Strona 2 z 2

Turkish Doner Preparation Process

: czw gru 11, 2025 3:03 pm
autor: Scott Letexier
Ich spojrzenia już kilkukrotnie się spotkały i za każdym razem były one nazbyt intensywne. Nie pasowały do przyjaciół, którzy chcieli spędzić ze sobą miły weekend. Między nimi było zbyt dużo napięcia, jednak takiego pozytywnego. Letexier nie był głupi i domyślał się, że jej chęć bliskości nie wynikała jedynie z chęci poczucia bezpieczeństwa. Między innymi to właśnie dlatego coraz trudniej było mu się powstrzymywać od tego, by nie spojrzeć na nią jak na kobietę, z którą... chciałoby się zgrzeszyć.
Jej pytanie wyrwało go z zamyślenia, jednak o dziwo w żaden sposób nie zakłopotało. Trzymając ręce skrzyżowane na klatce piersiowej dalej spoglądał na brunetkę.
- Zachwyciłaś mnie - odparł również chłodniej, z charakterystyczną dla siebie pewnością oraz niedopowiedzeniem. Z jednej strony nie przyznał jej wprost, że spodobała mu się, choć jego wzrok wydawało się, że mówił wszystko. Z drugiej użył czegoś, co odpowiednio zinterpretowane mogło zabrzmieć jeszcze wynioślej i poważniej... i taka też była jego prawdziwa intencja.
Kiedy podeszła do niego z łyżką, bez problemu spróbował dania, które dla nich przygotowywała. Było to dla niego coś znajomego, bo sam często jadał ryby z racji ich wartości odżywczych, jednak w takim wydaniu kosztował ich niezwykle rzadko. Choć brakowało mu trochę pikanterii w daniu, nic nie powiedział, bo sam smak był bardzo dobry, on by tylko podostrzył.
Zamiast jednak skupić się całkowicie na teście, bardziej zwrócił uwagę na bliskość i to, że miał jej biodra na wyciągnięcie ręki. Mocno walczył ze sobą, by nie położyć dłoni tuż obok jej pośladka.
- Dobre - przytaknął tylko, kiedy już odsunęła się od niego i uśmiechnął lekko na potwierdzenie swoich słów. Nigdy nie wątpił w jej umiejętności kulinarne, bo choć zazwyczaj jadali coś na mieście, tak raz czy dwa zdarzyło się, że poczęstowała go czymś własnej roboty i za każdym razem było to coś dobrego.
Kolejnego pytania się nie spodziewał, jednak z jakiegoś powodu ono również nie wprawiło go w zakłopotanie. Być może dlatego, że Letexier był coraz bardziej samoświadomy i szło to w kierunku, który tak naprawdę chciał obrać już od początku tego wyjazdu.
- Czemu? - spytał sam siebie i zrobił chwilową pauzę. - Lubię na ciebie patrzeć - rzucił dość neutralnie, jednak w rzeczywistości bardzo zważał na każde słowo, które wypowiadał w tej chwili. - Czuję się przy tobie dobrze, jestem też typem obserwatora, co na pewno wiesz - rzucił, a następnie przegryzł delikatnie dolną wargę, spoglądając na Cynthię. - I jesteś ładna... - dodał już ciszej, ale dalej słyszalnie dla niej, powstrzymując się także od komentarza "jest na czym oko zawiesić", ponieważ nie chciał zabrzmieć jak jakiś napalony rolnik.
Ward poszła po łyżkę, on w tym czasie z pomocą korkociągu otworzył jej wino i nalał do przygotowanego wcześniej kieliszka. On z kolei zadowolił się piwem przyniesionym przez lekarkę, które otworzył chwilę po odkorkowaniu jej trunku.
Gdy pochyliła się delikatnie nad nim, poczuł przypływ ekscytacji pomieszanej z niepewnością. Dawno już nie jadł z nikim takiej kolacji, nie wspominając już o tym, że w ich domu często to właśnie Kate nakładała im posiłki z racji przyjęcia roli perfekcyjnej pani domu po pracy. Na domiar złego, sukienka Cynthii była z dekoltem, który znacznie lepiej wyeksponował się podczas pochylenia, aniżeli w normalnej sytuacji.
- Dzięki i wzajemnie... Cynthia - odparł z podobnym do niej poddenerwowaniem i sam także zaczął od alkoholu, którym zwilżył usta. To go poniekąd rozbawiło i spowodowało też, że napięcie z niego zeszło, a na twarz wstąpił uśmiech. - Pyszna kolacja, świetne widoki, piękna kobieta... nie pamiętam, kiedy ostatnio zanosiło się na tak dobry wieczór - zaczął, znów wprost przyznając, że jest pod wrażeniem jej urody. I tym razem nie było to już szczeniackie "ładna" tylko znacznie mocniej nacechowany siłą przymiotnik "piękna".
Wziął widelec do ręki i zapoznał się tym razem z całą kompozycją dania, które bardzo mu podeszło. I tym razem też było już odpowiednio ostre, być może dlatego, że w ciągu tych kilku chwil danie lepiej przeszło przyprawami.

Cynthia A. Ward

Turkish Doner Preparation Process

: czw gru 11, 2025 11:07 pm
autor: Cynthia A. Ward
Scott Letexier

Wiele zdążyło się zmienić w jej życiu, odkąd przekroczyła próg Scotta. Zaczęła czuć swego rodzaju stabilizację, której potrzebowała z całego serca. Czegoś co sprawiłoby, że mogłaby przez moment się zatrzymać i poczuć ciepłe uczucie wypełniające całe ciało. Coś zaczynało pękać w barierze, stworzonej przez nią sama wiele lat temu. Czuła się bezpieczniej, nie dopuszczając nikogo do siebie. Jakby żadne problemy faktycznie przestały istnieć. Obecność Scotta dawała jej to, nawet jeśli w jej głowie chodziły wątpliwości. Zawsze kiedy się do kogoś zbliżała, oddalała się na parę kroków.
Zachwyciła go. Zmarszczyła brwi, patrząc na niego kilka sekund zbyt długo. Czekała na jego reakcję. Jakieś dobre słowo, zawahanie w głosie. Nigdy nie ubierała się przy nim w ten sposób. Może Mara zbyt mocno zamieszała jej w głowie. Te słowa mogły przypominać zwykły, przyjacielski komplement. Musiało tak być. Inaczej ich relacja stałaby się mniej klarowna. Jasności potrzebowała Ward, by być w stanie kierować życiem.
Cieszę się — odpowiedziała, unosząc oba kąciki ust do góry. Dawno nie dzieliła się z nikim własnym posiłkiem. To wzbudziło w niej przedziwne skurcze. Zwłaszcza kiedy patrzyła mu prosto w oczy, czuła, jakby własne policzki miały ją poparzyć. Tak intensywnie wymalował się na nich rumieniec. Nie chodziło o nic seksualnego, a o bliskość i pewną intymność, którą mu dawała. Klasyczna Cynthia Ward nie gotowała, spędzała czas w prosektorium, próbując przeżyć kolejny dzień i ruszyć do przodu.
Odwróciła głowę w inną stronę, czując powolne palpitacje serca. Lubił na nią patrzeć? Jej myśli zwariowały, a każda kolejna nachodziła na drugą. Próbowała je uprościć, uogólnić. Przyjaciel też mógł to robić. Lubić. Na. Nią. Patrzeć. Chciała mieć w sobie tyle odwagi, by chwycić za telefon niczym nastolatka i napisać o tym Marze. Może ona byłaby w stanie lepiej zinterpretować sytuację. Dopiero ten typ obserwatora lekko ją ostudził. Ubrała się ładnie, ale nic poza tym ubraniem w niej nie widział. Tak musiało być. Finalnie odwróciła z powrotem do niego głowę.
No tak, racja — mruknęła niewyraźnie pod nosem, skupiając się na ostatecznym przygotowaniu dania. Dopiero gdy usłyszała kolejne słowa, jej wzrok padł na niego. Bardziej badawczy, pytający. Jakby nie rozumiała, w jaką sytuację wpakowali siebie nawzajem.
Dobrze jest... — zaczęła nerwowo, słysząc jego słowa. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Jeden z kącików ust jej drgnął, a jej płuca napełniły się głębokim oddechem. Próbowała siebie uspokoić. Wiele słów miała na ustach, ale finalnie wydukała z siebie jedynie — spędzać z Tobą czas — chciała samą siebie walnąć. Kto mówi? Spędzać z Tobą czas? Trudno było jej rozszyfrować własne uczucia, a co dopiero jeszcze Letexiera. Wlała w siebie kieliszek wina praktycznie na raz, a później szybko zjadła makaron, znajdujący się na jej talerzu.
Było dobre — stwierdziła, wstając od stolika. Zanim ruszyła do kanapy, nalała sobie jeszcze jeden kieliszek. Wypiła go na raz. Za bardzo sytuacja wprowadziła ją w dyskomfort. Sama nie wiedziała, co powinna myśleć. Już miała odchodzić, ale chwyciła jeszcze za butelkę. Położyła ją na ławie obok kanapy i rozsiadła się na niej wygodnie.
Gorąco tutaj... — tylko wcale nie chodziło o temperaturę pomieszczenia, a coś co zaczęło pękać, odkąd pojawiła się u niego w domu.

Turkish Doner Preparation Process

: pn sty 05, 2026 7:24 pm
autor: Scott Letexier
Scottem targały w tym momencie różne uczucia, jednak przeważały te pozytywne. Spokój, jaki w jego życiu wprowadzała Cynthia był nieoceniony i to nawet pomimo zawiłości, które ona sama miała teraz chociażby z Cassianem. Pierwszy raz od dawna Letexier czuł, że jest we właściwym miejscu z właściwą osobą i nie myślał o tym, by dać się porwać wirowi pracy, czy też skończyć w przydrożnym barze na kolejnej samotnej libacji.
Nie bywał tak bezpośredni wcześniej, toteż nie dziwiło go to, że Ward mogła dwojako zinterpretować jego odpowiedzi. W normalnej sytuacji pewnie oboje uznaliby to za próbę flirtu, jednak przyjaźń łącząca ich przez ostatnie lata skutecznie studziła takie zapędy... przynajmniej do pewnego momentu. Bo teraz Scott naprawdę zachwycał się nią: tym jak wygląda, jak się porusza, co mówi i jak na niego patrzy. Choć minęło już sporo czasu od jego ostatnich przygód, tak dalej był w stanie dostrzec pewien zalążek zainteresowania ze strony płci przeciwnej.
Uśmiechnął się trochę krzywo, bo... nie tego się spodziewał. Rozumiał położenie brunetki i znał ją dobrze, toteż nie zdziwiło go to aż tak bardzo, jednak sam pokusił się o coś znacznie bardziej intymnego i bezpośredniego. W podzięce otrzymał zwykłe "dobrze jest spędzać z tobą czas". To mógł mu powiedzieć każdy w odpowiednich okolicznościach, a ta była wyjątkowa i oczekiwał zupełnie czego innego.
Znów się uśmiechnął, tym razem w podziękowaniu za świetną kolację, która była efektem kuchennych cudów Cynthii. Nie pamiętał, kiedy ostatnio jadł tak dobrze i domowo, bo przecież jego życie to było ciągłe knajpowe żarło. Brakowało mu nawet czasu, by gotować samemu sobie, toteż od wielkiego dzwona zdarzało mu się jadać coś domowego.
- Potwierdzam - przytaknął z lekkim rozbawieniem wypisanym na twarzy, jednak nie zaśmiał się. Zamiast tego podniósł się z krzesła i ogarnął talerze ze stołu, które niedługo później wylądowały w kuchennym zlewie. Wstępnie też je przepłukał, by łatwiej było im je umyć, kiedy już się za to zabiorą.
Wróciwszy do salonu, zatrzymał wzrok na Cynthii, która rozwaliła się na kanapie niczym żaba na liściu i trzeba było przyznać, że w pewnych sytuacjach można byłoby potraktować jej pozę dość dwuznacznie. On skupił swój wzrok na jej dekolcie, na który miał idealny widok ze swojej perspektywy. Dopiero po chwili postanowił dołączyć do niej, przysiadając się obok.
Odłożył piwo na ławę i oparł się wygodnie o mebel, spoglądając najpierw na żarzący się ogień w kominku, a następnie na Ward. Przygryzł delikatnie dolną wargę i znów spojrzał jej w dekolt, tym razem tak ostentacyjnie, że tylko ślepiec by tego nie dostrzegł.
- To prawda - odparł tylko i palcem poprawił kołnierzyk koszulki, co miało mu pomóc we wpuszczeniu odrobiny powietrza między materiał, a jego rozgrzane tym widokiem ciało, jednak bezskutecznie.
- Cynthia... - odezwał się po chwili wpatrywania się w nią i poprawił pozycję, przysuwając się nieznacznie w jej kierunku. - To najlepszy wieczór od nie pamiętam kiedy. Dziękuję - rzucił z rozbrajającą wręcz szczerością w głosie i przesunął delikatnie dłonią po jej kolanie. - A będzie jeszcze lepszy - dodał i w końcu zdobył się na odwagę by pocałować przyjaciółkę.

Cynthia A. Ward

Turkish Doner Preparation Process

: wt sty 06, 2026 2:02 pm
autor: Cynthia A. Ward
Scott Letexier

Ten wyjazd miał być dopięciem wielu kwestii. Przede wszystkim miał sprawdzić, że przestanie zadręczać się własnym byłym. To on popełnił wiele błędów, a mimo że bywały dni, w których wracała do dobrych chwil, to jednak te złe przeważały. Czuła, jakby ktoś właśnie robił sieczkę z jej mózgu. Wystarczyła jedna rozprawa, by każde wspomnienie wróciło do niej ze zdwojoną siłą.
Dopiero spotkanie ze Scottem oraz ten wyjazd były w stanie zaprowadzić w jej głowie spokój, którego potrzebowała. Odrobinę zrównać przeżywany horror, sprawić, że pojawiła się, chociażby krótka iskra nadziei. Przebywanie z osobami bliskimi było dla Ward jedną z ważniejszych wartości. Mogła ukrywać się za chłodną skorupą, skrywać jak smoczyca w prosektorium, a potrzebowała tego samego co każdy człowiek na planecie. Drugiej osoby trzymającej ją za rękę, patrzącą w tym samym kierunku.
Przyjaźń z Letexierem przyszła jej naturalnie jak oddychanie. Nie zastanawiała się, w jaki sposób powinna reagować, po prostu była. Rozmawiali razem, spędzali długie wieczory razem, pijąc najtańsze piwo. Prosta, klarowna znajomość. Przynajmniej taka się wydawała, dopóki Cynthia nie przyszła do niego w środku nocy. Coś wtedy zaczynało się kruszyć. Jakby bariera dzieląca ich relację, przestała mieć jakiekolwiek znaczenie.
Spoglądała w stronę iskrzący się płomieni. Zawsze zastanawiało ją, dlaczego wydawały się tak dostojne. Tańczyły, niszcząc wszystko, co spotykały. Jednak te dawały jej zdecydowanie więcej spokoju. Potrafiły nadać harmonii. Pewnie przez to wpatrzenie nie zauważyła wzroku Scotta. Zresztą nawet gdyby to zrobiła, nie zidentyfikowałaby jego intencji. W jej głowie cały czas toczyła się walka między tym co dobre, a konsekwencjami. Ludzie od niej uciekali, gdy ona zdążyła się z nimi związać. Jedynie Mara usilnie tkwiła przy jej boku.
Dopiero się odezwał, odwróciła głowę w jego stronę. Myśli było zmroczone alkoholem. Uniosła jedynie kąciki ust ku górze. To naprawdę dobry wyjazd. Będzie go miło wspominała, niezależnie od tego co stanie się później.
Scott? — spytała delikatnie, niepewnym tonem. Nie do końca wiedząc, co zaraz się zadzieje. Przełknęła nerwowo ślinę — to ja powinnam Ci dziękować, że mnie zabrałeś tutaj — stwierdziła, uśmiechając się nerwowo. Delikatny, przyjemny dreszcz przeszedł po jej ciele, kiedy poczuła jego dotyk. Czuła, jak serce zaczyna jej szybciej bić. Nie potrafiła oderwać wzroku od jego oczu, aż finalnie je zamknęła. Wtedy poczuła przyjemny dotyk jego warg na sobie. Bez żadnego zastanowienia odwzajemniła pocałunek.
Refleksja przyszła jej po paru chwilach. Delikatnie odsunęła go od siebie, dalej dzieliły ich centymetry.
Jesteś pewien? — głos Cynthii był cichy, pewien wątpliwości. W głowie pojawiła się jedna, krótka myśl. Na tej kanapie całował też swoją żonę.