Don’t shoot fast. Shoot good.
: wt gru 30, 2025 11:45 am
Nie zamierzała się z nim kłócić. Była człowiekiem, który miał cięty język i umiał pyskować, chyba, że była to jej matka. Niemniej wiedziała, kiedy siedzieć cicho lub okazać szacunek czyjejś wiedzy oraz doświadczeniu. Nie srała wyżej niż dupę miała. Nie pozjadała wszystkich rozumów, bo też jej matka uświadamiała ją o tym każdego dnia. Dlatego też, gdy usłyszała wzmiankę na temat treningu siłowego, który przez jej rodzicielkę był normalnie bagatelizowany, to milczała. Brew jej tylko drgnęła delikatnie na ten wykład, ale nie przerywała mu.
Skoro to on był trenerem, to znaczy, że jego matka uznała, że się znał. Że miał doświadczenie. Że miał talent i wiedzę. Płacono mu za to, że był dobry, że był lepszy. Dlatego nie spierała się z nim, tylko słuchała jego wskazówek, bo to ona przyszła do niego na trening, a nie na odwrót.
— Okay, w takim razie jak często powinnam być na siłowni? — spytała, zupełnie nie kwestionując tego, że dwa razy w tygodniu to było za mało w jej przypadku. Skoro tak uważał, to zapewne tak było. — I pytanie czy będziesz mnie trenować też tam — dodała, nie spuszczając z niego swojego ciemnego spojrzenia. Jej matka na pewno zapłaciłaby mu podwójnie, bo pieniądze nie były problemem w jej domu. Jedynym kłopotem było to, że doba miała za mało godzin, a ona zbyt wiele zajęć, aby to wszystko pogodzić. Jednak jeśli będzie trzeba, to zrezygnuje z czegoś innego, aby móc zbudować siłę mięśniową, która jej pomoże.
Jeśli nie zrobi tego dobrowolnie, to jej rodzicielka sama o to zadba.
Nie wiedziała do końca kim Zander był. Jej matka do dzisiejszego spotkania nie zdradziła jej z kim będzie trenować. I chociaż Raven śledziła aktywnych zawodników, to tych „starszej daty” niespecjalnie kojarzyła. Znała legendy, które zapisały się na kartach historii, ale do reszty przykładała częściowe zainteresowanie. Zapewne jakby opisał jej swoją historię, to możliwe, że połączyłaby fakty, bo jakby nie było, to przez długi czas była ona na językach sportowców. I chociaż dzieliło ich jedenaście lat różnicy, to Raven co nieco wiedziała. W końcu mocno siedziała w tym środowisku, a tam świat był raczej mały.
Głównym dobrym faktem było to, że miała dzień wolny i był on mocno respektowany. Chociaż przez inne dni tygodnia zapierdalała jak mało kto, to niedziele były święte. Były jej oddechem i chwilą spokoju. Czasem na regenerację, spotkania z fizjoterapeutą i częściowe oczyszczenie głowy. To był dzień w którym nie widziała matki, bo dopóki nie rozchodziło się o sport, to Raven nie była jej potrzebna do szczęścia.
Daleko im było do relacji matka-córka.
Brew jej lekko drgnęła, gdy zapytał o cele. Wychyliła się do tyłu, opierając się rękami o chłodną ziemię.
— Długoterminowo? Kadra narodowa i olimpiady. — Możliwe, że każdy miał takie cele. Skoro już się trenowało sport zawodowo i myślało o osiągnięciach, to każdy kogo by się nie zapytało, miał podobne cele. — A jeśli pytasz prywatnie, to przede wszystkim chcę być lepsza niż ona — powiedziała spokojnie, jakby to nie podlegało dyskusji. Jakby ten cel był w jej głowie od tak dawna, że stał się po prostu wizją przyszłości, która miała nadejść. — Chcę pobić jej wyniki. Jej rekordy. Zrobić to szybciej, młodziej, czyściej. Nie tylko dojść tam, gdzie ona była, tylko pójść dalej. — To była jej osobista ambicja. Głupia symbolika, która ją napędzała.
Kochała ten sport, ale przestała czerpać z niego radość. Teraz chciała przede wszystkim wdeptać swoją rodzicielkę w ziemię i pokazać jej, że może osiągnąć więcej. Niekoniecznie z jej pomocą. Miała na ten plan jeszcze kilka lat.
Zander Morningstar
Skoro to on był trenerem, to znaczy, że jego matka uznała, że się znał. Że miał doświadczenie. Że miał talent i wiedzę. Płacono mu za to, że był dobry, że był lepszy. Dlatego nie spierała się z nim, tylko słuchała jego wskazówek, bo to ona przyszła do niego na trening, a nie na odwrót.
— Okay, w takim razie jak często powinnam być na siłowni? — spytała, zupełnie nie kwestionując tego, że dwa razy w tygodniu to było za mało w jej przypadku. Skoro tak uważał, to zapewne tak było. — I pytanie czy będziesz mnie trenować też tam — dodała, nie spuszczając z niego swojego ciemnego spojrzenia. Jej matka na pewno zapłaciłaby mu podwójnie, bo pieniądze nie były problemem w jej domu. Jedynym kłopotem było to, że doba miała za mało godzin, a ona zbyt wiele zajęć, aby to wszystko pogodzić. Jednak jeśli będzie trzeba, to zrezygnuje z czegoś innego, aby móc zbudować siłę mięśniową, która jej pomoże.
Jeśli nie zrobi tego dobrowolnie, to jej rodzicielka sama o to zadba.
Nie wiedziała do końca kim Zander był. Jej matka do dzisiejszego spotkania nie zdradziła jej z kim będzie trenować. I chociaż Raven śledziła aktywnych zawodników, to tych „starszej daty” niespecjalnie kojarzyła. Znała legendy, które zapisały się na kartach historii, ale do reszty przykładała częściowe zainteresowanie. Zapewne jakby opisał jej swoją historię, to możliwe, że połączyłaby fakty, bo jakby nie było, to przez długi czas była ona na językach sportowców. I chociaż dzieliło ich jedenaście lat różnicy, to Raven co nieco wiedziała. W końcu mocno siedziała w tym środowisku, a tam świat był raczej mały.
Głównym dobrym faktem było to, że miała dzień wolny i był on mocno respektowany. Chociaż przez inne dni tygodnia zapierdalała jak mało kto, to niedziele były święte. Były jej oddechem i chwilą spokoju. Czasem na regenerację, spotkania z fizjoterapeutą i częściowe oczyszczenie głowy. To był dzień w którym nie widziała matki, bo dopóki nie rozchodziło się o sport, to Raven nie była jej potrzebna do szczęścia.
Daleko im było do relacji matka-córka.
Brew jej lekko drgnęła, gdy zapytał o cele. Wychyliła się do tyłu, opierając się rękami o chłodną ziemię.
— Długoterminowo? Kadra narodowa i olimpiady. — Możliwe, że każdy miał takie cele. Skoro już się trenowało sport zawodowo i myślało o osiągnięciach, to każdy kogo by się nie zapytało, miał podobne cele. — A jeśli pytasz prywatnie, to przede wszystkim chcę być lepsza niż ona — powiedziała spokojnie, jakby to nie podlegało dyskusji. Jakby ten cel był w jej głowie od tak dawna, że stał się po prostu wizją przyszłości, która miała nadejść. — Chcę pobić jej wyniki. Jej rekordy. Zrobić to szybciej, młodziej, czyściej. Nie tylko dojść tam, gdzie ona była, tylko pójść dalej. — To była jej osobista ambicja. Głupia symbolika, która ją napędzała.
Kochała ten sport, ale przestała czerpać z niego radość. Teraz chciała przede wszystkim wdeptać swoją rodzicielkę w ziemię i pokazać jej, że może osiągnąć więcej. Niekoniecznie z jej pomocą. Miała na ten plan jeszcze kilka lat.
Zander Morningstar