Strona 2 z 2

winter is coming

: wt gru 16, 2025 6:37 pm
autor: Claire Price
Eric Stones

Położyła dłonie na biodrach i zlustrowała Erica ostrym, delikatnie oschłym spojrzeniem. Co mogłaby mu powiedzieć więcej? Nie była świnką, nie miała ogonka. Nawet z zachowania jej nie przypominała, choć niektórzy mogli mieć w tej sprawie różne, przedziwne teorie.
Nie mam ogonka — powtórzyła, patrząc mu prosto w oczy — ty masz, ale z przodu. Zostałeś mianowany świnką — Claire mogłaby mu zaśpiewać: faacet to świnia. Krzyczeć, biegać dookoła, byle wiedział, o co jej chodzi. Szkoda tylko, że nie znała języka polskiego i klasyków muzyki.
Eric, ja żartowałam — powiedziała całkiem poważnie, przenosząc dłonie z bioder. Założyła je jedna na drugą. Robiąc nagle poważną minę. Jeden krótki żart wystarczył, ale dłuższe ciągnięcie tej kwestii odrobinę ją męczyło. Jakby cały mózg robił jej właśnie potężnego fikołka. Cokolwiek miałoby się wydarzyć, wolała przymknąć oczy i pójść dalej. Napić się alkoholu z uśmiechem i kumplem przy boku. Żeby udawać świnkę potrzebowała odrobinę więcej procentów we własnej krwi.
Toasty były idealnym przebiciem chwilowego cringe'u, który panował u tej dwójki. Uniosła do góry kąciki ust. Narnia. Król Lisz i Lord Freon. Tyle wystarczyło Claire, by na nowo zaczęła balować we własnej głowie. Mogła ruszyć do przodu. Uciszyć panujące w głowie myśli. Pogoda robiła największą zawieruchę tej zimy, a ona jedyne o czym myślała do napicie się kolejnej porcji alkoholu. To chyba całkiem dobry znak? Obrażona mina finalnie zamieniła się w uśmiech od ucha do ucha.
Mówisz prawdę, czy mydlisz mi oczy? — spytała, osuwając się przy jednej ze ścian, by usiąść na podłodze. Wywaliła dolną wargę do przodu, przypominając teraz bardziej biednego szczeniaczka. Serce drżało jej delikatnie na samą myśl tego, co będzie się działo później. Powoli witryny sklepu zostały zasłaniane przed śnieg.
Eric... Ja zacznę świrować — wymruczała Claire, wzdychając ciężko — nie choruję na klaustrofobię. Jest tu dużo miejsca, ale my... utknęliśmy w alkoholowym — westchnęła, biorąc kolejnego sporego łyka. Czuła się przemęczona, a pogoda za oknem w ogóle jej nie rozweselała. Na sercu miała jeszcze większy ciężar niż wcześniej.

winter is coming

: śr sty 14, 2026 10:05 pm
autor: Eric Stones
Gdyby byli w Polsce, zacząłby jej śpiewać Tylko biedronka nie ma ogonka ale ponieważ byli w Toronto, a Eric nie był Polakiem, to nawet nie znał tej piosenki.
Stones wybuchnął śmiechem i to tak, że poczuł jak oczy robią mu się coraz bardziej wilgotne.
- Ja... dzięki. Czuję ogromny zaszczyt... chociaż chyba wolałbym być mianowany słoniem. - odparł, bo słonie miały trąby.. zresztą chyba nie trzeba tłumaczyć.
- Aha. No czaje. - odrzekł, wzruszając ramionami. On chciał tylko rozluźnić nieco atmosferę a i tak źle, no cóż. Może najlepiej żeby się w ogóle nie odzywał bo i tak źle, i tak niedobrze. Postanowił więc zamilknąć na dłuższą chwilę tj. dopóki ponownie nie musiał otworzyć ust.
- Nie wiem Claire. Chcę myśleć pozytywnie oraz mieć nadzieję, bo nie chcę, żebyś zaczęła panikować. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Nie był żadnym czarodziejem, nie czytał z gwiazd ani z kart. Nie znał swojej przyszłości, więc nie potrafił powiedzieć, czy faktycznie uda im się wyjść cało z tej sytuacji. Na pewno miał nadzieję - jasne, wiedział, co mówili o nadziei, lecz co innego miał zrobić? Usiąść na środku i zacząć lamentować? A może w ogóle położyć się i czekać aż przyjdzie ponury żniwiarz? Gdyby miał chujowy humor jak kilka tygodni wcześniej, to pewnie byłby gotów tak zrobić.
- Będzie dobrze. Lepiej utknąć w monopolowym niż na środku drogi albo gdzieś, gdzie śmierdzi. - powiedział, próbując szukać pozytywów oraz poklepał Claire po ramieniu. Próbował dodać jej jakoś otuchy.
- Na pewno mogło być gorzej. A tak to chociaż mamy co pić. Nasze zdrowie. - zasalutował podnosząc butelkę, a następnie wziął łyk wina - korciło go by od razu wypić całą butelkę ale nie zrobił tego. Drugą nadzieję jaką miał było, że pan sprzedawca jednak się ugnie i pozwoli im wziąć jeszcze jedną butelkę alkoholu.

Claire Price

winter is coming

: sob sty 17, 2026 6:49 pm
autor: Claire Price
Eric Stones

No ty — odpowiedziała, ćwierkając radośnie. Na ustach wymalował się jej wielki uśmiech, a oczy się zaświeciły — a nie znasz: facet to świnia? — pewnie jest jakaś piosenka kanadyjska, która miała podobny tekst. Chociaż ta polska wersja była nie do przebicia. Czasami szkoda, że Kanadyjczycy nie byli Polakami, mieliby tyle pięknych tekstów do powiedzenia — jesteś facetem, prawda? — spytała, uśmiechając się szeroko — nie, nie będę sprawdzać Eric — dopowiedziała od razu, parskając krótko śmiechem. Nie chciała wiedzieć, co dokładnie kryje się w jego portkach, co mogłaby tam znaleźć. Lepiej jej było w ten sposób, w jaki to funkcjonowało obecnie. Czasami można było niektórym ludziom usłyszeć na słowo.
To już za późno — stwierdziła, spoglądając nerwowo w okno. Zaraz cały widok będzie osłonięty warstwą śniegu— chociaż jeszcze nie dostałam hiperwentylacji — dodała, unosząc palec, by brzmieć jak prawdziwa znawczyni tematu. Claire była panikarą, ale też radosnym uśmiechem, które teraz przestało marudzić — a możesz opowiedzieć mi jakąś irracjonalną historię na pocieszenie? — spytała, robiąc wielkie oczy. Potrzebowała czegoś, dzięki czemu przestałaby myśleć o tym białym gównie, pojawiającym się za oknem. Jakiejś iskierki nadziei, że nawet z najgorszego momentu życia można wyjść obronną ręką.
Czaisz, że ktoś utknął w oczyszczalni ścieków, albo na wysypisku śmieci? — spytała, robiąc wielkie oczy. Monopolowy to jednak było miejsce idealne, takie wręcz w punkt — my to jak zgłodniejemy to mamy chipsy, popitę... kurwa Eric, żyć nie umierać! — i marudzącego kasjera, który postanowił zniknąć na zapleczu. Prądu nie było, ale przynajmniej mieli siebie nawzajem. Czy do takiego równania było potrzebne coś więcej?
Nasze zdrowie! — uniosła butelkę i zaraz upiła z niej sporego łyka, aż mordę jej wykrzywiło. Tanie wino było dobre, bo tanie. Tylko czasem krzywiło mordę — dobra, zabawmy się Eric — zaczęła wesoło, klaszcząc w dłonie — znasz ja nigdy?

winter is coming

: ndz sty 18, 2026 7:40 pm
autor: Eric Stones
Stones pokręcił głową bo choć znał sporo piosenek, ale o tym że facet to świnia to nie słyszał.
- Chociaż obstawiam, że coś takiego mogłaby zaśpiewać taka Taylor Swift albo Sabrina Carpenter. - stwierdził, bo coś tam obiło mu się o uszy o twórczości Taylor oraz jej... sporą ilością związków, które zostały zakończone. Automatycznie zaczęła mu lecieć w głowie piosenka I know you were in trouble when you walked in, so shame on me now. zapewne gdyby wypił więcej, to zacząłby ją śpiewać.
- No jestem. - skinął głową i kiedy chciał zapytać, czy chce to sprawdzić, Claire sama dodała, że nie chce, więc Stones jedynie wzruszył ramionami.
Westchnął i położył ręce na ramionach Price, jakby tym oto gestem chciał, by skupiła uwagę na nim a nie na tym, co działo się na zewnątrz.
- Hmm... ogólnie to jakiś czas temu przeczytałem ciekawostkę o pingwinach a mianowicie, że gdzieś na Antarktydzie jest miejsce, w którym pingwiny kradną sobie kamienie, by użyć ich do budowy gniazd. Czasami z powodu kradzieży dochodzi do prawdziwych „kłótni”. Wygląda to całkiem zabawnie, widziałem filmik. - i chętnie by go pokazał, lecz jego bateria... była na bardzo niskim poziomie.
- Dokładnie, tak więc widzisz, niektórzy mają o wiele gorzej. - stwierdził, nie chcąc sobie nawet wyobrażać w jakich miejscach mogli utknąć inni. Posłał Claire uśmiech, ponieważ cieszył się, że nie panikowała, tylko dotarło do niej, co wcześniej powiedział.
- Niedostatek trunków nam nie straszny. - stwierdził zgodnie z prawdą. - Jedyną przeszkodą aktualnie był... ten który zniknął. - odparł, choć dalej miał nadzieję, że sprzedawca jednak okaże odrobinę serca biorąc pod uwagę szczególne okoliczności.
Słysząc pytanie czy zna grę, którą chciała zaproponować Claire, Eric musiał pogrzebać w swojej głowie, przypominając sobie w co grał a w co nie.
- Znać znam.. mówisz że ja nigdy coś tam i jeśli ja np. nigdy tego czegoś nie robiłem to nie piję a jak robiłem to piję, dobrze kojarzę? - spytał, choć nie był pewien czy to dobry pomysł by tutaj grali, bo aktualnie miał wrażenie, że ciężko mu będzie wymyślić czego on nigdy nie robił, ze względu na panujące zimno.

Claire Price

winter is coming

: pn sty 19, 2026 8:30 pm
autor: Claire Price
Eric Stones

Mówisz? — spytała, marszcząc brwi, a przy tym jednocześnie czoło. Taylor Swift nigdy nie kojarzyła się jej z tym rodzajem muzyki, ale widocznie musiała baczniej przestudiować jej twórczość — spróbuj coś znaleźć — dodała po chwili, wpatrując mu się prosto w oczy — i zaśpiewaj — minęło dosłownie kilka sekund, gdy zdążyła powiedzieć jeszcze jedną rzecz — błagam — śpiewaczką była kiepską. Zdawała sobie z tego doskonale sprawę. Za to wizja Erica śpiewającego po winie Swift, lub inną Carpenter skutecznie napawała ją optymizmem i jakąś przedziwną nutą komedii.
Pingwiny i kamienie? Nuda — spytała, mrugając oczami. Choć mogło to wyglądać zajebiście i pewnie kipiałaby z ekscytacji, widząc pingwinie kłótnie, to teraz brzmiało to jak suchy fakt. Dodatkowo taki, który znała. Zdecydowanie lepiej przyjęłaby informacje o drzewie rodzynkowym. Price wierzyła, że rodzynki na nim rosły. To byłaby kłótnia wszech czasów — daj coś ciekawszego, bo zacznę odpowiadać suchary — wzór na ucieczkę Żyda? Długość komina x prędkość wiatru. To był jeden z wielu przykładów, którymi byłaby w stanie rzucać jak z rękawa.
Myślisz, że gówno zamarzło i mogą pływać po gównianym lodzie? — spytała, wyobrażając sobie tych biedaków. Ta wizja była ekstremalna, ale jej głowa szybko zaczęła działać. Z dwojga złego wolała utknąć właśnie tutaj. Proste, przyjemne miejsce.
O ile pan ekspedient nam pozwoli — mruknęła pod nosem i dodała po chwili — przecież są kamery — popatrzyła w ich stronę, zdając sobie sprawę, że jest pierdoloną, mentalną blondynką — ale nie działają — kolejny suchy fakt, który zdążyła mruknąć pod nosem. Sama się nie spodziewała, jak bardzo mózg potrafił się jej wyłączyć.
Tak, zgadza się — kiwnęła krótko głową Claire — zaczynaj — klasnęła w dłonie, czekając aż Eric rozpocznie rozgrywkę. Tylko wtedy pogoda za oknem postanowiła wykonać ugabuga. Zrobiło się ciemno, a później na sekundę jasno. Burza śnieżna z grzmotami.
Kurwa Eric — mruknęła, przybliżając się do kumpla i wchodząc mu prosto w ramiona — tam błysnęło! — to już nie było zwykłe padanie śniegu, ale pierdolona burza.