Strona 2 z 3

live for what you create, and die protecting it

: czw lis 13, 2025 9:50 pm
autor: Ophelia Attwood
Naprawdę nie ma pojęcia skąd w dziewczynie bierze się taka buta i pewność siebie, ale musi przyznać jedno: nie myli się. W składankach Astrid zawsze obecna jest jakaś wyjątkowa nuta i charakter. Coś, co może nie każdemu się spodoba, ale za to wyróżnia ją na tle innych i sprawia, że człowiek faktycznie może się przy niej niesamowicie dobrze bawić.
Nie odpowiada jednak nic na jej komentarz. Jedynie nikły uśmieszek rozbawienia igra na jej wargach w momencie, gdy unosi do nich kieliszek z amaretto, aby upić kolejny łyk wybranego drinka.
Przez moment lustruje jeszcze tłum, morze bawiących się ludzi, którzy skaczą do melodii dostarczanej im przez DJa. Można byłoby odnieść nawet wrażenie, że w tym momencie klub był jednym bijącym silnie sercem. Ophelia jednak po chwili odrywa wzrok od tego widoku, wyczuwając na sobie spojrzenie dziewczyny.
Po raz kolejny ich oczy skupiają się na sobie, starając się wyłapać w nich kryjącą się głębię oraz refleksy, które pozostawia po sobie wiecznie zmieniające się światło wewnątrz klubu stające się źródłem wyjątkowego błysku w spojrzeniu DJki.
- Zaraz przyjdę - obiecuje krótko, przystając na tę propozycję po czym zwraca się na chwilę w stronę swoich towarzyszy.
Musiała się upewnić czy na pewno nikt nie miał nic przeciwko temu, żeby wyszła wcześniej niż pierwotnie to zapowiadała. Zamienia jeszcze kilka słów z odpowiednimi osobami. Na tę chwilę wszystko wydaje się w jak najlepszym porządku i nikt nie ma żadnych obiekcji. Impreza trwa w najlepsze, a zamknięcie lokalu nie powinno sprawić większych trudności.
Rusza zatem w stronę tego samego wyjścia z klubu, którego jeszcze chwilę temu użyła Finch. Po drodze zgarnia jeszcze swoje rzeczy i już po chwili uderza w nią chłodne powietrze listopadowej nocy, która w Toronto wcale nie należy do najcieplejszych.
Astrid zauważa ją niemal od razu i przez chwilę Attwood zastanawia się czy dziewczyna nie jest szczególnie wyczulona na jej obecność, ale zaraz porzuca tę myśl, skupiając się na nowo na całokształcie sylwetki sączącej alkohol DJki. do której podeszła leniwym krokiem.
- A chcesz czekać na ubera na zimnie? - pyta, a jej palce delikatnie muskają te należące do Finch, gdy decyduje się na to, aby wyciągnąć spomiędzy nich papierosa.
Zaciąga się nim powoli, patrząc w oczy dziewczyny i smakuje dym drażniący gardło i płuca. Dopiero po krótkiej chwili wypuszcza z siebie szarawy obłok, który szybko zostaje rozproszony przez wiatr i sięga po telefon, na który ma zainstalowaną aplikację przewozową.
Dosyć szybko i sprawnie wybiera trasę, którą pokonywała już tyle razy w przeszłości. Był to dla niej często najwygodniejszy środek transportu. Zwłaszcza jeśli pozwoliła sobie na to, aby wypić coś w trakcie którejś z imprez.
- Mamy kilka minut dla siebie. Możesz w spokoju dopić drinka - komunikuje, gdy widzi czas oczekiwania na ekranie telefonu i opiera się o ścianę klubu tuż obok dziewczyny.

astrid finch

live for what you create, and die protecting it

: sob lis 15, 2025 1:35 pm
autor: astrid finch
Astrid czuje, jak silne uderzenia jej serca poruszają jej drobnym ciałem, gdy na chwilę zamyka oczy, wydmuchując dym z płuc w tym samym momencie, w którym palce Attwood sięgają w stronę żaru. Kątem oka zerka na kobietę, zanim nie chowa dłoni do kieszeni. Na jej ustach pojawia się prywatny uśmieszek,
Czemu nie? — pyta. Sama jest wciąż rozgrzana po tańcu, a zresztą lubi chłód. — To zawsze moja ulubiona część wieczora, kiedy gram — zdradza. W jej głosie da się usłyszeć pewną nostalgię, a może i nawet krztynę zazdrości, że jednak nie udało jej się wejść dzisiaj za konsoletę. — Jest ciszej, jest czym oddychać i dopiero dociera do mnie, co zadziało się na scenie. — Po koncertach jednak zawsze wychodzi sama, w myślach odgrywając koncert praktycznie od początku do końca; czasami wyłapywała od razu popełnione błędy, czasami wynajdywała lepsze kompozycje. Innymi razy, po naprawdę udanych występach, napawała się świetnością swojego dokonania. Czuła się wtedy, jakby wdrapała się na sam szczyt świata i w nagrodę mogła podziwiać rozpościerające się pod nią widoki.
Na samą myśl skręca ją odrobinę w żołądku; ostatnio to uczucie było bardzo odległe.

Gest, którym wyciąga rękę, by znowu sięgnąć po papierosa, nosi ślady jej zniecierpliwienia, tej potrzeby, która z dnia na dzień tylko mocniej się w niej rozrasta. I staje się odrobinę bezczelny; Astrid odwraca się ciałem w stronę Attwood, opierając ramię o mur, a palcom pozwala zetknąć się z tymi Ophelii na odroinę dłużej, niż to było konieczne. Potem powoli zbliża filtr do swoich ust, nie przerywając kontaktu wzrokowego z managerką. Trochę, jakby chciała ją wyczuć.

Nie jesteś sobą, Astrid – znowu brzęczy jej z tyłu głowy, ale tym razem prawie wywołuje krótkie parsknięcie wesołości, które Finch tłumi jednak w gardle.
Co prawda zawsze ciągnęło ją do przekraczania postawionych społecznie granic, ale nie brakowało jej w tym ostrożności, pewnego wyczucia. Raczej nie skończyłaby w tej sytuacji jeszcze rok temu – udając się do domu w gruncie rzeczy obcej kobiety, która była jej potencjalną zleceniodawczynią. Wolała nie mieszać przyjemności z biznesem, zawsze stawiając karierę na pierwszym miejscu.
Ale teraz tylko pobieżnie przechodzi jej to przez głowę, gdy znów przekazuje papieros, odwracając się na bok, by wypuścić kłąb dymu na wilgotne powietrze.
Dzięki, wolę bardzo powoli go sączyć — odpowiada, uśmiechając się z pewną przebiegłością. Od początku miała zamiar zabrać go ze sobą do taksówki i dopić w mieszkaniu kobiety. — Dużo dzisiaj piłaś? Alkohol nie łączy się specjalnie dobrze z tym, co dla nas mam. — Tego też nie robiła tak często – nie brała pewnych substancji z ludźmi, których dopiero poznaje. Stąd nuta rozwagi w spojrzeniu, gdy z bliska wpatruje się w twarz Ophelii. Jak na razie ma bardzo dobre przeczucia.

Ophelia Attwood

live for what you create, and die protecting it

: pn lis 17, 2025 12:43 am
autor: Ophelia Attwood
Jest jeszcze tyle rzeczy, których nie wie na temat dziewczyny. Nie ma pojęcia na temat tego co najbardziej lubi w swojej pracy. Nawet o tym, że uwielbia podobne momenty jak ten, gdy ma za sobą huczący od muzyki klub, którego ściany zdają się wibrować za jej plecami. W takich chwilach wydaje się jakby to wszystko znajdowało się gdzieś daleko: jakby cały ten gwar był odrębną rzeczywistością.
Słysząc to wszystko Ophelia już czuje się jakby wkroczyła do jakiegoś innego wymiaru. Zniekształcone dźwięki wprawiają ją w dziwny nastrój. Mieszają się z odgłosami ulic Toronto, które o tej porze nie tętnią już tak życiem jak podczas godzin szczytu, ale dalej nie są puste. Dodatkowo mrugające wokół neony rozpraszają zalegającą wokół ciemność, nadając jej żywe barwy, które mrugają w swoim własnym rytmie.
- Taki twój powystępowy haj, co? - pyta jeszcze i nie umyka jej uwadze fakt, że Astrid specjalnie przeciąga ten moment, gdy przekazują sobie papierosa.
Wyczuwa dokładnie to napięcie, które buduje się między nimi w coraz bardziej oczywisty sposób z każdą mijającą chwilą. Nie tylko bezczelnie, ale i ujmująco arogancko. Attwood sama przed sobą musi przyznać, że w pewien sposób jej ta imponuje i nawet trochę pociąga. Mimowolnie ciekawa jest tego dokąd je to doprowadzi chociaż nie chce z góry niczego zakładać. Lubi w końcu, gdy sprawy rozwijają się same, podążając swoim własnym torem.
Wszystko bierze na spokojnie. Zero oczekiwań, zwyczajna obserwacja tego jak to wszystko samoistnie się toczy. Przyjmuje raz jeszcze papierosa, a jej spojrzenie wciąż utkwione jest w profilu dziewczyny, która powoli wydmuchuje dym. Jest w tej scenie jakiś dziwny spokój, który pozwala jej się zrelaksować po całym dniu.
- Niezbyt. Jeden słaby drink czy dwa... Jakby nie patrzeć byłam w pracy - przypomina jej i zaciąga się tytoniem.
Końcówka papierosa zajaśniała wznieconym żarem, który z każdym pociągnięciem znajdował się coraz bliżej jej palców. Zanim ponownie wyciągnęła fajka w kierunku Finch strzepnęła jeszcze popiół na bruk pod ich stopami i poświęciła chwilę, aby uważnie przestudiować wyraz twarzy dziewczyny.
- Zdradzisz mi za co płacę czy ma to być dla mnie niespodzianka? - dopytuje jeszcze, ciekawa tego czy Astrid zdradzi jej, co właściwie przygotowała im na wieczór.
Może popełniła błąd, dając jej uprzednio wolną rękę, ale wewnętrznie czuje, że jednak Finch jej nie zawiedzie.

astrid finch

live for what you create, and die protecting it

: śr lis 19, 2025 12:09 pm
autor: astrid finch
Długo zatrzymuje dym w płucach – trochę jakby zamarła w oczekiwaniu na odpowiedź, chociaż to Ophelia zadała pytanie. Tu Astrid uśmiecha się jedynie półgębkiem, a potem zawiesza wzrok na jej twarzy; półprzymknięte powieki sugerują intensywną obserwację, chociaż w oczach Finch jest jeszcze coś zaczepnego. Zwłaszcza gdy znów zauważa, że sama arogancka bezpośredniość tak samo nie przekonała jej do końca tutaj, jak i przy prośbie o wpuszczenie za konsoletę.

Krótki gardłowy śmiech, praktycznie rytmiczne mormorando.
A ty... niech zgadnę — mówi. — Zazwyczaj zostajesz do końca, dopilnowując każdego szczegółu, wypalasz papierosa... a może nawet cygaro w swoim biurze i czekając na ubera, sprawdzasz jeszcze, czy wszystko się zgadza w księgach — próbuje, jadąc dość sztampowo, próbując stworzyć jakąkolwiek całość z ochłapów faktów, które znała o Attwood. Nie było to proste, ale Astrid bawiła się całkiem nieźle. — Albo nie... to właśnie tam zazwyczaj korzystasz z fantów ode mnie? Kiedy tylko upewnisz się, że wszystko w klubie gra jak w zegarku, zaszywasz się w biurze... to cygaro jakoś mi do ciebie pasuje. — Unosi pytająco brew. Czeka, aż ta ją poprawi. Astrid chce wiedzieć, jak wygląda jej rytuał. Niby wiedziała, co Attwood lubi, jak ta zauważyła kilka godzin wcześniej, ale zdaje sobie sprawę, że nie wie chociażby jak; w ogóle wie niewiele. Astrid obiecała jej miłą, relaksującą noc – a jest perfekcjonistką.
W dodatku najwyraźniej trudno jej Ophelię rozgryźć. Zastanawia ją, czy może ta lekka fascynacja, którą czuje, gdy patrzy na Ophelię, nie wynika przypadkiem właśnie z tego, ale sama nie wie. Ostatnio jeszcze bardziej niż zwykle nie rozumie swojego własnego postępowania.
Może dlatego, że nie jest sobą.

To dobrze. — A tego się akurat spodziewała z jakiegoś powodu. — I nie, nie musi być niespodzianka, chyba że chcesz. Nie mam nic, czego wcześniej nie próbowałaś. Aczkolwiek na dzisiaj przygotowałam ci... aranżację, że tak powiem. — Lekki uśmiech, bardzo neutralny, wpływa jej na usta – tylko oczy ją zdradzają. Jest w nich ciekawość i nawet trochę ekscytacji.

Ophelia Attwood

live for what you create, and die protecting it

: pt lis 21, 2025 11:36 pm
autor: Ophelia Attwood
Nie potrzebuje wcale odpowiedzi. Już ją zna. Potrafi to wyczytać w jej postawie spojrzeniu i całej tej aurze, którą wokół siebie roztacza. Czasem wydają się ze sobą porozumiewać bez słów. Wystarczy sam wzrok, wymowna cisza i wyszukana choreografia tych drobnych ruchów, które wykonują. Wszystko zdaje się mieć wtedy znaczenie. Sposób w jaki Astrid przechyla głowę, gdy na nią patrzy, to czy ich skóra po raz kolejny styka się ze sobą na ułamek sekundy dłużej niż powinna, gdy zastygają w pewnym zawieszeniu. To wszystko składa się na niezwykle skomplikowaną komunikację, która zachodzi między nimi.
Praktycznie musi zwalczać śmiech, który chce się wyrwać z jej gardła, gdy tylko słyszy teorie, które Finch snuje na temat jej osoby. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że coś takiego sprawi jej tak wiele przyjemności. Głównie dlatego, że była to dla niej iście zabawna wizja.
- Może po części masz rację... Może zostaję do zamknięcia, może sprawdzam jeszcze papiery przed wyjściem, ale jeśli chodzi o odprężanie się... - tutaj na chwilę przerwała.
Zawiesza na chwilę wzrok na Astrid. Raz jeszcze przesuwa spojrzenie po jej twarzy rejestrując każdy jej aspekt. Czemu nagle ta dziewczyna zaczyna ją tak fascynować? Sama nie wie, co się z nią dzieje, ale może to przez natłok wydarzeń tego wieczoru, które chce w jakiś sposób odreagować?
- To już zostawiam na spokojny wieczór w domu. Wtedy, gdy mogę zrzucić buty, rozsiąść się na kanapie i puścić w tle jakiś przyjemny dla ucha album... Wtedy jest najprzyjemniej - odpowiada i na moment można odnieść wrażenie, że mówi o czymś więcej, a w jej słowach kryje się jakaś sugestia.
Jej spojrzenie zsuwa się na wargi Astrid spomiędzy których wydostał się chwilę temu papieros po czym raz jeszcze wraca do jej oczu. Z każdą chwilą wydaje jej się coraz bardziej oczywiste, że chyba jednak żadna z nich nie będzie miała ochoty na rozmowy o pracy, gdy już dotrą na miejsce, a jeśli już będą mieć one miejsce to będą trwały niezwykle krótko.
- Nie powiem, że mnie to nie ciekawi, ale... Z drugiej strony jest coś niezwykle ekscytującego w małej niespodziance - mimowolnie jej głos obniża się do przyjemnego dla ucha pomruku i może dodałaby coś jeszcze, ale wtem widzi światła samochodu, który powoli podjeżdża pod klub.
Krótkie zerknięcie na ekran telefonu potwierdza jedynie, że jest to zamówiony przez nią wcześniej uber. Obrzuca jeszcze spojrzeniem Astrid, która wciąż nie dokończyła swojego drinka. Jak długo zamierzała go pić?
- Gotowa do drogi? - pyta zbliżając się do auta, którego kierowca już opuścił szybę, aby dopytać ją o imię na co jedynie przytakuje kiwającym ruchem głowy.

astrid finch

live for what you create, and die protecting it

: sob lis 29, 2025 3:43 pm
autor: astrid finch
Kąciki ust podrywają się do góry. Nawet ten zduszony śmiech z jakiegoś powodu oblepia Astrid gęsią skórką. Potrafi sobie wyobrazić, jak brzmi, kiedy Attwood nie próbuje go powstrzymać. Finch przelotnie myśli o tym, że chciałaby skonfrontować to wyobrażenie z rzeczywistością, zwłaszcza że podoba jej się głos managerki. Jest w nim jakaś specyficzna nuta, charakterystyczna tylko dla niej. Energiczna i mocna nawet w przyciszonej rozmowie, a także...
Nawet nie potrafi dobrać odpowiedniego słowa dla tego tonu – wie tylko, że jej ciało szybko z nim rezonuje, że wzmaga magnetyzm, który wytwarza się między nimi. Do Astrid ledwo dociera znaczenie jej słów, chociaż przysłuchuje się im bardzo uważnie. Sposób, w jaki zawiesza swoją wypowiedź, ewidentnie brnąc w niej w konkretnym kierunku. Ton zdradza nawet więcej niż to, co wisi między wierszami i w spojrzeniu, które Ophelia kieruje na usta Finch, która zaraz impulsywnie unosi szklankę do ust, zasysając drinka przez słomkę, jednocześnie podtrzymując kontakt wzrokowy.

A co z tym cygarem? — pyta lekko zaczepnym tonem. Tak naprawdę chce zapytać o coś innego, ale podoba jej się to, jak powoli narasta napięcie. — To dobrze. Te specyfiki najbardziej sprawdzają się w znajomych, komfortowych okolicznościach. Masz już jakiś konkretny album na myśli? — dodaje. Tak naprawdę ma ochotę już teraz zmniejszyć dystans i zbliżyć twarz do twarzy kobiety, zwłaszcza gdy jej głos wibruje nisko miedzy nimi. Nie robi tego, chociaż ten impuls jest zapewne wymalowany na jej twarzy i w spojrzeniu, którym prześlizguje się po wargach Attwood – wygiętych w łagodny łuk, jak pąk kwiatu. Zaczyna zastanawiać się, która z nich pierwsza przełamie barierę.

Prawda? — mówi, znowu mając na myśli trochę coś innego. Cały ten wieczór jest dla niej niespodzianką, począwszy od wtargnięcia do biura Ophelii. Nie wyobrażała sobie, że tak skończy się ta impulsywna decyzja. Nie wie, czego spodziewać się po managerce ani po sobie samej. I podoba jej się to bardziej, niż by przypuszczała.
Na jej pytanie kiwa głową i wyrzuca wypalony papieros do kratki ściekowej. W taksówce zajmuje miejsce za kierowcą, pozostawiając przestrzeń między sobą i Ophelią. Szklankę, opróżnioną ledwie do połowy, owija palcami i opiera na podołku. Gdy samochód rusza, łapie spojrzenie Attwood.
Zastanów się nad tym, jak mnie chcesz — mówi przyciszonym głosem i zaraz po jej ustach przebiega przekorny uśmiech. — Najchętniej zagrałabym na dużej imprezie, ale nie jestem wybredna. Zwykły weekend też będzie dobry — dodaje rzeczowym tonem.

Ophelia Attwood

live for what you create, and die protecting it

: sob lis 29, 2025 10:00 pm
autor: Ophelia Attwood
Zdaje się doskonale bawić w towarzystwie Astrid. W tej chwili nie żałuje ani trochę decyzji o tym, aby wyjść za nią z klubu. Wie też, że ten wyjątkowy moment dzielony przez nie na chłodnym późnojesiennym powietrzu, które drży od przytłumionej i zdeformowanej muzyki jest niezwykle magiczny. Stanowi też zdecydowanie przedsmak tego, co mogło je czekać. Pewną obietnicę tego, co może jeszcze nadejść jeśli tylko nie będą się przed tym wzbraniać.
Osobiście Ophelię ciekawi to dokąd mogą zawędrować jeśli tylko obie będą podążać za tym, co w danym momencie wydaje się właściwe i naturalne w danym momencie. Zdecydowanie też mogą się w ten sposób dowiedzieć nieco więcej o sobie wzajemnie.
Czuje też swoiste wzbierające zainteresowanie ze strony Finch. Trudno jest to przeoczyć. Zwłaszcza, gdy znajdują się tak blisko siebie i zwracają na siebie tak ogromną uwagę. Śledzą uważnie każdy najmniejszy ruch, spijają wzajemnie każde słowo ze swoich ust... a tak prosto byłoby po prostu przekroczyć jedną z obecnych między nimi granic i sięgnąć po coś więcej.
- Nie ciągnie mnie szczególnie mocno do cygar, ale może powinnam to przemyśleć jeśli tak bardzo pasują do mojego wizerunku - odpowiada, wyczuwając tę charakterystyczną zaczepkę w jej głosie.
Im obu odpowiada ta specyficzna gra. Rozkoszują się niezwykle silnym napięciem, które rozpala zmysły. Attwood powoli zaczyna zastanawiać się jak długo będą w stanie je znieść. Kiedy stanie się zbyt przytłaczające? Co takiego sprawi, że któraś z nich się w końcu złamie? To były iście ciekawe zagadnienia i choć pragnie poznać niezwykle mocno odpowiedzi na te pytania to jednak ma jednocześnie nadzieję, że będzie to trwać jak najdłużej.
- Może mam już coś upatrzonego... Ciekawi mnie jednak, co ty byś wybrała. Jakieś preferencje? - pyta, bo ciekawi ją co takiego mogłoby grać w głowie Astrid, która chce zażyć prawdziwego resetu.
Sama zwykle w takich sytuacjach sięga po coś spokojniejszego, łagodnego i relaksującego. Muzykę, która płynęła wokół i potrafiła porwać nurtem w niezwykłą podróż po krainie dźwięków oraz doznań. W połączeniu z odpowiednimi specyfikami czyniła prawdziwe cuda.
Ze świeżego powietrza przechodzą do zamkniętej i dużo bardziej klaustrofobicznej przestrzeni auta. Całe szczęście przejażdżka do mieszkania Attwood zwłaszcza o takiej porze nie powinna zająć zbyt wiele czasu.
Kolejna dwuznaczność sprawia, że po raz kolejny na jej ustach pojawia się rozbawiony uśmieszek, a kiedy kieruje spojrzenie ciemnozielonych oczu na dziewczynę w jej głowie mimowolnie pojawiają się zupełnie inne sceny. Obsceniczne obrazy, które Astrid sama prowokuje w ten sposób. Nie wymawia jednak żadnej z tych wizji na głos. Woli nie burzyć tego momentu, który wydaje się w ten sposób aż nadto idealny.
- Myślę, że jakaś drobna impreza byłaby dobra na rozgrzewkę... Od dawna nie grałaś, prawda? - upewnia się, ale doskonale wie, że Finch od dawna nie znajdowała się na scenie. - Największe imprezy mam już głównie zabookowane. Mogłabym na coś zerknąć, ale raczej w późniejszym terminie.
Nie wie na ile zadowoli to dziewczynę, ale nie może od razu rzucać jej dużej imprezy. Zwłaszcza, że sporo eventów ma zaplanowanych z ogromnym wyprzedzeniem. Możliwe jednak, że znajdzie się ktoś komu potrzebny byłby support albo jakieś wolne okienko, gdzie mogłaby wpisać imię Astrid. Na razie jedynie wstępnie.

astrid finch

live for what you create, and die protecting it

: pt gru 19, 2025 5:57 pm
autor: astrid finch
Hmm. — Astrid nigdy nie myślała w taki sposób o muzyce. Coś innego było dla niej celem, niż wprawienie się w jakiś nastrój – a przynajmniej nie było tak odkąd poszła na studia. Nie potrafi odpoczywać. Nawet po koncertach słuchała wciąż czegoś nabrzmiałego emocjami, nawet jeśli nie zawsze było to coś tanecznego; Finch nawet w bezruchu wciąż pochłania i rozkłada na części pierwsze ten ciężar. Jakie harmonie przynoszą zacisk gardła, jakie powodują uczucie lekkości, gdzie pojawia się dreszcz? Jakby próbowała nauczyć się komponować nie tylko muzykę.
Wbrew logice, nie myśli tylko za konsoletą. Tylko tam potrafi się wyłączyć. Ale to wciąż nie jest do końca relaksem – bo oddaje z siebie tyle, że zawsze wychodzi z koncertu zmęczona. Nie do końca wie, co odpowiedzieć na pytanie Attwood. — Nie pamiętam, kiedy byłam ostatnio zrelaksowana. — przyznaje, aczkolwiek w jej głosie wcale nie słychać żalu. Uśmiecha się, jakby rzucała wyzwanie. — Mogę zdać się na ciebie? — pyta. Jest zaskoczona tym zwrotem akcji – bo Astrid rzadko kiedy omija okazję, żeby przejąć soundtrack jakiegokolwiek zdarzenia. Tym razem jednak bardziej ciekawi ją repertuar, jaki zaproponuje Ophelia – tym bardziej, że taka wiedza przyda się także w ich biznesowej relacji. Poza tym, nie mówi tylko o playliście.

Astrid wyłapuje spojrzenie kobiety półmroku auta i sama odpowiada podobnym uśmiechem. Wpatruje się w nią, jakby mogła wyczytać z twarzy, o czym pomyślała Attwood. Także przez jej głowę przebiegają różne sceny, chociaż nie do końca wie, czego spodziewać się po Ophelii. To tylko wzmaga ciepło, któ®e rozprasza się po jej podbrzuszu.
Nie koncertowałam — poprawia ją, bo grała; odkąd zdjęła gips po ostatniej operacji, bawiła się na swoim sprzęcie. Od początku planowała szybki powrót do gry – nie przewidziała tylko, że jej wypadek stanie się wystarczająco dużą sensacją, by kluby odwołały umówione koncerty i zatrudniły kogoś innego na jej miejsce. Ale jednak gra przed publicznością była czymś zgoła innym, niż prywatne doświadczenie. Nie dawało Astrid takiej samej satysfakcji. — Nie przejmowałabym się swoją kondycją, ale nie chcę długo czekać. Drobna impreza będzie dobra na rozruch — stwierdza rzeczowo, chociaż tak naprawdę wcale nie wie, czy jej kondycja jest aż tak dobra. Fizycznie daje radę, ale rzeczy, które ostatnio grywa, niekoniecznie sprawdziłyby się w klubie. Nie są złe, ale mają raczej prywatny wydźwięk. Astrid wyobraża sobie, że zagrane na scenie raczej wywołałyby dezorientację – ale tak naprawdę nie ma pojęcia, bo nikomu nie pokazała nowych miksów.
Daleko jedziemy? — pyta.

Ophelia Attwood

live for what you create, and die protecting it

: pt gru 19, 2025 10:02 pm
autor: Ophelia Attwood
Czeka na odpowiedź Astrid, przyglądając jej się wyczekująco. W teorii powinna znać gust muzyczny DJki, bo słyszała ją tak wiele razy, ale nie musiał on w żaden sposób stanowić wszystkiego, co lubiła słuchać w wolnym czasie ani nie dyktować tego na co w danej chwili miała ochotę. Przez moment pozwala, aby ciężar decyzyjny został przeniesiony na Finch, ale ta postanawia pozostawić wybór managerce, która jedynie przytaknęła.
- W takim razie postaram się wybrać coś odpowiedniego - odpowiada i już teraz wie, że decyzja którą podejmie będzie dyktowana chwilą.
Może i już w tej chwili Ophelia ma swoje typy, ale dopiero po przekroczeniu progu mieszkania przekona się jaka płyta będzie idealnie pasować do panującej atmosfery. Z tym również nie chce zbytnio wybiegać do przodu. Zero oczekiwań. Po prostu rozkoszowanie się obecnym momentem i działanie według tego, co wydawało jej się naturalne...
Pewna nić porozumienia zdawała się już dawno między nimi wytworzyć. Attwood nie może oprzeć się wrażeniu, że myślą w tym momencie o tym samym, ale żadna z nich nie śmie wypowiedzieć tego na głos, bo takie potwierdzenie jedynie zaburzyłoby wszystko.
- Dobrze... Nie koncertowałaś - potwierdza, gdy tylko Astrid poprawia ją, co do stanu faktycznego. - Wciąż jednak miałaś przerwę od występów.
Ten fakt wciąż pozostawał niezmienny. Dopiero za sprawą Ophelii dziewczyna w końcu mogłaby otrzymać szansę na to, aby po raz kolejny rozruszać jakiś klub. To jednak z pewnością zostanie poddane negocjacjom w odpowiednim czasie, a Attwood sprawdzi w swoich dokumentach, co dokładnie mogłaby jej zaoferować.
- To dobrze. Zaczęłabym od tego. Mogę też zerknąć czy mam wolny wakat DJa na jakimś afterze - proponuje, bo to również byłaby jedna z opcji, wchodzących w grę.
Na razie nie dodaje nic więcej. Dopiero jak rozsiądzie się w swoim mieszkaniu z dostępem do laptopa będzie w stanie sprawdzić wszystkie opcje, które obecnie może jej zaoferować.
- Jeszcze kilka minut... - zapewnia, spoglądając na chwilę przez okno.
Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że straciła przez Astrid poczucie czasu, ale wytężenie wzroku na krajobrazie za szybą pozwala jej ocenić, że powoli zbliżają się do miejsca, w którym znajduje się jej mieszkanie.

astrid finch

live for what you create, and die protecting it

: pn gru 29, 2025 10:07 pm
autor: astrid finch
Przytakuje temu skinieniem głowy; wymyka jej się prywatny uśmieszek, bo aż czuje lekki przypływ adrenaliny. Muzyka nie jest dla niej w końcu tylko tłem, jak dla niektórych. Potrafi nie tylko uzupełnić, ale także nakierować atmosferę spotkania – nawet u tych, którzy traktują ją tylko jako szmer towarzyszący rozmowie czy decyzjom. Astrid często jednak obserwowała, jak wiele może zmienić odpowiednio dobrana playlista. Dlatego rzadko pozostawiała tę decyzję innym; może trochę w ramach kontrolowania sytuacji. Teraz czuje się dziwnie – ale jest też ciekawa i podekscytowana.

Zagryza na chwilę wargi, ale jednak nie potrafi się powstrzymać od komentarza. — Też nie do końca. Pracuję w radiu, więc występuję — przechyla lekko głowę i posyła Ophelii zaczepny uśmieszek. Zazwyczaj nie zrobiłoby jej to zbyt wielkiej różnicy, zwłaszcza że to jednak było coś innego. Wciąż jakiś kontakt z publicznością, ale nie tak intymny, jak podczas koncertów. Droczy się z nią. Ale można to też uznać za negocjacje.
Na afterze? — Na początku nie brzmi na szczególnie przekonaną. Gdy zaczynała, grała sporo afterów; kojarzy się to jej ze studenckimi czasami. Trochę karierowy regres – ale z drugiej strony miało to też swoją niepowtarzalną atmosferę. Może powrót do czegoś takiego mógłby być nawet odprężający. — Dobra — mówi więc po chwili. — Może po prostu wstaw mnie od razu na kilka takich mniejszych wydarzeń, a kiedy będziesz rozpisywać następny plan wydarzeń, możesz wpisać mnie w pierwszy wolny slot na dużą imprezę. Albo nawet dwa. — W końcu jest pewna, że szybko się rozkręci. Czuje, że gniecie się w niej nowa muzyka, że tylko musi w końcu dać jej upust. Ostatni rok był intensywny – może być niewyczerpaną inspiracją. Podejrzewa także, że Ophelia będzie chciała odrobinę ją przystopować, ale skoro ma już nogę w drzwiach, nie zaszkodzi spróbować załatwić sobie trochę bardziej stałą pracę niż pojedyncze zlecenia. W końcu na razie nie miała perspektyw w tak wielu miejscach, jak do tej pory, a musi pozostawać w formie.

Za chwile czuje, jak auto powoli zwalnia, szukając miejsca, w którym może się zatrzymać. Wygląda przez okno, by przyjrzeć się okolicy, w której mieszka Attwood.

Ophelia Attwood