Strona 2 z 2

sparks in the dark

: śr sty 07, 2026 12:07 am
autor: Alexander Hall
Przymknął oczy, wtulając twarz w zagłębienie jej szyi i pozwalając, by cisza między nimi wypełniła resztę. W tym jednym momencie, uwięziony kilkanaście metrów nad ziemią, Alexander Hall przestał być ucieleśnieniem chaosu i stał się dla Madison Lennox bezpiecznym portem - nawet jeśli oboje przeczuwali, że to tylko chwilowy azyl. Jego dłonie, zazwyczaj zaciśnięte w gotowości do walki, teraz z niemal nabożną ostrożnością gładziły materiał jej ubrania, niemo obiecując, że tym razem nie zamierzał znikać, gdy tylko opadną ostatnie noworoczne iskry. Najchętniej wsunąłby dłonie pod jej bluzę lub choćby pod własną kurtkę, którą jej podarował, by poczuć jej nagą skórę, ale powstrzymał go chłód nocy. Nie chciał, by zmarzła jeszcze bardziej, tracąc te skrawki ciepła, które udało im się wypracować. Zamiast tego trzymał ją mocno, jakby w tym uścisku chciał zawrzeć wszystko, czego nie potrafił ubrać w słowa. Lex był gotów spłonąć razem z nią, gdyby tylko Maddie pozwoliła temu ogniowi w końcu w pełni zapłonąć.
Kręci mnie zdecydowanie więcej... rzeczy. A jeśli chcesz żebym została z tobą sam na sam to wystarczy ładnie poprosić, to się zastanowię.
Lex parsknął krótkim, cichym śmiechem, a jego klatka piersiowa zadrżała przy jej boku. Ta jej bezczelność była jak zastrzyk adrenaliny - uzależniająca i cholernie odświeżająca w świecie, gdzie większość ludzi bała się powiedzieć mu prosto w oczy cokolwiek niewygodnego.
- Poprosić? - mruknął, nachylając się do jej ucha tak blisko, że czuł zapach jej perfum zmieszany z mroźnym powietrzem. - Jak już zacznę prosić, to możesz nie znaleźć w sobie ani jednego powodu, żeby powiedzieć „nie”. A oboje wiemy, że lubię dostawać to, czego chcę.
Jego dłoń, wciąż spoczywająca na jej plecach, przesunęła się nieco wyżej, muskając kark dziewczyny. Słysząc o fanach i podrywaniu, Lex uniósł brew, a w jego spojrzeniu zapłonął ten specyficzny, drapieżny błysk, który zazwyczaj rezerwował na momenty tuż przed wejściem na ring. Tyle że teraz nie było w tym agresji, tylko czysta, surowa prowokacja.
- Gdybym cię podrywał, skarbie, to nie stałabyś teraz tak spokojnie i nie zastanawiała się, czy jestem twoim problemem - wychrypiał. - Wiedziałabyś to z absolutną pewnością. A co do bycia fanką... to dobrze, bo nie szukam kogoś, kto będzie stał w pierwszym rzędzie i bił brawo. Szukam kogoś, kto nie będzie bał się wejść ze mną w sam środek tego syfu.
Zamilkł na chwilę, pozwalając, by te słowa zawisły między nimi ciężko i znacząco, ale niemal natychmiast pożałował, że w ogóle opuściły jego usta. Kurwa, Hall, od kiedy to jesteś taki wylewny? - skarcił się w myślach, czując pod żebrami ten nieprzyjemny skurcz, który zawsze towarzyszył mu, gdy odsłaniał o jedną kartę za dużo. Dał jej do zrozumienia, że w jego życiu jest puste miejsce. Że być może widzi w niej kogoś więcej niż tylko ładną dziewczynę z baru, którą chciał zaciągnąć do łóżka. Ta nagła fala autentyczności sprawiła, że chciał spierdolić z tego dachu prędzej niż później. Przez moment też walczył z ochotą, by natychmiast obrócić to w żart, by zdeptać to poważne wyznanie jakimś bezczelnym komentarzem, który przywróciłby mu poczucie panowania nad sytuacją, ale z drugiej strony... zazwyczaj dostawał to, co chciał. A w tej chwili, patrząc na Lennox, chciał dokładnie tego, co właśnie powiedział. Zamiast więc się wycofać, utwardził spojrzenie, choć jego szczęka lekko zadrżała. Skoro już wdepnął w tę szczerość, nie zamierzał uciekać z podkulonym ogonem.
Nie przyzwyczajaj się, to tylko magia północy, jutro obudzisz się w tym samym świecie co wczoraj.
Słowa Maddie uderzyły go mocniej niż mroźny wiatr, ale Lex nie pozwolił, by to poczucie dyskomfortu wygrało z tym, co czuł pod palcami – z bijącym sercem dziewczyny, która nagle stała się dla niego centrum wszechświata na dachu baru, w którym pracowała. Słysząc o „magii północy” i powrocie do starego świata, Alexander poczuł, jak jego własna garda mimowolnie się unosi, choć tym razem nie po to, by ją zaatakować, ale by nie pozwolić jej tak łatwo przekreślić tego, co się między nimi działo.
Przesunął dłonią w górę, lekko wplatając palce w jej włosy, by zmusić ją do utrzymania kontaktu wzrokowego. Nie chciał pozwolić jej uciec w bezpieczny sarkazm.
- Magia północy, co? - powtórzył. - Brzmisz tak, jakbyś już planowała o mnie zapomnieć i jakbyś próbowała sobie wmówić, że to wszystko to tylko efekt niedotlenienia na tej wysokości.
Jego uśmiech nieco złagodniał, tracąc swoją drapieżność na rzecz czegoś, co niebezpiecznie przypominało szczerość. Alexander wiedział, że ona się boi - widział to w jej oczach, w tym dziwnym smutku, który nagle je przykrył. On sam czuł to samo „ukłucie”, o którym ona myślała, ale zamiast pozwolić mu urosnąć, wolał je zdusić działaniem.
- Świat jutro będzie taki sam, to prawda. Brudny, głośny i męczący - przyznał, nachylając się jeszcze niżej, tak że ich nosy niemal się stykały. - Ale to, że jutro słońce wstanie jak zawsze, nie oznacza, że ja nagle przestanę pamiętać, jak mocno trzymałaś się mnie dzisiaj. Nie licz na amnezję z mojej strony. Jeśli chcesz wrócić do normy, będziesz musiała się bardzo postarać, żeby mnie do tego przekonać.
Zamilkł, obserwując jej reakcję, a potem, ignorując wszelkie głosy rozsądku w swojej głowie, przyciągnął ją tak blisko, że nie dzielił ich już nawet centymetr. Nie zamierzał pozwolić, by ta noc została tylko wspomnieniem - zamierzał sprawić, by stała się początkiem problemów, od których Maddie nie będzie chciała się uwolnić.
Ufam ci.
Lex bez mrugnięcia okiem przyjął jej wyznanie o zaufaniu jak najcenniejszy dług, którego za nic w świecie nie mógł teraz spłacić błędem. Słysząc o butelce alkoholu i pustym barze pod nimi, uśmiechnął się półgębkiem, choć w jego spojrzeniu tliła się teraz niemal stalowa determinacja.
- Trzymam cię za słowo z tą butelką, Lennox. I uprzedzam, że po tym wszystkim chyba wybiorę najdroższą whisky, jaką masz - mruknął, próbując wpleść w swój głos odrobinę normalności, by zagłuszyć bicie jej serca, które czuł pod własną dłonią.
Zamiast jednak puścić ją i wskazać drogę, przyciągnął ją jeszcze mocniej do siebie. Objął ją ramieniem w pasie, tak ciasno, by czuła, że jest dla niej jak mur, którego nic nie przebije.
- Słuchaj mnie uważnie, bo nie będę tego powtarzał. Nie schodzisz sama. Nie puszczam cię ani na sekundę - zaczął, prowadząc ją powoli w stronę barierki, przy której majaczył początek stalowej konstrukcji. - Zejdziemy razem. Wejdę na tę drabinkę pierwszy, a ty będziesz między moimi ramionami. Będę cię obejmował, stopa po stopie, szczebel po szczeblu. Moje ciało będzie twoją barierką. Jak poczujesz, że tracisz grunt, po prostu dociśnij się do mnie. Nie pozwolę ci nawet drgnąć w złą stronę.
Kiedy dotarli do krawędzi, Lex nie pozwolił jej spojrzeć w dół. Odwrócił ją przodem do siebie, kładąc jej dłonie na swoich ramionach.
- To tylko dwa piętra, Lennox. To jakieś trzydzieści sekund życia w napięciu, a potem bar jest nasz - powiedział, a jego głos był tak pewny i spokojny, że nie zostawiał miejsca na dyskusję. - Ufasz mi, pamiętasz? Więc teraz po prostu daj mi się objąć i stań tam, gdzie ja. Jednoczesny ruch. Ja i ty.
Zacisnął dłoń na jej biodrze, stabilizując ją, gdy sam postawił pierwszą nogę na zimnej stali, ani na moment nie rozluźniając uścisku, który dawał jej jedyne oparcie nad przepaścią.
Lex schodził powoli, szczebel po szczeblu, będąc dla Maddie żywą tarczą. Kiedy w połowie drogi jej stopa na moment ześlizgnęła się z oblodzonego metalu, a z jej piersi wyrwał się zduszony okrzyk przerażenia, zareagował błyskawicznie. Nie pozwolił jej nawet drgnąć w stronę krawędzi - po prostu mocniej naparł na nią swoją klatką piersiową, praktycznie wgniatając ją w drabinkę i blokując jej ciało własnym ciężarem. Była uwięziona między zimną stalą a jego napiętym ciałem; nie miała prawa spaść, bo on stał się jej prywatną klatką bezpieczeństwa, biorąc na siebie każdy jej drżenie i każdy fałszywy krok. W ten sposób, splątani w tym intymnym i brutalnym zarazem uścisku, pokonali ostatnie metry, aż w końcu poczuli pod stopami twardy, stabilny asfalt bocznej uliczki. Kiedy Lex w końcu poluzował uścisk, pozwalając jej odetchnąć pełną piersią, świat na dole wydawał się dziwnie cichy w porównaniu z hukiem krwi, który wciąż dudnił im w uszach.
- No i co, Lennox? Żyjesz - skwitował dla rozluźnienia atmosfery, posyłając jej łobuzerski uśmiech.

Maddie Lennox

sparks in the dark

: pt sty 09, 2026 11:32 pm
autor: Maddie Lennox
Nie potrzebowała już niczego więcej, naprawdę. Pierwszy raz poczuła…coś czego nie potrafiła jeszcze nazwać, przyjemne uczucie, które towarzyszyło jej w momencie, w którym wtulił twarz w zagłębienie jej szyi. Mrowienie rozchodziło się powoli, tak jakby organizm dał jej chwilę na przyzwyczajenie się do tego. I kurde, chociaż było to nowe chciała czuć to jeszcze i jeszcze, tak samo jak jego duże dłonie na swoich plecach. Miała wrażenie, że gładził ją z największą delikatnością jaką w sobie posiadał, trochę jakby była jajkiem, a on bał się, że lada moment spadnie i się rozbije.
Dzisiaj, teraz nie patrzyła na niego jak na człowieka z tych wszystkich plotek, nagle wydawał jej się całkowicie niegroźny - nie w taki sposób w jaki opisują go inni. Dalej miał w sobie mrok, do którego nieświadomie lgnęła i chciała więcej, miał w sobie też delikatność i blizny, które zapragnęła poznać. Nie ważne jaką historię za sobą kryją.
Z zamyślenia wyrwał ją dopiero jego śmiech, znów się nachylił, czuła jego ciepłe usta przy swoim uchu, gorący podmuch słów sprawił, że przymknęła oczy.
- Chcę być pierwszą kobietą, która widzi Alexandra Hall’a proszącego. Co do odmowy to nie miałam takiego planu, ale zależy od tego jak bardzo będziesz prosić. - jej głos skrywał nie tylko rozbawienie, ale pewnego rodzaju iskrę, tą cieplejszą. Chciała zobaczyć go proszącego, nawet bardzo, szczególnie na kolanach…i Jezu chyba za bardzo jest niedotleniona bo nie powinna myśleć o tym o czym teraz myślała.
Pozwalała mu się dotykać, bez zająknięcia pozwoliła aby sunął dłonią wyżej zachaczając o kark. Delikatnie ją podniosła i spojrzała w jego oczy, a na buzi malowało się pełne skupienie. I jego wyznanie sprawiło, że w jakiś dziwny sposób drgnęła wewnętrznie. Uśmiechnęła się delikatnie, ale nie komentowała niczego na głos, przynajmniej nie w tej chwili.
Nie chciała być jego fanką, nie chciała być chwilową przerwą w jego życiu, nie planowała nawet być odskocznią od dziewczyn, które widziały w nim kogoś na kształt Boga. Madison Lennox nie bywała na chwilę, jak już się pojawiała to była, do końca nawet jeśli miałaby zostawić za sobą wszystko w co wierzyła aby tylko wejść w ten syf.
Obserwowała jego twarz uważnie, widziała jak bił się ze swoimi własnymi myślami, w jego wnętrzu trwała walka, której nie chciała zatrzymywać, dzięki temu mogła obserwować drgania jego warg, jak marszczy nieświadomie brwii czy zagryza szczękę. Chciała unieść dłoń, dotknąć jego wychłodzonego policzka, szczęki, ale zatrzymała się zanim wykonała jakikolwiek ruch.
I zdawała sobie również sprawę z tego, że i on zaczynał czytać z niej jak z otwartej księgi. Było to frustrujące i wkurzające, ale nie na tyle aby zbijać go z tropu.
Parsknęła na dźwięk jego słów, zamilkła jednak bo co innego miała powiedzieć? Oczywiście, że całe to zdarzenie, to co miało miejsce na tym dachu czy co będzie mieć później to tylko magia północy. I taka właśnie ma być jej obrona, kiedy Hall wyciągnie temat zrzuci wszystko na swój strach i niedotlenienie, wiadomo.
Ten facet był pełen niespodzianek, w ciągu tych godzin potrafił zaskoczyć ją niezliczoną ilość razy, nie tylko negatywnie ale również i pozytywnie, tak jak w tym momencie. Przymknęła oczy czerpiąc z tej bliskości, kiwnęła delikatnie głową chcąc dać mu znać, że wszystko do niej dotarło, że zrozumiała.
Otworzyła oczy i od razu odnalazła te jego, uśmiechnęła się ze szczerością, takim samym blaskiem błysnęły jej oczy.
- Całe szczęście mam dar przekonywania. - kilka krótkich słów, było to wyzwanie, miała nadzieję, że pewnego razu chłopak znajdzie w sobie na tyle odwagi aby je podjąć. Bo może teraz poznał ją od tej innej strony, delikatniejszej, bardziej kruchej i dziewczęcej, ale nie wiedział też, że miała swoje demony.
Znów zamknął ją w ramionach, a ona znów miała ochotę w nich zostać, nawet przestało jej przeszkadzać wiatr, który był coraz zimniejszy, nie przeszkadzały jej dźwięki ostatnich wystrzałów czy wysokość na jakiej byli. Jedyne na czym umiała się skupić to bicie jego serca, które czuła na swojej klatce piersiowej. I to jest wystarczyło.
- Dobra, niech będzie nawet i 5 butelek, po prostu wynośmy się stąd, proszę. - było jej wszystko jedno, mogła nawet mu skrzynkę kupić jakby poprosił. Chciała stopami dotykać zimnego betonu, takiego, który nie zapadnie się pod nią.
Skłamałaby mówiąc, że nie była przerażona, była w chuj i czuła, że lada moment to zrobi w gacie, ale poczuła jak ją trzyma, nawet jakby chciała to nie miała gdzie uciec. Szła powoli, nie pośpieszał jej bo doskonale wiedział, że jeśli to zrobi to ona się nie ruszy. Dźwięki majaczące z ulicy były coraz głośniejsze, a Mads starała się oddychać spokojnie.
Chociaż to do niej niepodobne to Maddie zamilkła, słuchała jego słów jakby faktycznie wygłaszał jakąś wielką mowę, starała się nie myśleć o tej wysokości, o tym, że musi przejść po drabince, która przegląd może miała miliony lat temu. Żadne z nich też nie wiedziało czy faktycznie doprowadzi ich na dół czy w połowie spadną. Miliony rzeczy i scenariuszy miała przed oczami, ale jego głos jakoś ją trzymał.
Uniosła głowę dopiero kiedy się zatrzymali, kiedy oparł jej dłonie na swoich ramionach blondynka delikatnie je zacisnęła jakby chciała przekazać mu swoje myśli, te dobre jak i złe. Informacja o tym, że były to tylko dwa piętra sprawiły, że poczuła na plecach dreszcz, cholernie zimny.
- Ufam. - jej ton głosu, tak bardzo zestresowany, zmartwiony i przerażony, ale taka była prawda. Ufała mu, naprawdę i czuła, że robi dobrze. Jemu też zależało na zejściu na dół.
Kiwnęła głową i nabrała powietrze w płuca, aby po kilku sekundach wypuścić je z gorącą parą, która w sekundę zniknęła, szkoda, że ze strachem tak nie było. Nie zamierzała dyskutować, robiła dokładnie to co chciał.
Czuła jego ciało za sobą, spojrzenie wlepione miała w ścianę boczną budynku kiedy schodzili po tej drabince, czuła jej chłód pod opuszkami swoich palców, starała się skupić myśli na czymś innym. Wystarczyła sekunda nieuwagi, uniosła tylko głowę aby spojrzeć ile już przeszli, a poczuła jak noga spada jej z drabinki. Serce momentalnie poszło w górę, z jej ust wyrwał się stłumiony krzyk i czekała na ból, który nie nadszedł. Hall był czujny, przycisnął ją do barierki i tak jak obiecał, nie pozwolił jej upaść.
Kompletnie nie przeszkadzało jej to jak docisnął ją do barierki, miała w nosie, że jest jej zimno, że opuszki palców nie chcąc trzymać zimnego metalu. Liczyło się tylko to aby była na dole, w jednym kawałku i w całości.
Udało się, poczuła pod stopami stabilny grunt, westchnęła ciężko.
- Całe Twoje szczęście, geniuszu. - odparła prostując swoje plecy, bo chyba od tych emocji trochę ją zgięło. Patrzyła na niego, jak się uśmiecha.
Doskoczyła do niego w jednej chwili i zwinęła dłonie w pięść, uderzyła go w brzuch chociaż najpewniej nie zrobiło mu to krzywdy.
Mam wrażenie, że bawiłeś się naprawdę świetnie, może coś jest z Ciebie z bohatera, hm? - zapytała unosząc brew w górę i patrząc na niego. Znów była pewna siebie, przebojowa i pyskata, ale to w dalszym ciągu zagłuszanie lęku, który dalej miała w kościach.
- Wiszę Ci butelkę, zapraszam. - dodała i zrobiła kilka kroków w stronę drzwi od zaplecza, otworzyła je i przepuściła swojego bohatera przodem. Tym razem jednak była mądrzejsza i zamknęła za sobą drzwi, to samo zrobiła z głównymi. Po wejściu do głównej sali chwyciła za klucze i skierowała się do wejścia, wsadziła klucz do zamka i przekręciła go, a on przeskoczył.
- Nie martw się, nie zabije Cię. To na wypadek gdyby kolejny kłopot miał się pojawić i spędzić noc na dachu. - nie miała zamiaru mu odpuszczać, będzie gadać jak to baba i gadać o jego głupocie. Kobiety to chyba lubią.
Kiedy upewniła się, że drzwi są zamknięte wróciła za bar, sięgnęła jedną z butelek z ciemnym trunkiem, zgarnęła dwa kieliszki i obeszła bar siadając dokładnie na tym samym wysokim krześle co ostatnio. Odkręciła korek i polała po całym kieliszku.
Więc? Co robiłeś na tym dachu? - zapytała spoglądając na jego twarz, bo naprawdę ją ciekawiło co tutaj robił i to dodatkowo w nowy rok. Ona przypuszczała, że bawił się w najlepsze ze swoją paczką czy kogo on tam miał. Upiła szota i skrzywiła się, nie lubiła takich trunków, miała proste kubki smakowe, ale dostosować się do towarzystwa też umiała.
-Nie miałeś zamiaru skakać, prawda? - nagle uderzyła ją ta myśl. Patrzyła na niego, wyczekująco co jakiś czas marszcząc tylko brwii albo zagryzając policzek od środka. Chciała wyjaśnień, jakiś sensownych przynajmniej.
Albo dobrej bajery.
Alexander Hall

sparks in the dark

: ndz sty 11, 2026 1:07 pm
autor: Alexander Hall
Chcę być pierwszą kobietą, która widzi Alexandra Halla proszącego. Co do odmowy to nie miałam takiego planu, ale zależy od tego jak bardzo będziesz prosić.
Lex zamarł na ułamek sekundy, słysząc jej słowa. Iskra w jej głosie, ta cieplejsza i niemal wyzywająca, trafiła w niego celniej niż jakakolwiek zaczepka, którą usłyszał w życiu. Czuł, jak Maddie drży pod jego dotykiem, a świadomość, że ona chce widzieć go w roli "proszącego", sprawiła, że krew uderzyła mu do głowy z podwójną siłą. Niski, gardłowy śmiech wyrwał mu się z piersi, gdy odsunął się od jej ucha tylko po to, by móc spojrzeć jej prosto w oczy. Jego dłonie, dotąd tak ostrożne na jej plecach, teraz zacisnęły się nieco mocniej. Rzuciła mu wyzwanie na jego własnym terenie, bawiąc się dynamiką, w której to on zazwyczaj rozdawał karty.
- Pierwszą kobietą? - powtórzył szeptem, a jego głos stał się niższy, gęstszy od nagłego napięcia. - Masz cholernie wysoko postawione poprzeczki, Maddie. I jeszcze bardziej niebezpieczne fantazje.
Lex patrzył na nią, a w tej ciszy, która zapadła między nimi, słychać było jedynie szum miasta i ich nierówne oddechy. Kiedy Maddie uśmiechnęła się w ten szczery sposób, a jej oczy rozbłysły dziwnym blaskiem, Alexander poczuł, jakby ktoś właśnie zerwał mu z oczu opaskę. To nie była kolejna dziewczyna, którą chciał tylko zaciągnąć do łóżka i stracić nią zainteresowanie, gdy tylko osiągnie swój cel. Widział w niej zdecydowanie więcej. To "więcej" go przerażało, bo nie potrafił tego skatalogować ani kontrolować. Maddie nie była trofeum - była lustrem, w którym nagle zaczął dostrzegać te fragmenty siebie, które dawno uznał za martwe. Jego spojrzenie stało się ciężkie, niemal gęste od emocji, których nie potrafił ubrać w słowa. Kiedy uśmiechnęła się z tą obezwładniającą szczerością, poczuł dziwny ucisk w klatce piersiowej. To nie był strach przed walką czy bólem, to był strach przed kimś, kto zamiast bać się jego mroku, po prostu podał mu rękę, by w ten mrok wejść razem z nim.
- Masz dar przekonywania? - powtórzył, a jego głos brzmiał teraz zupełnie inaczej. Był ochrypły i wyprany z wcześniejszej pewności siebie. - To niebezpieczne narzędzie w rękach kogoś, kto patrzy na mnie w taki sposób, Maddie. Bo zaczynam ci wierzyć. A to zwykle kończy się źle dla obu stron.
Lex widział ten strach w jej oczach - ten autentyczny, pierwotny lęk przed wysokością, który sprawiał, że jej ciało było napięte jak struna. Jednak słowo, które padło z jej ust, uderzyło go mocniej niż jakikolwiek dreszcz zimna.
Ufam.
Dla kogoś takiego jak on, słowo "zaufanie" było walutą, której dawno przestał używać. A jednak Maddie, stojąc na krawędzi, drżąc z zimna i przerażenia, oddała mu swoje bezpieczeństwo bez żadnego "ale". Poczuł, jak w jego piersi narasta dziwna, bolesna wręcz odpowiedzialność. Nie mógł pozwolić, żeby jej się coś stało. Nie dzisiaj.
- Trzymaj się mocno, Maddie. Nie puszczę cię, słyszysz? Choćby ten dach miał się pod nami zapaść, trzymam cię - mruknął, a jego głos był teraz twardy i pewny, pozbawiony jakichkolwiek śladów wcześniejszego droczenia się. Musiał być dla niej kotwicą.
Chwilę później już byli na dole. Gdy tylko poczuli pod stopami zbawienny, twardy beton zaułka, całe napięcie uszło z blondynki w jednym, głośnym wydechu, ale zamiast paść mu w ramiona z wdzięcznością, od razu przeszła do kontrataku. Lex nie zdążył nawet skomentować jej pyskatej uwagi o „geniuszu”, gdy poczuł jej pięść na swoim brzuchu. Jęknął teatralnie, cofając się o krok, choć w rzeczywistości jej cios jedynie obił się o jego napięte mięśnie.
To był jej sposób na odzyskanie kontroli i Lexowi cholernie się to podobało.
Półmrok zaułka zamienili na duszne, ciepłe wnętrze baru. Szczęk przekręcanego klucza przeciął ciszę lokalu, a Alexander poczuł, jak atmosfera znów gęstnieje z każdą sekundą. Odcięci od świata, od strzałów fajerwerków i od zimnego wiatru, nagle znaleźli się w przestrzeni, gdzie jedynym zagrożeniem byli oni sami dla siebie.
- Wiesz, większość kobiet po tym, jak ratuje się im życie, wybiera raczej całusa niż cios pod żebra - mruknął Lex, masując brzuch i posyłając jej to swoje drapieżne, rozbawione spojrzenie, gdy szedł za nią w stronę głównej sali. - Ale ty zawsze musisz iść pod prąd, co, Lennox?
Wrócili do punktu wyjścia. Oparł się o mahoniowy blat baru, obserwując, jak dziewczyna pewnym ruchem chowa klucze. W świetle nocnych lamp barowych jej twarz wyglądała inaczej - mniej krucho niż na dachu, bardziej wyzywająco. Patrzył, jak dziewczyna z profesjonalną wprawą rozlewa alkohol, a potem siada na tym samym krześle, co kilka dni temu. Ten widok - Maddie z kieliszkiem w dłoni, w zamkniętym barze, pośrodku nocy - był tak nierealny po tym, co przeżyli na górze, że Hall poczuł nagłe ukłucie dziwnej ulgi.
Lex parsknął krótkim, gardłowym śmiechem, kiedy wspomniała o „kolejnym kłopocie”. Ta jej niezłomna chęć pouczania go i robienia z niego nieodpowiedzialnego dzieciaka była tak urocza, jak i irytująca.
- Kolejny kłopot? - uniósł brew, przyglądając się jej z rozbawieniem, gdy zamykała drzwi. - Maddie, nie przeceniaj konkurencji. Jestem jedynym kłopotem tej klasy, z jakim przyjdzie ci się zmierzyć w tym roku. Inni to najwyżej drobne niedogodności.
Usiadł przy barze na krześle tuż obok niej.
- Poza tym, zamykanie drzwi przed "kłopotami", kiedy największy z nich siedzi już w środku i pije twoją whisky, jest... cóż, uroczo spóźnione. Ale doceniam gest. Przynajmniej nikt nam nie przerwie tej "lekcji o mojej głupocie". Słucham więc dalej, pani profesor. Co jeszcze zrobiłem źle, poza tym, że uratowałem ci życie w sylwestrową noc? - mruknął.
Chwycił kieliszek, który mu nalała, ale nie wypił go od razu. Obracał szkło w palcach, obserwując, jak ciemny płyn osadza się na ściankach. W świetle barowych lamp jego dłonie wciąż wyglądały na nieco brudne od rdzy z drabinki, co stanowiło dziwny kontrast z czystym szkłem.
- Co tam robiłem? - westchnął, tym razem szczerze. - Uciekałem przed hałasem. Nowy Rok to dla większości ludzi czas świętowania, a dla mnie to po prostu kolejny dzień, w którym wszyscy dookoła udają, że jutro obudzą się jako lepsi ludzie. Na dachu było cicho. Przynajmniej dopóki ty się tam nie pojawiłaś ze swoją paniką i lękiem wysokości.
Upił łyk, pozwalając, by palący trunek rozgrzał mu gardło. Przesunął się na krześle bliżej niej, tak by ich kolana znów niemal się stykały. To wyznanie o ucieczce przed hałasem i „udawaniem lepszych ludzi” było tylko częścią prawdy - tą bezpieczniejszą, którą Lex mógł wypowiedzieć na głos bez ryzyka, że wyjdzie na sentymentalnego głupca. Nie mógł jej przecież powiedzieć, że tak naprawdę liczył na to, że ją tam zobaczy. Że po ich ostatnim spotkaniu to miejsce stało się jedynym, w którym podświadomie szukał jej sylwetki, mimo że rozsądek podpowiadał mu, że Maddie Lennox ma ciekawsze rzeczy do roboty w sylwestra niż marznięcie na dachu starego budynku.
Miał tę informację zapisaną z tyłu głowy jako swój prywatny sekret, którego nie zamierzał tak łatwo zdradzać.
- Skakać? - powtórzył, kręcąc głową z niedowierzaniem na jej drugie pytanie. - Daj spokój. Mam zbyt duże ego, żeby pozwolić grawitacji ze mną wygrać. Poza tym, śmierć na betonie jest mało fotogeniczna, a ja jednak lubię swoje odbicie w lustrze.
Lex odstawił pusty kieliszek na blat z głuchym stuknięciem i oparł się o bar, nie spuszczając z niej wzroku. To, że nie przyznał się do czekania na nią, wcale nie oznaczało, że nie zamierzał wyciągnąć czegoś od niej. Skoro on odsłonił choćby rąbek swojej niechęci do noworocznej szopki, Maddie nie mogła zostać mu dłużna. Wykorzystał moment, w którym skrzywiła się po łyku trunku, i uśmiechnął się półgębkiem, sprytnie odbijając pałeczkę.
- No właśnie, Lennox... Skoro już ustaliliśmy, że ja jestem „kłopotem”, który szuka ciszy, to co z tobą? - zapytał, mrużąc oczy. - Czemu nie poszłaś się bawić, Maddie? Czemu wolisz siedzieć tu po godzinach? Przed czymś uciekasz?
Czekał na jej reakcję, bacznie obserwując, czy Maddie znów ucieknie w swoją pyskatą maskę, czy może fakt, że są tu zupełnie sami, skłoni ją do wyrzucenia z siebie czegoś, czego nie chciała powiedzieć nikomu innemu.

Maddie Lennox

sparks in the dark

: śr sty 14, 2026 11:26 pm
autor: Maddie Lennox
Czuła przyjemne mrowienie w opuszkach swoich palców za każdym razem kiedy zwracał się do niej zdrobnieniem imienia. Było to jak drobny ładunek elektryczny, który przechodzi po każdym nerwie w ciele, niby coś małego, a tak bardzo odczuwalnego. Zaskakiwała sama siebie, nie przypuszczała, że chociaż bardzo nie na rękę dzisiejszej nocy była wizyta Halla w klubie to nie wyobrażała sobie lepszego powitania nowego roku.
Jego pojawienie się w życiu Maddie było jak grom z jasnego nieba, taki, który przynosi świeży podmuch wiatru, coś nowego, ale jednocześnie ciemnego i może odrobinę strasznego, coś niebezpiecznego. Ewidentnie był magnesem na kłopoty, facetem od którego - według jej ojca i jego zasad powinna trzymać się z daleka - ale nie umiała. Szczególnie teraz kiedy trzymał ją w swoich ramionach, jak skupił na niej swój wzrok i jak stara się ze wszystkich sił sprawić aby widziała tylko jego twarz, a nie dach, chłód i przepaść.
To był ten rodzaj mroku, w którym chciała się zatracić, bez kontroli, bez pamięci i całkowicie, każdą nawet najmniejszą molekułą swojego ciała, każdym nerwem i całą sobą.
Nie znał jej, pozwalała się odkrywać kawałek po kawałku, dla niego była tylko ładną dziewczyną z pyskatą buzią, która lała dobre drinki i ewidentnie nie szczędziła alkoholu sobie oraz innym. Dzisiejszej nocy pokazała mu fragment tej małej dziewczynki, którą nigdy nie mogła być, takiej, która uczona była, że strach to zła rzecz i nie można tego okazywać. Nie wiedział jeszcze ile kryła, jakie fantazje miała, szczególnie z nim w roli głównej. Nie lubiła odkrywać wszystkiego od razu, może i nie żyła tysiąca lat, ale pracowała w barze, a barmanki to nie tylko laski do podrywania, to też czasem powiernicy, a na pewno dobrzy obserwatorzy. Lennox widywała dziewczyny, różne, które robiły jeden i ten sam błąd, odkrywały się za szybko, wtedy kiedy facet dostał wszystko na talerzu szybko się nudził. A ona chyba nie chciała aby Hall zniknął zbyt szybko, nie chciała aby się nią znudził. Bo uważała, że o wiele więcej frajdy oboje będą mieli wtedy kiedy zaczną rozbierać się warstwa po warstwie, jak cebula.
Wydawało jej się, że już wystarczającą ilość razy dała mu do zrozumienia, że spokój, cukierki i skakanie po tęczy to nie jest coś czego szukała. Tak jak przy pierwszym spotkaniu wspomniała, nie chciała bohatera, chciała kogoś kto będzie potrafił dotrzymać jej kroku. I nie ważne ile razy będzie odgrażał się tym, że coś może skończyć się źle albo strasznie, jej to nie odpychało wręcz przeciwnie…ciągnęło ją, nawet sobie nie wyobrażał jak bardzo.
Były też momenty, drobne słowa czy gesty, które pokazywały jej, że Hall nie jest taki zły, a przynajmniej nie jest tak groźny jak mu się wydaje. Maddie nie była głupią blondynką, była ogarniętą babką, która dużo widziała i szybko łączy kropki.
Raz słowami chciał ją złamać, rzucał nimi jakby były ostrzami, a potem patrzył jak mocno ją to zaboli i czy dziewczynie drgnie chociaż powieka, a następnie trzymał ją w swoich ramionach i obiecywał, że nie pozwoli aby stała jej się krzywda. Nie miała zamiaru kłamać, gdyby nie on nie poszłaby z tego dachu, stała by tam dalej i czekała na ratunek, jakiś śmigłowiec czy coś. Nie mogła jednak zagwarantować tego jak zachowa się Alex, były dwie drogi…po pewnym czasie sam by szedł i zostawił małą cholerę samą bo co on się będzie bawił i droczył, a druga była właśnie taka jak teraz. Sprowadził ją bezpiecznie na ziemię, chociaż warto przypomnieć znów, że to jego wina, tak.
Wywróciła oczami słysząc w uszach jego teatralnie jęknięcie po jej uderzeniu, nie miała jednak zamiaru tego komentować bo wiedziała, że siły to ona wcale nie miała. No dobra, może i miała bo kilka bójek stoczyła, ale nie na tyle aby go powalić.
- Jak sam przyznałeś i trafnie zauważyłeś nie jestem jak większość kobiet, Hall. - rzuciła puszczając mu oczko. Jeśli faktycznie myślał, że po bohaterskim zabraniu jej na ziemię dostanie buziaka to się mylił, najpierw powinien dostać porządzie w buzie, a potem może buziaka na ranki, ale to kwestia dyskusyjna.
- I to Cię we mnie kręci. - dodała spoglądając na niego z błyskiem w oku, pewność siebie jej wróciła i okej, chociaż w środku dalej się telepała jak przerażony szczeniak. Wiedziała, że na jednej butelce alkoholu to ona nie skończy, ale chciała się pozbyć tego uczucia strachu, beznadziejności i przerażenia.
- Czyli spędzenie z Tobą nowego roku oznacza, że teraz przez ten cały rok będę musiała się nauczyć jakoś Ciebie znosić? Boże, łatwiej byłoby wygrać chyba w totka. - mruknęła przewracając oczami. Czy to jej przeszkadzało? Że będzie miała go w swoim życiu częściej? Oczywiście, że nie, ale głośno tego przecież nie przyzna, nie miała zamiaru pękać pierwsza w tej dziwnej grze, w której oboje biorą udział.
W milczeniu patrzyła na jego twarz, tak jakby przez chwilę zastanawiała się co powiedzieć.
- Co do lekcji o Twojej głupocie to mam naprawdę wiele do powiedzenia i nie wiem czy wystarczy nam nocy oraz alkoholu jaki jest za barem. Oczywiście, że uratowałeś moje życie, nie było innej opcji bo przypominam, że to Ty wtargnęłeś do zamkniętego klubu, wdrapałeś się na dach ignorując zakazy, a potem przez Twój brak równowagi i rozwagi drzwi się zatrzasnęły. - wyliczała na swoich palcach, nie była zła, nie krzyczała bardziej brzmiała jak osoba, która zwraca się do dziecka aby delikatnie zwrócić mu uwagę.
-Reasumując, uratowałeś mnie bo sam doprowadziłeś do tego, że były zagrożone. - skwitowała wzruszając delikatnie ramionami, a jej usta wykrzywiły się w trochę zaczepny uśmiech.
Słuchała jego słów obserwując twarz, szukała czegoś co mogło jej podpowiedzieć, że to co mówił mogło wcale nie być prawdą i albo był świetnym aktorem albo to ona miała problemy z racjonalnym myśleniem przez całą tą sytuacją albo też istniała szansa, że to co mówił było prawdziwe. I za cholerę nie wiedziała na którą z tych odpowiedzi miała stawiać, dlatego nie chodziła do kasyna, była pechowa osobą.
- Teraz tak myślę, że najlepszą decyzją byłoby zamkniecie tych drzwi i nie sprawdzanie tego dachu. Każdy z Nas dostałby to czego chciał: Ty ciszy i spokoju, a ja siedziałabym teraz w ciepłym łóżku albo wylegiwała się w wannie. - czasem ta jej dobroć wychodzi jej bokiem, cóż...bywa i tak.
Uwierzyła mu w to co mówił, łyknęła wszystko jak młody pelikan, nie podejrzewała niczego innego. Bo przecież nie wpadłaby na pomysł, że przyszedł tutaj tylko dlatego, że szukał jej, że w ostatni dzień roku chciał spojrzeć w jej oczy, spędzić z nią chociaż chwilę. Nie była dziewczynką, która wierzyła w bajki, chociaż żyła niegdyś jak księżniczka to jej życie to pasmo wielkich niepowodzeń, szczególnie tych miłosnych.
Kiedy tylko zaczynała się otwierać, pokazywać, że jej zależy to wtedy zostawała sama, jak zepsuta zabawka, której już nikt nie potrzebuje. Przestała być wyzwaniem, kimś kogo można odkrywać kawałek po kawałku. Dlatego nie chciała nikogo do siebie dopuszczać, bo w tej małej blond głowie zakorzeniła się informacja, że okazanie uczuć, pokazanie, że zależy i miłość to tylko cierpienie. Była twarda, ale jak wszystko inne ona również miała swoje limity, kamień można uderzać miliony razy, ale po milionie jeden w końcu pęknie, a ona nie chciała pękać jak kamień.
- Wiedziałam, że jest w Tobie ukryty kobiecy pierwiastek, skarbie. - zachichotała wesoło ruszając brwiami. Kiedy opróżnił również swój kieliszek Lennox chwyciła za butelkę i rozlała kolejną kolejkę, szkło odstawiła na bar z cichym charakterystycznym dźwiękiem.
- Gdybym uciekała wybrałabym coś prostszego... Tłum, muzykę, kolejną imprezę gdzie poznam kolejnego przypadkowego typa. - zaczęła i zamiast patrzeć na niego swoje spojrzenie zatrzymała na kieliszku, który delikatnie głaskała opuszkami swoich palców.
Westchnęła głośno jakby kolejne słowa, które chciała wypowiedzieć sprawiały jej ogromny problem.
- Nie lubię momentów, w których wszyscy udają, że Nowy Rok to nowa szansa, że magicznie coś się zmieni. Że ludzie zaczynają od nowa popełniając te same błędy. A ja po prostu nie mam ochoty udawać, że północ coś zmieni. - uśmiechnęła się lekko, prawie nie widocznie, raczej sama do siebie już do kieliszka.
- Więc reasumując, nie uciekam po prostu wybieram. - jej głos był już pewniejszy siebie, podniosła głowę i swoimi oczami odnalazła te jego, zatrzymała się na nich, patrzyła jakby w tym momencie były czymś najpiękniejszym na świecie. Oddałaby miliony, nawet swoją duszę aby poznać chociaż jedną z jego myśli.
- A dzisiaj wybrałam to miejsce. I Ciebie na tym dachu, choć nie było Cię nawet w planach. - wyznała zagryzając delikatnie swoją dolną wargę. W ustach poczuła suchość, chciała chwycić za kieliszek, pozwolić aby alkohol zagrzał jej przełyk, ale nie potrafiła się ruszyć. Siedziała, wpatrzona w niego cholera wie na co czekając.
Czy to co mówiła to w dalszym ciągu niedotlenienie? Może jakaś choroba wysokościowa? A może ten szot był już tak mocny, że odebrał jej możliwość racjonalnego myślenia? Nie wiedziała, naprawdę. Nie potrafiła określić skąd w niej taki przypływ szczerości wobec niego, mogła zażartować, coś odpyskować albo wymyślić najlepszą historię na świecie...
Nie żałowała jednak, gdyby mogła nie cofnęła by czasu. Powiedziała to co naprawdę czuła i myślała, zignorowała alarmy w swojej głowie, zignorowała swój własny rozum. I nie ważne jakie konsekwencje czy słowa się za tym niosły. Przyjęłaby nawet na klatę jego perfidny śmiech i jakieś złośliwe dogryzania, bo podejrzewała, że o wiele łatwiej będzie mu uciec w skarkazm czy ironiczny żart. Nie oczekiwała od niego tak naprawdę niczego, nie musiał brać ją w ramiona, nie musiał odpowiadać jej tym samym czy w jakikolwiek inny sposób reagować. Chciała być z nim szczera, bo skoro na dachu się otworzyła i jej nie wyśmiał to po co miała udawać? Czasem udawanie było łatwiejsze, ale nie teraz, nie w tej chwili.
Po prostu nie chciała tego.
To był nowy rok, nowe możliwości i nowe horyzonty.
To w dalszym ciągu była magia północy.
Alexander Hall

sparks in the dark

: czw sty 15, 2026 11:14 pm
autor: Alexander Hall
Alexander obserwował ją w milczeniu, a każdy ruch jej ust i każde uniesienie brwi analizował z uwagą godną wytrawnego gracza, który właśnie trafił na przeciwnika swojego życia. Maddie Lennox nie była dla niego po prostu kolejną ładną dziewczyną z baru; była zagadką, którą chciał rozwiązywać powoli, delektując się każdą warstwą, jaką decydowała się przed nim odsłonić. Jarało go to, jak bardzo mu tego nie ułatwiała. Uwielbiał wyzwania, a Maddie była najbardziej intrygującym labiryntem, w jakim kiedykolwiek się zgubił. Fakt, że pod tą pyskatą buzią i pancerzem pewności siebie kryła kogoś tak skomplikowanego, działał na niego bardziej niż najmocniejszy alkohol. Chciał ją odkrywać kawałek po kawałku, rzucać jej wyzwania i patrzeć, jak ona rzuca je jemu, budując między nimi napięcie, które było niemal namacalne. W głowie Alexandra na moment zapadła cisza, która była bardziej ogłuszająca niż huk petard na zewnątrz. Słuchał jej wyliczanki, tego sarkastycznego podsumowania jego "ratunku", i choć uśmiechał się pod nosem, to w środku czuł, jak każde jej słowo wbija się pod skórę. Alexander obserwował ją z fascynacją, której nie potrafił już - a może po prostu nie chciał - ukryć. Słysząc jej słowa, zaśmiał się cicho.
- Trafnie to mało powiedziane, Lennox - mruknął, nachylając się nad blatem tak blisko, że zapach jej perfum niemal zakręcił mu w głowie. Cholera, co ta kobieta z nim wyprawiała? - Większość kobiet po takim wieczorze patrzyłaby na mnie z wdzięcznością, ty za to mrugasz do mnie okiem i planujesz, czy najpierw mi przyłożyć, czy... mnie pocałować, prawda?
Jego wzrok spoczął na jej twarzy z intensywnością, która mogłaby spalić kogoś mniej pewnego siebie. Widział ten błysk w jej oku. Zamiast jednak wycofać się po tym śmiałym pytaniu, Lex przesunął dłoń po blacie i nakrył jej dłoń swoją, przygważdżając ją delikatnie do zimnego marmuru. Jego palce były gorące i szorstkie - stanowiły idealny kontrast dla jej drobnej dłoni. Miał ochotę skrócić dystans jeszcze bardziej, ale... coś go powstrzymało.
- Masz rację, to mnie kręci. I to cholernie - przyznał bez cienia wahania, a jego głos stał się o ton niższy. - Kręci mnie to, że nie szukasz bohatera, tylko kogoś, kto nie pęknie przy tobie, kiedy zaczniesz pokazywać swoje ciemniejsze strony.
Słuchał jej wyliczanki z miną człowieka, który doskonale wiedział, że został przyłapany na gorącym uczynku, ale ani trochę nie żałował swoich czynów. Jej zaczepny uśmiech działał na niego silniej niż jakiekolwiek wyznanie wdzięczności.
- Znosić mnie przez cały rok? - mruknął, nachylając się nad blatem tak blisko, że czuł zapach jej perfum zmieszany z aromatem mocnego alkoholu. - Lennox, spójrz na to z innej strony. Nie musisz wygrywać w totka, żeby dostać dawkę adrenaliny, za którą inni płacą miliony. Masz ją w pakiecie ze mną, i to bez wypełniania kuponu. Po prostu przyzwyczaj się do myśli, że od dziś twoje życie przestało być przewidywalne. A ty przecież nie znosisz nudy, prawda?
Przyglądał się jej palcom, gdy wyliczała jego przewinienia, i czuł, jak narasta w nim chęć, by przerwać tę logiczną tyradę w jedyny skuteczny sposób. Uwielbiał to, że Maddie nie dawała się nabrać na jego bohaterską pozę i potrafiła bezbłędnie wypunktować, że całe to zagrożenie to w gruncie rzeczy jego sprawka.
- Reasumując... jestem idiotą, który musiał sprowadzić na ciebie niebezpieczeństwo, żeby mieć pretekst, by cię stamtąd ściągnąć? - uniósł jedną brew, a w jego ciemnych oczach błysnęło rozbawienie zmieszane z czymś znacznie głębszym. - Brzmi jak plan godny kogoś, kto bardzo chciał spędzić z tobą północ sam na sam, nie uważasz? Przyznaję się do wszystkich zarzutów, pani prokurator. Ale skoro już ustaliliśmy, że to moja wina, to chyba zgodzisz się, że winny ma prawo do ostatniego życzenia przed ogłoszeniem wyroku?
Zatrzymał wzrok na jej ustach, które wykrzywiły się w tym zaczepnym uśmiechu, i poczuł, jak ta "gra pozorów", którą oboje prowadzili, zaczyna go palić od środka.
Alexander obserwował ją uważnie, niemal słysząc trybiki obracające się w jej głowie. Widział to wahanie w jej spojrzeniu - ten miks niedowierzania i poszukiwania podstępu, który tak bardzo pasował do dziewczyny nauczonej, że darmowe obiady i bezinteresowni bohaterowie nie istnieją. Kiedy wspomniała o wannie i ciepłym łóżku, Lex poczuł nagłe ukłucie pod żebrami, które nie miało nic wspólnego z bójką czy mrozem na dachu.
- Wanna i ciepłe łóżko... - powtórzył cicho, a kącik jego ust drgnął w wyrazie, który był czymś pomiędzy rozbawieniem a dziwnym rodzajem podziwu. - Brzmi jak cholernie rozsądny plan, Lennox. Zdecydowanie lepszy niż marznięcie z facetem, który jest definicją kłopotów.
Znowu się nachylił. Uśmiechnął się, ale był to uśmiech pozbawiony jego zwykłej pewności siebie - był raczej pokorny, niemal proszący o to, by przestała szukać w nim drugiego dna. Choć Maddie nie wierzyła w bajki, Lex w tej chwili wyglądał na kogoś, kto bardzo chciał, żeby ta noc była dla nich obojga czymś więcej niż tylko pasmem niepowodzeń.
- Może i twoja dobroć wychodzi ci bokiem, ale to jedyna rzecz, która trzymała mnie na tym dachu w pionie - mruknął. - Przestań tak intensywnie myśleć, Maddie. Widzę, jak próbujesz mnie rozgryźć, jakbyś układała w głowie skomplikowane równanie, ale... tutaj nie ma ukrytych zmiennych. Jestem tu, siedzę przed tobą i szczerze mówiąc, w tej chwili nie wyobrażam sobie, żebym mógł być gdziekolwiek indziej.
Jego ręka nadal leżała na jej dłoni, dlatego zaczął delikatnie bawić się jej palcami. Jego duże, szorstkie od walki palce zaczęły kreślić powolne, niemal hipnotyzujące wzory na jej delikatnej skórze. Robił to z taką uwagą, jakby każde wgłębienie na jej kostkach było mapą, którą musiał zapamiętać na wypadek, gdyby świat jutro rano miał przestać istnieć. Maddie na pewno czuła każde drżenie jego opuszka, każdy mikroskopijny punkt styku, który palił bardziej niż najmocniejsza whisky w tym barze.
- Przypadkowym typem, co? - wychrypiał, nachylając się tak blisko, że czubek jego nosa niemal musnął jej policzek. - Muszę przyznać, że brzmi to kusząco. Chętnie zostałbym dla ciebie takim nieznajomym z tłumu, z którym zapominasz o całym świecie. Problem w tym, Lennox, że ja już za dużo o tobie wiem. Wiem, jak smakuje twój sarkazm i jak wyglądasz, kiedy czegoś się cholernie boisz. Nie zmarnowałbym nocy na bycie przypadkowym, skoro mógłbym być tym jedynym, który sprawi, że w ogóle nie będziesz chciała wracać do tej swojej wanny.
Zaśmiał się cicho, czując, jak jej tętno pod jego palcami przyspieszyło. Wykorzystał ten moment, by delikatnie pociągnąć jej dłoń w swoją stronę, jakby chciał ją wywabić zza bezpiecznej fortecy.
- Skoro twierdzisz, że uciekłabyś w tłum i muzykę... to mam dla ciebie propozycję - rzucił, a w jego oczach zapłonęły iskierki rozbawienia i wyzwania. Here we go again. - Muzyki co prawda nie ma, jeśli nie liczyć tego szumu w naszych głowach po alkoholu, a tłum to tylko ja i ty... ale chętnie bym z tobą zatańczył, Maddie.
Puścił jej rękę tylko po to, by wyciągnąć do niej otwartą dłoń w zapraszającym geście, nie odrywając wzroku od jej oczu.
- Zatańcz ze mną, Lennox.
Alexander nie czekał na werbalną zgodę. Widział jej zawieszenie, tę fascynującą walkę między suchością w gardle a hipnotycznym spojrzeniem, którym go obdarzyła. Wykorzystał ten moment, kiedy jej opór na chwilę stopniał pod wpływem szczerego wyznania, i delikatnie, ale stanowczo zacisnął palce na jej dłoni, ciągnąc ją powoli w stronę pustego, skąpanego w półmroku parkietu.
- Więc skoro wybrałaś mnie, zamiast uciekać, to musisz ponieść konsekwencje tego wyboru - mruknął, zatrzymując się na samym środku sali, gdzie światła neonów zza okna rzucały na nich błękitno-czerwone smugi.
Przyciągnął ją bliżej, kładąc drugą dłoń na jej talii, ignorując fakt, że wciąż dzielił ich ten niewidzialny dystans, który ona tak usilnie starała się utrzymać.
- Masz rację, północ nic nie zmienia. Świat rano będzie tak samo beznadziejny jak wieczorem, a ludzie nadal będą spieprzonymi wersjami samych siebie - wychrypiał, pochylając się nad nią tak, że jego oddech muskał jej ucho. - Ale ja nie chcę magii, Lennox. Nie chcę nowej szansy ani czystej karty. Chcę dokładnie tego, co mam teraz. Ciebie.
Zaczął kołysać się z nią w rytm ciszy, która w tym momencie wydawała się głośniejsza niż jakikolwiek utwór. Jego dłoń na jej plecach była gorąca, wręcz parząca przez materiał ubrania.
- Chciałabyś poznać choć jedną moją myśl? - zapytał, odsuwając się odrobinę, by znów odnaleźć jej oczy. Te cholerne oczy. Te jasne, hipnotyzujące tęczówki, które w półmroku klubu nabrały głębi, o jakiej nie miał pojęcia. Uśmiechnął się półgębkiem, tym swoim najbardziej bezczelnym, a jednocześnie szczerym uśmiechem. - Myślę o tym, że gdybyś była jakąś tajemniczą nieznajomą, to właśnie teraz próbowałbym cię oczarować jakąś tanią gadką, ale ponieważ jesteś Maddie... myślę tylko o tym, jak bardzo jara mnie fakt, że mimo tego całego strachu, o którym przed chwilą mówiłaś, wciąż tu stoisz. I że nic innego nie ma już znaczenia, bo na tym parkiecie, w tej sekundzie, jesteś dokładnie tam, gdzie ja chciałem cię mieć od pierwszej minuty, gdy cię zobaczyłem.
Lekko przycisnął ją do swojej klatki piersiowej, pozwalając jej poczuć miarowe, mocne bicie jego serca, które w tej jednej chwili zdawało się nadawać rytm całej otaczającej ich ciszy. Nie było muzyki, nie było świateł, a jednak na środku tego pustego parkietu działo się coś, czego żadna orkiestra nie byłaby w stanie oddać. Uniósł dłoń i delikatnie, niemal nabożnie, odsunął kosmyk blond włosów z jej czoła, pozwalając, by jego palce na moment zatrzymały się na jej skroni. Przymknął na moment oczy, opierając swoje czoło o jej, chłonąc jej bliskość i zapach, jakby to był jedyny ratunek przed światem, który czekał na zewnątrz. W tej pustej sali, w blasku dogasających neonów, Alexander Hall - specjalista od kłopotów - w końcu znalazł kogoś, przy kim nie musiał walczyć.

Maddie Lennox

sparks in the dark

: sob sty 17, 2026 2:27 am
autor: Maddie Lennox
Ta dwójka nie była jak ogień i woda, zdecydowanie przypominali płomień i benzynę, mieszankę tak bardzo wybuchową, że kiedy polecą iskry spłoną nie tylko oni ale również wszystko dookoła. Zostawią po sobie tylko tlące się zglisza, a na ratunek nie będzie czasu. Wiedząc jak bardzo ta gra była niebezpieczna żadne z nich nie myślało o przerwaniu czy poddaniu się. Kiedy chcieli to brali, bez względu na cenę i konsekwencje swoich działań. Wystarczyło aby tylko zbliżyli się do siebie, powietrze momentalnie stawało się bardziej gęste, cieplejsze i niestabilne, jak chemikalia, w pracowni, które powinno trzymać się najdalej od siebie.
To nie była historia o złym chłopcu i księżniczce, którzy wspólnie idą przez przeciwności losu aby pokazać wszystkim dookoła, że dwie zupełnie inne bajki mogą się połączyć. To nie była pieprzona bajka, to historia o dwóch tak bardzo zranionych duszach, tak bardzo skrzywdzonych, które nieświadomie (a może nawet i świadomie) pakują się do jednego samochodu, który skazany jest na zjazd z klifu i nic tego nie zatrzyma.
Madison należała jednak do osób, które najpierw robią i mówią, a dopiero potem myślą, dlatego bez planu awaryjnego zdecydowała się wsiąść do tego pieprzonego auta aby sprawdzić, z czystej ciekawości czy katastrofa, która jest pewna będzie miała miejsce.
Miała wrażenie, że pewna bariera upadła jakby przekroczyli kolejny próg i weszli piętro wyżej, bo jego bliskość wydawała jej się tak bardzo naturalna, nie przeszyła jej, wręcz przeciwnie. Coraz częściej czuła to przyjemne łaskotanie w miejscach, w których ją dotykał czy muskał puszkami swoich palców.
Nie odsunęła się, nawet nie drgnęła kiedy nachylił się nad barem tym samym skracając między nimi dystans. Patrzyła na jego twarz, dźwigając jego spojrzenie.
- Zdecydowanie przyłożyć. - pierwsze kłamstwo, które wypowiedziała w jego stronę, skupiła każdą swoją część ciała, każdy mięsień aby to jakże wybitne kłamstwo było prawdą. Nie chciała dać mu za wygraną, nie chciała przyznawać się przed nim - i pewnie też przed sobą - że cholernie ciekawiło ją to jak smakują jego usta, czy były tak bardzo ciepłe jak myślała. Bała się, że pokazanie tej jednej słabości będzie ją drogo kosztować, z resztą niedawno jeszcze mówiła, że chciała zobaczyć go proszącego, nie ważne czy o bliskość czy o pocałunek. Nie pęknie pierwsza.
Mrowienie powoli rozchodziło się po jej palcach, dłoń, przez rękę aż do łokcia i przedramienia rozlewając się dalej tak jak miało ochotę. Duża dłoń Halla przykryła tą jej, ale Mads nie zdecydowała się jej wyrwać, czerpała z tego pewnego rodzaju przyjemność co zdradzać mogły jej delikatnie uniesione kąciki ust. Odpłynęła, na kilka długich sekund, ale zaraz do jej uszu dotarły kolejne słowa. I już na usta cisnęły jej się słowa typu "a nie mówiłam" czy "wiedziałam", ale dobijać go bardziej chyba nie chciała.
Pokręciła delikatnie głową w odpowiedzi na drugą część jego słów.
- Skąd pewność, że Ty nie pękniesz? - zapytała unisząc brwii w górę, a w oczach dziewczyny pojawiła się ciekawość. - Może się okazać, że moja ciemniejsza strona jest zdecydowanie gorsza niż Twoja i co wtedy? -[/b] dodała w dalszym ciągu obserwując jego twarz. Nie liczyła na żadne deklaracje z jego strony, ba nawet ich nie chciała. Bo wychodziła z założenia, że nie powinno rzucać się słów na wiatr i składać obietnic, których nie jesteśmy pewni czy ich dotrzymamy. Maddie była nie tylko ładną buzią, nie była też wpływowym nazwiskiem, istnieje szansa, że jest takim samym demonem jak Hall, a może nawet i odrobinę gorszym. Co się stanie jeśli ciemniejsza strona Mads zacznie go przerastać? Zniknie? Najpewniej tak. Bo każdy znikał, zawsze, bez wyjątków.
Uniosła brwii kiedy znów się nad nią nachylił, robił to tak bardzo naturalnie jakby czuł się dość swobodnie naruszając jej przesteń.
- Czyli ta dzisiejsza akcja to była wersja próbna pakietu, który miałam okazję wygrać, tak? Jeśli moje życie ma polegać na zwiedzaniu wszystkich dachów w mieście z potencjalnym samobójcą to ja jednak wolę moje nudne przewidywalne życie. - westchnęła uśmiechając się na przekór i uniosła drugą wolną rękę, którą miała i machnęła nią w powietrzu na znak tego, że jakoś mocno jej nie zależy.
- Z resztą, wypraszam sobie, skąd pomysł, że moje życie jest nudne i przewidywalne? - odezwała się nagle odrobinę urażona, ciekawiło ją skąd wyciągnął takie wnioski, z tego, że raz w życiu zdecydowała się zignorować imprezę? Czy może dlatego, że ciągle pracowała? Wcale nie narzekała, miała bardzo bujne życie towarzyskie, w pracy może nie lubiła pracować, ale po zawsze zostawała na imprezie, bawiła się z ludźmi, tego nie można było nazywać nudą.
- Żeby mnie obmacywać, a nie ratować. - wrtąciła od razu tym samym go poprawiając. Żeby była jasność jakoś nie narzekała kiedy trzymał ją za biodra jak schodzili tymi schodami, nie marudziła też kiedy czuła ciężar jego klatki piersiowej na swoich plecach, po prostu nie byłaby sobą gdyby nie wrąciła tych trzech groszy.
Zaśmiała się cicho, niemalże zachichotała rozbawiona jego słowami, jak zwykle zrobił wszystko aby być wygranym w danej sytuacji, zdecydowała się jednak nie odpuszczać.
- To akurat prawda, nawet skazany na śmierć ma prawo do ostatniego posiłku. - zgodziła się z nim i delikatnie poprawiła na wysokim krześle barowym. - Więc? Jakie masz życzenie, grzeszniku? - zapytała unosząc brew w górę. Czy dobrze postępowała? Pewnie nie, bo mógł zażyczyć sobie cokolwiek chciał, ale ciekawość wygrywała.
Milczała przez krótką chwilę, faktycznie o wiele lepiej by było gdyby skończyła ten wieczór w wannie, w ciepłej wodzie okryta gęstą pianą, która pomogłaby jej ukryć te wszystkie emocje i uczucia, które nazbierała dzisiejszego dnia. Mogłaby na spokojnie zebrać myśli, a tak to goniła każdą z nich, jak szaleniec.
- A jednak tutaj jestem, z Tobą w środku nocy w pustym klubie zamiast w swojej wannie udając, że dzisiejsza noc wcale nie miała miejsca. - zauważyła, a na jej buzię wkradł się delikatny uśmiech, powinien to docenić tak, bo po zejściu z tego dachu powinna iść swoją własną drogą, a jednak dalej z nim jest, została ignorując wszelkie znaki ostrzegawcze jakie pojawiły się w jej głowie.
Wyznanie, które usłyszała trochę nią wstrząsnęło, poczuła na karku ciarki, a w jej oczach pojawiło się zaskoczenie, którego nie potrafiła ukrywać. Na szczęście zaraz na to miejsce wskoczyło coś co było łagodniejsze, coś co mogło mówić, że trochę rozpuściła się nad tą odpowiedzią. Bo halo, w dalszym ciągu była kobietą i momentami takie dobre bajery na nią działały, a sama przecież chciała usłyszeć bajerę, tak.
Czuła jak jego palce zaczynają jeździć po skórze jej dłoni, jak bawi się nią w najlepsze, tak jakby to robił zawsze. Odwróciła wzrok w tamtą stronę obserwując jak kręci kółka, jak przesuwa z delikatnością. Po raz kolejny nie zabrała ręki, nie potrafiła też odwrócić swojego spojrzenia, tak jakby widok na maksa ją zahipnotyzował. Usłyszała jak znów się ruszył, zaraz poczuła jego oddech na swoim policzku, jak kolejne słowa szepta jej do ucha.
Jak miała nie myśleć o nim, jak miała nie analizować jego słów i ruchów jakie wykonywał kiedy z wrednych tekstów z płynnością przechodził do wyznań, których nie spodziewała się z jego ust. To trochę tak jakby smok przestał ziać ogniem i zaczął się przytulać. Gdyby był na jej miejscu i ona zaczęłaby wyznawać mu takie rzeczy najpewniej też jego mózg paliłby się od środka, a trybiki nie nadążały nad wszystkim. Nie umiała odpuścić, bo musiała wiedzieć czy to co mówił było prawdą czy może tą cholerną magią północy. Może chce wciągnąć ją w jakąś zasadzkę? Pamiętała jego ostatnie słowa zobaczymy kto pierwszy spłonie, może to o to w tym chodziło? Czuła jak zaczynała boleć ją głowa, Alex jednak nie pozwolił za bardzo jej odpłynąć bo chwycił ją za dłoń i delikatnie pociągnął w swoją stronę tym samym sprawiając, że Maddie zaczęła słuchać go na nowo.
Powoli przekręciła głowę, oczami przejechała z jego brody na usta, potem wyżej aż w końcu zatrzymała się na oczach. Uniosła brew w górę w oczekiwaniu na tą ciekawą propozycję, nie musiała długo czekać aż podzieli się z nią tym wspaniałym pomysłem.
Dobra, musiała przyznać, była zaskoczona, w chuj zaskoczona bo takiego obrotu spraw się nie spodziewała. Czyżby w tym facecie gdzieś głęboko czaił się romantyk? Nieźle.
Nie miała za dużo do gadania, stawiać się też nie zamierzała, pozwoliła aby pociągnął ją na ten parkiet.
- Ta whiskey to chyba jakaś mocna musiała być. - próbowała zażartować chcąc tym samym ukryć zaskoczenie, które w dalszym ciągu czuła. Jak miała się tego pozbyć skoro chwilę później rzuca kolejnym tekstem, który wtrąca jej wnętrzności do góry nogami.
Kurwa, skąd nagle wzięło mu się na te wyznania, czyżby to jakaś gra? A może faktycznie....nie, no skąd taki pomysł. Jak mam nie rozkładać tego na czynniki pierwsze skoro chłop wyskakuje z wyznaniem, że jedyne czego chce to mnie...pomocy? I teraz zdała sobie sprawę z czegoś czego nie widziała wcześniej, Hall był jedyną osobą na świecie, która potrafiła wywołać w niej tak wiele skrajnych emocji, a nawet jako jedyny samymi słowami sprawiał, że maszynki w głowie Maddie szalały. Nigdy specjalnie nie myślała o drugiej osobie, nie procesowała słów i nie szukała dziury w całym. Wcześniej wydawało się wszystko łatwiejsze, rzucała tym co ślina przyniesie jej na język, łatwo umiała się bronić, a teraz? Zastanawiała się, dobierała ostrożnie słowa...co ten gość z nią robi, kurde.
- Jak mam Cię nie rozgryzać skoro nagle rzucasz takimi wyznaniami? Zaczynam się gubić. - odezwała się w końcu, a jej spojrzenie było tak samo zagubione jak wyraz twarzy, mówiła prawdę, autentyczną. Bycie szczerą z nim przychodziło jej z taką łatwością, może dlatego, że dzisiejszego dnia, na tym dachu nie widziała legendy, reputacji ani faceta, o którym krążą historie. Widziała kogoś kto stoi stoi, w którym granica między nic mnie nie obchodzi, a obchodzi za bardzo była cienka. I to bardzo ją też dziwiło, bo tacy ludzie jak on nie pozwalają się takimi zobaczyć.
Zbliżyła się do niego zdecydowanie, uniosła własne dłonie i oparła je o jego wyrzeźbione i twarde ramiona. Kołysała się z nim w rytmie ciszy, którą zagłuszały tylko ich własne oddechy i bicia serca.
- Mhm... - zamruszała w odpowiedzi na jego pytanie kiedy odsunął się delikatnie aby spojrzeć w jej oczy. Czekała, w milczeniu i z zawieszonym oddechem, próbowała nie myśleć, starała się odłączyć od własnej głowy aby zbyt dużo nie analizować.
Znów wywrócił wszystko do góry nogami swoim wyzwaniem, do tego jeszcze ten uśmiech i błysk w oku. Nie potrafiła się nie uśmiechnąć, jej usta jakby same wykrzywiły się w ciepły uśmiech.
- Gadka może nie jest tania, ale faktycznie mnie ją oczarowałeś. - wyznała cicho, z całkowitą szczerością w głosie na jaką ją było tylko stać. Jeśli Lennox miała w sobie jakieś bariery czy mury w tej chwili skutecznie zburzył je wszystkie, czuła się obdarta i całkowicie naga, nie miała strategi obronnej. Przyległa do niego jeszcze bardziej, tak, że między ich ciała nie dało się wcisnąć nawet szpilki. Jego ciepło otuliło ją całą, a bicie jego serca w tej chwili było najprzyjemniejszym przerywnikiem ciszy. Patrzyła na niego kiedy swoją dłonią odgarnął kosmyk jej włosów, a potem oparł swoje czoło o te jej, przymknęła delikatnie powieki i napawała się tą chwilą.
Kilka chwil później tym razem to ona odsunęła się od niego, uniosła własną dłoń i opuszkami palców przejechała po jego policzku, tak delikatnie jakby dotykała najbardziej wrażliwą i kruchą rzecz na świecie. Patrząc w jej oczy mógł dostrzec miliony małych iskierek, które wesoło tańczyły w jej oczach, Maddie zrobiła coś czego kompletnie nie miała w planie. Zatrzymała się i delikatnie uniosła na własnych palcach stóp aby sięgnąć do jego ust, złożyła na nich długi, ale lekki pocałunek tak jakby sprawdzała jego reakcję. W tym jednym znaczącym geście zawarła wszystkie swoje uczucia, całe swoje zmieszanie, zakłopotanie, strach, niepewność, ale również i szczęście, ogień, który wywołał w niej tymi swoimi wyznaniami. I oficjalnie, teraz w tym momencie przegrała tą ich dziwną walkę. Pocałowała go nie dla tego, że kupił ją słodkimi tekstami, pocałowała go dla tego, że miała cholernie na to ochotę i powoli przestała wytrzymywać to napięcie jakie wisiało w powietrzu.
Tym samym oficjalnie uczyniło go wygranym, spłonęła pierwsza, doszczętnie.
Alexander Hall

sparks in the dark

: sob sty 17, 2026 11:03 pm
autor: Alexander Hall
Maddie nie była niego bezpieczną przystanią, a Alex nie był dla niej wybawieniem. Byli jak dwa niszczycielskie żywioły, które zamiast się zderzyć i osłabić, podsycały swój destrukcyjny potencjał. I właśnie to sprawiało, że krew jego żyłach płynęła szybciej. Alexander poczuł, jak ta chwila osiada na nim ciężko, niemal fizycznie, odcinając go od wszystkiego, co znajdowało się poza murami tego pustego klubu. To było dziwne, obce uczucie - on, który zawsze był w ruchu, zawsze szukał kolejnej walki, kolejnego wyzwania, nagle poczuł, że mógłby zostać w tym jednym miejscu na zawsze. Gdyby ktoś teraz kazał mu wyjść, pewnie musieliby go wywlekać siłą, a on i tak nie oderwałby wzroku od Maddie ani na moment. Zupełnie nie ogarniał, co się z nim działo. Facet, który potrafił zachować zimną krew na ringu, gdy krew zalewała mu oczy, teraz czuł, jak jego racjonalne myślenie rozsypuje się w pył pod wpływem jednego spojrzenia blondyny. To było irracjonalne, nielogiczne i cholernie niebezpieczne, ale za nic w świecie nie chciał, żeby ta noc się skończyła.
Zdecydowanie przyłożyć. Zdecydowanie... kłamstwo.
Alexander obserwował ją z drapieżnym, niemal czytelnym rozbawieniem. Doskonale widział tę walkę, którą toczyła sama ze sobą - to, jak napinała każdy mięsień, by utrzymać maskę obojętności, podczas gdy jej ciało zdradzało ją przy każdym jego dotyku. Słysząc o "przyłożeniu", zaśmiał się cicho.
- Kłamczucha - skomentował krótko, jednak nic więcej już nie dodał.
Kiedy poczuł, że jej kąciki ust delikatnie się unoszą, a ona pozwoliła mu więzić swoją dłoń, Lex wiedział, że wygrał tę rundę. Czuł, jak pod jego palcami puls Maddie przyspiesza, a mrowienie, o którym myślała, zdawało się przeskakiwać na niego jak ładunek elektryczny. To było to - płomień spotykający benzynę. Każdy centymetr skóry, który się stykał, zdawał się płonąć, a on, zamiast się cofnąć, chciał tego żaru więcej. Nie chciał wychodzić. Za cholerę nie ogarniał, co ta dziewczyna z nim wyprawiała, ale ta niepewność była najbardziej uzależniającą rzeczą, jakiej doświadczył. Jego dłoń, która wcześniej przykrywała jej rękę, teraz zacisnęła się na jej przedramieniu nieco pewniej, ale wciąż bez cienia brutalności. Czuł to mrowienie i czuł, jak ta elektryczność przepływa między nimi, paląc wszystko po drodze. Każdy centymetr skóry, w którym się stykali, pulsował gorącem, a on - mimo ryzyka - chciał w tym ogniu spłonąć razem z nią.
- Nie pęknę, bo ja już dawno jestem w kawałkach, Lennox - odparł.
Znajdowali się na parkiecie. Nie potrzebowali muzyki. W tej wielkiej, głuchej sali jedynym rytmem był szum ich przyspieszonych oddechów i miarowe uderzenia serca Alexa, które Maddie czuła pod swoimi palcami. Zaczęli poruszać się powoli, niemal sennie, kołysząc się w ciszy, która w tej chwili wydawała się głośniejsza niż jakikolwiek utwór. Prowadził ją ostrożnie, a każdy ich krok sprawiał, że ich ciała stykały się coraz mocniej. Czuł, jak żar płynący z jej skóry przenika przez materiał ubrań, wypalając ślad w jego własnej pamięci. Nie chciał wypuszczać Maddie z objęć nawet na sekundę.
- Myślisz, że zniknę? Że mnie przerośniesz? - powtórzył cicho wprost do jej ucha.
Nie chciał znikać. Nie chciał, żeby ona znikała. Zacieśnił uścisk na jej talii, niwelując ostatnie milimetry przestrzeni, aż poczuł miękkość jej ciała i żar, który bił od nich obojga.
Czyli ta dzisiejsza akcja to była wersja próbna pakietu, który miałam okazję wygrać, tak? Jeśli moje życie ma polegać na zwiedzaniu wszystkich dachów w mieście z potencjalnym samobójcą to ja jednak wolę moje nudne przewidywalne życie.
Zaśmiał się - był to szczery, gardłowy dźwięk, który odbił się echem od pustych ścian klubu. Maddie była niemożliwa. Nawet w objęciach, wirując w tym improwizowanym tańcu, potrafiła kąsać słowami i wytykać mu każdą małą "zbrodnię", jakby pisała akt oskarżenia.
- Wersja próbna? - mruknął, nachylając się do jej ucha. - Lennox, to był dopiero zwiastun. Pełny pakiet zawiera znacznie więcej atrakcji niż tylko dachy, choć muszę przyznać, że z tobą widoki są o niebo lepsze. A co do twojego "nudnego życia"... Przyznaj się, gdybyś naprawdę kochała ten swój bujny grafik i przypadkowe towarzystwo, nie stałabyś teraz tutaj, w środku nocy, tańcząc ze mną bez muzyki.
Przyciągnął ją o centymetr bliżej, ignorując jej machnięcie ręką, które miało niby świadczyć o braku zainteresowania. Dla niego to był tylko kolejny element jej fascynującej gry pozorów. Zatrzymał się na ułamek sekundy, patrząc jej prosto w oczy z wyrazem bezczelnego triumfu, który tak bardzo chciała mu odebrać. Kiedy wypomniała mu "obmacywanie", uśmiechnął się szeroko, a w jego spojrzeniu błysnęła czysta prowokacja.
- Obmacywać? - powtórzył, a jego dłonie na jej talii przesunęły się minimalnie, paląc skórę pod materiałem jej ubrania. - Pani prokurator, ja tylko dbałem o to, żebyś nie skręciła kostki na tych schodach. To się nazywa odpowiedzialność za partnera. Ale skoro już wywołałaś ten temat...
Zatrzymał się. Jego serce, którego bicie czuła pod dłońmi, wciąż nadawało ten sam, miarowy i silny rytm. Za cholerę nie ogarniał, dlaczego tak bardzo nie chciał jej wypuścić z objęć, ale czuł, że ta chwila jest warta każdego błędu, który do niej doprowadził.
- Jeśli to jest obmacywanie, to chyba muszę cię przeprosić, bo wcale nie mam zamiaru przestać - wychrypiał, a jego wzrok zjechał na jej usta, tym razem bez żadnych ogródek.
Widział zaskoczenie w jej oczach, które szybko ustąpiło miejsca czemuś łagodniejszemu, i poczuł nagły przypływ satysfakcji. To był ten moment, w którym gra pozorów stawała się drugorzędna, a surowa chemia między nimi przejmowała stery.
Kiedy Maddie zapytała o życzenie, Lex nie odpowiedział od razu. Zamiast tego pozwolił, by cisza między nimi przeciągnęła się o kilka uderzeń serca, potęgując napięcie, które i tak było już niemal nie do zniesienia.
- Życzenie grzesznika, tak? - powtórzył nisko, a kącik jego ust uniósł się w uśmiechu, który obiecywał kłopoty. - Mądrze z twojej strony, że przypominasz o wyroku, pani prokurator. Skoro oboje ustaliliśmy, że piana w wannie przegrała z tym pustym barem, to moje życzenie jest tylko jedno.
Nie odrywając wzroku od jej oczu, nachylił się jeszcze bardziej, naruszając jej przestrzeń z taką pewnością, jakby od dawna była jego terytorium. Jego dłoń, ta, która spoczywała na jej talii, przesunęła się nieco wyżej, paląc skórę pod materiałem sukienki, podczas gdy druga powędrowała w stronę jej twarzy, ale zamiast chwycić ją za podbródek, jedynie delikatnie musnął kciukiem jej policzek.
- Chcę, żebyś przestała szukać hamulca, Maddie - rzekł w końcuł, a jego głos w tej absolutnej ciszy klubu brzmiał jak wyrok, od którego nie było odwołania. Ujął jej twarz, zmuszając ją, by spojrzała mu prosto w oczy. Jego palce parzyły jej skórę, zostawiając na niej niewidzialne ślady fascynacji, której on sam za cholerę nie ogarniał. Kurwa. - Życzę sobie dziesięciu minut, w których puścisz te pieprzone opory. Tylko tyle. Chcę, żebyś przestała przewidywać katastrofę i zaczęła w niej po prostu uczestniczyć. Nie myśl o tym, czy zniknę albo coś spierdolisz. Po prostu bądź tu ze mną.
Czekał na reakcję, walcząc z samym sobą, by nie skrócić tego dystansu siłą. Chciał, żeby to ona podjęła decyzję. Chciał poczuć, że pożar wybucha z jej własnej woli, a nie z jego nacisku. Nie ogarniał, dlaczego każda inna myśl w jego głowie wyparowała, zostawiając tylko jeden obraz. Jej jasne włosy, jej zagubione spojrzenie i ten moment, w którym świat na zewnątrz przestał istnieć. Poczuł, jak jej dłonie powoli wędrują w górę, jak opierają się o jego twarde ramiona, jak przylgnęła do niego jeszcze mocniej, jakby w końcu zdecydowała się puścić ten pieprzony hamulec.
Alexander uśmiechnął się półgębkiem, słysząc jej próbę ucieczki w żart o mocnej whisky. Widział jednak, jak jej dłonie lądują na jego ramionach, czuł, jak powoli przestaje walczyć z tym magnetyzmem, który przyciągał ich do siebie od pierwszego spotkania. Kiedy przyznała, że zaczyna się gubić, Lex zatrzymał ich powolny ruch i nachylił się tak blisko, że czuł drżenie jej rzęs na swoim policzku.
- To nie whisky, słońce. To po prostu my, bez tych wszystkich pieprzonych masek - mruknął miękko. - I dobrze, że się gubisz. Ja zgubiłem się w momencie, w którym zamiast po prostu wyjść, zacząłem się zastanawiać, jak smakujesz.
Zjechał dłonią z jej twarzy na kark, delikatnie wplatając palce w jej włosy. Czuł pod palcami jej tętno – szybkie, rwane, tak samo szalone jak jego własne. Nie chciał jej już niczego udowadniać, nie chciał wygrywać tej słownej szermierki. Chciał tylko, żeby ta chwila trwała, zanim rzeczywistość znów o sobie przypomni. Nagle Lex poczuł dotyk jej palców na swoim policzku i na moment zamarł. To nie był już unik ani próba wytrącenia go z równowagi ciętą ripostą. To była Madison Lennox, która w końcu, po tych wszystkich godzinach walki, odłożyła broń. Czuł pod skórą delikatny chłód jej opuszków, kontrastujący z żarem, jaki wywołała w nim samym. Patrzył w jej oczy, w te miliony tańczących iskier, i widział w nich coś, czego nie potrafił nazwać, ale co sprawiało, że czuł się, jakby pierwszy raz od lat naprawdę oddychał. Kiedy uniosła się na palcach, a on poczuł jej bliskość, jego świat skurczył się do tego jednego punktu na środku pustego parkietu. Alexander poczuł ten pocałunek jak uderzenie pioruna, który ostatecznie roztrzaskał resztki jego zdrowego rozsądku. Kiedy Maddie uniosła się na palcach, a jej usta - miękkie, niepewne, a jednocześnie tak desperacko szczere - dotknęły jego warg, czas w barze po prostu stanął w miejscu. Wszystkie ironiczne riposty, które miał w zanadrzu, cały ten dystans, który budował, spłonęły w jednej sekundzie, dokładnie tak, jak to zapowiadała. Nie pogłębił pocałunku od razu. Zamiast tego pozwolił, by ta chwila trwała, by ten delikatny kontakt ich warg stał się pieczęcią na wszystkim, co sobie dzisiaj powiedzieli. Gdy odsunęła się na milimetr, badając jego reakcję swoimi iskrzącymi oczami, Lex nie pozwolił jej na ani krok więcej. Ich usta wciąż się o siebie ocierały przy każdym, urywanym oddechu.
- A jednak... - wychrypiał tak cicho, że tylko ona mogła to usłyszeć. - Jednak wybrałaś katastrofę.
W jego głosie nie było triumfu wygranego boksera. Była w nim ulga faceta, który właśnie znalazł coś, czego nawet nie wiedział, że szukał. Jego dłoń, wciąż spoczywająca na jej karku, delikatnie pogładziła jej skórę, a on sam przymknął oczy, delektując się tym, że Madison Lennox właśnie spłonęła w jego ramionach - i że on, zamiast uciekać przed tym ogniem, chciał w nim zostać na zawsze. Poczuł, jak każdy centymetr skóry, w którym się stykali, zaczynał pulsować parzącym, niemal bolesnym gorącem. To nie było zwykłe ciepło drugiego człowieka; to był żar, który zdawał się trawić ich tkanki, przenikać przez ubrania i wgryzać się prosto w nerwy. Kiedy jego kciuk przesuwał się po jej dolnej wardze, a dłoń zaciskała się na karku, Lex miał wrażenie, że Madison zostawia na nim trwałe ślady, wypalając swoje imię w jego pamięci. I choć instynkt przetrwania powinien wrzeszczeć, by się wycofał, on tylko mocniej napierał na tę niewidzialną barierę między nimi. Chciał spłonąć. Chciał, żeby ten ogień, który w niej dostrzegł, pochłonął go w całości, obrócił w popiół wszystko, czym był do tej pory, i zostawił tylko to, co narodzi się w tej katastrofie. Jeśli to miało boleć, to był to najsłodszy ból, jakiego kiedykolwiek doświadczył, a on był gotowy rzucić się w ten płomień bez mrugnięcia okiem. Przymknął oczy, a ich oddechy, dotąd urywane i niespokojne, zaczęły w końcu brzmieć tak samo. Czuł, jak żar między nimi gęstnieje, jak ta niewidzialna bariera, o której wcześniej mówił, ostatecznie się poddaje. Nie chciał się na nią rzucać; nie chciał niszczyć tej kruchej, bolesnej szczerości, którą Madison mu właśnie ofiarowała. Zamiast gwałtownego ruchu, Lex wybrał powolne, niemal nieuchronne zatracenie. Jego dłoń, dotąd spoczywająca nieruchomo na jej karku, zaczęła powoli gładzić jej skórę, a on sam nachylił się, muskając swoimi wargami jej usta raz, drugi, trzeci - za każdym razem nieco odważniej, nieco głębiej, jakby chciał powoli przyzwyczajać ją do tego ognia, który w nim płonął.
- Po tym wszystkim prędko cię nie wypuszczę - szepnął, a w jego głosie, po raz pierwszy tej nocy, nie było słychać pewnego siebie amanta, tylko kogoś, kto właśnie kładł na szali wszystko, co miał.
Pocałował ją ponownie, tym razem nie dając jej już drogi ucieczki, ale robiąc to z taką uwagą, jakby Madison była najcenniejszym, co kiedykolwiek trzymał w dłoniach. Ten pocałunek był głęboki, powolny i obezwładniający. Nie było w nim pośpiechu, tylko ciche przyzwolenie na to, by ich ciała w końcu przestały kłamać. Alexander czuł, jak każda analiza, każda riposta i każdy lęk Madison rozpuszczają się pod wpływem tego kontaktu, a on sam, zamiast prowadzić tę walkę, po prostu pozwolił sobie w niej utonąć. Z tymi słowami, powoli i z nabożną niemal uwagą, przestał jedynie muskać jej wargi. Pogłębił pocałunek w sposób, który był obietnicą i prośbą jednocześnie. Było w tym coś desperacko pięknego - sposób, w jaki jego usta odnajdywały jej, powoli, dając jej każdą sekundę na to, by mogła się wycofać. Czuł, jak ich wspólne ciepło staje się niemal namacalne, jak ogień, o którym mówili, przestaje być tylko metaforą i zaczyna parzyć ich od środka. Nie było już powrotu do bycia obcymi, nie po tym wszystkim.

Maddie Lennox

sparks in the dark

: ndz sty 18, 2026 2:15 am
autor: Maddie Lennox
Nieświadomie coraz bardziej zaczęła się odkrywać, robiła dokładnie to czego kompletnie nie chciała. Pozwalała aby Alex czytał z niej jak z otwartej księgi, aby dostrzegał zmiany w wyrazie jej twarzy czy spięcie jej ciała. Nie umiała zapanować nad swoim ciałem kiedy ciemnowłosy znajdował się blisko niej, był jak klucz, który otwierał wszystkie jej zamki po kolei. Starała sobie wmawiać, że to tylko wina tego sylwestra, magicznej chwili, wysokości i całego tego strachu. Liczyła, że rano to wszystko zniknie, jak sen, a oni wrócą do tego co było - czyli walki, gry, w której czuli się jak ryby w wodzie. Szybko do niej dotarło, że była naiwna, że wraz z nastaniem na horyzoncie słońca wszystko będzie takie samo, a Hall magicznie nie zapomni o tym co miało miejsce w zamkniętym klubie. Te chłodne mury będę jej przypominać o tym za każdym razem jak tylko przekroczy ich próg. Tańcząc na parkiecie wśród ludzi i muzyki w jej głowie będzie obraz ich samych, po środku ciszy i kołyszących się w uścisku. I cholera jedna wie czy to dobrze czy jednak źle.
Żołądek nieprzyjemnie jej się zacisnął kiedy powiedział, że była kłamczuchą. Czyli wychodzi na to, że jej gra aktorska powoli upadała i chyba nie było sensu się spierać, bo im bardziej będzie zaprzeczać tym bardziej wyjdzie, że Hall miał rację, a ostatnie co jej przez usta przejdzie to to, że ją ma. Wywróciła delikatnie oczami tym samym pięknie zakańczając temat swojego nie kłamstwa.
Kołysala się delikatnie do rytmu ciszy, do oddechów i bicia serca jakby to była najpiękniejsza melodia jaką przyszło jej usłyszeć w życiu.
Wkurzało ją jedno: że Alex doskonale potrafił panować nad swoimi emocjami, swoim własnym ciałem i jego odruchami. Nie potrafiła rozpoznać momentu, w którym dzielił się z nią czymś prawdziwym, czy może była to jakaś sztuczka, patrząc w jego oczy nie potrafiła rozczytać nic. Był zagadką, tak bardzo skomplikowaną, że każdy normalny człowiek szybko by odpuścił, Maddie jednak nigdy zdrowa na umyśle nie była - chciała go rozebrać rozwiązać.
- Oh...- wyrwało się spomiędzy jej warg na dźwięk jego słów. Znów ją zaskoczył, znów sprawił, że zabrakło jej języka w gębie, to ją kłuło bo ona była osobą, której nigdy nie zabrakło słów. Zawsze wiedziała co powiedzieć, zawsze miała coś ukryte na końcu języka, a tutaj uj totalny.
Oddałaby własną duszę za to aby poznać uczucia, które w tej chwili w nim są, chciałaby widzieć jak na nią patrzy, może wtedy cała jej bonita myśli w końcu by się zatrzymała.
- Nie składaj obietnic, których nie będziesz w stanie dotrzymać. - odpowiedziała na jego pytanie tym samym chcąc zapobiec katastrofie. Nie chciała aby znikał, chciała aby został nawet w momencie, w którym jej demony go przerosną, aby trwał przy niej i akceptował ją z tymi wszystkimi wadami. Nie chciała od niego wymagać deklaracji, szczególnie nie teraz, ale wolała aby nie rzucał słów na wiatr nie widząc z czym do końca ma do czynienia.
Ton głosu i ciepły oddech bruneta znów sprawił, że na jej ciele pojawiły się przyjemne ciarki, zaczynała to lubić i gdyby to od niej zależało mógł jej szeptać do ucha każde słowo.
- Zawsze mogę jeszcze wyjść. - rzuciła z rozbawieniem, bo to nie tak, że nie miała wyjścia, miała. To była jej decyzja, ale zdecydowała się zostać, chociaż może powinna teatralnie wyjść i utrzeć mu nosa? Pomysł nie był wcale taki zły czy głupi, problem polegał na tym, że drzwi były zamknięte, ona miała klucz i to ona musiała wyjść stąd albo z nim albo go wykopać. A to ostatnie co w tym momencie chciała zrobić.
Zabrzmi to głupio i banalnie, ale ten uśmiech, który widziała na jego twarz, ten prawdziwy (chociaż w dalszym ciągu miał w sobie ten niebezpieczny błysk) był zdecydowanie bardziej efektowny niż kolorowe iskierki, które dzisiejszej nocy podziwiali na niebie. Nie umiała tego wytłumaczyć, ale widząc to albo słysząc jego śmiech robiło jej się jakoś przyjemniej na sercu. Chciała wierzyć w to, że teraz, w tej chwili doświadczała prawdziwego Alexandra Halla, a nie tylko kolejną maskę.
Zagryzła delikatnie policzek od środka czując jak jego długie palce przesuwają się po jej biodrach zostawiając za sobą gorącą drogę, która paliła ją niemalże żywym ogniem. Tym razem to ona się zaśmiała, krótko i dźwięcznie.
- Tak sobie wmawiać, ale plus dla Ciebie za użycie słowa "przepraszam" - była pełna podziwu, bo tacy chłopcy zazwyczaj nie mają tego słowa w swoich słownikach, a tutaj proszę, miła niespodzianka. Jej do pełni szczęście dalej brakowało proszącego Halla i tak samo jak wcześniej, chciała aby prosił ją na kolana, bo kiedy wyobraża go sobie pod sobą to serce bije jej zdecydowanie szybciej niż powinno.
Czekała na jego życie, z sercem niemalże pod samym gardłem, dopiero teraz dotarło do niej w co się tak naprawdę wpakowała. Mógł dostać wszystko co chciał, a ona unosząc się honorem nie odpuściła by tak łatwo i spełniła tego życzenie jak mała pieprzona złota rybka. Jedno uderzenie serca, drugie uderzenie serca i w końcu trzecie i w końcu się odezwał, otworzyła delikatnie buzię zaskoczona. Ona miała puścić hamulce? Czy była na to gotowa? Zazwyczaj kiedy tak się stawało zostawiała za sobą spalone mosty, zerwane relacje i tlące się zgliszcza. Kolejne jego słowa docierały do niej powoli, nawet bardzo powoli, znów myślała nad każdym z nich, każde z nich rozkładała na czynniki pierwsze. Wzięła głęboki oddech w usta.
- Zgoda.- jedno słowo, tak bardzo krótkie a jakie wymowne i prawdziwe. Skoro to było jego życzenie ona postanowiła je spełnić. Patrzyła na jego twarz, widziała jak zbliża się do niej znów kradnąc jej własną przestrzeń. Gubiła się, w głowie miała taki bałagan, że za chuja pana nie będzie umiała go posprzątać przez kilka najbliższych dni, a on dokładał kolejne cegły i kolejne swoimi wyznaniami.
Tego już nie komentowała, nie lubiła być zagubiona, nie lubiła czuć niepewności, kiedy traciła grunt pod nogami zaczynała panikować, dlatego zamilkła, nic więcej nie powiedziała bojąc się, że jej własny głos będzie niepewny tak jak myśli.
W tej chwili słowa jednak były zbędne, czerpała z jego bliskości tak dużo jak tylko mogła, znów mu pozwoliła na to aby wplatał swoje palce w jej włosy, które były dla niej świętością, pozwalała aby zabierał jej przestrzeń. Gładząc jego policzek opuszkami swoich palców czuła jak zesztywniał, w środku uśmiechnęła się, bo to jedyne co zdążyła wyłapać przez cały ten czas. Kazał puścić jej hamulce, zdecydowała się zaryzykować tym pocałunkiem. Było to tak bardzo delikatne, niewinne i czułe jakby starali się w tych kilku sekundach przekazać sobie wszystkie myśli i emocje.
- Zawszę idę pod prąd. - rzuciła cicho między jednym oddechem a drugim. Kamień spadł jej z serca, a ulga którą czuła była niewyobrażalna. Dałaby sobie rękę uciąć, że słyszała w uszach dźwięk iskier, które wydobywały się z ich ciał.
Po raz kolejny objęła jego szyję swoimi ramionami, tym razem mocniej i szczelniej dociskając się do jego ciała, uśmiechnęła się w odpowiedzi przez pocałunek, nie musiał jej puszczać, już nigdy więcej. Napawała się jego bliskością, ciepłem jego ust i ich miękkością. Z przyjemnością odwzajemniła pogłębiony pocałunek, bez pośpiechu, bez bieganiny, śmiało można powiedzieć, że to wszystko wyglądało trochę jak scena z filmu romantycznego, co na ironię kompletnie do nich nie pasowało.
- Życzenie spełnione, następnym razem będziemy rozmawiać o karze. - szepnęła starając się wyrównać własny oddech kiedy oderwała swoje usta od jego. Wzięła głęboki oddech chcąc tym samym zatrzymać galop w jaki wpadło jej serce.
To naprawdę był magiczny wieczór, ciekawe ile z tego zostanie w ich pamięci i na ile pozwolą aby to wszystko było prawdziwe, a nie tylko ulotną chwilą.
Para wymieniła ze sobą jeszcze kilka słów, Alex zaproponował Maddie, że podrzuci ją do domu, ta się zgodziła i wyszli z klubu, a potem pojechali do niej.
Na koniec pięknej nocy Maddie oddała mu jego kurtkę, ucałowała policzek i zniknęła.
zt x2
Alexander Hall