywać takie małe gesty. Widział w nich coś głębszego, mimo że za tym spotkaniem nie stało nic poza dziwną atrakcyjnością.
Może być — kiwnął głową na potwierdzenie własnych słów. Nieważne, co by mu zaproponowała i tak by się zgodził. Nie miało to dla niego większego znaczenia. Zdążyli wszystko zamówić, można było czekać na drinki oraz posiłek.
To co więcej mogłabyś o sobie mi powiedzieć, Flavio? — spytał, kładąc brodę na dłoni — rozumiem, że piloci w okularach przeciwsłonecznych nie są twoim... ulubionym typem faceta — finalnie się roześmiał, kręcąc głową. Denerwował ją. Raczej trzymała go na dystans, ale odpowiadało mu to. Lubił gonić za króliczkiem.

Seoul

: czw gru 11, 2025 11:51 pm
autor: Flavia Rosendale
— Biorąc pod uwagę, że razem pracujemy… to z pewnością — stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Drugie randki były skomplikowanym tematem. Czasami ta druga osoba ich nie chciała, a czasami to Flavia z premedytacją się nie odzywała lub nie odbierała telefonów. Jeżeli nawiązywała relację z osobami z branży, to sytuacja nieco się komplikowała; w końcu zawsze miała pewien procent szans, że wylądują w jednym samolocie. — A jest możliwe? — zapytała, mrużąc lekko spojrzenie. Nie chciała spisywać go na straty, lecz jednocześnie wiedział, jakim był typem. — Nigdy nie mów nigdy, ale… wiesz jak jest — dodała, rozkładając ręce na boki. Koniec końców była tylko człowiekiem — mimo że miała naprawdę silną wolę, to czasami wolała nie ręczyć za swoje życiowe decyzje. Już nie chciała komentować tego, że w ogóle zgodziła się na tę randkę, ten wybryk pozostawiała bez komentarza; i tak też z pewnością skończy jej każda decyzja dzisiejszego wieczora.
— Same plusy i pozytywy? — zaśmiała się. Jedni określają to mianem wywalonego ego, jednak Flavia w gruncie rzeczy wolała takie zachowanie, niż niepewną nieśmiałość i brak odwagi do… czegokolwiek. Do działania, do podjęcia decyzji, do powiedzenia czasami o dwa słowa za dużo — to wszystko potrafiła docenić, bo nie mogłaby spotykać się z osobą pozbawioną jakiegokolwiek koloru. — Nastrój to zdecydowanie ważny czynnik — pokiwała głową. Małe gesty to drugie, ale czy mogłaby tu na nie narzekać? Zachowywał się jak dżentelmen i raczej nie miała mu nic do zarzucenia. Sama randka była przyjemna, pokusiłaby się o stwierdzenie, że było romantycznie. — Myślę że z twoją pewnością siebie, dla ciebie nie istnieje słowo niewystarczający — odpowiedziała z rozbawieniem. Nawet gdyby nie znała go z opowieści, to już mogłaby dostrzec, że mężczyzna wręcz tym emanował. Panda, choć słodka, mogła być bronią ostateczną, aby uwieść kobiety — najwidoczniej on tego nie potrzebował. Już miała mu odpowiadać, ale postanowił chwilowo zamknąć jej usta przez niespodziewany gest, jakim było poprawienie jej niesfornego kosmyka włosów. O tym właśnie mówiła; o małych szczegółach, które przyczyniają się do całego romantyzmu. Flavia była w stanie stwierdzić, dlaczego kobiety mu tak ulegały, ponieważ czarował niemiłosiernie. Poniekąd burzył mur, który wokół siebie wzniosła i nawet nie mogła się ku temu sprzeciwić. — To dobrze, bo lubię czyjąś uwagę — powiedziała szczerze. Lubiła skupiać na siebie spojrzenie, zwłaszcza osób, które chciała, aby na nią patrzyły i często też odwdzięczała się tym samym. Na randce z pandami, zdecydowanie wygrałby walkę o jej uwagę. Coś przestawiło się jej w głowie i nie podobało się to jej. — Oby to wspomnienie było w samych superlatywach — zażartowała, choć biorąc pod uwagę, że sama nie robiła sobie nadziei na kolejne tego typu spotkanie, to pewnie nie będzie miała powiedzieć o nim czegoś złego. W porównaniu do innych kobiet, Rosendale nie ustawiała ich już pod ślubnym łukiem i nie wyobrażała sobie wspólnej przyszłości, tylko przez to, że odgarnął jej włosy z twarzy. Było to niespodziewane i dobre zagranie, aby nieco zyskać jej sympatię, ale nie w aż takim stopniu.
— Zależy, co na ten moment chcesz wiedzieć — zagadnęła, przechylając lekko głowę. — Ulubiony kolor, lęki, traumę z dzieciństwa? Ulubione zwierzę chyba mamy odhaczone, chociaż lubię też kapibary — odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Dwa słodkie, ale nie do końca łagodne zwierzęta; pozory potrafią mylić. — Niekoniecznie, choć wysocy bruneci o niebieskich oczach to zdecydowanie mój typ. Choć brązowe też dają radę. W zasadzie, każde są w porządku i bez sensu jest je zakrywać okularami, gdy to niepotrzebne. — W pełnym słońcu trzeba było uważać na krzywienie się i potencjalne powstawanie zmarszczek. Poza tym, ceniła kontakt wzrokowy, zawsze go utrzymywała i nie lubiła, gdy ktoś ograniczał jej to bezpodstawnie. W końcu oczy nie potrafią kłamać, w nich można wszystko wyczytać. — Za to ja rozumiem, że gustujesz w stewardessach? — rzuciła, zastanawiając się, czy jakkolwiek go to speszy, czy jak będzie chciał się wywinąć od tej odpowiedzi.

Ryan Lee

Seoul

: sob gru 13, 2025 9:43 pm
autor: Ryan Lee
Flavia Rosendale

Uniósł delikatnie kąciki ust, słysząc jej słowa. Na pewno dojdzie do kolejnego spotkania. Będzie ono pełne różnych niedopowiedzeń. Niekoniecznie wartych wypowiedzenia. Spojrzy na nią tym samym wzrokiem, który miał zamiar zrobić to tej nocy. Spokojnym, stonowanym zmierzyć ją i zapamiętać każdy najmniejszy, ukryty szczegół jej ciała.
Zależy od tego wieczoru — i nocy, poranka, ale niekoniecznie bez śniadania. Była dla niego tajemnicą, którą chciał rozpracować. Poznać każdy najmniejszy szczegół jej fizyczności, by później go rozpamiętywać. Mógł udawać dupka, ale kobiece ciała miały w sobie pewien czar, który chciał poznać i zostawić w pamięci na dłużej niż to jedno spotkanie — to powinienem Tobie powiedzieć na pierwszym spotkaniu — zaśmiał się pod nosem na wzmiankę nigdy nie mów nigdy. Zgadzał się z nią, ale też znał samego siebie. Flavia musiałaby być wyjątkowa, żeby móc oprzeć się jego urokowi. Zresztą Lee często dostawał to, czego chciał. Chciał jej ciała wijącego się pod wpływem jego dotyku..
Zdecydowanie tak, przekonaj się Flavio — powiedział spokojnym, pewnym siebie tonem. Wbił w nią mocne spojrzenie. Wręcz świdrujące, jakby chciał poznać całą jej duszę już w tym krótkim momencie. Poniekąd tak było. — oh, to się zdecydowanie zgadza — przyznał się szczerze, unosząc ręce do góry. Chociaż miewał takie chwile. Tylko nigdy wolał o nich nie mówić. Nawet przed samym sobą nie był zdolny do przyznania się do jakichkolwiek słabości. Zbyt mocno go to bolało, by był w stanie to zrobić.
No zobaczymy, czy nie spojrzysz na innego mężczyznę — zaśmiał się pod nosem, przegryzając dolną wargę. W głowie już myślał o tym, by móc skosztować jej ust. Mogła poświęcać mu całą uwagę, ale on miał zamiar wryć się w jej psychikę. Byle nie była w stanie myśleć o jakimkolwiek mężczyźnie po tym wieczorze pełnym niespodzianek — jakbyś miała jakiekolwiek wątpliwości, ranisz mnie moja droga — parsknął krótko pod nosem, kręcąc przy tym głową. Co mógł więcej powiedzieć? Wątpliwości będą rozwiewane wraz z każdą sekundą kolacji.
O, może opowiedz o swoim dzieciństwie — lubił ten ruch. Rozbrajał nim kobiety. Słuchanie ckliwych opowieści go nudziło, choć może Flavia postanowi go w jakiś sposób zaskoczyć. Czekał poniekąd na to. Cokolwiek miała do powiedzenia, słyszał praktycznie każdą wersję — ała. Nie jestem w twoim typie — odparł teatralnie, chwytając się za serce i parsknął krótko. Nie odbierał tego personalnie. Go za to niebieskie oczy ewidentnie nudziły. Nigdy nie widział w nich niczego ciekawego — gustuję w pięknych kobietach — poprawił ją, uśmiechając się pewnie. Nie chodziło o konkretny zawód.

Seoul

: pn gru 22, 2025 11:45 am
autor: Flavia Rosendale
Ten wieczór mógł zakończyć się w kilku różnych wariantach i choć przyszła już z nastawieniem, w jaki sposób się to skończy, tak była ciekawa, czy Ryan w jakiś sposób sprawi, że jednak zmieni zdanie. Czy ulegnie jego urokowi? Czy pogoń za króliczkiem wyjdzie poza ramy Seulu?
— Interesujące — rzuciła z lekkim rozbawieniem, zastanawiając się jedynie, czy były to puste słowa, czy może faktycznie brał pod uwagę drugie spotkanie. Z tego, co już słyszała, to wiedziała jak było; ale co w przypadku, gdy faktycznie nie dostanie tego, czego tak pragnie? — Powinieneś. A to jednak ja to musiała powiedzieć — stwierdziła lekko. Dla niej to spotkanie było jak to motto. Nigdy nie mów nigdy — dosłownie, skoro jednak zdecydowała się na to spotkanie, mimo że od pierwszych wymienionych zdań na lotnisku, raczej miała nastawienie, że nie wpadnie w jego sidła.
— Skoro tak uważasz… zbiorę swoje uwagi i w razie co przedstawię na końcu spotkania — zaśmiała się krótko, nie speszona jego świdrującym spojrzeniem. Nie odbierała nikomu pewności siebie, ale czasami lubiła dać poczucie niepewności, że może być coś nie tak. Jeśli komuś zależało na budowaniu długotrwałej relacji, to zdecydowanie się tym przejmie; w tym przypadku, mogło go to akurat mało co obchodzić. Tym bardziej, że swoimi następnymi słowami potwierdził jej przypuszczenia, a Flavia przez sekundę zaczęła się zastanawiać, na ile w tej pewności siebie kryło się również słabości.
— Po pierwszym spotkaniu już takie ograniczenia? — uniosła brew ku górze. Miała kilka miłych wspomnień z kilka równie miłych nocy, jednak w żadnym wypadku, nikt nie zadziałał na nią w żaden sposób… uzależniająco. I to nie tak, że na drugi dzień myślała o innych, bo budując relację, była lojalna, jednak czym może zaskoczyć ją pan pilot, że był tak pewny swego? — Zawsze istnieją wątpliwości. Ciężko mieć jakąkolwiek pewność, skoro na dobrą sprawę, poznaliśmy się dopiero wczoraj. — Wcześniej jedynie z przelotu bądź różnych historii. Biorąc pod uwagę, jak długo obydwoje pracują w tej linii lotniczej, to los naprawdę trzymał ich na dystans.
— Nie chcę cię zanudzić, bo raczej nie było w nim nic przebojowego — stwierdziła, mimo wszystko nie decydując się w pierwszym rzucie na dzielenie się informacją, że jej mama zmarła na nowotwór, jedynie wpleść to między zdaniami i… dać mu szansę się dowiedzieć więcej, jeśli będzie chciał. — Swoje dzieciństwo dobrze wspominam. Później zaczęło się komplikować, nie znosiłam swojej macochy… w sumie do dzisiaj mamy dość obojętną relację. — Wzruszyła lekko ramionami. — Każdy wspomina, że na ogól byłam grzecznym dzieckiem. Później zaczęłam uciekać z domu, ale to nie miało wpływu na to, że nagle stałam się rebeliantem po prostu… to przez odmienność przekonań z ojcem — powiedziała, jakby nie uważała tego za coś złego. Nie uciekała do znajomych, żeby pić alkohol i palić papierosy w młodym wieku; wtedy zazwyczaj jechała do ciotki, która odgrywała kluczową rolę w jej wychowaniu. Ojciec jej nie znał, więc nie uważała jego zdania za ważne w jej życiu, nawet w dorosłym życiu, gdzie wybrała pracę w liniach lotniczych zamiast prawa. — Spełniasz dwie z trzech kategorii, to i tak dużo — mrugnęła. Był wysoki, tu można powiedzieć, że miał naprawdę sporą przewagę. Niebieskie oczy to wydziw, lecz nie konieczność, bo przyszłościowo i tak jej azjatyckie geny by zdominowały, a niebieskie oczy nie zostałyby przekazane dalej. — To w sumie jedno łączy się z drugim — stwierdziła, bo jednak stewardessy były pięknymi babami, nie ma co. — Może teraz ty powiedz coś o sobie? Skąd pomysł na zostanie pilotem? — zapytała, chcąc dowiedzieć się coś o nim. Cokolwiek, nawet jeśli on miałby sprzedać jej właśnie łzawą historię.

Ryan Lee

Seoul

: ndz gru 28, 2025 2:48 pm
autor: Ryan Lee
Flavia Rosendale

Zmrużył oczy, próbując zanalizować ją w głowie. Nigdy nie mów nigdy piękne i momentami niewygodne motto. Ludzie się zmieniali, w inny sposób przetwarzali własne zachowania. Sam Ryan doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Tylko on był ciągle tym samym, komediowym facetem, którego nie dało się zatrzymać. Lubił flirt z kobietami, interesowały go ciekawskie spojrzenia i smak ich ust. Tego się u niego nie zmieni.
Powinienem wykonać własną listę uwag? — parsknął, patrząc jej prosto w oczy. Wiele mógłby zarzucić kochankom. Nie każda go porywała. Niektóre patrzyły na niego maślanym wzrokiem, czekając, aż wykonana jakiś ruch w ich stronę. Z Flavią tak nie było i momentami go to odrobinę irytowało. Chciałby zobaczyć radośnie biegające ogniki w jej oczach. Coś fascynującego, przepięknego, za czym mógłby pobiec i nie patrzeć za siebie.
Jeśli ktoś tego chce, to żadne ograniczenia — — na pewno moja historia dawno mnie wyprzedziła — zażartował, patrząc wprost na nią. Utrzymał kontakt wzrokowy, by móc dojrzeć w nim coś więcej. Informacje skrywane z nim samym. Wiele zdradzały kobiece usta, ale tylko w oczach można było dotrzeć prawdziwe odbicie duszy.
Nie ma to jak dobry początek — parsknął na to zanudzenie. Wbrew pozorom Ryan całkiem dobrze potrafił słuchać innych ludzi. Zresztą fascynowała go jego towarzyszka. Chciał móc poznać każdy szczegół życia, a przynajmniej na tyle, by dobrze bawić się tego wieczoru. Chociaż powoli to całe gadanie zaczynało być męczące. Na całe szczęście przyszedł kelner z jedzeniem i przez krótszy mogli zajadać się smakołykami.
Czyli jesteś Kopciuszkiem? — zaśmiał się Ryan, słysząc temat macochy. Dla niego rodzina zawsze była idealnym miejscem rozwoju. Słyszał o tych rozpadających się, ale nigdy nie widział w nich większego sensu. Ludzie rozchodzili się, wracali do siebie, a koniec końców każdy martwił się wyłącznie o samego siebie.
Uciekinierka? — spytał, unosząc do góry jedną ze swoich brwi — a wyglądasz raczej na grzeczną dziewczynkę, Flavio — w ten sposób też się zachowywała. Grzeczna, ułożona, aż brakowało mu w niej delikatnego pierwiastka szaleństwa. Próbował je odnaleźć w oczach dziewczyny. Tylko czy pozwoli mu odpalić wewnętrzny ogień?
Brakuje mi tylko niebieskich oczu? — upił kilka łyków drinka. Nie zastanawiał się, ile w siebie wlewa. Liczyła się wyłącznie zabawa — zmienię twój typ — dodał z większym przekonaniem. Wierzył we własne umiejętności. W te magię iskier w jego oczach, mocny i czuły dotyk. Wystarczyłaby jedna noc.
Nie zawsze — mruknął, przypominając sobie te pasztety, z którymi zdarzyło mu się zabierać na pokład — zawsze chciałem latać. To jedyne marzenie, które miałem w całym życiu — nie było w tym wielkiej tajemnicy. Młody Lee spojrzał w niebo i doskonale wiedział, czego chce, co da mu życiowe szczęście. Żadne drogie auta, zegarki, czy luksusowe apartamenty — tylko tam czuję się wolny — brzmiał tajemniczo. Nic w życiu nie dało mu takiego spełnienia. Musiał sobie na to zapracować.
Zatańczymy, Flavio? — spytał, podając jej swoją dłoń. Zdążyli coś zjeść, napić się po drinku, a on bardziej chciał poczuć mocny zapach jej perfum.

Seoul

: pn gru 29, 2025 1:03 pm
autor: Flavia Rosendale
— Jeśli znajdziesz jakieś uwagi… — stwierdziła, uśmiechając się pewnie. Największą uwagą mogłoby być to, że nie wiadomo czy zatańczy tak jak on jej zagra. Kto wie, czy gdyby sława go nie wyprzedziła, to czy nie patrzyłaby na niego dziś maślanymi oczami. W końcu był przystojny, charyzmatyczny, zdecydowanie przyciągał do siebie kobiety. I to nie tak, że Flavia tego nie odczuwała, bo po prostu nie chciała dać się temu uczuciu.
Kiwnęła głową, bo musiała się w tej kwestii zgodzić. Każde ograniczenie dało się w jakiś sposób złamać, chyba że chciało się go dotrzymać. Ona wolała nawet ich nie rozważać, bo nie byłaby w stanie oddać serca komuś, kto nie będzie w stanie tego odwzajemnić. Nie chciała zostać zraniona, więc była zachowawcza; a jednonocna przygoda wiązała się z ryzykiem, które podejmowała tylko i wyłącznie wtedy, gdy była pewna, że uczucia tutaj nie grają żadnej roli. Tutaj ich nie było — na pozór, bo serce biło jej w nierównym tempie i nieco hamowało podjęcie jakiejkolwiek decyzji. Może niebieskie oczy to jednak nie jej typ?
— Oj zdecydowanie — parsknęła. — Chyba nawet możesz być nieświadomy, jak dużo masz fanek. I to jeszcze jak chętnie o tobie rozmawiają — rzuciła rozbawiona. Teoretycznie nie zawsze mówiły o nim w dobrym tonie, ale to była kwestia rozgoryczenia, które nimi miotało. Posiadały niezrealizowane nadzieje.
— Prawda? Trzeba umieć zaciekawić słuchacza — zażartowała, bo wiedziała, że przebojów tu nie było. Jej dzieciństwo było znienawidzony tematem, bo uważała je za nudne. Dobre, ale nudne. Mogłaby wydusić z siebie kilka łez, bo w końcu straciła matkę, ale z tego powodu już dawno przestała płakać. Wspomnienie o niej było jak wytarty ślad.
— Tak, o północy też uciekam i gubię buta po drodze. Jak masz jeszcze jakieś pytania to musisz się spieszyć, nie zostało dużo czasu — zaśmiała się i jak na potwierdzenie swoich słów spojrzała na zegarek na nadgarstku. Może karoca z dyni już czeka przed wejściem do restauracji?
— Nie ocenia się książki po okładce, mój drogi — stwierdziła. Kolejnego spotkania byli warci ci, którzy potrafili dostrzec w niej to coś już podczas pierwszego. — Nie odkrywam wszystkich kart na pierwszym spotkaniu. Czy to nie byłoby za łatwe? — A ona łatwa nie była; przynajmniej tak sobie mówiła, za każdym razem, gdy nieco dłużej spoglądał w jej oczy, a ona zaczynała wątpić w swoje wartości.
Aż się prawie zakrztusiła pad thaiem, słysząc to śmiałe przekonanie, że zmieni jej typ. Odkaszlnęła i przepiła to większym łykiem drinka, kiwając lekko głową na boki. — Chyba powinnam życzyć powodzenia? — zapytała, unosząc lekko brew. Nie upierała się przy typie wizualnym, jedynie niezmiennym punktem było to, że jej partnerzy musieli być wysocy. Jeśli nadrabiał charakterem, to i brak brązowych włosów i niebieskich oczu dało się wybaczyć.
— W znacznej większości — poprawiła. Czasami piękno było nieco mniej dostrzegalne, ale nadal było. — To coś nas łączy — stwierdziła, bo w końcu bycie w cabin crew od zawsze było jej marzeniem. Zawsze chciała zwiedzać świat, a gdy tylko powiązała to z odpowiednim zawodem i pokochała latanie… żadne namowy na uwięzienie w kancelarii prawniczej ojca nie znalazłyby swojego spełnienia.
Kiwnęła głową i ujmując jego dłoń, ruszyli w kierunku niedalekiego miejsca, gdzie kołysało się kilka par. Ruchem głowy odgarnęła długie włosy za swoje ramiona i zarzuciła mu ręce na szyję. — Czy to popisowy trik pana pilota, czy taniec to mój niebywały łut szczęścia dzisiaj? — rzuciła pół żartem, zadzierając lekko brodę ku górze, by spojrzeć mu w oczy; w końcu co zbliża bardziej, niż wolna muzyka i mała przestrzeń, idealna do cichych rozmów?

Ryan Lee

Seoul

: pn gru 29, 2025 4:57 pm
autor: Ryan Lee
Flavia Rosendale

Potrafię być bardzo krytyczny, moja droga — odparł Ryan spokojnym, acz pewnym tonem. Zawiesił na niej swoje ciemne tęczówki. Próbował znaleźć w niej jakiejś odpowiedzi. Miał plan na ten wieczór, doskonale wiedział, co chciał osiągnąć. Wszystko zależało od niego. Był gotowy, przygotowany, a cała otoczka dzisiejszego wieczoru sprzyjała, by doszło do czegoś więcej. On na to więcej czekał całym sobą.
Fanek? Szkoda, że nie widzisz, w jaki sposób piszczą, kiedy wchodzę na lotnisko — zaśmiał się szczerze. Zdawał sobie doskonale, jaka sława za nim szła. Nigdy jej przed nikim nie ukrywał. Lubił przygody na jedną noc. Żadna kobieta go w jej trakcie nie zainteresowała. Wszystkie zdobywał w ten sam łatwy sposób. Nie chodziło oto, że nie są w stanie go zainteresować, ale za bardzo były przez niego rozgrywane.
Prychnął na to zaciekawienie słuchacza. Ujął szkło i upił kilka łyków alkoholu. Potrzebował czegoś, co byłoby w stanie delikatnie ostudzić jego własne emocje. Lubił, kiedy kobiety się przed nim odsłaniały. Mógł wyciągnąć z każdej historii coś wyjątkowego. Nigdy nie był typem niepoprawnego romantyka. Nie dbał nadmiernie o jakiekolwiek szczegóły. Szedł po prostu przed siebie. W takich momentach mógł się zatrzymać na ziemi.
Tylko pamiętaj, że książę go odnajduje i będzie mógł jeszcze raz z Tobą się zobaczyć — mruknął pod nosem, unosząc kącik ust do góry. Musiał powiedzieć to głośno. Kolejne spotkanie było możliwe. Choć bardziej denerwowało go to przedziwne zawieszenie, którego doświadczał. Przymknął na moment oczy, zastanawiając się, czy kiedyś mógł zostać księciem na białym koniu.
Rzucasz obietnicą kolejnego? — chwycił ją za słówko, czekając na jej reakcję. Widocznie już widziała go przez różowe okulary. Podobało mu się to, choć było to niecodzienne — zaskakujące, nie wiedziałem, że już dla mnie przepadłaś — odparł z tym charakterystycznym uśmiechem na twarzy. Poprawił sobie koszulę, czekając na reakcję Rosendale. Cokolwiek by mu teraz nie powiedziała, musiała zdawać sobie sprawę z jednego. Wpadła jak śliwka w kompot.
Powinnaś złożyć gratulację pod koniec wieczoru — prychnął, delikatnie kręcąc głową. Był pewien, że po tym wieczorze Rosendale będzie miała jeden typ mężczyzny. Nazywa się o Ryan Air.
Naprawdę Cię to zdziwiło? — spytał, parskając krótko śmiechem — inaczej nie widzielibyśmy się na niebie — mrugnął jej okiem. Połączyła ich miłość do latania. Choć na razie zapowiada się jedno krótkie spotkanie oraz powrót do Toronto. Zdążył odrobinę zatęsknić za domem. Chociaż w Seulu odnajdywał swego rodzaju magię.
Zaprowadził ją wprost na parkiet i chwycił mocno za jej biodra. Pochylił się delikatnie, by do jego nosa dotarł przyjemny, delikatny zapach perfum. Kusiła, nawet samym zapachem.
Ranisz moje uczucia Flavio — zaraz potem obrócił ją dookoła własnej osi i z powrotem przyciągnął mocno do siebie. Między ich ciałami nie było żadnej granicy, byli po prostu przy sobie — może spróbowałabyś się poczuć wyjątkowo, co? — wyszeptał jej do ucha i odsunął się, by spojrzeć jej w oczy — ty tylko myślisz o innych, a nie ja — zaśmiał się pod nosem Lee. Nie spodziewał się, że tak często będzie mu je wypominać, skoro sama zgodziła się na spotkanie.

Seoul

: pn sty 05, 2026 2:04 am
autor: Flavia Rosendale
— Cóż, muszę się postarać by nie doświadczyć tej krytyki — stwierdziła z powagą godną tej jego. Zazwyczaj pokazywała się z tej najlepszej strony, jednak niekoniecznie wszystko odkrywała na pierwszym spotkaniu. Wszystko zależało od jej humoru, intencji spotkania — a tu aż kusiło pokazać panu pilotowi, że nie wszystko można mieć na wyciągnięcie ręki.
— Bardziej, niż na tych kpopowych artystów co przylatują? — zapytała, samej będą rozbawioną tym całym porównaniem. — Jestem w stanie sobie to wyobrazić. Tłum fanek i banery “wybierz mnie” — dodała, nieco przedrzeźniając możliwe fanki, ale sama widziała to na własne oczy. Przechodził, a jej koleżanka ostentacyjnie zaczynała się wachlować, inna rzucała jakimś komentarzem, a jeszcze kolejna głęboko wzdychała. Czasami myślała, że już nie może liczyć na normalne koleżanki, skoro wszystkie tak ulegają jednemu facetowi, po czym sama zaczynała stopniowo wpadać w jego sidła. Całe szczęście, jej instynkt samozachowawczy działał nawet i po alkoholu, chociaż na zdecydowanie dużo niższych obrotach.
— Podobno nie tak łatwo jest znaleźć kopciuszka — powiedziała, przypominając sobie, ile wysiłku musiał włożyć książe w poszukiwanie właścicielki buta. Tylko czy Ryan, ze swoim zamiłowaniem do jednonocnych przygód był w stanie poświęcić na nią tyle czasu oraz energii?
Nawet nie zorientowała się, że sama w końcu zasugerowała następne spotkanie. Słuchał uważnie i łapaniem za słówka akurat jej zaimponował. — Hej, aż tak sobie nie dopowiadaj — rzuciła z rozbawieniem, szukając dobrego wyrażenia, którym mogłaby spróbować się wytłumaczyć. Chociaż, czy było tu cokolwiek do tłumaczenia? — Nie przepadłam, po prostu… stopniowo akceptuję możliwość kolejnego spotkania — odpowiedziała dość dyplomatycznie. W jej myślach, kolejne spotkanie wyglądało jak całkiem naturalna kolej rzeczy, choć gdzieś podświadomie wiedziała, że niekoniecznie było to aż tak oczywiste.
— Nie zdziwiło, choć niekoniecznie każdy ma taką samą historię z lataniem jak my. Niektórzy dość późno orientują się, że właśnie to chcą robić w życiu. — Wzruszyła lekko ramionami. Niektórzy robili to z dość płytkich powodów. Nie każdy krył w sobie głębokie powody do wykonywania akurat tego zawodu, ale miło było słuchać jakiś głębszych historii albo mieć świadomość, że lotnictwo było również dziecięcym marzeniem innych osób.
Zganiła samą siebie w myślach za szybko bijące serce, gdy tylko przyciągnął ją do siebie. Nie liczyła na taniec klasyczny, tu chodziło o czystą bliskość i emocje.
— Najpierw ego, potem uczucia. Chyba naprawdę jestem okropną kobietą — zaśmiała się cicho i krótko. Kolejne bliskie spotkanie wywołało kolejny, wesoły podskok jej serca, który zaczynała powoli ignorować. Przesunęła dłonie z jego ramion na klatkę piersiową, opierając je na niej płasko. Wszystko działało na nią magnetyzująco i przez dłuższą chwilę patrzyła w jego oczy. Miało być wyjątkowo? To chyba powinna wyrazić to przede wszystkim w dalszej części wieczoru. — Masz rację, powinnam poczuć się wyjątkowo — rzuciła, przechylając lekko głowę i nie spuszczając z niego spojrzenia. — A mimo wszystko, gdzieś cały czas mam wątpliwości — westchnęła, wzrokiem wodząc za swoją jedną dłonią, którą przesunęła w górę i delikatnym dotykiem, przejechała opuszkami po jego karku. — Chociaż może jesteś w stanie się ich pozbyć? — zasugerowała, zadzierając podbródek do góry i ponownie spoglądając na niego z kompletnie niewinnym spojrzeniem. Nieświadomy mógł zostać owinięty wokół jej palca i zaproszony teraz do jej gry — ale wątpiła, czy spodoba mu się finał.

Ryan Lee

Seoul

: pn sty 05, 2026 9:37 pm
autor: Ryan Lee
Flavia Rosendale

Zaśmiał się krótko na jej słowa. Puścił jej jedynie krótko oczko. Dla niego mogła pozostać nieskazitelna, póki postanowiła grać w jego grę. Niech czuje się wyjątkowo, jak jedyna gwiazda na nocnym niebie, kiedy inne zostały zasłonięte przez niebo. Jego zdaniem było nadanie sensu tego wieczoru, tak by później błagała o więcej.
Podobno wyglądam jak Jackson Wang, znasz go? — zażartował Ryan Air. Widział kejpopiary z banerami. Raz podobno lądowali na tym samym lotnisku, niczego tak bardzo się nie bał, jak rozhisteryzowanych fanek, mokrych od samego widoku na idola. Pech chciał, że PODOBNO wyglądali identycznie. Tylko on nic takiego nie widział, był wyjątkowy — żebyś się nie zdziwiła. Kobiety potrafią być naprawdę zaskakujące — prychnął, kręcąc krótko głową. Niektóre jego kochanki dałyby się zabić za drugą noc. Za to on zawsze wolał pozostać niezależny. Dawało mu to niebo, dawały mu to nocne przygody oraz kobiety.
Nie, jeśli ma się skrzydła. Z góry widać zdecydowanie wię-cej — stwierdził, unosząc czarująco kąciki ust ku górze. W porównaniu do innych facetów mógł wsiąść w samolot, rozwiesić na nim wielki baner i rozpocząć poszukiwanie Kopciuszka. Tylko to nie było to, co chciałby robić. Rzadko kiedy latał za kobietami, musiały w nim coś rozbudzić, sprawić, że po jednym spotkaniu będzie mu mało. Raz się to zdarzyło, by później się rozmyło.
Dopowiadać to sobie, dopiero zacznę — parsknął krótko pod nosem. Uniósł się, by pochylić się delikatnie nad Flavią i założyć jej niesforny kosmyk włosów za ucho — przepadłaś, moja droga — głos miał zdecydowanie bardziej tajemniczy. Wzrok nieznacznie spadł mu na jej usta, ale usiadł z powrotem. Była piękna, musiał jej to przyznać. Podskórnie czuł, że jego urok powoli zaczyna na nią działać — tylko jeszcze o tym nie wiesz — on powoli przepadał w jej oczach i złośliwości. Rzadko która kobieta potrafiła tak bardzo grać mu na nerwach. Ciągnęła go za nos. Wpadał w jej grę.
No niektórzy robią z pracy biuro podróżnicze — parsknął krótko, myśląc o niektórych stewardessach. Były ładne, miał idealne zdolności językowe, ale poza tym nic sobą nie reprezentowały. Za to Rosendale wydawała się rozumieć jego sens latania, imponowała mu tym — ja w tym widzę większy sens — przyznał szczerze. Może pierwszy raz odsłonił się przed jakąkolwiek kobietą. Rzadko która potrafiła z nim rozmawiać o nim, a jeszcze rzadziej mieli podobny sposób patrzenia na nie.
Przesunął mocno dłonią po jej talii. Bliżej była jeszcze piękniejsza. Polubił spoglądać w jej ciemne tęczówki. Kryło się w nich coś zdecydowanie więcej, coś co sam chciałby odkryć.
Zdecydowanie jesteś okropna, Flavio — zaśmiał się krótko pod nosem, odrywając się na moment od jej ciała, by ją obrócić. Żałował tych ułamków sekund w trakcie, których nie mógł jej dotknąć. W jego głowie pojawiał się idealny plan na ten wieczór — to się poczuj, daj się poprowadzić — mruknął pod nosem, kładąc dłonie na jej biodrach. Jedną z dłoni przesunął na środek pleców. Myślami odlatywał do finału tego wieczoru, kiedy będzie zrywał z niej każdą warstwę odzieży.
Mogę — odparł z chytrym uśmiechem, przechylając ją. Lekko się pochylając tak, by mogła poczuć jego gorący oddech na policzku — ale sama oto poproś — dodał, unosząc ją z powrotem, by wrócić do tańca. Elektryzował ją jego dotyk. Powoli liczył minuty, aż zejdą z parkietu, by pojechać wprost do jej apartamentu.

Seoul

: śr sty 07, 2026 12:38 am
autor: Flavia Rosendale
— Nie śledzę zbytnio kpopu — przyznała, przechylając lekko głowę. — Ale zerknę sobie na niego. Mam wrażenie, że azjatów bardzo często przyrównują do jakiś idoli. W końcu wszyscy wyglądamy tak samo. — Wywróciła oczami. Nic nie denerwowało jej tak, jak takie gadanie. Co prawda gdy była młodsza, rasizm bardziej jej przeszkadzał. Z wiekiem nauczyła się to ignorować, też nieco swobodniej wystawiała środkowy palec, jak ktoś ją wyjątkowo denerwował. Wiedziała też, że społeczeństwo się zmienia i teraz jej znajomi podziwiali azjatyckie geny, doceniali rozwiniętą pielęgnację oraz dużo różnych aspektów, między innymi smaczną kuchnię. — To prawda. Jednak jak nieco bardziej się je pozna, to można przewidzieć niektóre zaskoczenia — stwierdziła, wzruszając ramionami. Czasami niektóre zachowania przestawały być zaskakujące, gdy poznawało się daną osobę. Często okazywało się że była to kwestia charakteru, usposobienia.
— Przeszukałbyś całe niebiosa, żeby znaleźć tą jedną uciekinierkę? Panie Lee, jednak ma coś pan z romantyka — zażartowała, ale nieco podpuszczała go, że może gdzieś wewnętrznie miał tego typu przejawy. Pytanie, czy ktokolwiek byłby w stanie go tak oczarować. Czy ona podołałaby temu zadaniu? To nie było jej celem, choć zdecydowanie chciała, żeby miał ją w myślach nieco dłużej niż po przylocie do Toronto. Mogła być tym słodkim wspomnieniem odmienności; żeby wiedział, że nie zawsze było łatwo.
Uważnie obserwowała jego poczynania, utrzymując z nim długie spojrzenie, gdy założył jej kosmyk włosów za ucho. I dzięki temu nie umknęło jej to krótkie zerknięcie na jej usta, przez co uśmiechnęła się z zadowoleniem. Nie tylko ona przepadała, nawet jeśli nieświadomie. — To jesteśmy w tym razem — stwierdziła, sugerując mu to samo. Nie dawała mu tu jednoznacznej odpowiedzi na tak albo nie, lecz Flavia miała słabość do charyzmatycznych mężczyzn. Nie lubiła, gdy się jej przytakiwało, a wręcz odtrącało ją to, gdy ktoś polubownie przystawał na jej małe złośliwości. Rosendale nie chciała się nudzić i choć kompromisy były dobrym rozwiązaniem, to nigdy nie chciała mieć ich podanych na tacy.
— Jak kolejny miesiąc z rzędu słyszę narzekanie, że nie dostały lotów, które chciały, to aż mi się odechciewa — westchnęła. — Z takim podejściem to niech się cieszą, że w ogóle cokolwiek dostają — mruknęła, wywracając oczami. Każdy miał swoje typy, niektóre loty były trudniejsze, niektóre przyjemniejsze. Czasami chciało się odwiedzić rodzinę lub przy okazji zwiedzić dane miejsce, jednak była przekonana, że góra bardzo dobrze widziała nastawienie niektórych stewardess i tym samym w ten sposób je sprawdzali. Comiesięczne marudzenie na swoje kursy z pewnością nie stawiało ich w dobrym świetle. — Bo robisz to z pasji, a nie korzyści — stwierdziła; ilość jego porównań do nieba, do latania, były jednoznacznym wskaźnikiem. Ryan kochał to, co robił w życiu. — Ale chętnie posłucham o twojej perspektywie tej pracy — dodała, opierając ręce na dłoniach. Słuchając o pasji człowieka, można poznać go w końcu najlepiej.
— Przyjemność po mojej stronie. — Sama krótko się zaśmiała. Zdecydowanie tak wolała zapisać się w jego głowie; jako okropna kobieta niż jako kolejna, która po krótkim tańcu i założeniu włosów za ucho, robiła do niego maślane oczy za każdym razem, gdy go widziała. — Daję ci się wykazać. W innym przypadku nie stalibyśmy teraz tutaj — rzuciła drobną uwagą, bo dała mu się prowadzić. Dawała mu prowadzić ten wieczór tak, jak chciał, do momentu, w którym ona sama go akceptowała.
Ruchem tanecznym ją zaskoczył, co było widoczne, skoro nieco wzmocniła uścisk na jego ramieniu, jakby zaraz obawiała się, że poleci na podłogę. Nie miała czego się obawiać i dość szybko wyczuła mocny uścisk pod swoimi plecami, przez co poluzowała ten swój, luźno przerzucając mu rękę przez ramię. Słysząc jego słowa, sama uśmiechnęła się chytrze. — Nie jestem z tych, które błagają facetów o dotyk na pierwszej randce — powiedziała, nieco przyciągając go do swojej wysokości, a ich usta dzieliła naprawdę niewielka odległość. Mimo to, uważnie skupiała się na jego oczach. — To nie to sprawi, że poczuję się wyjątkowo. — To on miał ją pragnąć, nawet jeśli miałby mieć jej dosyć przez tę niepewność, którą mu gwarantowała. — Nie jestem pierwszym lepszym deserem, Ryan. I to powinieneś pamiętać, po naszym dzisiejszym spotkaniu — dodała, nieco zwiększając odległość między nimi, ale nadal nie odsuwając się drastycznie.

Ryan Lee