merlot
: czw sty 29, 2026 8:58 am
rufus barma
— Brzmisz jak szowinista lub mój ojciec — stwierdziła, słysząc część o kobietach. Hormony i wrodzona naiwność. Musiała parsknąć pod nosem, przy okazji strzelając oczyma. Wiele o niej można było powiedzieć. Była naiwna, w końcu dała sobie wmówić, że hot-dogi robione są z psów. Ufała ludziom, którym w jakiś sposób podarowała własne serce. Nigdy od tego nie uciekała, nigdy też się przed tym nie broniła — dziękuję za twoje życiowe mądrości — skwitowała finalnie, słysząc o biseksach oraz facetach. Dla niej każdy człowiek był inny, wyjątkowy na swój własny sposób, nie dało się go podrobić. Ludzie w inny sposób się zakochiwali, w inny sposób wyrażali miłość. Stawanie, bo ktoś jest atrakcyjny też nie wchodziło w grę.
— Aż takim zwyrolem nie jesteś — mruknęła, śmiejąc się pod nosem na wzmiankę o pet play. Dla niej był to naprawdę irracjonalny pomysł — chociaż z tymi włosami czasami przypominasz bestię — zaraz podniosła się, by zmierzwić kumplowi delikatnie włosy. Momentami odnajdywała się w jego ironii oraz humorze. Zwłaszcza kiedy nie chodziło o nią samą. Żartowanie podnosiło ją na duchu, to trochę jak rzucanie bomby dymnej, by człowiek w żaden sposób nie zobaczył skutków własnych działań.
— Wystarczy Galen, Rufus — mruknęła wprost Charity, przyglądając mu się w badawczy sposób. Wyatt miał swoje za uszami, ale nie porównałaby go do sam-wiesz-kogo, inaczej dumnie zwanego Lordem Voldemortem — albo pokazuje, że życie to odcienie szarości. Nic nigdy nie jest czarno-białe — stwierdziła Charity. Nigdy jedna strona nie była wyłącznie winna. Za wszystkim kryły się uczucia, wątpliwości, od których ludzie nie mogli uciec. Czasami zamykali się, nie dając dopuścić do siebie drugiej rozmowy. Innym razem mówili przyjaciołom, w jaki sposób powinni oni postąpić. Trzeba było pamiętać o jednym, każdy finalnie odpowiadał sam za siebie, a zadaniem najbliższych było wspieranie nawet w momencie popełniania błędu.
— Oczekuję — zaczęła, prostując się i klarując sobie w głowie, co dokładnie chciała przekazać — Cherry wiem, że jest Ci ciężko, ale jestem tu dla Ciebie i będę trzymał się za dłoń, gdy będziesz mnie potrzebowała — nienawidziła krzykliwych nazw jak slay girl, nie oto jej chodziło. Nie musiał jej słodzić, mógł powiedzieć, co miał na myśli, ale finalnie potrzebowała jedynie obecności — tyle mój drogi, nic więcej — bez lukrowania, bez nadmiernego krytykowania. Czasami samo wysłuchanie oraz próba zrozumienia była wystarczająca. Na całe szczęście postanowiła zmienić temat i teraz to ona mogła wsłuchiwać w to, co Barma miał do powiedzenia.
— No powiedz więcej — stwierdziła widocznie ciekawa, słysząc to może — ja tu czekam — i to z całą niecierpliwością. Już zaczynała wewnętrznie tuptać, by dowiedzieć się czegoś więcej.
— Brzmisz jak szowinista lub mój ojciec — stwierdziła, słysząc część o kobietach. Hormony i wrodzona naiwność. Musiała parsknąć pod nosem, przy okazji strzelając oczyma. Wiele o niej można było powiedzieć. Była naiwna, w końcu dała sobie wmówić, że hot-dogi robione są z psów. Ufała ludziom, którym w jakiś sposób podarowała własne serce. Nigdy od tego nie uciekała, nigdy też się przed tym nie broniła — dziękuję za twoje życiowe mądrości — skwitowała finalnie, słysząc o biseksach oraz facetach. Dla niej każdy człowiek był inny, wyjątkowy na swój własny sposób, nie dało się go podrobić. Ludzie w inny sposób się zakochiwali, w inny sposób wyrażali miłość. Stawanie, bo ktoś jest atrakcyjny też nie wchodziło w grę.
— Aż takim zwyrolem nie jesteś — mruknęła, śmiejąc się pod nosem na wzmiankę o pet play. Dla niej był to naprawdę irracjonalny pomysł — chociaż z tymi włosami czasami przypominasz bestię — zaraz podniosła się, by zmierzwić kumplowi delikatnie włosy. Momentami odnajdywała się w jego ironii oraz humorze. Zwłaszcza kiedy nie chodziło o nią samą. Żartowanie podnosiło ją na duchu, to trochę jak rzucanie bomby dymnej, by człowiek w żaden sposób nie zobaczył skutków własnych działań.
— Wystarczy Galen, Rufus — mruknęła wprost Charity, przyglądając mu się w badawczy sposób. Wyatt miał swoje za uszami, ale nie porównałaby go do sam-wiesz-kogo, inaczej dumnie zwanego Lordem Voldemortem — albo pokazuje, że życie to odcienie szarości. Nic nigdy nie jest czarno-białe — stwierdziła Charity. Nigdy jedna strona nie była wyłącznie winna. Za wszystkim kryły się uczucia, wątpliwości, od których ludzie nie mogli uciec. Czasami zamykali się, nie dając dopuścić do siebie drugiej rozmowy. Innym razem mówili przyjaciołom, w jaki sposób powinni oni postąpić. Trzeba było pamiętać o jednym, każdy finalnie odpowiadał sam za siebie, a zadaniem najbliższych było wspieranie nawet w momencie popełniania błędu.
— Oczekuję — zaczęła, prostując się i klarując sobie w głowie, co dokładnie chciała przekazać — Cherry wiem, że jest Ci ciężko, ale jestem tu dla Ciebie i będę trzymał się za dłoń, gdy będziesz mnie potrzebowała — nienawidziła krzykliwych nazw jak slay girl, nie oto jej chodziło. Nie musiał jej słodzić, mógł powiedzieć, co miał na myśli, ale finalnie potrzebowała jedynie obecności — tyle mój drogi, nic więcej — bez lukrowania, bez nadmiernego krytykowania. Czasami samo wysłuchanie oraz próba zrozumienia była wystarczająca. Na całe szczęście postanowiła zmienić temat i teraz to ona mogła wsłuchiwać w to, co Barma miał do powiedzenia.
— No powiedz więcej — stwierdziła widocznie ciekawa, słysząc to może — ja tu czekam — i to z całą niecierpliwością. Już zaczynała wewnętrznie tuptać, by dowiedzieć się czegoś więcej.