Strona 2 z 2

Por siempre jamás

: ndz gru 07, 2025 8:39 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Tak, Alvaro też odniósł wrażenie, że kelner robił to specjalnie, że specjalnie przedłużał to otwieranie butelek i nalewanie im wina, co jakiś czas posyłając spojrzenie to w stronę Santiago, to zawieszając je na samym Palermo. Teoretycznie dla Alvaro męskie zainteresowanie nie było niczym dziwnym, w innych okolicznościach prawdopodobnie dałby się wyrwać - bo młody kelner był całkiem niczego sobie - ale w tym momencie ani w głowie mu były flirty z kimkolwiek poza siedzącym naprzeciwko niego mężczyzną.
Koniec końców kelner sobie poszedł i chyba obaj mieli nadzieję, że szybko nie wróci do ich stolika.
- No te preocupes, ahora estamos solos. - uśmiechnął się do niego łagodnie i przykrył jego dłoń swoją dłonią, ściskając jego palce mocno i starając się pokazać mu, że jest przy nim, że tylko Tiago teraz się liczy i żaden kelner nie powinien mieć takiej mocy, żeby zepsuć im ten wieczór.
- No quiero que te disculpes. Solo quiero que te des permiso para ser feliz. Y ya que es conmigo... bueno, parece que soy yo quien puede hacerte feliz ahora mismo. No hay nada de malo en eso.
On również chciał jakoś załagodzić napięcie, chciał miło spędzić wieczór z przyjacielem i nie pozwolić na to, żeby cokolwiek to zepsuło - ani jego niska samoocena, ani nieco nadmierna ostrożność i wycofanie Santiago, ani jakiś kelner. Po chwili odezwał się znowu, ujmując jego dłoń i unosząc nieco w stronę swoich ust. Musnął wierzch jego dłoni wargami, a potem przytulił policzek do jej wnętrza.
- Lo siento, no quiero apresurar nada, no debería esperar... que esto se vuelva fácil para ti de repente. Pero dame una oportunidad, date una oportunidad a ti mismo y, sobre todo, danos una oportunidad.

Santiago de la Serna

Por siempre jamás

: pn gru 15, 2025 11:39 am
autor: Santiago de la Serna
Milczał przez cały czas, gdy Alvaro mówił - słuchał go, patrząc mu w oczy i starając się nie zaciskać zębów z obawy przed tym wszystkim: przed tym, co ludzie powiedzą, co jest w porządku zachowaniem wśród innych... Tak, jemu nie robiło różnicy, jakiej kto jest orientacji i związki czy inne relacje osób wokół siebie traktował tak samo: wszystko było dla niego równie normalne i akceptowalne. Wiedział jednak, że nie dla wszystkich tak było, zdawał sobie sprawę z istnienia homofobii - z pewnością bardziej, niż wielu innych heteryków, którym wydawało się, że nic się nie dzieje i że jeśli oni nie mają nic przeciwko, to nikt nie ma; że osoby homoseksualne (zwłaszcza geje, bo przecież lesbijki nie istniały) mają dokładnie takie samo życie, jak oni. Nie, wcale tak nie było - wokół pełno było plucia, szczucia, wyzwisk, a nawet pobić. Albo choćby nieprzychylnych spojrzeń, pełnych odrazy i pretensji typu "nie mam nic przeciwko, ale idźcie sobie być gejami w domu, nie musicie się obnosić".
Teraz, gdy Alvaro pocałował go w dłoń, a później przytulił do niej policzek, Santiago miał ochotę wyrwać mu tę dłoń i nie pozwolić na to - nie tu, nie w restauracji, nie wśród ludzi. Nie zrobił tego jednak, starał się też, żeby nie było tego po nim widać - ręka mu nie zadrżała (poza zwykłym drżeniem, które często mu towarzyszyło z powodu choroby), udało mu się też zapanować nad spięciem ramion.
- Quiero darnos una oportunidad; si no, no estaríamos juntos, no te diría que te amo. Solo...
Po prostu się boję.
- Simplemente tengo miedo de las reacciones de la gente.
Rzadko mówił o jakichkolwiek swoich obawach, ale przy Alvaro zaczynał się otwierać. Uczył się okazywać słabość - zwłaszcza teraz, kiedy mężczyzna widział go naprawdę słabego, zniszczonego, niezdolnego do opieki nad samym sobą. Widział go w najgorszym momencie, zajmował się nim - skoro na to Tiago mu pozwolił, to próbował też pozwalać sobie przy nim na okazywanie innych słabości. Chciał, żeby jego przyjaciel mimo wszystko zobaczył go takim, jakim był naprawdę. Ale to było trudne, po całym życiu ukrywania prawdziwych uczuć i emocji, po udawaniu, że wszystko po nim spływa i jest kompletnie pozbawiony empatii czy innych pozytywnych cech. Bolało go, kiedy ludzie tak o nim myśleli, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że sam do tego doprowadził, zachowując się jak dupek - i tak było lepiej, łatwiej; w ten sposób był "silny" i "męski".

Alvaro Salvatierra

Por siempre jamás

: pn gru 15, 2025 12:40 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Przechylił głowę na bok, niczym zaciekawione zwierzątko, przyglądając mu się na wpół zdziwionym, na wpół pełnym dumy wzrokiem. Wiedział, że dla Santiago przyznanie się do tego, że czegokolwiek się boi było nie lada osiągnięciem, więc teraz, słysząc to wypowiedziane na głos, naprawdę był dumny, że ten potrafił to wyartykułować. Zresztą, widać było po nim, że jest dumny z mężczyzny, choćby właśnie po sposobie w jaki na niego teraz patrzył; chwilę później dopiero przymknął na moment oczy, mocniej wtulając policzek w jego dłoń, a jego palce zacisnęły się nieco bardziej na dłoni Tiago. Potem puścił jego dłoń, pozwalając mu ją zabrać, jeśli ten nadal tego chciał; domyślił się, że może to być dla niego niekomfortowe, skoro przyznał mu właśnie, że boi się reakcji ludzi.
Dejé de tener miedo a la reacción de la gente cuando me di cuenta de que no tengo ningún control sobre ello. - uśmiechnął się łagodnie, minimalnie odsuwając swoje krzesło od stolika. Usiadł bardziej bokiem do stołu, nogę zakładając na nogę, a ramię przerzucając swobodnie przez oparcie krzesła. Była to jedna z tych pozycji, które gdy widziałeś na ekranie (lub w realu, oczywiście) aż krzyczały: jestem gejem i jestem z tego dumny.
Podía vestirme como cualquier otra persona heterosexual, pero si alguien quería verme como gay, lo haría. Solo tenía que arremangarme de una forma que considerarían "anormal". - nadal się uśmiechał, ale teraz nieco bardziej melancholijnie, żeby nie powiedzieć, że smutno. — También me di cuenta en algún momento de que cuanto más miedo tenía de la gente y cuanto más me importaba su opinión, más a menudo recibía golpes. La gente es depredadora: ataca cuando huele el miedo.
Odchylił nieco głowę do tyłu, eksponując swoją szyję i przesuwając po niej dłonią, by koniec końców zacisnąć na niej palce, jakby chciał zaakcentować te atakujące drapieżniki. Zaraz potem jednak uspokoił się, spojrzał znów na Santiago i oparł przedramię o blat stolika.
- Quiero decir... cuanto menos me importaba lo que la gente pensara de mí, menos me atacaban. Pero entiendo que esto es nuevo para ti y que necesitas tiempo. - wyprostował rękę w taki sposób, żeby jego dłoń przesunęła się po stoliku w kierunku Santiago, ale dał mu wybór, czy będzie chciał go dotknąć czy nie; tym razem nie łapał go za rękę, a jedynie dawał opcję. - Recuerda, estoy aquí para ti y quiero que te sientas cómoda conmigo. Simplemente sé tú misma. Sé quien realmente eres, no quien quieres que los demás vean de ti.

Santiago de la Serna

Por siempre jamás

: ndz gru 21, 2025 6:47 pm
autor: Santiago de la Serna
Pokiwał głową w odpowiedzi na słowa przyjaciela o tym, że ludzie są drapieżnikami: rzeczywiście nimi byli i faktycznie wyczuwali strach (lub wystarczyło, że go sobie wyobrażali) i wtedy atakowali - dlatego też Tiago od kiedy pamiętał, starał się pokazywać całemu światu maskę kogoś bezwzględnego, twardego i pozbawionego jakichkolwiek słabości. Dlatego wielu miało go za pozbawionego empatii i zdolności do wyższych uczuć. Wystarczająco wiele wycierpiał w domu, żeby narażać się na ataki ze strony reszty świata.
Kiedy Palermo skończył mówić, Kocur przełknął z trudem ślinę, patrząc na jego dłoń leżącą na blacie, wyciągniętą w jego stronę. Wahał się, czy ją dotknąć, czy ją chwycić: chciał tego, ale się bał. Tak naprawdę uważał siebie za słabego i niezdolnego do walki w przypadku, gdyby ktoś na niego napadł, dlatego wolał po prostu do takich sytuacji nie dopuszczać. Znacznie łatwiej mu się broniło innych, niż siebie samego.
- No tengo control sobre el comportamiento de otras personas, pero al menos puedo controlarlo parcialmente si no les doy razones para que me ataquen... - powiedział cicho; na tyle cicho, że być może Alvaro miał trudności z usłyszeniem wszystkiego wyraźnie. Santiago mówił to, nie patrząc mu w oczy: to również było okazaniem słabości i strachu.
Po chwili westchnął ciężko i ostrożnie przesunął dłoń w stronę jego dłoni, by dotknąć jego palców swoimi, drugą dłoń przyciskając do ust. Kiedy ich palce zetknęły się ze sobą, Tiago spojrzał w oczy przyjaciela niepewnie, jakby mówił "pomóż mi, proszę". Chciał przestać się bać, przestać udawać kogoś, kim nie jest, tylko po prostu żyć szczęśliwie: bez tego całego śmietnika, który miał w głowie.
- Quiero ser feliz contigo. Y quiero que seas feliz conmigo - powiedział nieco głośniej i uśmiechnął się - Rómpeme más.
Kiedy to powiedział, objął jego palce swoimi i ścisnął je, starając się wyrzucić z myśli wszystkie nieprzychylne spojrzenia, które widział oczami wyobraźni ze strony innych gości restauracji. Powziął właśnie postanowienie, że nie będzie się nimi przejmował - co łatwiej jest postanowić, a trudniej wykonać, ale chciał, żeby to się spełniło. Jedna z rzeczy do zrobienia przed odejściem: zacząć żyć i nie przejmować się, co inni powiedzą.
- Sentí una necesidad de crear una lista de cosas por hacer - oświadczył ze śmiechem - Lo primero es: dejar de preocuparse por lo que diga la gente.

Alvaro Salvatierra

Por siempre jamás

: ndz gru 21, 2025 8:22 pm
autor: Alvaro Salvatierra
trigger warning
wspomnienie przemocy wobec dziecka
Palermo również sporo wycierpiał w domu, zwłaszcza w momencie, gdy zmarła jego matka, a on sam już wiedział, że bardziej ciągnie go w kierunku innych chłopców, niż w stronę dziewcząt - dość szybko się okazało, że ojciec nie zamierza tolerować "czegoś takiego" pod swoim dachem, częściej krzyczał na syna, jeszcze częściej i bardziej dotkliwie go bił, a ponadto stał się jeszcze bardziej religijny, niemal obsesyjnie wręcz, zupełnie jakby to miało ochronić jego dom przed plugastwem, które przynosił tam junior. Alvaro nie potrafił jednak udawać kogoś, kim nie był, więc nie był w stanie na zawołanie wyprzeć się swojej orientacji i znaleźć sobie dziewczynę, żeby tylko ojciec się od niego odpieprzył, choć tak na pewno byłoby łatwiej i oszczędziłoby mu to sporo cierpienia, zarówno tego psychicznego, jak i fizycznego. Koniec końców więc i tak wylądował na ulicy i to właśnie tam, kilka miesięcy później, w wieku czternastu lat, poznał Santiago. Teraz, z perspektywy czasu, nawet cieszył się, że jego życie potoczyło się właśnie w taki sposób, bo w innym razie zapewne ich drogi by się nie skrzyżowały, a on nie poznałby osoby, która jako pierwsza w niego uwierzyła i dzięki której był teraz tym, kim był (bo nie miałby skończonej nawet szkoły średniej, nie mówiąc już o studiach i w pracy w międzynarodowym, prestiżowym koncernie).
- La gente encontrará una razón si quiere, incluso si te comportas impecablemente. - wzruszył lekko ramionami, znów uśmiechając się smutno. Właśnie to próbował mu powiedzieć: że niezależnie od tego jak będzie się zachowywał, jak będzie się ubierał, poruszał, wypowiadał, to jeśli ktoś zechce nazwać go pedałem i obić mu mordę to i tak to zrobi; ludzie nie potrzebowali powodów, żeby być potworami, oni po prostu nimi byli.
- Sabes, podría intentar romperte aún más, pero no quiero que te enojes tanto conmigo como cuando te besé. - odpowiedział spokojnie, choć tym razem już nie patrząc na niego, tylko gdzieś w bok, żeby przypadkiem Santiago nie był w stanie dostrzec, że tamta sytuacja naprawdę nie była dla niego przyjemna. Zaraz potem poczuł jak Tiago ściska jego palce, więc znów obrócił głowę w jego stronę i z lekką ulgą dostrzegł na jego twarzy uśmiech, który jakoś automatycznie rozluźnił nieprzyjemny uścisk w okolicy jego klatki piersiowej. Nie chciał mieć do niego pretensji, bo wiedział, że Santiago nie robił tego specjalnie, ale nie mógł nic poradzić na to, że tuż po przybyciu do restauracji poczuł się odtrącony i nie mógł się tego pozbyć ze swojej głowy tak do końca. Na dodatek kontrastowało to z tym, że de la Serna nie bał się używać słowa "randka" i że w rozmowie był dość swobodny w słowach (jak na siebie), więc mętlik w głowie Alvaro był tym większy.
- Bueno, eso suena como una idea que podría apoyar. - skinął głową z uśmiechem, nieco bardziej rozluźniony, zwłaszcza gdy widział uśmiechniętego Santiago i gdy jeszcze słyszał jego śmiech, będący chyba jednym z ładniejszych dźwięków, jakie dane było mu kiedykolwiek usłyszeć. - ¿Podemos añadir a la lista no asesinar al camarero...? - zapytał po chwili, powstrzymując się jakoś przed napadem śmiechu; prawda jednak była taka, że widział go w zasięgu wzroku już parę razy odkąd ten teoretycznie zniknął, tylko póki co nie podchodził, bo najwidoczniej nie miał żadnego celu. - Y bailar bajo la lluvia, por favor. - dodał jeszcze, uśmiechając się słodko i ściskając jego palce, po czym pociągnął parę łyków z kieliszka. Ostatecznie nie musiał pić jakoś bardzo wolno, skoro zamówili całą butelkę, prawda? A gdyby butelka zaczynała się kończyć, zawsze mogli zamówić drugą...

Santiago de la Serna

Por siempre jamás

: śr gru 24, 2025 10:41 pm
autor: Santiago de la Serna
Pokiwał głową słysząc stwierdzenie, że ludzie to bestie i tak czy inaczej znajdą powód do obicia komuś mordy. To była prawda - on sam zresztą nieraz wpasowywał się w ten opis (choć raczej nie atakował bez powodu - tylko czasami powód dawał mu ktoś inny, a niekoniecznie atakowana osoba).
Chwilę później jednak zesztywniał znowu - kiedy Alvaro powiedział, że nie chciałby go rozzłościć, jak przy pocałunku. Santiago zastanawiał się przez chwilę, czy pociągnąć teraz temat i próbować to wyjaśniać, czy zostawić na później - ale wiedział już, że na pewno trzeba to wyjaśnić. Tylko, że odpowiedź przyszła praktycznie natychmiast: kiedy Alvaro również się spiął i wyglądał, jakby nie chciał tego teraz poruszać. On sam o tyle nie chciał, że liczył na miłe spędzenie razem czasu, niekoniecznie na trudnych rozmowach o emocjach i uczuciach. Takie rzeczy chętnie zachowałby raczej do domu, gdzie będą sami i będą mogli zachowywać się wobec siebie swobodniej, niż wśród ludzi. Już i tak cała ta randka była dość trudna, skoro tak czy inaczej Tiago próbował się otworzyć.
- Vamos a hablar sobre eso en la casa, ¿podemos?
Nie był zły - to była prośba. Naprawdę chciał to wyjaśnić i rozwiać wszelkie narosłe między nimi nieporozumienia, niedomówienia... wszystko, co latami kładło się cieniem na ich relacji i całym ich życiu. Spojrzał w oczy przyjaciela i uśmiechnął się do niego ciepło połową ust, gładząc kciukiem wierzch jego dłoni.
- Y sobre el camarero... No puedo promestar algo - zaśmiał się - pero prometo intentarlo.
Jak na zawołanie chwilę później kelner pojawił się przy ich stoliku, stawiając zamówione dania przed nimi. Santiago nieświadomie ścisnął palce Alvaro nieco mocniej, ale nie puścił ich, nie cofnął ręki; nie spojrzał też na kelnera, choć czuł na sobie jego palące spojrzenie.
- Bailar bajo la lluvia suena hermoso. Tango. En Argentina - oświadczył Kocur, gdy kelner już sobie poszedł. Chwycił serwetkę, wyjął z kieszeni długopis i zapisał:
LISTA DE TAREAS ANTES
1. Dejar de tener miedo
2. Intentar no asesinar al camarero
3. Bailar tango la lluvia en Argentina
4. Planear otro hermoso atraco juntos


Alvaro Salvatierra

Por siempre jamás

: śr gru 24, 2025 11:35 pm
autor: Alvaro Salvatierra
Nie, ciągnięcie tego tematu w restauracji raczej nie było dobrym pomysłem i Palermo nie chciał tego robić; faktycznie, miejsca publiczne w ogóle według niego nie służyły temu, żeby prać swoje brudy przed resztą społeczeństwa, już pomijając nawet to, że nie wszyscy dookoła musieli chcieć słuchać tego, co danej parze kochanków leżało na sercach. Tak naprawdę to czułby się po prostu głupio, gdyby kontynuował takie tematy w miejscu, w którym byli poza nimi inni ludzie i nie chodziło tu o to, że nagle wstydził się swojej orientacji, że krępowało go to, że był w związku z Santiago czy coś w tym stylu. Po prostu to była ich sprawa, ich rozmowa i nikomu nic do tego.
- Sí, hablemos en casa. - skinął głową z lekkim uśmiechem i nawet zaśmiał się, gdy chwilę później Kocur stwierdził, że nie może obiecać, że nie zabije kelnera, ale że się w każdym razie postara. To, że ten pojawił się chwilę później, jak na zawołanie, a Santiago nadal nie cofnął dłoni i wciąż ściskał jego palce Palermo postanowił obrać za dobrą wróżbę. Gdy zamówione przez nich dania wylądowały już na stole Alvaro podziękował kelnerowi skinieniem głowy, spoglądając na niego przelotnie i znów upił łyka wina ze swojego kieliszka, obserwując znad naczynia, jak de la Serna sięga po serwetkę i zaczyna notować. Przechylił się przez blat, patrząc na pojawiające się litery, zwłaszcza skupiony przy ostatnim punkcie, którego na głos nie omówili.
- Atraco...? Juntos...? - odezwał się szeptem, patrząc na serwetkę szeroko otwartymi oczami, a jego serce szarpnęło się gwałtownie. To podczas planowania napadów zawsze czuł się najbliżej Santiago, wtedy zawsze miał wrażenie, że ich mózgi są w jakiś sposób połączone, nawzajem kończyli za siebie zdania zaczęte przez tego drugiego, a przy tym sprawiali wrażenie niepokonanych, genialnych i szalonych jednocześnie. Sama myśl o tym, że mogliby coś znów razem zaplanować zdawała się dodawać Palermo skrzydeł.
- Estás loco, ¿sabes? - położył dłoń na jego nadgarstku, wpatrując się w przyjaciela błyszczącymi szczęściem oczami i absolutnie nie wyglądając na kogoś, komu to szaleństwo Kocura przeszkadza.

Santiago de la Serna

Por siempre jamás

: pt gru 26, 2025 5:43 pm
autor: Santiago de la Serna
- Sí, lo sé - odpowiedział, patrząc na niego znad serwetki z typowym dla siebie błyskiem w oczach. Błyskiem, sugerującym, że jest teraz w swoim żywiole: w tym momencie był dawnym Kocurem, wciąż planującym coś nowego, wciąż w pogoni za kolejnym szczęściem w postaci jakiegoś szalonego, zuchwałego napadu. Puścił przyjacielowi oczko i uśmiechnął się połową ust, wyglądając jak diabeł wcielony.
Nie liczył na to, że kiedykolwiek jakikolwiek jeszcze napad przeprowadzi, ale chciałby przynajmniej go zaplanować. Chciał znów to przeżyć, chciał znów siedzieć godzinami nad planami budynków, z kieliszkiem w dłoni, z muzyką, z głowieniem się nad trudnym, pozornie niemożliwym do przeskoczenia problemem. On również kochał te chwile w ich życiu. Miał nadzieję, że może - jeśli im się uda skończyć plan - Alvaro kiedyś wcieli ten plan w życie.
Upił łuk ze swojego kieliszka, odwrócił chusteczkę napisami do dołu i przesunął ją w stronę przyjaciela, po czym - jak gdyby nigdy nic - chwycił sztućce i zaczął jeść z miną niewiniątka, któremu nawet nie przyszłoby do głowy, żeby zaproponować coś takiego. Widać jednak było po nim, że teraz jest znacznie weselszy, sprawiał też wrażenie jakby lżejszego dzięki temu, że Salvatierra zgodził się (a w każdym razie nie protestował) na czwarty punkt listy.

Alvaro Salvatierra