Recycling Dispute
: ndz sty 11, 2026 11:31 am
William N. Patel
— Już nie zachowuj się jak baba — prychnęła, słysząc słowa Williama. Strzeliła oczami — gorsze gówna wkładasz sobie do ust, a to tylko plastik — może był w środku czyjegoś wnętrza, ale Charlotte łączyła kropki. Niejeden raz na sali rozpraw słyszała o tym, jak twórca narkotyków wprowadzał do nich nasienie. Była tym faktem obrzydzona. William mógł być czysty jak łza, ale ona widziała go kompletnie w inny sposób. Jako takiego zwyrola ukrytego pod drogim płaszczem.
— Kovalski — mruknęła pod nosem, mierząc go wzrokiem — nie jesteśmy na tyle blisko, żebyś nazywał mnie numerem mieszkania, dwadzieścia jeden — Carl był. Czasem wychodził z jej psami. Widział w nich urocze, puchate, białe kulki. Większość sąsiadów była w nich zakochana. Tylko nie jej najbliższy sąsiad. Zbyt często darła z nim koty. Przy segregacji śmieci, imprezowaniu, czy innych pierdołach.
— Proszę — mruknęła, przekazując mu płyn. Czasami wieczne przygotowanie, gotowość, miały plusy. Tak samo jak odwiedzanie więzienia, w którym panowała wszawica — nazywasz tak każdą laskę, czy tylko te które wrzuciłeś do śmietnika? — spytała, unosząc jedną brew. Miała wrażenie, że doszli do chwilowego zawieszenia broni. Chociaż sama zaatakowała pierwsza? Westchnęła ciężko. Zbyt dużo spraw miała na głowie, by teraz przejmować się pierdołami.
— Tak — odpowiedziała krótko, by szybko zniknąć spod wiaty śmietnikowej. Obejrzała się jeszcze raz krótko na Williama — ale nie licz, że będę z Tobą rozmawiać — szybko przyśpieszyła krok, byle nie spojrzeć mu w twarz. Ich mieszkania były praktycznie drzwi w drzwi. Jedyne czego potrzebowała do prysznicu a nie kolejnej dramy.
z/t x 2
— Już nie zachowuj się jak baba — prychnęła, słysząc słowa Williama. Strzeliła oczami — gorsze gówna wkładasz sobie do ust, a to tylko plastik — może był w środku czyjegoś wnętrza, ale Charlotte łączyła kropki. Niejeden raz na sali rozpraw słyszała o tym, jak twórca narkotyków wprowadzał do nich nasienie. Była tym faktem obrzydzona. William mógł być czysty jak łza, ale ona widziała go kompletnie w inny sposób. Jako takiego zwyrola ukrytego pod drogim płaszczem.
— Kovalski — mruknęła pod nosem, mierząc go wzrokiem — nie jesteśmy na tyle blisko, żebyś nazywał mnie numerem mieszkania, dwadzieścia jeden — Carl był. Czasem wychodził z jej psami. Widział w nich urocze, puchate, białe kulki. Większość sąsiadów była w nich zakochana. Tylko nie jej najbliższy sąsiad. Zbyt często darła z nim koty. Przy segregacji śmieci, imprezowaniu, czy innych pierdołach.
— Proszę — mruknęła, przekazując mu płyn. Czasami wieczne przygotowanie, gotowość, miały plusy. Tak samo jak odwiedzanie więzienia, w którym panowała wszawica — nazywasz tak każdą laskę, czy tylko te które wrzuciłeś do śmietnika? — spytała, unosząc jedną brew. Miała wrażenie, że doszli do chwilowego zawieszenia broni. Chociaż sama zaatakowała pierwsza? Westchnęła ciężko. Zbyt dużo spraw miała na głowie, by teraz przejmować się pierdołami.
— Tak — odpowiedziała krótko, by szybko zniknąć spod wiaty śmietnikowej. Obejrzała się jeszcze raz krótko na Williama — ale nie licz, że będę z Tobą rozmawiać — szybko przyśpieszyła krok, byle nie spojrzeć mu w twarz. Ich mieszkania były praktycznie drzwi w drzwi. Jedyne czego potrzebowała do prysznicu a nie kolejnej dramy.
z/t x 2