Mickey & Jacob
: czw gru 25, 2025 6:53 pm
Wywróciła oczami, bo to toczenie piany z pyska było już nudne. Nie rozumiała dlaczego Stuart tak utrudnia sobie życie i po prostu nie odda Browna komuś innemu, albo od razu nie przeniesie na jakąś kanadyjską Kamczatkę. Na dodatek upierał się, aby wielu rzeczy nie omawiać ze swoim podopiecznym, przez co to ona musiała się potem użerać z jego upośledzeniem i złością, którą powinien kierować na innych. Gdyby to ona miała kogoś pod opieką to nie owijałaby w bawełnę, przedstawiła sprawę jasno i ulokowała w takim miejscu, gdzie ten ktoś dożyłby dziewięćdziesięciu lat mając za sobą kawał dobrego życia. Przy Stuarcie, Browna w końcu ktoś kropnie. Nie na jej warcie oczywiście.
— No dobra — powiedziała w końcu, bo nie było sensu tu stać jak widły w gnoju i na siebie patrzeć — Pozostaje ci wynajęcie jakiegoś pokoju na noc, albo na kilka dni, nim Stuart tego nie sprawdzi. Jeśli faktycznie ktoś tu był to nierozważnie byłoby tu nocować. Spakuj najważniejsze rzeczy, weź szybki prysznic i widzimy się na dole, przedzwonię w kilka miejsc.
Mówiła to wszystko autorytarnym tonem, który nie pozostawiał za wiele przestrzeni do dyskusji. Zabrała kask i wyszła z mieszkania, kierując się do swojego motoru. Najpierw sprawdziła kamerki w domu, jak się mają jej kocie futrzaki, po czym wybrała numer do Stuarta. W kilku mocnych słowach objaśniła mu sytuację, a także konieczność pomyślenia co dalej, bo takie załatwianie spraw na bieżąco w końcu skończy się czyjąś śmiercią i, że nie może się ciągle nią wysługiwać. Miała swoją robotę, a rozbijanie gangów nijak miało się do niańczenia świadka koronnego. Przyznała, że nie wie dokąd zabierze Browna, ale postara się o bezpieczne miejsce, a rano pomyślą nad docelowym rozwiązaniem.
Czekała na Jacoba oparta o motor, z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Z zadowoleniem odnotowała, że jego bagaż będzie łatwy do przewiezienia na motorze i w żaden sposób ich to nie spowolni.
— Waliłeś gruchę pod tym prysznicem, czy co? — zapytała czepliwie, gdy się zbliżył. Nie czekała przesadnie długo, ale nie szkodziło podokuczać.
Jacob Brown
— No dobra — powiedziała w końcu, bo nie było sensu tu stać jak widły w gnoju i na siebie patrzeć — Pozostaje ci wynajęcie jakiegoś pokoju na noc, albo na kilka dni, nim Stuart tego nie sprawdzi. Jeśli faktycznie ktoś tu był to nierozważnie byłoby tu nocować. Spakuj najważniejsze rzeczy, weź szybki prysznic i widzimy się na dole, przedzwonię w kilka miejsc.
Mówiła to wszystko autorytarnym tonem, który nie pozostawiał za wiele przestrzeni do dyskusji. Zabrała kask i wyszła z mieszkania, kierując się do swojego motoru. Najpierw sprawdziła kamerki w domu, jak się mają jej kocie futrzaki, po czym wybrała numer do Stuarta. W kilku mocnych słowach objaśniła mu sytuację, a także konieczność pomyślenia co dalej, bo takie załatwianie spraw na bieżąco w końcu skończy się czyjąś śmiercią i, że nie może się ciągle nią wysługiwać. Miała swoją robotę, a rozbijanie gangów nijak miało się do niańczenia świadka koronnego. Przyznała, że nie wie dokąd zabierze Browna, ale postara się o bezpieczne miejsce, a rano pomyślą nad docelowym rozwiązaniem.
Czekała na Jacoba oparta o motor, z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Z zadowoleniem odnotowała, że jego bagaż będzie łatwy do przewiezienia na motorze i w żaden sposób ich to nie spowolni.
— Waliłeś gruchę pod tym prysznicem, czy co? — zapytała czepliwie, gdy się zbliżył. Nie czekała przesadnie długo, ale nie szkodziło podokuczać.