Strona 2 z 2

Mickey & Jacob

: czw gru 25, 2025 6:53 pm
autor: Mickey I. Gilmore
Wywróciła oczami, bo to toczenie piany z pyska było już nudne. Nie rozumiała dlaczego Stuart tak utrudnia sobie życie i po prostu nie odda Browna komuś innemu, albo od razu nie przeniesie na jakąś kanadyjską Kamczatkę. Na dodatek upierał się, aby wielu rzeczy nie omawiać ze swoim podopiecznym, przez co to ona musiała się potem użerać z jego upośledzeniem i złością, którą powinien kierować na innych. Gdyby to ona miała kogoś pod opieką to nie owijałaby w bawełnę, przedstawiła sprawę jasno i ulokowała w takim miejscu, gdzie ten ktoś dożyłby dziewięćdziesięciu lat mając za sobą kawał dobrego życia. Przy Stuarcie, Browna w końcu ktoś kropnie. Nie na jej warcie oczywiście.
— No dobra — powiedziała w końcu, bo nie było sensu tu stać jak widły w gnoju i na siebie patrzeć — Pozostaje ci wynajęcie jakiegoś pokoju na noc, albo na kilka dni, nim Stuart tego nie sprawdzi. Jeśli faktycznie ktoś tu był to nierozważnie byłoby tu nocować. Spakuj najważniejsze rzeczy, weź szybki prysznic i widzimy się na dole, przedzwonię w kilka miejsc.
Mówiła to wszystko autorytarnym tonem, który nie pozostawiał za wiele przestrzeni do dyskusji. Zabrała kask i wyszła z mieszkania, kierując się do swojego motoru. Najpierw sprawdziła kamerki w domu, jak się mają jej kocie futrzaki, po czym wybrała numer do Stuarta. W kilku mocnych słowach objaśniła mu sytuację, a także konieczność pomyślenia co dalej, bo takie załatwianie spraw na bieżąco w końcu skończy się czyjąś śmiercią i, że nie może się ciągle nią wysługiwać. Miała swoją robotę, a rozbijanie gangów nijak miało się do niańczenia świadka koronnego. Przyznała, że nie wie dokąd zabierze Browna, ale postara się o bezpieczne miejsce, a rano pomyślą nad docelowym rozwiązaniem.
Czekała na Jacoba oparta o motor, z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Z zadowoleniem odnotowała, że jego bagaż będzie łatwy do przewiezienia na motorze i w żaden sposób ich to nie spowolni.
— Waliłeś gruchę pod tym prysznicem, czy co? — zapytała czepliwie, gdy się zbliżył. Nie czekała przesadnie długo, ale nie szkodziło podokuczać.



Jacob Brown

Mickey & Jacob

: śr gru 31, 2025 12:06 pm
autor: Jacob Brown
Wcale nie podobał mu się pomysł spędzenia nocy w innym miejscu. A jeszcze mnie, jakby to miało być kilka dni. Nie czuł się z tym komfortowo i nowe miejsce nie zapewni mu ani odrobiny poczucia bezpieczeństwa, ani nawet nie miał na to funduszy. Skromna wypłata, jaką dostawał na stacji benzynowej wystarczyła na pokrycie podstawowych potrzeb i czasem zaoszczędzenie dosłownie kilkudziesięciu dolarów, które i tak za kilka miesięcy musiał wydać na coś mniej lub bardziej niespodziewanego. Życie Jacoba Browna pod względem ekonomicznym (czy w ogóle jakimkolwiek innym) ani trochę nie przypominało życia Davida Monroe. Chciał odpyskować, wytknąć tej heterze cokolwiek, co by mu ślina na język przyniosła, naprawdę. Ale w jakimś niewyjaśnionym odruchu instynktu samozachowawczego ugryzł się w język. Mocno. Aż poczuł w ustach metaliczny posmak krwi, co jednocześnie otrzeźwiło miotający się umysł i rozjuszyło dodatkowo.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że miał świadomość słuszności takiego postępowania. Mickey miała rację i przyznanie jej tego nawet tylko w głowie, przysparzało Jake'owi ogrom irytacji.

Wziął szybki, ciepły prysznic. Nie czuł, jak bardzo jego ciało jest wychłodzone, dopóki strumień wody nie zaczął spływać równomiernie po skórze. Gniew i strach trzymały go w tak głębokim stresie, że nie zauważał efektów spocenia po wysiłku i przemoczenia przez deszcz. Jeśli nie nabawi się przez to przeziębienia, to uzna to za ogromny łut szczęścia.
Spakował kilka podstawowych rzeczy do plecaka, zapierając się już w ten sposób, że opuszczenie mieszkania na dłużej niż jedna noc będzie koniecznością. Jedna para ubrań na zmianę, ładowarka do telefonu, szczoteczka do zębów. Schował wysłużony laptop do szafki pod telewizorem, chyba tylko po to, żeby w razie ponownego włamania nie kusił. Z przyzwyczajenia, nie zastanawiając się nad sensem tego co robi, zostawił wszystko tak, jakby wychodził znowu na kilka godzin, każdy szczegół, który dzisiaj wzbudził jego podejrzenia o "wizycie".
Zaciągnął na głowę kaptur czarnej bluzy, zanim wyszedł na chłodne powietrze. Zapiął kurtkę i wbijając dłonie w kieszenie, chowając głowę w uniesionych nieco ramionach, wyszedł z budynku. Zatrzymał się gwałtownie na jej słowa, jakby były jakąś nagle wyrastającą ścianą, której nie zauważył. Poczuł, jak obfity rumieniec złości i różnicy temperatur rozlewa się po szyi i policzkach, częściowo ukrywany przez brodę. Boże, jak on jej nie znosił! Miał strasznie infantylną ochotę popchną ją, żeby przewróciła się na motor i najlepiej razem z tym motorem na ziemię.
- Masz taką fantazję, czy co? - Odwarknął to z wyraźnym zakłopotaniem ukrywanym pod złością, odwrócił się na pięcie i ruszył chodnikiem przed siebie. Nie wiedział gdzie miałby iść, nie chciał nigdzie iść, ale cofnięcie się do mieszkania i stanie w miejscu byłoby w tej chwili jak zaakceptowanie przegranej. A tego by nie zdzierżył.

Mickey I. Gilmore

Mickey & Jacob

: śr gru 31, 2025 3:53 pm
autor: Mickey I. Gilmore
Była z tych, które trudno onieśmielić. Uwagi, które poczyniła w stronę Browna nie były żadną ukrytą traumą, czy próbą dowartościowania się. Mickey po prostu taka już była - złośliwa, o ciętym języku i mocnej dupie. Ratowało ją to w wielu sytuacjach, zarówno jako glinę, jak i cywila. Szła przez życie kopiąc i rozpychając się rękoma, a kto nie usuwał się jej z drogi, ten obrywał. Zrażała do siebie tych najwrażliwszych na krytykę, ale zyskiwała, gdy było trzeba podjąć trudne decyzje. Stalowe nerwy na akcjach ratowały życie całemu zespołowi operacyjnemu. Była jak kot, który zawsze spada na cztery łapy. Dlatego nie przejęła się słowami, ani reakcją Jacoba - teraz, czy wcześniej. Przekrzywiła głowę, patrząc kpiąco i mając na końcu języka kolejną obelgę, ale nim ją wypowiedziała na głos, odwrócił się i zaczął iść w randomowym kierunku. Wywróciła oczami, zakładając kask i wsiadając na motor. Jebana drama queen.
Mógł usłyszeć warkot silnika, po chwili jechała wzdłuż chodnika, odpychając stopami, jak dziecko na małym rowerku.
- No weź, kochaaaanie - zawołała kpiąco, nawiązując do filmowej scenki, gdzie za bohaterką podąża autem jej obiekt westchnień z którym się chwilowo pokłóciła - Podwiozę cię, niebezpiecznie tak po nocy chodzić.
Czy miała ubaw? Trochę tak. Nadal się odpychała nogami, nie przerywając scenki.
- Juuuuuż nie będę. Obiecuję! - w głosie pobrzmiewały nutki rozbawienia, co z pewnością wpływało na rosnące zdenerwowanie Jacoba. Spoglądała na niego, kontrolując równocześnie drogę. Nie chciała przez tego kretyna skończyć pod jakimś samochodem. Po pięciu minutach...
- Wsiadaj kurwa, bo cię zwiążę jak tuczną świnię i przerzucę przez motor - po wcześniejszym rozbawieniu nie było już śladu. Silnik pracował na niskich obrotach, głucho mrucząc. Czekała. Gdy Jacob wciąż ją ignorował, ścisnęła manetkę gazu - krótko, ostro. Silnik zawył, ryk odbił się echem między budynkami, a motocykl drgnął pod nią, choć nie ruszył z miejsca. Puściła gaz, przetoczyła maszynę kilka centymetrów nogami, wyraźnie dając Brownowi do zrozumienia, że to ostatnia chwila, żeby wsiąść.



Jacob Brown