Strona 2 z 2
Bajka i Brawurka w poszukiwaniu Bójki
: czw sty 15, 2026 12:44 am
autor: Cora Marshall
Cora chyba nigdy nie zakładała, że facet się czegoś domyśli. To był też pewnie jeden z powodów, przez które unikała poważnych relacji. Zazwyczaj wszystkie, które znała się kończyły zanim na dobre rozkręciły. Nie uważała, że faceci są gorszym gatunkiem czy coś w tym stylu. Po prostu widziała wiele różnic w komunikacjach między parami. Widziała to znudzenie, wypalenie i przesyt drugą osobą. Łatwiej było wymagać od drugiej osoby jak najmniej i przeskakiwać z kwiatka na kwiatka.
- O kurwa…. Pewnie masz rację!- spojrzała na nią nie tylko z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy, ale i podziwem. Sama Cora na to by nie wpadła!- Czyli ja teraz śmierdzę tym debilem- skrzywiła się na samą myśl i obrzuciła siebie spojrzeniem pełnym obrzydzenia .- Wiesz co, jak wrócę do domu to dla bezpieczeństwa spalę te ubrania- dodała delikatnie strzepując z siebie niewidzialne pyłki jakby to miało pomóc jej powrócić już bezpiecznie do domu. W końcu wciąż się za nią unosił zapach debila. Wolałaby dotrzeć do swojego apartamentu bez dodatkowych przygód - oczywiście tych negatywnych, bo póki co palenie zioła z Abby na placu zabaw jest jak najbardziej ciekawym i miłym doświadczeniem. Tyle się już nauczyła od nowej koleżanki, a noc jeszcze młoda! - Ej, a jak na przyszłość się bronić przed takim debilami?- dopytała, bo może i tutaj usłyszy coś pożytecznego, co będzie mogła wykorzystać w przyszłości? Na pewno wiedziała już, że gdy następnym razem natrafi na debila, to zadzwoni po limuzynę, żeby ją odstawiła pod same drzwi, a następnie przez resztę dnia się zabarykaduje w sypialni. Tak na wszelki wypadek, żeby uniknąć zagrożenia jak w Oszukać przeznaczenie.
Dotychczas sądziła też, że ma nawet bogate doświadczenie życiowe. Nie stroniła od zabawy, bywała spontaniczna i otwarta na nowości. Jednak pytanie Wallace uświadomiło jej, że wciąż wiele jeszcze nie odkryła. Miała całkiem sporo drzwi zza które powinna zajrzeć. Była młoda i jeszcze miała całe życie na eksperymenty, ale nieco się speszyła, gdy zaświtała jej w głowie odpowiedź. Spuściła wzrok i zaczęła czubkiem buta kopać w śnieg .- Tylko takie wiesz…. bez języczka- cmoknięcie, ale to się przecież nie liczy….- przyznała się z mniejszym już entuzjazmem w głosie niż dotychczas . Lecz przy kolejnym pytaniu było już jej znacznie łatwiej. - Bo seksowny facet mnie podnieca? No wiesz, jak tak mocniej złapie swoimi dłońmi, dotknie tam , gdzie lubię i pocałuje tak jak lubię - powiedziała już z większym zaangażowaniem. Było jej łatwiej odpowiedzieć na to pytanie, bo lubiła seks z facetami. Nie z każdym, zdarzały się porażki - nie ma co ukrywać. Może i nie była nigdy z kobietą, ale z facetami miała już doświadczenie i wiedziała, że oni potrafili nie raz doprowadzić ją do orgazmu.
- Serio?!- ponownie spojrzała na Abby spojrzeniem pełnym zaskoczenia wymieszanym z podziwem. - Kocham piosenkę z Pocahontas!- rzuciła jeszcze słuchając historii blondynki z żywym zainteresowaniem. Brzmiało to romantycznie - właśnie jak dwie księżniczki z bajki Disneya, które pieprzą czekanie na królewicza i same ze sobą są szczęśliwe. Im dłużej słyszała plusów takiej relacji, zaczęła się nad tym zastanawiać coraz bardziej intensywnie. Zaciągnęła się jeszcze przedostatnim buchem i poddała blanta koleżance, a sama spojrzała ponownie w niebo dumając w tym temacie.- I w sumie kobieta kobiecie tym bardziej wie jak dogodzić…- powiedziała to już bardziej do siebie wracając wspomnieniami do najlepszych przeżyć z facetami i w ich miejsca wstawiając kobietę. Mimo braku doświadczenia w tym temacie, wydawało jej się, że marihuana odblokowała jej jakąś część mózgu odpowiadającą za wyobraźnię.- A gdzie się spotyka takie kobiety, żeby spróbować?- powróciła ponownie spojrzeniem na Abby. Nie była jeszcze pewna czy chce spróbować, ale warto wiedzieć na przyszłość. Może powinna notować te wszystkie rady od koleżanki?
To dobrze, że Wallace doprecyzowała o co chodzi z tą krwią, bo Cora faktycznie przez chwilę się przeraziła, że wpadła z deszczu pod rynnę. Może te fluidy nie przyciągały tylko męskich osobników?! Na całe szczęście wiedziała już o co jej chodzi, chociaż nie do końca to rozumiała. Przysunęła się jednak bliżej, aby usłyszeć dalszą część historii, która była… OBRZYDLIWA. - O fuuuj! Abby! To ohydne!- skrzywiła się czując, że zaraz może zwymiotować i momentalnie się cofnęła. Ruch ten wykonała tak szybko, że straciła równowagę i poleciała do tyłu spadając z huśtawki i lądując plecami na śniegu. Ta sytuacja pozwoliła jej jednak zapomnieć o robakach i wywołać w niej nie do opanowania, głośny śmiech.
Abby Wallace
Bajka i Brawurka w poszukiwaniu Bójki
: pt sty 16, 2026 11:34 am
autor: Abby Wallace
Abby nie była przesądna, raczej nie wierzyła w zabobony, chociaż zajebiście bardzo spodobał się jej pomysł Cory, żeby palić ubrania. No kurwa sztos! A może to już to zielsko na nią działało? Ciężko było stwierdzić, ale od razu się uśmiechnęła do blondynki od ucha do ucha i aż nachyliła bliżej, napierając na łańcuchy.
— Ej brzmi zajebiście! Nigdy nie paliłam ubrań po zjebach — rzuciła luźno, chociaż w oczach malowała się jej szczera ekscytacja. A dlaczego? Bo zjarana Abby nagle wpadła na bardzo durny kurwa pomysł, który na trzeźwo w żadnym wypadku by nie pochwaliła. — A może zrobimy to teraz?! — zapytała, wbijając ciemne spojrzenie w śliczne oczy blondyki. Nie miała pojęcia, co dokładnie sądziła o jej ś w i e t n y m pomyśle, bo twarz miała zaskoczoną, ale to przecież dlatego, że Cora jeszcze nie wiedziała, że Abby ma na to cały plan! — Słuchaj no, ja mam w plecaku ciuchy na zmianę, więc jak chcesz, to twoje możemy spalić już teraz! O w tym śmietniku o tam — nawet wskazała palcem metalowy kosz na śmieci tuż przy płocie, odgradzającym plac zabaw od parku. Czy ten plan był zajebisty? Oczywiście, że nie. Ale czy one powinny się tym przejmować? Przecież obie miały za sobą kurewsko ciężkie wieczory, należało im się trochę od życia. A przynajmniej zielsko w jej głowie tak jej właśnie podpowiadało.
Na pytanie jak się bronić następnym razem przed takimi debilami, Abby wywaliła na nią spojrzenie i gruchnęła śmiechem.
— A ja mam wiedzieć? — Cora pytała ją o takie rzeczy, jakby Wallace naprawdę miała do zaoferowania jakieś zajebiste praktyki. A miała? No nie miała. Chociaż… — Ja to zawsze po prostu krzyczę, że już wezwałam policję. Ale to też nie tak, że często mnie ktoś zaczepia, bo ja to w sumie nocami raczej się nie szlajam, bo jeżdżę autem. Tylko dzisiaj nie pojechałam. I wiesz co, Cora? — nachyliła się w jej kierunku jeszcze bardziej, tak, że prawie spierdoliła się z tej huśtawki. — Zajebiście się złożyło, bo wtedy nie mogłabym cię uratować, nie znalazłybyśmy tego jointa i byśmy się nie zjarały! — oznajmiłą z wyjątkowo wielkim entuzjazmem i nawet wyciągnęła przed siebie otwartą dłoń, by Marshall mogła zbić z nią piąteczkę.
— Bez języczka się nie liczy — powtórzyła zaraz po niej, kiedy temat zszedł na całowanie. Jasne, można było wymieniać bardzo czułe pocałunki bez użycia mokrego mięśnia, ale przecież wtedy nie można było mówić o tym całym ogniu, który wzniecał się w ciele, kiedy pocałunek był głęboki i chaotyczny. Chociaż już po chwili Cora mówiłą o tym wszystkim, co faceci z nią robili i Abby aż zmarszczyłą brwi. — No tak, działają na ciebie i dają ci zajebisty orgazm, ale widzisz Cora, dlatego pytałam… bo skąd wiesz, że kobieta też nie byłaby w stanie ci go dać? Że nie potrafiłaby złapać cię równie mocno, wiedzieć gdzie dotknąć i też doprowadzić cię na skraj? — przyjrzała się jej uważnie. Niesamowite było to, co zielsko robiło z człowiekiem. W normalnych okolicznościach Abby już płonęłaby ze wstydu, że w ogóle poruszać takie tematy z randomową kobietą poznaną dwadzieścia minut temu w parku, a teraz? Teraz miała w niej najlepszą przyjaciółkę, której czuła, że może powiedzieć absolutnie wszystko. Trochę pojebane, a trochę zajebiste. Chociaż jednak bardziej zajebiste. Do tego stopnia, że Wallace spojrzała na nią uważnie. — Jak chcesz to chętnie będę twoim królikiem doświadczalnym — oznajmiła po chwili bez żadnego skrępowania. — Co do całowania, oczywiście, nie orgazmów. To dopiero po trzecim joincie — buchnęła śmiechem, chociaż przecież propozycja była jak najbardziej na serio i aktualna. W końcu to tylko pocałunek. Nie musiał oznaczać nic specjalnego dla żadnej z nich, a tylko i wyłącznie dobrą zabawę. Szczególnie biorąc pod uwagę, że nie znały się. Dzisiejsze spotkanie mogło być ich ostatnim, jeśli tylko tak zadecydują, więc tym bardziej Cora nie miała nic do stracenia. No tylko pytanie, czy miała odwagę spróbować? Może nawet Abby by się nad tym jakoś głębiej zastanowiła, ale wtedy zaczęły rozmawiać o tym SORze i nie wiedzieć kiedy Marshall wywinęła wielkiego, soczystego orła do tyłu, prosto na śnieg.
— Niby ohydne, a jednak moja historia kompletnie ZWALIŁA CIĘ Z NÓG! — ryknęła razem z nią, tak się zanosząc, ze sama na moment osunęła się na śnieg. A potem przysunęła się na kolana do blondynki, przyglądając się jej z medycznego zjaranego punktu wiedzenia. — Wszystko okej? Nie masz wstrząsu mózgu? — dopytała, bo przecież nigdy nie wiadomo. Chociaż Cora też by chyba nie wiedziała, bo przecież nie była lekarzem, ale akurat tak daleko jej rozkminy nie doszły. Doszły natomiast do kolejnych świetnych pomysłów…
— Ej dawaj na tą zjeżdżalnie, chcesz?! — spytała nagle jak małe dziecko i nachyliła się w stronę Marshall, by przyjrzeć się jej dokładniej… i żeby strzelić jej w pierś niewielką śnieżką, którą sekundę wcześniej urofmowała.
Cora Marshall
Bajka i Brawurka w poszukiwaniu Bójki
: pn sty 19, 2026 11:54 pm
autor: Cora Marshall
- Ja też nie! A to chyba najlepszy sposób na pozbycie się, co nie? Bo jeżeli wyrzucę, to one i tak są już naznaczone. Palenie ubrań to niczym egzorcyzm!- Cora nie miała pojęcia skąd jej się wziął ten pomysł oraz porównanie. Chociaż najprawdopodobniej to był skutek wypalenia jointa nieznanego pochodzenia. Lecz trzeba przyznać, że pomysł zacny. - Teraz?!- ale na to już sama nie wpadła! Bo jak to tak się rozbierać w środku nocy, w zimę, w parku przed nieznajomą, aby spalić ciuchy po rance z debilem? Niby Abby miała drugie na zmianę, ale Marshall nie była do tego do końca przekonana.- Sama nie wiem…- przyznała zastanawiając się nad tym planem. Nie brzmiał tak źle, ale nie była jeszcze ku niemu przekonana.
Ale z kolei nie miała wątpliwości, że spotkanie Abby było najlepszym co ją mogło dzisiaj spotkać.- Zajebiście! Gdyby nie Ty moje zwłoki mogłyby teraz leżeć o w tamtych krzakach!- wskazała dłonią jakieś ciemne krzaki przed sobą i najgorsze było w tym wszystkim to, że Cora faktycznie miała rację. Gdyby nie brawurowe zachowanie Wallace, Marshall mogłaby za kilka dni wąchać kwiatki od spodu. Los bywał niesamowity, co sobie właśnie blondynka uświadomiła.- Ej, czyli to, że na siebie wpadłyśmy to przeznaczenie? Wszechświat daje nam tak wiele sygnałów, że już dawno nasze drogi powinny się ze sobą skrzyżować?- teraz weszła w fazę filozofowania. Zawsze po trawie włączał jej się tryb myśliciela. Na codzień nie wierzyła w coś takiego jak druga połówka czy przeznaczenie. Jednak słysząc jak zazwyczaj wygląda wieczór jej nowej koleżanki i że dzisiaj potoczył się zupełnie inaczej niż dotychczas, co ją przyprowadziło właśnie tutaj, może jest jakaś magiczna siła łącząca te dwa, wielkie, blond umysły? Trochę jak Móżdżek i Pinky. Każdy chyba wie, która jest którą postacią.
Abby zdecydowanie była jej Móżdżkiem. Rzucała celnymi uwagami i dawała świetne mądrości życiowe. W ciągu godziny znajomości z nią, dowiedziała się więcej o życiu niż przez cały ostatni rok!- Faktycznie! Nie wiem tego- musiała jej przyznać rację, bo czemu z góry zakładała, że kobieta nie wiedziałaby jak ją zaspokoić? Skoro kobieta wiedziała najlepiej , czego pragną kobiety, to drugiej kobiecie byłaby w stanie to dać. Tak się na logikę Cory wydawało.- A Ty wiesz jak całować i dotykać kobietę?- spytała prosto z mostu jakby to było standardowe pytanie. Pamiętała, że Abby była z kobietami, ale przecież teraz nie o to pytała. Jedna już zaczęła się gubić w tym wszystkim i aż zmarszczyła brwi zastanawiając się nad tym co właśnie usłyszała.- A masz jeszcze dwa jointy?- bo skoro mówi o trzech, a mają jednego, to różnica daje dwa.- Znaczy poczekaj. Ile jointów za pocałunek z języczkiem, a ile za seks?- pokręciła głową rozstargniona, bo przestała już całkowicie nadążać. Nawet nie pomyślała, że to jej pytanie również mogło być nie na miejscu. Brzmiało trochę jakby Abby się sprzedawała za trawę, a przecież wiedziała, że to jest prawdopodobnie najinteligentniejsza osoba jaką poznała w swoim życiu! A do tego odważna i zabawna. I ratowała życie ludzi- tak zarabiała na trawę.
Na całe szczęście potrafiła te życia ratować, więc po upadku Cora się nie stresowała, że nawet jeśli o coś uderzyła, to zginie. - Jej obrzydlistwo zwaliło mnie z nóg- powiedziała śmiejąc się głośno i siadając na śniegu. Gdy Abby do nie podeszła, spojrzała w jej błyszczące oczy, które były jak migoczące światełka w tym ciemnym parku. Do tego blond długie włosy… Wyglądała niczym anioł - ta myśl właśnie wpadła do umysłu Cory. - A jak wygląda wstrząśnienie mózgu? Bo w sumie kręci mi się w głowie- więc może faktycznie się o coś uderzyła? Ale kompletnie tego nie odnotowała. Za to nawet nieźle kontaktowała, bo pamiętała ich rozmowę sprzed kilku minut.- Ale to poczekaj! Spalmy najpierw te ciuchy. Nie chcę zostawiać więcej śladów debila na tym placu zabaw. A jak zjadę ze zjeżdżalni to tyłkiem rozsmaruje jego…. Te jego debilne fluidy!- pomimo tego, że nie była zbytnio lotna i do tego nieźle teraz spizgana, to czasami miała nawet nieźle przemyślenia.- A jakie masz ciuchy na zmianę? Czy zostanę wtedy lekarzem?- tak, bardzo trafne spostrzeżenia.
Abby Wallace
Bajka i Brawurka w poszukiwaniu Bójki
: wt sty 20, 2026 11:22 pm
autor: Abby Wallace
Faktycznie ich spotkanie mogło mieć w sobie coś z przeznaczenia. Bo przecież kto wie, jakby skończyła Cora, gdyby Abby wtedy nie przechodziła ze swoim hot-dogiem? Ano mogła bardzo źle, a tak to proszę — siedziały sobie wygodnie na huśtawkach i dyskutowały o paleniu ciuchów. Szkoda tylko, że już po chwili obie wylądowały w śniegu; Cora bo za mocno się zachwiała, a Abby zaraz po niej ze śmiechu. I fajnie. Nawet nie było aż tak zimno, chociaż może to też zasługa tego jointa?
Kiedy spytała, czy Wallace wiedziała, jak całować kobiety i dotykać, Abby uśmiechnęła się szeroko i nachyliła jeszcze bardziej. Zawisła tuż nad jej twarzą i spojrzała w ciemne oczy Marshall.
— Ale pytasz dla koleżanki, czy chcesz, żebym ci pokazała? —spytała w końcu, na krótki moment spuszczając spojrzenie na jej usta. Oczywiście, że wiedziała. Przecież była w kilku związkach z kobietami. A przynajmniej lubiła wierzyć, że wiedziała, że robiła to dobrze. Przez te wszystkie lata żadna nigdy nie narzekała na jej umiejętności, więc chyba można było z tego wysnuć wnioski, żę szło jej całkiem nieźle. Chociaż nigdy nie robiła tego za jointy. — Nie mam więcej. Mamy tylko jeden — prychnęła, bo przecież skąd ona niby miała mieć jeszcze dwa? Ten zbir z chodnika wcale nie był aż taki chętny, żeby zostawić im cały zapas marihuany na kolejne dni. Chociaż trzeba było przyznać, że ten jeden, który faktycznie zgubił, kiedy spierdalał przed domniemaną policją był naprawdę niczego sobie. Szczególnie jeśliby spojrzeć na ostatnie słowa, które wyszły z ust Cory. — Języczek za darmo, seks za trzy — starała się to powiedzieć z poważną miną, naprawdę się starała, ale w końcu nie wytrzymała. Buchnęła gromkim śmiechem. Tak kurwa donośnym, że poniósł się pewnie echem na sam koniec parku. Lubiła swoją nową koleżankę. Cora była zajebiście zabawna. Aż pożałowała, że nie poznała jej wcześniej.
— Jak wygląda wstrząs mózgu? — powtórzyła jej pytanie i przystawiła dłoń do jej czoła, które wyskoczyło spod czapki. — No to tak: ból głowy, zawroty, nudności, dezorientacja, problemy z pamięcią, senność, zaburzenia koncentracji, nadwrażliwość na światło i hałas, no i jeszcze czasami zaburzenia widzenia… — wymieniała jak najęta, bo przecież była lekarzem. Zjadanym lekarzem, ale wciąż lekarzem, a przecież takie informacje chowała w swojej głowie niezależnie od okoliczności. — Masz coś jeszcze oprócz zawrotów? — dopytała, bo może powinna się faktycznie zainteresować zdrowiem koleżanki. — A weź podążaj za moim palcem — poprosiła i wystawiła to tuż przed oczami Cory, po czym zaczęła poruszać nim na strony, by sprawdzić jej reakcję. Całe szczęście były nawet sprawne, szczególnie biorąc pod uwagę działanie narkotyku. — Nic ci nie jest — ot tak wystawiła pozytywną diagnozę i okrzyknęła ją zdrową, wspaniale! Bo teraz miały przecież zajebiście ważne rzeczy to roboty — jak spalenie ciuchów Marshall.
— No to dawaj, dasz radę wstać? — spytała, a następnie sama podniosła się z podłogi pierwsza, by już po chwili wyciągnąć otwarte dłonie w stronę Cory. — Nie zostaniesz lekarzem, bo mam w plecaku tylko dresy na zmianę i bluzę — lekarski kitel został niestety w szpitalu, ale może przy jakimś innym spotkaniu Wallace mogła jej przynieść jedną sztukę takiego rezydenckiego wdzianka, co by Marshall mogła sobie przymierzyć i poczuć się jak lekarz.
Pomogła jej zebrać się z podłogi, a następnie sięgnęła do plecaka, by wyciągnąć fioletowy set dresów.
— Są zajebiście wygodne — rzuciła, wygrzebując gacie, którymi zaraz cisnęła w stronę blondynki. Następna poszła bluza, tylko Abby rzuciłą ją jakoś krzywo i zamiast trafić do Cory, zawisła na huśtawce. Ale tam też przecież było git. — Pomóc ci jakoś? — spytała, przyglądając się jej uważnie. Mogła jej na przykład potrzymać kurtkę, albo włosy, o. Chociaż to drugie to chyba bardziej do rzygania się trzymało.
Cora Marshall
Bajka i Brawurka w poszukiwaniu Bójki
: pt sty 23, 2026 8:13 pm
autor: Cora Marshall
Pytanie Wallace było na tyle trafne, że Cora wpatrując się w jej oczy, musiała się nad tym dogłębnie zastanowić. Autentycznie było widać po zmarszczonych brwiach, że nad czymś intensywnie myśli.
- W sumie i dla siebie i dla koleżanek. Wiesz, jakby było fajnie to bym im to polecała po kolejnym nieudanym związku z debilem- przyznała całkowicie szczerze. W sumie Cora rzadko kłamała, ale z Abby to już była całkowicie szczera od samego początku. A do tego zjarana? Nawet mówiła rzeczy o istnieniu których nie wiedziała w swojej głowie. Więc tak, chciała żeby jej pokazała jak to jest. Marshall nawet taki dreszczyk adrenaliny przebiegł wzdłuż pleców, gdy koleżanka się w nią wpatrywała. Jej własne spojrzenie uciekało wtedy co rusz na usta, czekając aż je poczuje i JAK TO BĘDZIE. Czy faktycznie będzie co polecać? Czy wszystkie dziewczyny będą tak całować jak Abby? W głowie Cory pojawiało się tysiące myśli na minutę, za którymi już nie nadążała.
Dlatego całkowicie się zakręciła z tymi jointami i seksem. Była kiepska z matematyki, więc łatwo się gubiła w liczbach. Ale słowo za darmo nie było takie ciężkie do interpretacji.- O czad!- wyrwało się jej z ust z radości. - A za jednego to będzie dodatkowa baza?- spytała unosząc znacząco brwiami, bo tak też właśnie zrozumiała jej kolejną wypowiedź. Skoro mają za sobą już jednego jointa, to coś się za niego należało, prawda? Jakaś macanka czy coś w tym stylu. Chociaż akurat Cora piersi innej kobiety kiedyś macała. Jej koleżanka zrobiła sobie biust, więc chciała porównać jak to jest między sztucznym, a prawdziwym. Musiała przyznać, że robota była bardzo dobrze wykonana, bo ona jako kobieta nie czuła różnicy. Faceci pewnie tym bardziej nie ogarniali tego.
Bardzo dobrze było mieć znajomego lekarza i tym bardziej z takim jarać zioło i wywalać się z huśtawki. Można się poczuć bezpiecznym i zaopiekowanym. Corze było znacznie lepiej, gdy na wymienienie objawów miała tylko jeden z nich i wodząc za palcem dostała diagnozę, że nic jej nie jest. To bardzo ją uspokoiło.- Ufff czyli będę żyła- odetchnęła z wyraźną ulgą, bo jednak chciała jeszcze trochę pożyć na tym świecie. Było tyle miejsc do zwiedzenia! Tyle rzeczy do odjebania!
Jak między innymi palenie ciuchów. Mimo cholernie niskich temperatur Cora zaczęła się rozbierać na środku parku. - Nie no, rzucę to na ziemię, bo i tak będziemy to zaraz palić- powiedziała ściągając z siebie kolejne warstwy, aby móc przywdziać dres. Było jej jednak smutno, że to nie lekarski kitel. To byłoby czaderskie - wracać w takim do domu. Może nawet ktoś by krzyknął „czy jest może tutaj lekarz?!”, a ona mogłaby się zgłosić! Tak przynajmniej to wyglądało w jej zjaranym, chyba czymś mocniejszym niż trawa, umyśle. Ale założyła i tak ubranie od Abby, które było cieplutkie i milutkie. - Ej wyglądam czadersko!- krzyknęła oglądając siebie jakby właśnie założyła strój jakiejś Wonder Woman czy coś. - Jak styrany lekarz po robocie po całodziennym dyżurze-pewnie wyglądała jak spizgana blondyna w lekko za dużym dresie, ale mniejsza z tym. Zaczęła zbierać rzeczy z ziemi i właśnie sobie coś uświadomiła. - A kurtka chyba też już jebie debilem, co nie?- spytała, bo nie była pewna, a trochę zimno jednak było. - Musimy je czymś polać czy i tak zajmą się ogniem?-
Abby Wallace
Bajka i Brawurka w poszukiwaniu Bójki
: wt sty 27, 2026 5:15 pm
autor: Abby Wallace
Abby nie była pewna, czy chciała, aby Cora poleciała jej usługi koleżankom. To wszystko o czym one tutaj sobie prawiły, to były przecież w dużej mierze żarty, a to co żartem nie było, naturalnie było tylko jednorazową propozycją złożoną jedynie do użytku dla Marshall. Wallace nie miała w planach zamiaru nagle nawracać hetero laski, żeby nagle lubiły inne dziewczyny. Sama w końcu lubiła obie strony zainteresowania i nigdy nie ukierunkowała się w jednym kierunku. Może była to kwestia pozostawania opcji otwartych, albo po prostu tego, że uważała, że w miłości liczyło się coś więcej niż zawartość gaci. Że na prawdziwe połączenie dusz składał się charakter. I jasne, wygląd też był uważny, chemia i odpowiednie zgranie, ale wisienką na torcie zawsze było to, co w środku, niezależnie od tego jak ckliwie to nie brzmiało. Można było mieć z kimś zajebisty seks, ale jeśli nie dogadywaliście się na poziomie ludzkim, finalnie i tak nie miałoby to żadnej przyszłości. Szczególnie w momentach kryzysowych, a one przecież przychodziły w związkach prędzej czy później.
I może Abby nawet chciała to wszystko wyjaśnić Corze, i też kwestia tych dodatkowych jointów i baz, o których tak zawzięcie dyskutowały, ale nie było jej to dane, bo blondynka zaczęła się rozbierać pośrodku jebanego placu zabaw i jakoś tak w ułamku sekundy wyleciało jej z głowy wszystko, co chciała powiedzieć. Już podawała jej dresy na zmianę, przy okazji upewniając się, że nikt nie przechadzał się właśnie przez park, bo gdyby tak było, Abby od razu odpaliłaby fazę parawan i zaczęła przykrywać Marshall swoim ciałem. Całe szczęście nikt się nie kręcił i Cora mogła się spokojnie przebrać, by już po chwili stanąć przed Wallace w pełnej okazałości, ubrana w jej fioletowe dresiki.
— Wyglądasz zajebiście — tak to skwitowała, ot co. — Pasuje ci fiolet — chociaż Cora sama w sobie była śliczna, więc pewnie we wszystkim byłoby jej ładnie. Ale fiolet też jej pasował. Dres pasował idealnie. Może na długość był nieco za duży, bo jednak Abby była od niej wyższa o jakieś solidne dziesięć centymetrów (jedenaście, to be exact).
Zaśmiała się głośno, gdy Marshall oznajmiła, że wygląda jak styrany lekarz po zmianie. Tak się zaśmiała, że aż prawie znowu się przewróciła. A przecież już i tak kucała zaraz przy ziemi!
— Ta, tylko jeszcze musisz do tego mieć całe rozwalone włosy i skwaszoną minę — bo przecież Cora uśmiechała się do niej pięknie od ucha do ucha, a nikt po dwunastogodzinnej zmianie tak nie wyglądał! — Ano i koniecznie coś cię musi boleć — zauważyła. — Mnie dzisiaj na przykład bolą ramiona, bo pół zmiany wisiałam nad stołem w o takiej pozycji — i zaraz jej pokazała, w jakiej. A że to była taka dziwna pozycja, to teraz już na serio wywinęła orła. Prosto na ciuchy Marshall. Całe szczęście, że szybko wstała, bo jeszcze by stwierdziły, że Abby też trzeba było spalić i co by wtedy było?!
— Nie no nie trzeba tego niczym polewać, chyba… — zastanowiła się, odpowiadając na pytanie blondynki. Raczej powinno się samo zająć ogniem. Ale w razie czego… — Mam jakieś stare wyniki badań pacjenta! Możemy użyć to jako podpałki — zerwała się z miejsca i już stała przy Marshall. — Dawaj te ciuchy — sama zabrała jej gacie, a koszulkę zostawiła Corze do zabrania. Przy okazji oczywiście wygrzebała z plecaka kilka kartek z wynikami, a kiedy wszystko już wylądowało w koszu, Abby sięgnęła do kieszeni po zapałki.
— Chcesz czynić honory? — spytała, przyglądając się Corze. Wyciągnęła w jej kierunku rękę z opakowaniem krzesiwa. — W końcu to twoje ciuchy — niech płoną!!
Cora Marshall