Strona 2 z 4

rockin' around the christmas tree

: ndz gru 14, 2025 9:15 pm
autor: Eliana Broussard
Bywały chwile, kiedy mówiła sobie, że nie powinna zbyt dużo o tym myśleć. Przekonywała samą siebie, że za mocno to wszystko analizowała, przez co zakopywała się głównie w negatywnych myślach. A przecież spędzonego z nim czasu wcale nie uważała za zmarnowany. Bawiła się w jego towarzystwie dobrze, co było sporym zaskoczeniem, ponieważ kiedy ich drogi skrzyżowały się po raz pierwszy, Lance wcale nie sprawiał wrażenia kogoś, kogo można byłoby uznać za duszę towarzystwa.
I dziś też wcale nie musiał nią być. Prawdę mówiąc niejedna osoba doszłaby najpewniej do wniosku, że było mu do tego daleko, jednak Elianie w ogóle to nie przeszkadzało. Najwyraźniej dostrzegała również to, że kiedy podchodziła go w odpowiedni sposób, ostatecznie był w stanie dać jej to, czego od niego chciała.
Można więc założyć, że całkiem szybko udało jej się go r o z p r a c o w a ć. Do tego jednak nieszczególnie się przywiązywała, bo jeśli czegoś była w tej relacji pewna, był tym bez wątpienia fakt, że Lance nie był prostym w obsłudze mężczyzną. I dobrze, bo dzięki temu bezustannie potrafił ją zaskakiwać.
Nie wiedziała tylko, jak długo robił to będzie pozytywnie.
Rozłożyła ramiona w geście bezradności, ale grymas na jej twarzy zdradzał, że wcale się tego nie wstydziła. Odpowiadało jej to, że potrafiła czerpać przyjemność z tego rodzaju drobnostek. Nie uważała więc, że powinna czuć się z tego powodu głupio. — Niczego innego się po tobie nie spodziewałam — zawyrokowała, co zresztą nie było kłamstwem. Kiedy starała się go podpuścić, naprawdę miała nadzieję, że jej działania przyniosą zamierzony skutek.
Tym razem i ona upiła kilka łyków ciepłego wina, a kiedy uczucie przyjemnego gorąca rozlało się po jej ciele, zamruczała z zadowoleniem. — Więc… W ogóle nie lubisz świąt, czy nie lubisz tylko tego… komercjalizmu? — zapytała, unosząc ku górze jedną brew. Nie miała pojęcia, czy dobrze podejrzewała, ale wyglądał jej na kogoś, kto nie przepadał za szumem wokół wszelkiego rodzaju świąt - przeciwnie do niej. Nie byłaby to jednak pierwsza kwestia, pod względem której różnili się od siebie dość mocno.
W jemiołę też nie wierzysz? — dopytała po chwili, a jej usta wykrzywiły się w nieco bardziej zaczepnym grymasie. I nie, wcale nie zamierzała nagle go pod taką zaciągnąć, choć przecież było ich tu tyle, iż natknięcie się na którąś z nich mogło okazać się nieuniknione.

Lance Cortlandt

rockin' around the christmas tree

: ndz gru 14, 2025 10:06 pm
autor: Lance Cortlandt
Bo Lance nie był duszą towarzystwa. Choć nie był samotnikiem, to nie da się powiedzieć, żeby podczas spotkań błyszczał i zabawiał wszystkich wokół. Był raczej tym typem człowieka, który uważał, że był ponad to wszystko, a jednocześnie potrzebował po prostu odpowiedniej zachęty, żeby dać się wciągnąć w zabawę. Bo to też potrafił zrobić.
A Eliana mogła się o tym przekonać. I na dodatek opanowała sposób na to, jak go podejść, co na pewno miało jej wiele ułatwić podczas wspólnych spotkań, szczególnie takich, jak dziś, gdzie Cortlandt zupełnie nie był w swoim żywiole. Bo wiedział przecież, że tu nie pasował i całe jego ciało krzyczało, że nie powinno go tutaj być.
A jednak przyszedł i cóż, zrobił to dla Eliany zakładu.
Jeśli zabrzmiało to tak, jakby ją oceniał, to wcale tak nie było. Nie naśmiewał się z niej, to była po prostu obserwacja. W dodatku może nawet zahaczająca o swego rodzaju komplement? Bo do twarzy jej było z tym świątecznym szaleństwem, promieniała tutaj, a to mu się podobało.
– Aż tak dobrze mnie już znasz? – wraz z brwią uniósł jeszcze kącik ust, po czym omiótł ją spojrzeniem. Był aż tak przewidywalny? A może po prostu Eliana była lepszą obserwatorką, niż się tego spodziewał? Jeśli tak, to musiał się bardziej pilnować, żeby nie zdołała rozgryźć go w pełni, bo to byłoby n i e b e z p i e c z n e.
– Nie lubię tego, jak są sztuczne. Wszyscy nagle udają miłych i serdecznych, zmuszają się do jakichś spotkań, aktywności… To wszystko jest strasznie męczące – wzruszył ramionami, być może brzmiąc teraz jak Grinch czy Ebenezer Scrooge, ale taka była prawda. Uważał, że święta były przepełnione fałszem… Zresztą, jego rodzina była go pełna też na co dzień. I być może w tym tkwił problem – wśród swoich bliskich doświadczył niewiele dobra, przez co nie kupował tego, że gdziekolwiek ono mogło istnieć naprawdę.
– To akurat jedyna tradycja, która ma sens i powinno się ją pielęgnować – to wyznał, patrząc Elianie w oczy. Jego głos lekko się obniżył, a twarz przyozdobił łobuzerski uśmiech. Czy na coś liczył? Na pewno nie miałby nic przeciwko, żeby podczas tego wieczora zakręcili się koło jakiejś jemioły, co nie powinno być trudne. Musiał tylko być uważny, żeby nie przeoczyć swojej okazji.

Eliana Broussard

rockin' around the christmas tree

: pn gru 15, 2025 9:22 pm
autor: Eliana Broussard
Wydawać by się mogło, że zupełnie się ze sobą nie zgrywali. Stanowili swoje przeciwieństwa i podczas gdy Eliana uchodzić mogła za wulkan energii we wszelkich okolicznościach, Lance był o wiele bardziej stonowany i powściągliwy. Nie było to coś, co ją mogłoby przyciągać, a jednak odkąd Cortlandt znalazł się na jej drodze, nie umiała tak po prostu odmówić sobie jego towarzystwa.
Być może podobało jej się także odkrywanie tego, że odpowiednio poproszony, potrafił się dla niej ugiąć. Nawet to, że dziś przyszedł tutaj i nie próbował negować w s z y s t k i e g o, sporo dla niej znaczyło.
Odpowiadało jej także obserwowanie go w okolicznościach, które nie były dla niego codzienne. To, że sprawiało jej to przyjemność zaobserwowała już przy okazji tych odwiedzin, które złożył jej w miejscu jej pracy. I w którym ewidentnie odstawał od reszty grupy, ale mimo to Broussard zdołała dostrzec w tym coś uroczego. W jego dzisiejszym wydaniu również, nawet jeżeli próbował zgrywać przeciwnika świąt.
Może wcale nie wierzyła mu tak do końca?
Pokręciła głową na boki. Być może momentami potrafiła go rozgryźć, ale wcale nie uważała, że już go p o z n a ł a. Nie chciała zresztą dobrnąć do mety tak szybko, skoro odkrywanie tego, co miał jej do zaoferowania, zaczęło sprawiać jej przyjemność. Bo owszem, Broussard naprawdę zaczęła bawić się tą znajomością. Nie wiedziała tylko, że on bawił się nią.
Auć! — odezwała się i niemal natychmiast spiorunowała go spojrzeniem. — Zmuszają się do spotkań i aktywności? Z m u s z a j ą się? — powtórzyła i pokręciła głową z niedowierzaniem. Delikatny grymas majaczący na jej ustach sugerował, że wcale nie wzięła tego stwierdzenia do siebie, ale to nie przeszkodziło jej w posłaniu mu karcącego spojrzenia. Zniknęło ono dopiero wtedy, kiedy sama postanowiła napić się wciąż ciepłego wina.
Jego kolejna odpowiedź zdołała natomiast sprawić, że Broussard zaśmiała się pod nosem. — Nie jestem pewna, czy przy tobie wypada. Skąd pewność, że byś się nie zmuszał? — zapytała przekornie. I tak, zamierzała teraz czepiać się tego słówka przynajmniej do chwili, w której nie znajdzie sobie czegoś ciekawszego, a to mogło wcale nie trafić się tak prędko.
Nie, jeśli sam znów jej się nie podstawi.

Lance Cortlandt

rockin' around the christmas tree

: pn gru 15, 2025 11:29 pm
autor: Lance Cortlandt
Dzięki tym różnicom można powiedzieć, że uzupełniali się, ponieważ Eliana sprawiała, że Lance robił rzeczy, na które sam by się nie zdecydował. I nie wszystkich żałował. Potrafił dostrzec plusy pewnych rzeczy, które zrobił tylko ze względu na nią, choć gdyby rozmawiał o nich z kimś innym, pewnie by się do tego nie przyznał.
Taki już był, nie mógł przyznać się do tego, że bawiły go rzeczy, które normalnie uznałby za bzdurę. Musiał przecież zachować twarz. A Lance miał w sobie coś z pozera. Lubił zachowywać pewne pozory i odgrywać pewną rolę. Właściwie to od zawsze to robił, bo tego nauczyła go jego własna rodzina. Nie mógł być ze światem szczery i nigdy się tego nie nauczył.
Ale zdarzały się chwile, kiedy przez jego pozę przebijało się coś prawdziwego. I ostatnio całkiem często wyciągała to z niego Eliana, czego nawet nie musiała być świadoma. Lance zaś nie dostrzegał tego od razu, ale po czasie uderzało w niego to, jak wpływała na niego Broussard. I pewnie gdyby nie ten zakład z Halem, zacząłby jej unikać, bo bał się tego, co z nim robiła.
To nie było normalne.
Akurat tego, co dziś razem robili, nie miał na myśli, gdy mówił o świętach, ale skoro Broussard postanowiła wykorzystać przeciwko niemu jego własne słowa, niech jej będzie. – Zmuszają. Wiedziałem, że będziesz płakać, jak nie przyjdę, więc uznałem, że jakoś to przecierpię – przewrócił oczami, ale zaraz zerknął na Elianę i uśmiechnął się zadziornie, jasno sugerując, że jedynie się zgrywał i nie myślał w ten sposób. Ale skoro postanowiła czepiać się słówek, to nie mógł jej tak łatwo odpuścić i uprościć tego zadania. Musiał jakoś obrócić to przeciwko niej, żeby zniechęcić ją do kontynuowania tego, ale najwyraźniej nie udało mu się osiągnąć celu, o czym przekonał się już chwilę później.
Kiedy usłyszał jej słowa, Lance popatrzył na Elianę z politowaniem. – W porządku, rozumiem, do niczego nie zmuszam… Może ktoś inny będzie chciał pocałować mnie pod jemiołą, skoro ty mi odmawiasz – wzruszył ramionami, po czym upił kolejnych kilka łyków wina ze swojego kubka. Oczywiście nie miał całować nikogo innego, taki plan na dziś miał tylko wobec Eliany i właśnie to próbował dać jej odczuć – chciał, żeby wiedziała, że naprawdę chciał to zrobić.
Tym zamierzał ją z a c h ę c i ć.

Eliana Broussard

rockin' around the christmas tree

: czw gru 18, 2025 9:48 am
autor: Eliana Broussard
Ona teoretycznie nie decydowała się przy nim na nowości, ale nie sposób nie zauważyć tego, że zdarzało jej się łamać własne zasady. Robiła rzeczy, których początkowo w ogóle nie planowała, ponieważ Lance pierwsze wrażenie wywarł na niej nie najlepsze.
Sprawiał wrażenie kogoś, komu lepiej nie poświęcać czasu, aby ten nie okazał się zmarnowanym. Nie tylko wyglądał, ale przede wszystkim brzmiał jak facet, który nie był skory do zaangażowania, a przecież Eliana koniec końców właśnie tego oczekiwała. Być może nie teraz, j u ż, ale ostatecznie chciała mieć przy sobie kogoś, komu będzie na niej zależało.
Wątpiła tylko, czy kimś takim mógłby być dla niej Lance.
Ale mimo to była tutaj. Dawała tej znajomości szansę, choć istniało tak wiele przeciwwskazań, które Eliana skutecznie ignorowała. Sama starała się bowiem wierzyć, że nie angażowała się za bardzo, a cokolwiek działo się między ich dwójką, ograniczało się głównie do prostego koleżeństwa.
Tylko jeśli tak, dlaczego w ogóle poruszyła temat jemioły?
Zmrużyła nieznacznie oczy i posłała mu jedno z tych spojrzeń, które miały sugerować, że był bliski tego, aby jej podpaść. Przynajmniej teoretycznie, ponieważ w rzeczywistości Broussard wcale nie zamierzała pokładać w jego słowach zbyt wiele wiary. Gdyby tego nie chciał, nie znalazłby się tutaj, ani nie zabiegałby o każde poprzednie spotkanie.
W takim razie co? Powinnam być zazdrosna? — zapytała, na moment zatrzymując się po to, aby móc spojrzeć mu w twarz. Przez krótką chwilę rzeczywiście się nad tym zastanowiła. Jak czułaby się z myślą o tym, że całował kogoś innego? Choć przyznałaby to wyjątkowo niechętnie, nie było to coś, czego chciała mieć świadomość. Niczego sobie nie obiecywali, a między ich dwójką nawet nic szczególnego nie wydarzyło się, ale jeśli rzeczywiście pocałunkami zamykał inne usta, wolała o tym nie wiedzieć.
Gotowy? — zapytała po chwili, a głową wymownie skinęła w stronę lodowiska. Oczywistym jest, że nie zamierzała mu tego odpuścić, szczególnie nie po tym, jak już sam zadeklarował, że skłonny będzie się nawet poświęcić.

Lance Cortlandt

rockin' around the christmas tree

: sob gru 20, 2025 3:03 pm
autor: Lance Cortlandt
Prawda jest taka, że Lance rzeczywiście nie był wart uwagi, jeśli szukało się czegoś poważniejszego, bo on w o g ó l e nie był tym zainteresowany. Eliana miała do niego nosa na początku, ale potem, jak wiele innych kobiet, najwyraźniej uległa jego urokowi. Bo tego, musiała przyznać, nie dało mu się odmówić.
Cortlandt potrafił wykorzystywać swoje mocne strony, ponieważ znał je i wiedział, na co stawiać, żeby osiągać swoje cele. Był mężczyzną pewnym siebie, czasem nawet zbyt pewnym siebie, który mając przed sobą jakiś cel, był gotów zrobić wszystko, żeby go osiągnąć.
Miał ku temu silną motywację – nie znosił przegrywać.
Przegrana była czymś, co od zawsze trudno było mu przełknąć. Nie traktował swoich porażek jako cenne lekcje, a raczej coś, co godziło w jego dumę, dlatego tak się ich wystrzegał. I może dlatego teraz był tak wyrachowany i grał z uczuciami Eliany… Znów myślał przede wszystkim o tym, żeby nie przegrać, zapominając o tym, że narażał tu czyjeś uczucia.
Być może to przez to, że panowało u niego to dziwne przekonanie, iż Broussard wiedziała, co mógł jej zaoferować i nie robiła sobie żadnych złudnych nadziei. Od początku przecież wiedziała jaki jest i na co mógł liczyć. Nie wziął pod uwagę tego, że jego późniejsze działanie wywoła mylne wrażenie.
Druga rzecz, której nie wziął pod uwagę, że może skończyć się tak, iż będzie pogrywał także z własnymi uczuciami. Właściwie to nadal taka opcja wydawała mu się niemożliwa, bo nie zauważał tego, jak się do niej przywiązywał…. A to naprawdę się działo.
– Oczywiście. Ja byłbym zazdrosny, gdybyś teraz poszła pocałować kogoś innego – wzruszył ramionami, nie bojąc się tego przyznać. Jak miałby przełknąć to, że ktoś inny dostałby to, co on chciał dla siebie? Jeśli miała zamknąć czyjeś usta w pocałunku, powinna to zrobić z jego ustami.
– Miałem nadzieję, że o tym zapomnisz… – westchnął głośno na koniec. – Jakieś słabe to wino tu mają – dodał, zerkając na zawartość swojego kubeczka, znad którego po chwili podniósł spojrzenie na Elianę i posłał jej zadziorny uśmiech.
Nie udało się, co oznacza, że będzie musiał wejść na lód. Przecież nie mógł spękać. Czuł jednak, jak na samą myśl o tym, całe jego ciało sztywniało.Wyobrażał sobie to, jak upada, co budziło w nim największy niepokój, bo ucierpiałoby na tym nie tylko jego ciało, lecz również duma. Najgorsze połączenie, do którego nie mógł dopuścić. I najłatwiej byłoby to zrobić nie wchodząc na lód, ale ta opcja najwyraźniej nie wchodziła w grę.
To znaczy, że będzie musiał stawić czoła swojemu lękowi. Tego bez alkoholu nie zrobi, dlatego teraz za jednym razem dopił do końca całe swoje wino, przygotowując się do wejścia na lód.

Eliana Broussard

rockin' around the christmas tree

: sob gru 20, 2025 8:43 pm
autor: Eliana Broussard
To, że nie powinna się do niego przywiązywać, wydawało się wręcz oczywiste. Poza urokiem, pod którym stopniowo się uginała, dostrzegała w nim przede wszystkim to, czego teraz chyba już nie chciała widzieć.
Sama była sobie winna. Sama się w to wpakowała i sama pozwoliła na to, aby jednak się do niego przekonać. Nie bez powodu, ponieważ to Lance raz po raz wysyłał jej sygnały, które sugerowały, że zależało mu na tej znajomości, ale ostatecznie to właśnie ona pozwoliła sobie na złamanie wcześniejszego postanowienia.
Chciała jednak wierzyć, że nie przyjdzie jej tego pożałować, ponieważ sama też się do niego przywiązała. Być może nie tak, aby już w tym momencie był w stanie złamać jej serce, ale wystarczająco, by pożałować, gdyby jednak udało mu się ją rozczarować.
Omiotła jego sylwetkę spojrzeniem, a kąciki jej ust wygięły się w łagodnym uśmiechu. Nie przyznałaby tego na głos, a jednak te słowa mogły być dokładnie tym, co chciała od niego usłyszeć.
I prawdopodobnie właśnie dlatego powinny były wydać jej się n i e w i a r y g o d n e.
Pokręciła głową na boki, a grymas na jej twarzy stał się jeszcze wyraźniejszy. Mógł być pewien tego, że kiedy już uparła się, aby zaciągnąć go na lodowisko, nie było nic, co mogłoby ją od tego pomysłu odwieść. — Grinch — przedrzeźniła go, nieznacznie marszcząc przy tym nos. A choć być może nie powinna tego robić, bo nigdy nie miała zbyt mocnej głowy, sama postanowiła pójść w jego ślady i opróżnić zawartość własnego kubka.
Okazję ku temu, by jeszcze podelektować się smakiem grzańca, miała ponownie zyskać po tym, jak już zejdą z tego lodowiska.
Tymczasem to właśnie w tamtym kierunku zamierzała go zaciągnąć, dlatego na krótko po tym, jak papierowy kubeczek wylądował w koszu na śmieci, Eliana wymownie skinęła głową w stronę placu wypełnionego lodem. Tuż przed nim mogli zaopatrzyć się w łyżwy i włożyć je na nogi, z czym Broussard nie zamierzała zwlekać ani chwili.
I kiedy tylko była gotowa, od razu przekroczyła niewielką bramkę, prowadzącą wprost na lodowisko. Nie musiała posiłkować się barierką, aby dość prędko zakręcić niewielkie, całkiem zgrabne koło. To nie była jej pierwsza wizyta w takim miejscu, dlatego czuła się tu całkiem pewnie. — Czekam — rzuciła w stronę Cortlandta, który jeszcze siłował się z zapięciem łyżew, albo przynajmniej próbował sprawiać takie wrażenie.
Prawdę powiedziawszy Eliana nie zdziwiłaby się, gdyby był to wyłącznie jego sposób na odwleczenie momentu, w którym znajdzie się na lodzie. Dla niej miał być jednak zmuszony do tego poświęcenia.

Lance Cortlandt

rockin' around the christmas tree

: ndz gru 21, 2025 1:35 pm
autor: Lance Cortlandt
Prawdę powiedziawszy, jego deklaracja o zazdrości była całkiem szczera. Lance był dość terytorialny, więc kiedy kogoś sobie upatrzył, póki był tą osobą zainteresowany, nie chciał się nią dzielić, nawet jeśli sam nie zamierzał bawić się w bycie dla kogoś na wyłączność. Zajeżdża to trochę hipokryzją, ale taki już był. I co ważne, to wcale nie znaczy, że czegokolwiek próbowałby zabronić. Po prostu nie byłby zadowolony.
I ukułoby go to, że ktoś dostał od Eliany coś, co sam chciał mieć. Utrata jej zainteresowania byłaby rzeczą, z którą trudno byłoby mu się pogodzić, dlatego mógł się cieszyć, że na razie mu to nie groziło.
Broussard sprawiała wrażenie, jakby dziś liczył się dla niej tylko on, co jak najbardziej mu odpowiadało, a nawet łechtało jego ego.
Nieco inaczej działały na niego jej wspomnienia o lodowisku, na które n a p r a w d ę nie chciał iść, ale jeśli chciał wyjść z twarzą, nie miał innego wyjścia – musiał wejść na lód. Eliana nie dawała mu wyboru, starając się zachęcić go do wyjścia poza strefę komfortu, w czym okazała się być bardzo skuteczna, bo znalazła do niego klucz.
Nic jednak nie mogła zrobić z tym, jak niekomfortowo czuł się Lance na samą myśl o jeździe na łyżwach, bo od razu wyobrażał sobie wszystkie możliwe wypadki i obawiał się, że spotkają one właśnie jego. Wtedy dopiero straci twarz…
Jeśli więc miał porwać się na to szaleństwo, musiał trochę otępić się alkoholem, dlatego dopił całą zawartość kubeczka, którego później się pozbył. Po takiej rozgrzewce był w stanie zmusić się do pójścia w stronę lodowiska, a nawet wzięcia łyżew, które zaczął ubierać. I tak, celowo przeciągał ten proces, długo je dopasowując, by przynajmniej odwlec w czasie ten przerażający moment i może skrócić swoje tortury na lodzie? – Musisz dać mi chwilę. Może zrób kilka kółek beze mnie? – czy chciał ją teraz zmęczyć? Być może… Ale czy mógł tak długo przeciągać ubieranie łyżew? Nie. Szczególnie od momentu, gdy obok niego zaczęli rozpychać się jacyś ludzie, co stało się dla niego jeszcze gorsze od wejścia na lód.
Lance nie lubił naruszania swojej przestrzeni osobistej przez obcych, to budziło w nim chyba największy dyskomfort, dlatego przestał ociągać się z tymi cholernymi łyżwami i zapiął je, a potem wstał i chwiejnym krokiem poszedł w stronę wejścia na lód, starając się nie upaść, a jednocześnie wyglądać na pewnego siebie, mimo że wcale się tak nie czuł.
Gdy dotarł do celu, przełożył na drugą stronę najpierw jedną nogę i kiedy dołożył do tego drugą, poczuł, jak pierwsza zaczęła mu uciekać. Przed wygłupieniem się ocaliło go tylko to, że trzymał się barierki. Dzięki temu jakoś utrzymał się na nogach i nawet nie wypadło to bardzo niezgrabnie. – Zadowolona? – zapytał, mając na myśli to, że udało jej się zaciągnąć go na lód. I tu zamierzał teraz stać przyklejony do barierki.

Eliana Broussard

rockin' around the christmas tree

: ndz gru 21, 2025 9:31 pm
autor: Eliana Broussard
Eliana starała się zbyt mocno nie analizować tego, jak sama się względem niego czuła. Starała się zbyt dużo nie myśleć o tym, czy przypadkiem nie łamała danego sobie słowa, kiedy pozwalała mu coraz bardziej wkradać się do swojego życia.
Co więcej, tym razem już nie tylko kiepsko się temu opierała, ale przede wszystkim sama zabiegała o jego towarzystwo. Jeśli toczyli ze sobą jakąś walkę, Eliana miała ją bez wątpienia przegrać.
Ale nie żałowała tego. Bawiła się w jego towarzystwie dobrze i kompletnie nie przejmowała się tym, jak pozornie zdystansowany mógł się wydawać. Ilekroć napotykała na kolejny mur, starała się znaleźć sposób, aby się przez niego przebić, a to okazywało się zadziwiająco proste. I może było tak tylko dlatego, że były to drobnostki, a więc Lance bez oporu jej na to pozwalał, a może po prostu kryło się za tym coś więcej.
Nad tym w ogóle się nie zastanawiała, skupiając się na tym, aby dobrze się z nim bawić.
Nie pomylił się zatem, kiedy założył, że jej uwaga pozostawała skupiona wyłącznie na nim. Zabrała go tu nie bez powodu, przy czym wcale nie chodziło o to, aby bez reszty poświęcić się jarmarkowym rozrywkom. Posiadały one swój urok, ale smakowały o wiele lepiej, kiedy miało się doborowe towarzystwo. Broussard zaś chciała doświadczyć tego wszystkiego z n i m. Chciała też obserwować to, jak za jej sprawą przekraczał własne granice. Dzięki temu wydawało jej się, że lubił ją chociaż odrobinę bardziej niż kolejną koleżankę.
Za sprawą tego komentarza posłała mu pełne politowania spojrzenie. Gdyby chodziło wyłącznie o zabawę na lodzie, w ogóle nie ciągnęłaby go tu ze sobą, a skoro to zrobiła, Lance musiał pogodzić się z faktem, że to na jego towarzystwie zależało jej bardziej. — Całą resztę też mam robić bez ciebie? — zapytała przekornie. Nie planowała go ponaglać, ale mimo to chciała zmotywować go do tego, aby jednak do niej dołączył. Miała nadzieję, że ostatecznie i on będzie bawił się przy tym d o b r z e.
Wątpliwości nabrała dopiero wtedy, kiedy dostrzegła to, jak tracił kontrolę nad własnymi nogami. Mogłaby pospieszyć mu na ratunek, ale rozkład ich sił był na tyle nierówny, iż bardziej prawdopodobne wydawało się to, że to Lance pociągnąłby ją w dół. Na lodzie jednak nie wylądował, co przyniosło jej pewną ulgę. Naprawdę nie chciała, żeby od razu to przekreślił.
Prawie — oznajmiła, jednak uśmiech na jej twarzy sugerował, że już teraz udało mu się sprawić jej sporo przyjemności. — Najbardziej zadowolona będę, jak zrobisz ze mną przynajmniej jedno kółko. Obiecuję, że nie będę męczyć cię o kolejne i pozwolę ci wybrać nagrodę — w ramach obietnicy ułożyła nawet jedną z dłoni na piersi, jak gdyby w ten sposób przyrzekała mu to uroczyście.
I tak, zamierzała oddać mu możliwość wyboru kolejnej atrakcji, nawet jeżeli za najlepszą Cortlandt miałby uznać po prostu powrót do domu.

Lance Cortlandt

rockin' around the christmas tree

: pn gru 22, 2025 10:39 pm
autor: Lance Cortlandt
Prawdę powiedziawszy chyba obydwoje zatracali się w tej znajomości, zapominając o rzeczach, które postanowili sobie na jej początku. Oboje mieli trzymać odpowiedni d y s t a n s, który z każdym spotkaniem coraz bardziej się zmniejszał.
I Lance zupełnie tego nie dostrzegał, trwając w mylnym przekonaniu, że miał tę sytuację pod pełną kontrolą. Myślał, że wiedział, co robił, i że po drodze się nie pogubi, ponieważ uczucia nigdy nie wchodziły mu w drogę. I nie brał pod uwagę tego, że coś pod tym względem mogłoby się zmienić, a jednak Eliana jakimś cudem pomału kruszyła konstrukcję, którą wokół siebie wybudował. Być może na razie nie w jakimś znaczącym stopniu, ale nawet te drobne pęknięcia kiedyś mogły okazać się kluczowe.
Cortlandt powinien więc mieć się na baczności, a jednak przy niej cały czas opuszczał gardę i zapominał się, dobrze się z nią bawiąc. Nawet wtedy, gdy zmuszała go do robienia rzeczy, na myśl o których czuł dyskomfort.
Nie odpowiedział, tylko westchnął głośno, tym samym pokazując, że miała rację, nie mógł zostawić jej z tym samej, bo nie po to go tutaj ściągnęła, żeby teraz bawić się bez niego. Dlatego choć Lance robił to bardzo niechętnie, właśnie w tym momencie już całkiem przekonał się do tego, żeby wejść z nią na lód. A nagłe towarzystwo na ławeczce zmotywowało go do tego, żeby poszedł tam szybciej, co zrobił pokracznie, ale stał na lodzie i nie przewrócił się.
Uważał to za swój sukces, ale nie chcąc kusić losu, wolał teraz stać w miejscu. Tak było bezpieczniej.
Niestety, Eliana musiała również tu utrudnić mu życie, oczekując od niego czegoś więcej. Już kiedy usłyszał to prawie, domyślił się, dokąd z tym zmierzała, dlatego popatrzył na nią z politowaniem. Dziś nie miała dla niego litości. – Jedno kółko? – zapytał, po czym wyjrzał przez jej ramię i przebiegł spojrzeniem po lodowisku, oceniając, jak wiele od niego oczekiwała. – W porządku. Jedno kółko, a później dostanę to, czego chcę i nie będziesz narzekać – zmrużył oczy, spoglądając na szatynkę.
Skoro dawała mu taką możliwość, Cortlandt zamierzał dobrze ją wykorzystać i ugrać w ten sposób coś korzystnego dla siebie. Tym na pewno nie był powrót do domu, o to Broussard nie musiała się martwić.

Eliana Broussard