the new year don't feel so new
: pn sty 05, 2026 8:40 pm
Uniosła wysoko brwi, jakby naprawdę była zaskoczona sugestią, że brała zbyt mało narkotyków. To było wręcz absurdalne. W rzeczywistości nie zażywała ich wcale. Nigdy nie próbowała niczego poza haszyszem, i to raczej epizodycznie, bez szczególnego entuzjazmu, więc trudno było jej porównać jakiekolwiek doznania. Zresztą porównywać nie miała zamiaru. Ani wtedy, ani kiedykolwiek później. To nie były już czasy, kiedy miała szesnaście lat i świat wydawał się wielkim laboratorium do testowania wszystkiego, do czego miało się łatwy dostęp. Może po prostu po trzydziestce stała się nudziarą. A może w końcu nauczyła się odróżniać ciekawość od zwykłej potrzeby ucieczki. Tak czy inaczej, była z tym całkiem pogodzona.
— Przytulałaś się z drzewami, mhm — Teddy pokiwała ze zrozumieniem głową. Normalna rzecz, kto tak nie robił? — I co później? Z kim tańczyłaś? Też z drzewami? A potem się z nimi pieprzyłaś? Cholerna dendrofilka — westchnęła z udawaną ciężkością. — Tylko nie myśl sobie, że po czymś takim pobiegnę z tobą leśnych duktów szlakiem — wymierzyła w przyjaciółkę palcem w lojalnym ostrzeżeniu. I pomyśleć, że pani Darling zawsze uważała April za taką dobrą dziewczynę. Gdyby tylko wiedziała, że próbowała zrobić z jej córki młodą narkomankę i chciała namówić do macania drzewa, to na pewno szybciutko zmieniłaby zdanie. Co będzie następne? Słodkie szczeniaczki w piwnicy?
Uśmiechnęła się, kiedy Finch podeszła bliżej. Nawet wyciągnęła do niej rękę, żeby ją do siebie przyciągnąć, ale wtedy zobaczyła wirującą w powietrzu śnieżkę. Teddy nie zdążyła zrobić uniku, kula trafiła ją gdzieś na wysokości ramienia. Teatralnie przycisnęła rękę w miejsce, gdzie pozostała resztka śniegu.
— Jak mogłaś! — obruszyła się i podskoczyła do przyjaciółki, wciągając ją w przydrożną zaspę, ale Darling dopilnowała, aby upaść jako pierwsza. Tym samym zamortyzowała lądowanie April. — Nigdy nie znudzę się moją pracą — powiedziała pewnie, po czym zdmuchnęła sobie kosmyk włosów, który wysmyknął się spod czapki. — Prędzej w niej zginę. Nie po to podpisałam oświadczenie woli o niepodejmowaniu reanimacji, żeby kisić się później w jakimś korpo — prychnęła pogardliwie, bo siedzenie za biurkiem było ostatnią rzeczą, o której kiedykolwiek myślała. Wolałaby spalić się żywcem niż utknąć w firmie, w której jedyną adrenaliną jest wypełnienie tabelek na czas.
W sumie Teddy nie była pewna, czy kiedykolwiek wspomniała przyjaciółce o oświadczeniu woli. Mogła o tym zapomnieć. Albo nie wydawało jej się to na tyle ważne, aby informować o tym bliskich. Dała znać jedynie rodzicom. Ojciec się wściekł, a mama płakała, od razu myśląc o najgorszym. A przecież nikt od razu nie zakładał odgórnie, że Darling umrze na służbie. A jeśli faktycznie wydarzy się coś złego, to na pewno nie chciałaby spędzić reszty swojego życia w stanie wegetatywnym. To brzmiało rozsądnie, jeśli weźmie się pod uwagę makabryczne wypadki. Mniej przemyślanie, jeśli doszłoby tylko do zaczadzenia i reanimacja mogłaby przywrócić jej funkcje życiowe.
April Finch
— Przytulałaś się z drzewami, mhm — Teddy pokiwała ze zrozumieniem głową. Normalna rzecz, kto tak nie robił? — I co później? Z kim tańczyłaś? Też z drzewami? A potem się z nimi pieprzyłaś? Cholerna dendrofilka — westchnęła z udawaną ciężkością. — Tylko nie myśl sobie, że po czymś takim pobiegnę z tobą leśnych duktów szlakiem — wymierzyła w przyjaciółkę palcem w lojalnym ostrzeżeniu. I pomyśleć, że pani Darling zawsze uważała April za taką dobrą dziewczynę. Gdyby tylko wiedziała, że próbowała zrobić z jej córki młodą narkomankę i chciała namówić do macania drzewa, to na pewno szybciutko zmieniłaby zdanie. Co będzie następne? Słodkie szczeniaczki w piwnicy?
Uśmiechnęła się, kiedy Finch podeszła bliżej. Nawet wyciągnęła do niej rękę, żeby ją do siebie przyciągnąć, ale wtedy zobaczyła wirującą w powietrzu śnieżkę. Teddy nie zdążyła zrobić uniku, kula trafiła ją gdzieś na wysokości ramienia. Teatralnie przycisnęła rękę w miejsce, gdzie pozostała resztka śniegu.
— Jak mogłaś! — obruszyła się i podskoczyła do przyjaciółki, wciągając ją w przydrożną zaspę, ale Darling dopilnowała, aby upaść jako pierwsza. Tym samym zamortyzowała lądowanie April. — Nigdy nie znudzę się moją pracą — powiedziała pewnie, po czym zdmuchnęła sobie kosmyk włosów, który wysmyknął się spod czapki. — Prędzej w niej zginę. Nie po to podpisałam oświadczenie woli o niepodejmowaniu reanimacji, żeby kisić się później w jakimś korpo — prychnęła pogardliwie, bo siedzenie za biurkiem było ostatnią rzeczą, o której kiedykolwiek myślała. Wolałaby spalić się żywcem niż utknąć w firmie, w której jedyną adrenaliną jest wypełnienie tabelek na czas.
W sumie Teddy nie była pewna, czy kiedykolwiek wspomniała przyjaciółce o oświadczeniu woli. Mogła o tym zapomnieć. Albo nie wydawało jej się to na tyle ważne, aby informować o tym bliskich. Dała znać jedynie rodzicom. Ojciec się wściekł, a mama płakała, od razu myśląc o najgorszym. A przecież nikt od razu nie zakładał odgórnie, że Darling umrze na służbie. A jeśli faktycznie wydarzy się coś złego, to na pewno nie chciałaby spędzić reszty swojego życia w stanie wegetatywnym. To brzmiało rozsądnie, jeśli weźmie się pod uwagę makabryczne wypadki. Mniej przemyślanie, jeśli doszłoby tylko do zaczadzenia i reanimacja mogłaby przywrócić jej funkcje życiowe.
April Finch