sparks in the dark
: śr sty 07, 2026 12:07 am
Przymknął oczy, wtulając twarz w zagłębienie jej szyi i pozwalając, by cisza między nimi wypełniła resztę. W tym jednym momencie, uwięziony kilkanaście metrów nad ziemią, Alexander Hall przestał być ucieleśnieniem chaosu i stał się dla Madison Lennox bezpiecznym portem - nawet jeśli oboje przeczuwali, że to tylko chwilowy azyl. Jego dłonie, zazwyczaj zaciśnięte w gotowości do walki, teraz z niemal nabożną ostrożnością gładziły materiał jej ubrania, niemo obiecując, że tym razem nie zamierzał znikać, gdy tylko opadną ostatnie noworoczne iskry. Najchętniej wsunąłby dłonie pod jej bluzę lub choćby pod własną kurtkę, którą jej podarował, by poczuć jej nagą skórę, ale powstrzymał go chłód nocy. Nie chciał, by zmarzła jeszcze bardziej, tracąc te skrawki ciepła, które udało im się wypracować. Zamiast tego trzymał ją mocno, jakby w tym uścisku chciał zawrzeć wszystko, czego nie potrafił ubrać w słowa. Lex był gotów spłonąć razem z nią, gdyby tylko Maddie pozwoliła temu ogniowi w końcu w pełni zapłonąć.
Kręci mnie zdecydowanie więcej... rzeczy. A jeśli chcesz żebym została z tobą sam na sam to wystarczy ładnie poprosić, to się zastanowię.
Lex parsknął krótkim, cichym śmiechem, a jego klatka piersiowa zadrżała przy jej boku. Ta jej bezczelność była jak zastrzyk adrenaliny - uzależniająca i cholernie odświeżająca w świecie, gdzie większość ludzi bała się powiedzieć mu prosto w oczy cokolwiek niewygodnego.
- Poprosić? - mruknął, nachylając się do jej ucha tak blisko, że czuł zapach jej perfum zmieszany z mroźnym powietrzem. - Jak już zacznę prosić, to możesz nie znaleźć w sobie ani jednego powodu, żeby powiedzieć „nie”. A oboje wiemy, że lubię dostawać to, czego chcę.
Jego dłoń, wciąż spoczywająca na jej plecach, przesunęła się nieco wyżej, muskając kark dziewczyny. Słysząc o fanach i podrywaniu, Lex uniósł brew, a w jego spojrzeniu zapłonął ten specyficzny, drapieżny błysk, który zazwyczaj rezerwował na momenty tuż przed wejściem na ring. Tyle że teraz nie było w tym agresji, tylko czysta, surowa prowokacja.
- Gdybym cię podrywał, skarbie, to nie stałabyś teraz tak spokojnie i nie zastanawiała się, czy jestem twoim problemem - wychrypiał. - Wiedziałabyś to z absolutną pewnością. A co do bycia fanką... to dobrze, bo nie szukam kogoś, kto będzie stał w pierwszym rzędzie i bił brawo. Szukam kogoś, kto nie będzie bał się wejść ze mną w sam środek tego syfu.
Zamilkł na chwilę, pozwalając, by te słowa zawisły między nimi ciężko i znacząco, ale niemal natychmiast pożałował, że w ogóle opuściły jego usta. Kurwa, Hall, od kiedy to jesteś taki wylewny? - skarcił się w myślach, czując pod żebrami ten nieprzyjemny skurcz, który zawsze towarzyszył mu, gdy odsłaniał o jedną kartę za dużo. Dał jej do zrozumienia, że w jego życiu jest puste miejsce. Że być może widzi w niej kogoś więcej niż tylko ładną dziewczynę z baru, którą chciał zaciągnąć do łóżka. Ta nagła fala autentyczności sprawiła, że chciał spierdolić z tego dachu prędzej niż później. Przez moment też walczył z ochotą, by natychmiast obrócić to w żart, by zdeptać to poważne wyznanie jakimś bezczelnym komentarzem, który przywróciłby mu poczucie panowania nad sytuacją, ale z drugiej strony... zazwyczaj dostawał to, co chciał. A w tej chwili, patrząc na Lennox, chciał dokładnie tego, co właśnie powiedział. Zamiast więc się wycofać, utwardził spojrzenie, choć jego szczęka lekko zadrżała. Skoro już wdepnął w tę szczerość, nie zamierzał uciekać z podkulonym ogonem.
Nie przyzwyczajaj się, to tylko magia północy, jutro obudzisz się w tym samym świecie co wczoraj.
Słowa Maddie uderzyły go mocniej niż mroźny wiatr, ale Lex nie pozwolił, by to poczucie dyskomfortu wygrało z tym, co czuł pod palcami – z bijącym sercem dziewczyny, która nagle stała się dla niego centrum wszechświata na dachu baru, w którym pracowała. Słysząc o „magii północy” i powrocie do starego świata, Alexander poczuł, jak jego własna garda mimowolnie się unosi, choć tym razem nie po to, by ją zaatakować, ale by nie pozwolić jej tak łatwo przekreślić tego, co się między nimi działo.
Przesunął dłonią w górę, lekko wplatając palce w jej włosy, by zmusić ją do utrzymania kontaktu wzrokowego. Nie chciał pozwolić jej uciec w bezpieczny sarkazm.
- Magia północy, co? - powtórzył. - Brzmisz tak, jakbyś już planowała o mnie zapomnieć i jakbyś próbowała sobie wmówić, że to wszystko to tylko efekt niedotlenienia na tej wysokości.
Jego uśmiech nieco złagodniał, tracąc swoją drapieżność na rzecz czegoś, co niebezpiecznie przypominało szczerość. Alexander wiedział, że ona się boi - widział to w jej oczach, w tym dziwnym smutku, który nagle je przykrył. On sam czuł to samo „ukłucie”, o którym ona myślała, ale zamiast pozwolić mu urosnąć, wolał je zdusić działaniem.
- Świat jutro będzie taki sam, to prawda. Brudny, głośny i męczący - przyznał, nachylając się jeszcze niżej, tak że ich nosy niemal się stykały. - Ale to, że jutro słońce wstanie jak zawsze, nie oznacza, że ja nagle przestanę pamiętać, jak mocno trzymałaś się mnie dzisiaj. Nie licz na amnezję z mojej strony. Jeśli chcesz wrócić do normy, będziesz musiała się bardzo postarać, żeby mnie do tego przekonać.
Zamilkł, obserwując jej reakcję, a potem, ignorując wszelkie głosy rozsądku w swojej głowie, przyciągnął ją tak blisko, że nie dzielił ich już nawet centymetr. Nie zamierzał pozwolić, by ta noc została tylko wspomnieniem - zamierzał sprawić, by stała się początkiem problemów, od których Maddie nie będzie chciała się uwolnić.
Ufam ci.
Lex bez mrugnięcia okiem przyjął jej wyznanie o zaufaniu jak najcenniejszy dług, którego za nic w świecie nie mógł teraz spłacić błędem. Słysząc o butelce alkoholu i pustym barze pod nimi, uśmiechnął się półgębkiem, choć w jego spojrzeniu tliła się teraz niemal stalowa determinacja.
- Trzymam cię za słowo z tą butelką, Lennox. I uprzedzam, że po tym wszystkim chyba wybiorę najdroższą whisky, jaką masz - mruknął, próbując wpleść w swój głos odrobinę normalności, by zagłuszyć bicie jej serca, które czuł pod własną dłonią.
Zamiast jednak puścić ją i wskazać drogę, przyciągnął ją jeszcze mocniej do siebie. Objął ją ramieniem w pasie, tak ciasno, by czuła, że jest dla niej jak mur, którego nic nie przebije.
- Słuchaj mnie uważnie, bo nie będę tego powtarzał. Nie schodzisz sama. Nie puszczam cię ani na sekundę - zaczął, prowadząc ją powoli w stronę barierki, przy której majaczył początek stalowej konstrukcji. - Zejdziemy razem. Wejdę na tę drabinkę pierwszy, a ty będziesz między moimi ramionami. Będę cię obejmował, stopa po stopie, szczebel po szczeblu. Moje ciało będzie twoją barierką. Jak poczujesz, że tracisz grunt, po prostu dociśnij się do mnie. Nie pozwolę ci nawet drgnąć w złą stronę.
Kiedy dotarli do krawędzi, Lex nie pozwolił jej spojrzeć w dół. Odwrócił ją przodem do siebie, kładąc jej dłonie na swoich ramionach.
- To tylko dwa piętra, Lennox. To jakieś trzydzieści sekund życia w napięciu, a potem bar jest nasz - powiedział, a jego głos był tak pewny i spokojny, że nie zostawiał miejsca na dyskusję. - Ufasz mi, pamiętasz? Więc teraz po prostu daj mi się objąć i stań tam, gdzie ja. Jednoczesny ruch. Ja i ty.
Zacisnął dłoń na jej biodrze, stabilizując ją, gdy sam postawił pierwszą nogę na zimnej stali, ani na moment nie rozluźniając uścisku, który dawał jej jedyne oparcie nad przepaścią.
Lex schodził powoli, szczebel po szczeblu, będąc dla Maddie żywą tarczą. Kiedy w połowie drogi jej stopa na moment ześlizgnęła się z oblodzonego metalu, a z jej piersi wyrwał się zduszony okrzyk przerażenia, zareagował błyskawicznie. Nie pozwolił jej nawet drgnąć w stronę krawędzi - po prostu mocniej naparł na nią swoją klatką piersiową, praktycznie wgniatając ją w drabinkę i blokując jej ciało własnym ciężarem. Była uwięziona między zimną stalą a jego napiętym ciałem; nie miała prawa spaść, bo on stał się jej prywatną klatką bezpieczeństwa, biorąc na siebie każdy jej drżenie i każdy fałszywy krok. W ten sposób, splątani w tym intymnym i brutalnym zarazem uścisku, pokonali ostatnie metry, aż w końcu poczuli pod stopami twardy, stabilny asfalt bocznej uliczki. Kiedy Lex w końcu poluzował uścisk, pozwalając jej odetchnąć pełną piersią, świat na dole wydawał się dziwnie cichy w porównaniu z hukiem krwi, który wciąż dudnił im w uszach.
- No i co, Lennox? Żyjesz - skwitował dla rozluźnienia atmosfery, posyłając jej łobuzerski uśmiech.
Maddie Lennox
Kręci mnie zdecydowanie więcej... rzeczy. A jeśli chcesz żebym została z tobą sam na sam to wystarczy ładnie poprosić, to się zastanowię.
Lex parsknął krótkim, cichym śmiechem, a jego klatka piersiowa zadrżała przy jej boku. Ta jej bezczelność była jak zastrzyk adrenaliny - uzależniająca i cholernie odświeżająca w świecie, gdzie większość ludzi bała się powiedzieć mu prosto w oczy cokolwiek niewygodnego.
- Poprosić? - mruknął, nachylając się do jej ucha tak blisko, że czuł zapach jej perfum zmieszany z mroźnym powietrzem. - Jak już zacznę prosić, to możesz nie znaleźć w sobie ani jednego powodu, żeby powiedzieć „nie”. A oboje wiemy, że lubię dostawać to, czego chcę.
Jego dłoń, wciąż spoczywająca na jej plecach, przesunęła się nieco wyżej, muskając kark dziewczyny. Słysząc o fanach i podrywaniu, Lex uniósł brew, a w jego spojrzeniu zapłonął ten specyficzny, drapieżny błysk, który zazwyczaj rezerwował na momenty tuż przed wejściem na ring. Tyle że teraz nie było w tym agresji, tylko czysta, surowa prowokacja.
- Gdybym cię podrywał, skarbie, to nie stałabyś teraz tak spokojnie i nie zastanawiała się, czy jestem twoim problemem - wychrypiał. - Wiedziałabyś to z absolutną pewnością. A co do bycia fanką... to dobrze, bo nie szukam kogoś, kto będzie stał w pierwszym rzędzie i bił brawo. Szukam kogoś, kto nie będzie bał się wejść ze mną w sam środek tego syfu.
Zamilkł na chwilę, pozwalając, by te słowa zawisły między nimi ciężko i znacząco, ale niemal natychmiast pożałował, że w ogóle opuściły jego usta. Kurwa, Hall, od kiedy to jesteś taki wylewny? - skarcił się w myślach, czując pod żebrami ten nieprzyjemny skurcz, który zawsze towarzyszył mu, gdy odsłaniał o jedną kartę za dużo. Dał jej do zrozumienia, że w jego życiu jest puste miejsce. Że być może widzi w niej kogoś więcej niż tylko ładną dziewczynę z baru, którą chciał zaciągnąć do łóżka. Ta nagła fala autentyczności sprawiła, że chciał spierdolić z tego dachu prędzej niż później. Przez moment też walczył z ochotą, by natychmiast obrócić to w żart, by zdeptać to poważne wyznanie jakimś bezczelnym komentarzem, który przywróciłby mu poczucie panowania nad sytuacją, ale z drugiej strony... zazwyczaj dostawał to, co chciał. A w tej chwili, patrząc na Lennox, chciał dokładnie tego, co właśnie powiedział. Zamiast więc się wycofać, utwardził spojrzenie, choć jego szczęka lekko zadrżała. Skoro już wdepnął w tę szczerość, nie zamierzał uciekać z podkulonym ogonem.
Nie przyzwyczajaj się, to tylko magia północy, jutro obudzisz się w tym samym świecie co wczoraj.
Słowa Maddie uderzyły go mocniej niż mroźny wiatr, ale Lex nie pozwolił, by to poczucie dyskomfortu wygrało z tym, co czuł pod palcami – z bijącym sercem dziewczyny, która nagle stała się dla niego centrum wszechświata na dachu baru, w którym pracowała. Słysząc o „magii północy” i powrocie do starego świata, Alexander poczuł, jak jego własna garda mimowolnie się unosi, choć tym razem nie po to, by ją zaatakować, ale by nie pozwolić jej tak łatwo przekreślić tego, co się między nimi działo.
Przesunął dłonią w górę, lekko wplatając palce w jej włosy, by zmusić ją do utrzymania kontaktu wzrokowego. Nie chciał pozwolić jej uciec w bezpieczny sarkazm.
- Magia północy, co? - powtórzył. - Brzmisz tak, jakbyś już planowała o mnie zapomnieć i jakbyś próbowała sobie wmówić, że to wszystko to tylko efekt niedotlenienia na tej wysokości.
Jego uśmiech nieco złagodniał, tracąc swoją drapieżność na rzecz czegoś, co niebezpiecznie przypominało szczerość. Alexander wiedział, że ona się boi - widział to w jej oczach, w tym dziwnym smutku, który nagle je przykrył. On sam czuł to samo „ukłucie”, o którym ona myślała, ale zamiast pozwolić mu urosnąć, wolał je zdusić działaniem.
- Świat jutro będzie taki sam, to prawda. Brudny, głośny i męczący - przyznał, nachylając się jeszcze niżej, tak że ich nosy niemal się stykały. - Ale to, że jutro słońce wstanie jak zawsze, nie oznacza, że ja nagle przestanę pamiętać, jak mocno trzymałaś się mnie dzisiaj. Nie licz na amnezję z mojej strony. Jeśli chcesz wrócić do normy, będziesz musiała się bardzo postarać, żeby mnie do tego przekonać.
Zamilkł, obserwując jej reakcję, a potem, ignorując wszelkie głosy rozsądku w swojej głowie, przyciągnął ją tak blisko, że nie dzielił ich już nawet centymetr. Nie zamierzał pozwolić, by ta noc została tylko wspomnieniem - zamierzał sprawić, by stała się początkiem problemów, od których Maddie nie będzie chciała się uwolnić.
Ufam ci.
Lex bez mrugnięcia okiem przyjął jej wyznanie o zaufaniu jak najcenniejszy dług, którego za nic w świecie nie mógł teraz spłacić błędem. Słysząc o butelce alkoholu i pustym barze pod nimi, uśmiechnął się półgębkiem, choć w jego spojrzeniu tliła się teraz niemal stalowa determinacja.
- Trzymam cię za słowo z tą butelką, Lennox. I uprzedzam, że po tym wszystkim chyba wybiorę najdroższą whisky, jaką masz - mruknął, próbując wpleść w swój głos odrobinę normalności, by zagłuszyć bicie jej serca, które czuł pod własną dłonią.
Zamiast jednak puścić ją i wskazać drogę, przyciągnął ją jeszcze mocniej do siebie. Objął ją ramieniem w pasie, tak ciasno, by czuła, że jest dla niej jak mur, którego nic nie przebije.
- Słuchaj mnie uważnie, bo nie będę tego powtarzał. Nie schodzisz sama. Nie puszczam cię ani na sekundę - zaczął, prowadząc ją powoli w stronę barierki, przy której majaczył początek stalowej konstrukcji. - Zejdziemy razem. Wejdę na tę drabinkę pierwszy, a ty będziesz między moimi ramionami. Będę cię obejmował, stopa po stopie, szczebel po szczeblu. Moje ciało będzie twoją barierką. Jak poczujesz, że tracisz grunt, po prostu dociśnij się do mnie. Nie pozwolę ci nawet drgnąć w złą stronę.
Kiedy dotarli do krawędzi, Lex nie pozwolił jej spojrzeć w dół. Odwrócił ją przodem do siebie, kładąc jej dłonie na swoich ramionach.
- To tylko dwa piętra, Lennox. To jakieś trzydzieści sekund życia w napięciu, a potem bar jest nasz - powiedział, a jego głos był tak pewny i spokojny, że nie zostawiał miejsca na dyskusję. - Ufasz mi, pamiętasz? Więc teraz po prostu daj mi się objąć i stań tam, gdzie ja. Jednoczesny ruch. Ja i ty.
Zacisnął dłoń na jej biodrze, stabilizując ją, gdy sam postawił pierwszą nogę na zimnej stali, ani na moment nie rozluźniając uścisku, który dawał jej jedyne oparcie nad przepaścią.
Lex schodził powoli, szczebel po szczeblu, będąc dla Maddie żywą tarczą. Kiedy w połowie drogi jej stopa na moment ześlizgnęła się z oblodzonego metalu, a z jej piersi wyrwał się zduszony okrzyk przerażenia, zareagował błyskawicznie. Nie pozwolił jej nawet drgnąć w stronę krawędzi - po prostu mocniej naparł na nią swoją klatką piersiową, praktycznie wgniatając ją w drabinkę i blokując jej ciało własnym ciężarem. Była uwięziona między zimną stalą a jego napiętym ciałem; nie miała prawa spaść, bo on stał się jej prywatną klatką bezpieczeństwa, biorąc na siebie każdy jej drżenie i każdy fałszywy krok. W ten sposób, splątani w tym intymnym i brutalnym zarazem uścisku, pokonali ostatnie metry, aż w końcu poczuli pod stopami twardy, stabilny asfalt bocznej uliczki. Kiedy Lex w końcu poluzował uścisk, pozwalając jej odetchnąć pełną piersią, świat na dole wydawał się dziwnie cichy w porównaniu z hukiem krwi, który wciąż dudnił im w uszach.
- No i co, Lennox? Żyjesz - skwitował dla rozluźnienia atmosfery, posyłając jej łobuzerski uśmiech.
Maddie Lennox