Strona 2 z 7

the new year don't feel so new

: pn sty 05, 2026 8:40 pm
autor: teddy darling
Uniosła wysoko brwi, jakby naprawdę była zaskoczona sugestią, że brała zbyt mało narkotyków. To było wręcz absurdalne. W rzeczywistości nie zażywała ich wcale. Nigdy nie próbowała niczego poza haszyszem, i to raczej epizodycznie, bez szczególnego entuzjazmu, więc trudno było jej porównać jakiekolwiek doznania. Zresztą porównywać nie miała zamiaru. Ani wtedy, ani kiedykolwiek później. To nie były już czasy, kiedy miała szesnaście lat i świat wydawał się wielkim laboratorium do testowania wszystkiego, do czego miało się łatwy dostęp. Może po prostu po trzydziestce stała się nudziarą. A może w końcu nauczyła się odróżniać ciekawość od zwykłej potrzeby ucieczki. Tak czy inaczej, była z tym całkiem pogodzona.
Przytulałaś się z drzewami, mhm — Teddy pokiwała ze zrozumieniem głową. Normalna rzecz, kto tak nie robił? — I co później? Z kim tańczyłaś? Też z drzewami? A potem się z nimi pieprzyłaś? Cholerna dendrofilka — westchnęła z udawaną ciężkością. — Tylko nie myśl sobie, że po czymś takim pobiegnę z tobą leśnych duktów szlakiem — wymierzyła w przyjaciółkę palcem w lojalnym ostrzeżeniu. I pomyśleć, że pani Darling zawsze uważała April za taką dobrą dziewczynę. Gdyby tylko wiedziała, że próbowała zrobić z jej córki młodą narkomankę i chciała namówić do macania drzewa, to na pewno szybciutko zmieniłaby zdanie. Co będzie następne? Słodkie szczeniaczki w piwnicy?
Uśmiechnęła się, kiedy Finch podeszła bliżej. Nawet wyciągnęła do niej rękę, żeby ją do siebie przyciągnąć, ale wtedy zobaczyła wirującą w powietrzu śnieżkę. Teddy nie zdążyła zrobić uniku, kula trafiła ją gdzieś na wysokości ramienia. Teatralnie przycisnęła rękę w miejsce, gdzie pozostała resztka śniegu.
Jak mogłaś! — obruszyła się i podskoczyła do przyjaciółki, wciągając ją w przydrożną zaspę, ale Darling dopilnowała, aby upaść jako pierwsza. Tym samym zamortyzowała lądowanie April. — Nigdy nie znudzę się moją pracą — powiedziała pewnie, po czym zdmuchnęła sobie kosmyk włosów, który wysmyknął się spod czapki. — Prędzej w niej zginę. Nie po to podpisałam oświadczenie woli o niepodejmowaniu reanimacji, żeby kisić się później w jakimś korpo — prychnęła pogardliwie, bo siedzenie za biurkiem było ostatnią rzeczą, o której kiedykolwiek myślała. Wolałaby spalić się żywcem niż utknąć w firmie, w której jedyną adrenaliną jest wypełnienie tabelek na czas.
W sumie Teddy nie była pewna, czy kiedykolwiek wspomniała przyjaciółce o oświadczeniu woli. Mogła o tym zapomnieć. Albo nie wydawało jej się to na tyle ważne, aby informować o tym bliskich. Dała znać jedynie rodzicom. Ojciec się wściekł, a mama płakała, od razu myśląc o najgorszym. A przecież nikt od razu nie zakładał odgórnie, że Darling umrze na służbie. A jeśli faktycznie wydarzy się coś złego, to na pewno nie chciałaby spędzić reszty swojego życia w stanie wegetatywnym. To brzmiało rozsądnie, jeśli weźmie się pod uwagę makabryczne wypadki. Mniej przemyślanie, jeśli doszłoby tylko do zaczadzenia i reanimacja mogłaby przywrócić jej funkcje życiowe.

April Finch

the new year don't feel so new

: pn sty 05, 2026 9:21 pm
autor: April Finch
Studia były dla niej okresem eksperymentów. To taki dziwny czas w życiu człowieka, w którym można zrobić wszystko i potem to się jakoś wymazuje z życiorysu. Nie, że znikają wspomnienia, po prostu nikt nie traktuje tego, jak poważnych opowieści, których należy żałować. A Finch nie żałowała sobie wtedy niczego. Mogłaby pokazać Teddy masę przyjemności, za które pewnie jej rodzice, by ją wyklęli. Ale nic na siłę. Po otrzymaniu dyplomu i zdobyciu poważnej pracy mocno się ograniczyła. Już praktycznie nie bierze i się nie puszcza. No dobrze, może ostatni miesiąc pokazuje inną tendencję, ale to taki szalony końcoworoczny odpadł.
— Drzewa niestety nie były chętne do tańca, ale na szczęście ona była równie spragniona seksu. To intensywniejsze przeżycie niż po blantach, musisz mi uwierzyć na słowo. — Pokręciła z rozbawieniem głową. Nie spakowała na ten wyjazd tabletek, więc nawet nie mogłaby jej zacząć namawiać. Poczuła, jak w środku robi jej się gorąco na samo wspomnienie narkotycznego szaleństwa. Uśmiechnęła się do tych myśli, pozwalając sobie na moment w nich odpłynąć. Nie chodziło nawet o tamtą dziewczynę, a po prostu o wyjątkowy dzień, który przeżyły. To, że wtedy znalazła się obok akurat tamta, to rodzaj przypadku. Było, minęło, Teddy już dość się na pewno o niej nasłuchała. Ale ćpanko? Pierwszorzędne!
Krzyknęła zaskoczona, nie spodziewając się brutalnego ataku. Była gotowa na kolejną śnieżkę, a nie grę w futbol amerykański. Wylądowały w zimnej i zadziwiająco miękkiej zaspie. A nie, to ciało przyjaciółki było tak wygodne, a nie śnieg stał się dla nich łaskawy.
— Ty durna jednak jesteś — powiedziała z kolosalną dawką czułości i sympatii w głosie. Stare baby, a zachowywały się jak dzieciarnia, no kto to widział. Ale w sumie to dobrze. Nastrajało pozytywnie na tę nieszczęsną trzydziestkę. Złapała kosmyk, którego przyjaciółka próbowała się pozbyć i przesunęła go z powrotem na miejsce, z którego został zdmuchnięty. A niech ją łaskocze.
Nowa informacja wybiła ją jednak z rytmu. Miała przecież mówić, jaka to praca biurowa jest beznadziejna i że nigdy nie zrezygnuje z munduru, a nie odpalać fajerwerk wizji śmierci. To nie była jeszcze ta godzina. Uśmiech odpłynął z twarzy Finch, zapominając, czemu w ogóle wcześniej się tam pojawił. Przyglądała się jej przez moment bez słowa, szukając tylko sobie znanych odpowiedzi w jej oczach.
— To chujowo — mruknęła w końcu, podnosząc się niezgrabnie z zaspy. Zaczęła się otrzepywać ze śniegu, zapominając, że wypadałoby podać rękę przyjaciółce, by pomóc jej wstać. No dobrze, wcale nie zapomniała. Potrzebowała momentu odsunięcia się i walki z własnymi emocjami, z daleka od Darling, mimo że stała od niej niecałe dwa metry. Zdjęła w końcu czapkę, próbując pozbyć się śniegu, który wpadł w jakiś sposób do środka. Ruszyła dalej dopiero, gdy Teddy była na nogach i przestała wyglądać jak bałwan. W sensie, że pozbyła się śniegu, bo chwilowo wyglądała jednak jak totalny bałwan. Nie męczyła ją jednak ciszą zbyt długo. Zamknięcie się w sobie trwało tylko kilka momentów. Nie będzie się przecież wściekać bez sensu. Rozumiała jej decyzję, po prostu wolałaby, żeby podjęła inną. Ale nie chciała też jej niczego narzucać i sugerować, by zrobiła inaczej, co ostatecznie doprowadziłoby ją pewnie do bycia nieszczęśliwą.
— Patrz, nawet nie ma za dużej kolejki. Może uda nam się zgarnąć wagonik bez umęczonych turystów albo dzieci. — Wskazała ruchem głowy na wejście, które zaczynało być już widoczne. Musiały jeszcze kawałek podejść, dostać się nieco wyżej, ale do tego czasu raczej nie spadnie tam z nieba tuzin ludzi.

teddy darling

the new year don't feel so new

: pn sty 05, 2026 10:11 pm
autor: teddy darling
W Ontario Fire College nie było czasu na eksperymenty. Panowie byli tam zbyt zajęci gonitwą za własnym ego, próbując na wszelkie sposoby udowodnić swoją siłę i pokazać, że przewyższają kobiety sprawnością fizyczną o głowę. A Teddy nieustannie starała się im udowodnić, że tak naprawdę wcale nie. Jej sukces nie wynikał z talentu czy przypadkowego szczęścia, tylko był efektem żmudnej pracy, samodyscypliny i codziennych treningów. Czasem zastanawiała się, czy czegoś nie przegapiła. Ale czy żałowała, że ominęły ją narkotykowe ekscesy? Raczej nie. I tak uważała, że najlepszy seks był po Jacku Danielsie.
Co nie zmieniała faktu, że uwielbiała opowieści przyjaciółki i wierzyła jej we wszystko na słowo, potakując przy tym entuzjastycznie głową. Narkotykowa baronowa z tej Finch, no doprawdy! Chciała nawet pstryknąć ją w ucho, ale dostrzegając, że ta zmarkotniała znienacka, zrezygnowała z tego gestu. Była durna. Bo może rzeczywiście niepotrzebnie wyskoczyła z tą śmiercią. Ale teraz było za późno. Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Czy jakoś tak.
Zebrała się z zaspy, wyciągając śnieg zza szalika. Trochę mokrego wpadło jej do buta i to było okropne uczucie. Może nie gorsze od swędzącej stopy, w którą nie można się podrapać, bo wtedy się łaskocze, ale teraz miała mokrą skarpetkę i miała też za swoje. Karma to suka. Doprowadziła się do względnego porządku i spojrzała na przyjaciółkę, która nic nie mówiła, a to nie wróżyło niczego dobrego. Teddy musiała jednak dać jej chwilę na przetworzenie niespodziewanej informacji, więc w ciszy powlokła za nią nogami.
Wstrzeliłyśmy się w dobrą godzinę. Po obiedzie zlecą się tłumy — zgodziła się, wyciągając głowę, żeby zobaczyć, jak kilka osób wsiada do wagonika. Za nimi stała jeszcze grupka nastolatków, która zapewne chciała jechać razem, więc po nich będą następne w kolejce.
Darling w końcu nie wytrzymała. Dopadła do April, chwyciła ją za przedramię i obróciła do siebie przodem, aby móc spojrzeć jej w oczy.
Ale ty wiesz, że ja nie zamierzam umierać? — zapytała, próbując wyczytać z jej twarzy cokolwiek, co świadczyłoby o tym, że Finch rozumie. — Umieranie jest zbyt mainstreamowe — dodała butnie. Co innego, gdyby Teddy miała umrzeć z miłości, ale to w tym świecie stało się dawno niemodne. Teraz nie wypadało tak po prostu z tej miłości umrzeć. Można, co najwyżej, trochę popłakać. Ale i to nie za wiele, bo i depresja, i od razu szef źle spojrzy, a kolega złośliwie zaszepce.
Nie wściekaj się na mnie — poprosiła, chociaż wiedziała, że April wcale nie była zła. Ale niewątpliwe było jej przykro i Darling sama sprawiła jej taką paskudną przykrość sprawiła. — Obiecuję, że nie dam się tak łatwo zabić — zapewniła z uśmiechem, jakby to miało coś zmienić. Nie da się zabić, bo co? Bo była twarda? Bo codziennie wstawała z łóżka, biegła na akcję jak na wojnę, bojąc się stereotypu przegranego w walce żołnierza? Ile już razy oszukała przeznaczenie? W końcu i na jej drodze pojawi się jakaś ciężarówka z drewnem.

April Finch

the new year don't feel so new

: wt sty 06, 2026 11:37 am
autor: April Finch
Karma to suka, powinna była wiedzieć lepiej. A wyszło jak zawsze. Energia uleciała z Finch jak z balonika. Na szczęście dało się ją tak samo szybko uzupełnić. Z początku musiała się trochę zmusić do wyluzowania i powrotu na właściwie tory, ale nie miała wątpliwości, że zaraz będzie wszystko w normie. Brnęła przez życie z uśmiechem na ustach – nawet jeśli musiała go czasem wymusić. Nie będzie przecież łamać tej zasady z tak błahego powodu.
Westchnęła przeciągle, gdy przyjaciółka ją przyszpiliła z postanowieniem drążenia nieprzyjemnego tematu. Jej zapewnienia były bardzo miłe, ale nie miały przecież żadnego pokrycia. Nie obiecuje się rzeczy, których nie da się dotrzymać, to zbyt mocne słowo, by nim tak szastać. Rozumiała jej intencje i bardzo chciała w to wszystko uwierzyć. Chciała wsadzić tę myśl do szufladki razem z tym, że Mikołaj jednak istnieje i na świecie kiedyś nie będzie wojen.
— Nie wściekam się — zapewniła łagodnym tonem. Patrzyła jej w oczy, ciesząc się, że w tym momencie widzi w nich mnóstwo życia. To powinno być przecież najważniejsze. Są tu i teraz, a nie w jakiejś paskudnej przyszłości.
— Myślę, że nie umiesz sobie nawet wyobrazić, jak wkurwiona będę, gdy umrzesz. — Uśmiechnęła się, choć to do końca nie był żart. Wściekłość na pewno będzie jedną z rozsadzających ją wtedy emocji. Wtedy dopiero z tej złości i żalu może podpalić cały świat. I kto go niby zgasi, skoro nie będzie na nim już Teddy?
— Po prostu na siebie uważaj, okej? Chcę się dowiedzieć, jak będziesz wyglądała na emeryturze. Chyba tego nie odpuścisz, co? Ja będę na wpół ślepa od komputera, ty na wpół głucha od syren... ja oczywiście zestarzeję się ładniej, ale za to ty będziesz sprawniejsza. Będę rozwiązywać krzyżówki i gwizdać na dziewczyny przechodzące pod balkonem, a ty będziesz opowiadać historie, w któe nikt nie będzie wierzył i będziesz piekła absurdalne ilości ciast... — April zdecydowania wracała do siebie. Zatraciła się we własnej opowieści, wyobrażając sobie ich wspólny koniec. Ich chwilowe zawirowania w relacji nie miały żadnego wpływu na przekonanie, że będą przyjaźnić się do grobowej deski. Doszła do takiego wniosku jeszcze w liceum i od tamtej pory raz na jakiś czas wymyśla im tego typu scenariusze. W jej głowie i sercu wszystkie są diabelnie urocze. Ujęła twarz Daling w dłonie, pogłaskała ją po policzkach nieco wilgotnymi od śniegu rękawiczkami.
— Jest okej — podsumowała cały ten drobny zgrzyt krótkim całusem. Nie pozwoliła sobie na utratę optymizmu na dłużej niż dwadzieścia minut, to by ją prawdopodobnie wykończyło. Kto wie, może to właśnie ją dobije po (odległej) śmierci przyjaciółki? Uschnie, nie będąc w stanie znaleźć w życiu niczego, z czego można się cieszyć.
Kolejka wreszcie się wyludniła, mogły swobodnie wejść. Pociągnęła ją za sobą do środka, chcąc jak najszybciej ruszyć. Bezpośrednio za nimi nikogo nie było, ale na bank za moment się pojawi kolejny tłumek. Ponagliła obsługującego mechanizm chłopaka, by przestał już zachwalać miejsce, w którym są, bo przecież nie przyszłyby tu wcale, gdyby nie uważały, że jest wspaniałe. Na szczęście nie był w stanie jej przegadać, zamknął drzwiczki i w końcu ruszyły.
Wagonik leniwie wznosił się do góry, oferując im wachlarz niezapomnianych widoków. Obserwowała okolicę stojąc tuż przy szybie, zachwycając się jak dziecko. Nie były jeszcze aż tak wysoko, a ona już wpadła w tryb radości, który sugerował, że znalazła się w najfajniejszym miejscu świata. Klasyczek.
W końcu odwróciła się w stronę Teddy. Objęła ją mocno i, nie dając jej nawet chwili na reakcję, zachłannie wpiła się w jej usta. Potrzebowała upewnić się, że faktycznie wciąż ma ją na wyciągnięcie ręki, że nadal jest żywa i nic złego jej się nie dzieje. Zsunęła rękę z jej pleców na pośladek, zacisnęła mocno palce i... nic.
— Nie znoszę zimy — mruknęła niezadowolona. Gruba warstwa ubrań nie pozwoliła jej się cieszyć zdobyciem tyłka Teddy. W sumie nie była w stanie zdobyć niczego. Rozpinanie tych wszystkich warstw to przecież masa czasu, a ona chciała szalonej spontaniczności! No i dupa. Znaczy właśnie jej brak.

teddy darling

the new year don't feel so new

: wt sty 06, 2026 1:38 pm
autor: teddy darling
Nie wściekała się. To był już jakiś progres. Nawet jeśli April robiła tylko dobrą minę do złej gry, a jej zapewnienia miały podobną wartość jak obietnice Teddy, które rzucała na wiatr i rozwiewała je przykra rzeczywistość. Nie mogła niczego zagwarantować. Zwłaszcza tego, że nie umrze. Bo to mogło stać się w każdej chwili. Nawet pojutrze, gdy wróci do remizy i wyruszy na akcję. Ogień niechętnie negocjował i raczej nie respektował obietnic ani planów na przyszłość. I dlatego słowa Darling nie mogły brzmieć jak prawdziwa obietnica, nawet jeśli bardzo chciała, żeby tak brzmiały. Ale mogły przecież przez chwilę poudawać, prawda?
Wtedy możesz spalić mnie w sziszy — rzuciła z uśmiechem, do którego przyczynił się ten krótki całus. — Albo w blancie. I już zawsze będę z tobą — w tym miejscu Teddy przycisnęła dłoń do klatki piersiowej przyjaciółki. Dokładnie w miejsce, gdzie znajdowało się serce. A tak naprawdę chciała pomacać cycka. Średnio jej to wyszło, ale próba była niezła. — Ale zanim to nastąpi, to w przerwie od pieczenia ciast, też pogwiżdżę na fajne dziewczyny! — ostrzegła ją lojalnie, wymierzając w nią palcem, dając się wciągnąć do wagoniku.
Taki scenariusz bardzo jej odpowiadał. Obie dożyją spokojnej starości, a co jakiś czas ich dzieci (oczywiście to nie będą ich wspólne dzieci!) zajrzą do nich w odwiedziny. I wnuki też! Piękna wizja, w której Darling wcale nie ginęła podczas makabrycznej akcji.
Teddy spojrzała w dół. Z tej wysokości widoki zapierały dech. A może to obecność April sprawiała, że serce biło jej szybciej, a świat wydawał się intensywniejszy? Wagonik sunął nad zimowym krajobrazem, a pod nim rozciągał się las przykryty grubą warstwą śniegu. Gałęzie świerków i sosen aż uginały się pod ciężarem białego puchu. Pomiędzy drzewami poruszali się maleńcy ludzie w kolorowych kurtkach, a całość przypominała makietę z figurkami. Podobna stała na wystawie supermarketu, w którym Darling robiła zakupy.
Kiedy Finch objęła ją mocno nie tylko ramionami, ale również ustami, Teddy uniosła wysoko brwi, ale odwzajemniła pocałunek. Parsknęła zduszonym śmiechem, ledwo czując jej rękę na swoimi pośladku.
Jeszcze zdążysz mnie pomacać — stwierdziła i uniosła rękę, aby poprawić czapkę na głowie przyjaciółki. — Masz na to całe dzisiejsze i jutrzejsze popołudnie. Wykorzystaj to mądrze — puściła do niej oko i zerknęła na ortalionowe spodnie. — Mogłabym je ściągnąć — zamyśliła się głośno, marszcząc przy tym brwi, ale to chyba nie był najlepszy pomysł, żeby tak świecić gołym tyłkiem przez szyby wagonika. Nie były niewidzialne, zważywszy na jakiegoś dzieciaka, który stał na dole i wymachiwał do nich jak oszalały. Darling odwzajemnia ten gest i mocniej objęła przyjaciółkę ramieniem.
Jak będę na emeryturze, to zamieszkam w górach — stwierdziła, totalnie zapominając, że wcale nie nastawiała się na taki długi żywot. — Wtedy sprowadzę Królową Theodorę Apreddy LXIX z USA, żeby mogła sobie podziwiać widoczki. Akurat czeka mnie jeszcze jakieś piętnaście lat czynnej służby, więc wszystko się zgadza — skinęła głową, dumna ze swojego pomysłu.

April Finch

the new year don't feel so new

: czw sty 08, 2026 12:18 pm
autor: April Finch
Wizja wspólnej emerytury bardzo ją podbudowała. Jeszcze wczoraj była przerażona wizją upływających lat. Teraz wydawały jej się całkiem kuszące. Myśl, że czeka ją jeszcze tyle życia do przeżycia napawała optymizmem. Skoro przez pierwszą część było tak miło, to dalej może być już tylko lepiej, prawda? Nie zakładała, że coś się z czasem pogorszy. Popsuć mogło się jej zdrowie, bo to było raczej nie do uniknięcia. Ale nic poza tym. Wymarzyła sobie, jak będzie wyglądać cała reszta i nie wyrażała zgody na zmianę planów. Los oczywiście miał to wszystko w głębokim poważaniu, ale ona w tym samym miejscu miała jego koleje. Teraz to była tylko gra na przetrzymanie, kto był bardziej uparty? Rywalizacja z April w tej kwestii mogła być wyzwaniem.
— Ale naszło mnie na to teraz. Czekanie mnie wykończy. — Z jednej strony była starzejącą się babą, a z drugiej rozwydrzonym bachorem. Taki to już jest ten ludzki dualizm. Na szczęście miała w sobie tyle dojrzałości, że nie zaczęła wyć w ramach protestu, tylko po prostu grzecznie wzruszyła ramionami, zdusiła w sobie emocje i postanowiła czekać. Skoro Teddy była taka wytrzymała i w ogóle jej teraz nie korciło, to przecież nie będzie się pokazywała jako ta gorsza, mniej cierpliwa i generalnie bardziej pierdolnięta. Niedoczekanie.
— To jest całkiem niezły pomysł. Pasowałybyście do takiego miejsca. — Rozejrzała się wokół, próbując sobie wyobrazić, gdzie mógłby stać dom, przy którym dobrze wyglądałaby obora. Na stare lata wiele osób szuka ciszy i spokoju, a im bliżej natury, tym znajdzie się tego więcej. Nie mogłaby nie kibicować takiemu pomysłowi, w końcu posiadanie krowy na wyciągnięcie ręki to jej marzenie od lat. Nie łączyła go nigdy z górami, ale czemu by nie?
— Krowa z krową zawsze się dogada — dodała, nie mogąc się powstrzymać. Ktoś musi panować nad zachowaniem wysokiego poziomu żartów w tym towarzystwie i najwyraźniej dzisiaj ta rola przypadła Finch. Uśmiechnęła się durnowato, jakby naprawdę wierzyła, że powiedziała coś zabawnego.
— Zawsze wydawało mi się, że wolałabym mieszkać blisko wody, ale może góry to też fajny pomysł? Najstarsza córka pewnie odwiedzałaby mnie rzadko, ale młodsi wpadaliby z przyjemnością. Szkoda tylko, że będzie mało wnuków, ale trudno się dziwić, że nowe pokolenie będzie chciało nieco ukrócić ten dziwaczny cykl. — Nowa opowieść, która urodziła się w jej głowie, wyraźnie ją uspokajała. Szybko zaplanowała dynamikę rodziny, na jaką jest skazana. Chciałaby mieć kilkoro dzieci – to chyba kwestia wychowywania się z rodzeństwem. Ale czy one będą chciały się aż tak rozwijać? Po wspomnieniach z wyjątkowo uciążliwymi dziadkami i dziwacznymi ciotkami, pewnie trochę zluzują. A April, dobra matka, będzie to wszystko najwyraźniej akceptować.
— O nie, a co jak będą tą babcią, której wnuczkowie brzydzą się przytulać? Nawet jak im będę wciskać po tajniacku banknoty, bo przecież będę bogata i owdowiała, więc na kogo tu wydawać, jak nie na najmłodszych... — Wizja szybko skręciła w smutną stronę. Trudno powiedzieć, z jakiego powodu. Nowe urojenie w głowie nieco ją jednak przygasiła. Spoglądała na zbliżający się szczyt z entuzjazmem godnym oglądania Golgoty.

teddy darling

the new year don't feel so new

: czw sty 08, 2026 1:17 pm
autor: teddy darling
Oczywiście, że Teddy korciło. Miała ochotę zerwać z April ubrania — z siebie zresztą też — i przycisnąć ją do przeszklonych okien, ale wtedy na pewno obie wylądowałyby na tutejszym komisariacie za nieobyczajne zachowanie. Ta myśl, zamiast studzić emocje, tylko je podsycała. Ale któraś z nich musiała być rozsądniejsza, dlatego Darling pozwoliła sobie jedynie na długie, znaczące spojrzenie.
A kto powiedział, że zamieszkasz w górach ze mną i Królową Theodrorą Apreddy? — zapytała z udawanym obruszeniem. Nie czekając na odpowiedź, przyciągnęła przyjaciółkę do siebie i cmoknęła ją w czubek głowy, a właściwie w miękką, wełnianą czapkę. Gest był spontaniczny i ciepły, i mimo że pocałunek wylądował na materiale, a nie na włosach, nie stracił nic ze swojej czułości. — No dobra, niech stracę — westchnęła teatralnie. — Znajdziemy ci jakiś przytulny kącik w naszej pięknej, tęczowej chatce. I może nawet pozwolę ci zaadoptować więcej krów — dodała ze skinieniem głowy.
Kto wie, może do tego czasu Królowa Theodrora Apreddy doczeka się wreszcie własnego potomstwa, tak aby przyjeżdżające w góry wnuczęta miały czym się zająć, a dom znów wypełnił się dziecięcym śmiechem. Teddy była jedynaczką, nad czym przez pół życia ubolewała z zadziwiającą konsekwencją. Brak rodzeństwa doskwierał jej szczególnie wtedy, gdy myślała o przyszłości, dlatego od zawsze powtarzała sobie, że jeśli tylko los jej na to pozwoli, będzie miała co najmniej trójkę dzieci. Chciała dużej, głośnej rodziny, pełnej rozmów, sporów i czułych pojednań.
Problem polegał na tym, że czas płynął nieubłaganie, a ona wcale nie stawała się młodsza, a Darling doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że macierzyństwo nie jest decyzją, którą można odkładać w nieskończoność. Poza tym chciałaby mieć kogoś, z kim mogłaby te dzieci wspólnie wychować. Wizja samotnego macierzyństwa, choć możliwa, nie budziła w niej entuzjazmu.
Co ty bredzisz? — Teddy obruszyła się, ale tym razem na poważnie. — Przytulasz najlepiej na świecie! — żeby potwierdzić swoje słowa, sama objęła się w pasie ramionami przyjaciółki. — Twoje wnuki będą się bić o to, kto pierwszy przytula babcię April! — oznajmiła entuzjastycznie, kiedy wagonik zbliżał się do szczytu. Teraz jeszcze będzie z tej góry zejść. Normalnie zjechałyby na nartach, ale w przypadku Finch, lepiej było nie ryzykować. Słabo, gdyby witała Nowy Rok z nowymi siniakami. Lepiej było złapać wagonik powrotny.
Zanim wyszły na zewnątrz, Teddy ujęła twarz April w swoje dłonie i skradła jej krótki pocałunek. Krótki, bo mężczyzna obsługujący kolejkę linową już spoglądał na nie z wyraźnym zniecierpliwieniem, stukając palcami w metalową barierkę i chrząkając znacząco. Darling niechętnie oderwała usta od miękkich warg przyjaciółki, choć przez ułamek sekundy miała ochotę zignorować cały świat i przedłużyć tę chwilę. Zamiast tego po prostu chwyciła Finch za rękę i wyciągnęła ją z wagonika.
Przynajmniej poudawajmy, że interesują nas te widoki — rzuciła z rozbawieniem, zadzierając głowę ku górskiej panoramie.
I rzeczywiście, pejzaż zapierał dech w piersiach — grzbiety szczytów tonęły w jasnym świetle, a doliny rozciągały się pod nimi pokryte grubą warstwą śniegu. Teddy zerkała na to wszystko tylko przelotnie. Nawet w obliczu takiej potęgi natury jej spojrzenie z uporem wracało do April, żeby potem znów móc jej wmówić, że wcale się na nią nie gapiła.

April Finch

the new year don't feel so new

: czw sty 08, 2026 2:28 pm
autor: April Finch
April nie chciała wpraszać się do tęczowego domku w górach na stałe, ale przecież na trochę musiała wpaść! Chociażby dla samej próby, czy byłoby im w takim układzie w starości nieco lżej. Nawet gdyby takiego pozwolenia nie otrzymała, to wpadłaby, by móc rozkoszować się towarzystwem krowy – tej z kopytami tym razem. Nie miała pojęcia, czy akurat temu gatunkowi nie byłoby w Kanadzie za zimno, ale to akurat było do sprawdzenia. O każdego zwierzaka jakoś dało się zadbać, a przecież Darling miała złote serce i na pewno też nie dopuściłaby do jakichkolwiek uchybień.
— Masz za miękkie serce. W końcu tego pożałujesz — ostrzegła ją lojalnie. Cieszyła się, że przyjaciółka ulegała jej namowom, ale ślepe podążanie za kaprysami April na pewno doprowadziłoby ją pewnego dnia do zguby. Ten pokopany umysł potrafił zaglądać w miejsca, w które lepiej się po prostu nie zapuszczać. Brak zdroworozsądkowego podejścia to jak proszenie się o katastrofę. Z drugiej strony, przez tyle lat jakoś wytrzymały, to i na starość dadzą radę. Może z wiekiem April jednak zmądrzeje? Nie wydarzyło się to jeszcze, ale miała kolejne co najmniej dwadzieścia parę lat, by się rozkręcić.
— Naprawdę? — Pociągnęła smutno nosem, naprawdę zatracając się w tym czarnowidztwie. Ton przyjaciółki oraz fakt, że sama zdecydowała się na przytulanki, pokazał jej, że nie ma co się aż tak martwić. Odrzuciła smutki z powrotem w kąt umysłu, starając się im wyjaśnić, że nie powinny stamtąd wychodzić, zanim nie wrócą do Toronto.
Przylgnęła do niej ciałem, chcąc przedłużyć moment pocałunku. Niespecjalnie się to jednak udało, faktycznie nie była teraz na to pora. Uśmiechnęła się, grzecznie dając się wyprowadzić z wagonika. Przygryzła dolną wargę, próbując nieco tę radość jednak opanować. Wysokość, na której się znalazł w połączeniu z uderzeniem przyjemności, jaki wywołał w niej ten prosty całus, zakręciły jej w głowie zdecydowanie zbyt mocno. Nie chciała się tak łatwo poddawać tym odczuciom. A przynajmniej nie w tym momencie. Może powinna zrobić z tego taki test – czy potrafi jeszcze odmawiać sobie Teddy?
— Ej, ja naprawdę chciałam tu wjechać dla widoków. Uwielbiam dzielić z tobą takie wyjątkowe wspomnienia. — Obserwowała widoki, starając się jak najwięcej z nich zapamiętać. Fakt, że to miejsce będzie jej się teraz kojarzyło z Teddy, tylko dodawało tej sytuacji uroku. Każde miejsce sprawiało wrażenie lepszego, gdy miała ją na wyciągnięcie ręki. Poczuła, jak rumienią jej się policzki. Spojrzała na przyjaciółkę, łapiąc moment, w którym odwracała wzrok. Zaśmiała się, oczywiście bez żadnej kpiny. Wyciągnęła z kieszeni telefon, by uwiecznić ten niesamowity krajobraz.
— Poczekaj, pounikasz mnie za chwilę. Chcę mieć pamiątkę. — Nie odpuściłaby takiej okazji do zrobienia wspólnych zdjęć. Na szczęście akurat od tego nie była uzależniona. Bez telefonu to jak bez ręki, ale selfie nie były jej niezbędne do życia. Niemniej jednak wspólne zdjęcia z takich momentów to ich psi obowiązek.
— No dobra, w ogóle ci się nie dziwie. Wyglądam zajebiście. — Pokazała jej jedno ze zdjęć, które im cyknęła posyłając jej cwaniacki, pełen samozadowolenia uśmiech. Grunt to wiara w siebie.

teddy darling

the new year don't feel so new

: czw sty 08, 2026 3:04 pm
autor: teddy darling
Nie uważała, żeby miała miękkie serce. Dobre, owszem. Ale od razu miękkie? Może i rozczulała się na Titanicu, ale przecież już sobie obiecała, że nie uroni przez Jacka Dawsona ani jednej łzy. Oczywiście nie był to pierwszy raz, kiedy Teddy składała sobie takie obietnice. I nie był to pierwszy raz, kiedy je bezceremonialnie łamała. Problem z Jackiem polegał na tym, że nie było możliwości przez niego nie płakać, ponieważ spełniał absolutnie każde kryterium ze wszystkich możliwych — był ubogim artystą o pięknej duszy, był przystojnym marzycielem, a co najważniejsze — był całkowicie fikcyjną postacią, co plasowało go na szczycie listy w sercu Darling. Na jego niekorzyść działał jeden, ale dość istotny szczegół — nie był kobietą. I gdy Jack spokojnie tonął w lodowatych odmętach Atlantyku, co Teddy zawsze kwitowała zrezygnowanym westchnięciem, nigdy nie była pewna, czy rozpacza tylko i wyłącznie przez Jacka i jego tragiczny koniec, bo czasami płakała z boleści nad jego krótkim życiem, czasami z bezsilnej złości na Kate Winslet, a czasami po prostu ze smutku nad własnym wypranym z romantycznych emocji życiem.
Ale przychodziło co do czego, to Darling była twarda i nieustępliwa, okej? Potrafiła powiedzieć zdecydowane chyba nie i na pewno zdołałaby pogonić April z chatki w górach, gdyby akurat nie miała ochoty na jej towarzystwo! Tylko problem polegał na tym, że lubiła spędzać z nią czas, więc pewnie jak już dopadnie je starość, to będą głaskać krowy i robić na drutach szaliki i czapki dla swoich wnucząt.
Oczywiście, że uwielbiasz dzielić ze mną takie momenty — powiedziała pewnie, chociaż w jej głos wdarła się ta charakterystyczna nutka zadziorności. — Bo niby z kim innym miałabyś je dzielić, co? Z jedną z twoich dup? Jakoś nie widzę, żeby któraś zaproponowała ci taki wspaniały wyjazd —prychnęła pod nosem, ale szybko uśmiechnęła się do zdjęcia i pochyliła się, żeby przyjrzeć się wyświetlonej na telefonie fotografii.
Obie miały policzki czerwone od mrozu, a za nimi rozciągały się ośnieżone szczyty gór. W jego oczach ta chwila wyglądała jak mały, zamrożony kawałek szczęścia i Teddy pomyślał, że nawet jeśli zimno szczypie w uszy, to właśnie ten moment sprawiał, że wszystko wokół wydaje się ciepłe.
Ale wymyślasz — pokręciła głową, dając przyjaciółce do zrozumienia, że wcale, ale to WCALE jej nie unikała. — Poczekaj, stań przy tej barierce — poleciła i zabrała jej telefon z dłoni. Swój i tak zostawiła w pensjonacie. Mądrze, swoją drogą, bo gdyby trzeba było wezwać pomoc, pewnie wysyłałaby sygnały dymne parą z ust unoszącą się w zimowym powietrzu. Patrzyłaby, jak wiatr ponosi maleńkie obłoczki zupełnie donikąd. — Zrobię ci takie zdjęcie, że twoje sociale eksplodują od lajków i komentarzy — oznajmiła z niepodważalną pewnością siebie i żeby efekt jeszcze lepszy, przyklękła na jedno kolano, chcąc ująć pozę April z jak najlepszej perspektwy.
W dokładnie w tym samym momencie ludzie na szczycie zaczęli bić brawo w absolutnym przekonaniu, że właśnie są świadkami romantycznych oświadczyn.

April Finch

the new year don't feel so new

: czw sty 08, 2026 7:34 pm
autor: April Finch
Sceneria trafiła im się wyjątkowo romantyczna. Cały wyjazd aż tętnił miłością! Gdyby tylko przyjechały tu jako zakochana para, na pewno byłby tym wszystkim zauroczone i wspominałyby ten wyjazd na starość zupełnie inaczej. Obecnie jednak musiały ten cały romantyzm... ograniczać? Ignorować? Przekuwać w namiętność? Trudno stwierdzić. Rozmywał się na tak wiele oddalonych od siebie opcji, nigdzie nie zagrzewał na długo, ale też niczego nie omijał. Przynajmniej nabudowane z tego wspomnienia będą wyjątkowe – nawet bez zdjęć.
— Ale się czepiłaś tych dup dzisiaj... — Prychnęła rozbawiona. Obserwowała ją z większą uwagą, korzystając z chwili, w której zatopiła wzrok w telefonie. Irytowało ją, że momentami nie do końca nadążała nad jej tonem. Czy jeszcze sobie żartujemy, czy jednak zaczynamy sobie coś wytykać? A jeśli to drugie, to właściwie z jakiego powodu? No i po co? Przecież lepiej oddać się tym romantycznym porywom i topieniu się w chwili. Krótko wypuściła powietrze przez nos z frustracją. Trudno, będzie to analizować później. Może znajdzie kogoś, kto jej w tym wszystkim doradzi. Kogoś mądrego, kto ją dobrze zna i rozumie, jak działa jej myślenie. Najlepiej kogoś, kto zna ją od lat i jest wyjątkowo bliską przyjaciółką. Okej, April zaczynała dostrzegać pewien problem w omawianiu tych dylematów. Skąd ona wytrzaśnie drugą Teddy?
Obciągnęła kurtkę, starając się sprawić, by wyglądała nieco lepiej. Wychodziła jednak z założenia, że w tak ciepłych ubraniach nie da się wyglądać zbyt dobrze. Po prostu robiła co mogła. Już otwierała buzię, by ją upomnieć, którą dokładnie opcję w aparacie powinna uruchomić i że właściwie klękanie może jej utrudnić złapanie odpowiedniej perspektywy, gdy usłyszała dziwną wrzawę. Z początku nie dotarło do niej, o co chodzi. Umysł na szczęście szybko zatrybił i przestawił się na tryb bojowy. To zabawne, bo miałam bardzo podobny pomysł na późniejszy post, ale nieważne! Wracając do Finch.
— Matko kochana, oczywiście, że tak! — krzyknęła z kolosalną (nawet jak na siebie) dawką entuzjazmu. Podskoczyła aż w miejscu z tego wszystkiego i zrobiła duży krok do przodu, by rzucić się na swoją nową wybrankę i połączyć w miłosnym uścisku, ale... coś ją jednak powstrzymało. Wyprostowała się gwałtownie, wycelowała w klęczącą Teddy palcem.
— Ale musisz mi obiecać, że zostawisz wreszcie swoją żonę. Nie chcę uczestniczyć w tych waszych mormońskich pomysłach — zastrzegła wyjątkowo poważnym tonem. Mówiła na tyle głośno, by wszyscy wokół ją słyszeli. Wciągnęła się w odgrywanie tej sceny, jak prawdziwa gwiazda Broadwayu. Uśmiechnęła się znowu szeroko i wróciła do poprzednich zamiarów, rzucając się z piskiem na przyjaciółkę. Upadły niezgrabnie na śnieg, a Finch złączyła ich wargi w czułym, słodkim pocałunku.
Podniosła się szybko, tym razem pamiętając, by zaoferować pomocną dłoń Teddy. Otrzepała się nieco ze śniegu i zaczęła rozglądać po ludziach wokół wciąż uśmiechnięta od ucha do ucha.
— Dziękujemy, to takie miłe z państwa strony! A co mi tam, zapraszamy wszystkich chętnych na wesele! Tutaj, za miesiąc! Będzie nam bardzo miło wszystkich was wtedy poznać, całej naszej trójce. — Pogłaskała Darling z czułością po brzuchu, dosypując do stosu tych bzdur jeszcze jeden drobiażdżek. Pomachała radośnie do gawiedzi, niczym brytyjska królowa. Szkoda, że gawiedź powoli traciła zainteresowanie lub po prostu zaczynała się tej patoli nieco obawiać.

teddy darling