Nie zmieniając pozycji, zerknęła na telefon leżący na szafce nocnej. Dochodziło południe. Darling zmarszczyła brwi, zaskoczona tym, jak długo spała. Na co dzień była przyzwyczajona do krótkich drzemek między akcjami, poranków zaczynających się od seksistowskich żartów kolegów i błyskawicznego wskakiwania w mundur. Wsparła się na łokciu i spojrzała za okno, gdzie wciąż prószył śnieg, po czym znów opadła na poduszkę, żeby jeszcze przez chwilę w bezruchu obserwować śpiącą przyjaciółkę. I chociaż ciało domagało się ruchu, a mrowienie w ramieniu dawało się we znaki, myśli wracały do zeszłej nocy, spokoju zaśnieżonego poranka i świadomości, że ten moment był szczególnie wyjątkowy.
W końcu, nie chcąc jej obudzić, postanowiła wstać z łóżka. Delikatnie wysunęła rękę spod głowy April i podniosła się, uważając, żeby nie narobić przy tym hałasu. Pokręciła się po pokoju, odkopała z dna torby napój energetyczny i wypiła go jednym haustem. Nagle przypomniała sobie wczorajsze postanowienie, że pójdzie na stok. I tego właśnie zamierzała się trzymać. Po wyjściu z łazienki wskoczyła w kombinezon narciarski, a gdy znalazła się już przed pensjonatem, jak na prawdziwe grudniowe dziecię przystało, rozkoszowała się skrzypiącym pod butami śniegiem.
Stok powitał ją świeżą bielą i chłodem. Przez prawie godzinę śmigała po trudnych trasach, nie przejmując się ani wdzierającym się pod kask wiatrem, ani szczypiącym w policzki mrozem. Każdy zjazd był jak ucieczka od codzienności i własnych myśli, co wprawiało ją w dziwne poczucie lekkości. Znów była na haju, ale takim dla sportowych świrów, gdzie główną rolę odgrywała euforia. A kiedy w końcu zdała sprzęt do wypożyczalni i wróciła do pensjonatu, skorzystała z dobrodziejstw szwedzkiego stołu, biorąc śniadanie dla siebie i Finch. Znów wzięła wszystkiego po trochu, bo nie potrafiła zdecydować, na co dokładnie miała ochotę. I Teddy czuła naprawdę ogromną satysfakcję, jak patrzyła na kolorowe talerze pełne świeżych owoców, jajek, pieczywa i ciepłych naleśników.
Zadowolona z genialnego wyboru, mogła poczłapać na górę, a w trakcie wspinaczki po stromych schodach nawet niczego nie rozlała! Ostrożnie zamknęła za sobą drzwi do pokoju i odłożyła tacę na stoliku przy kanapie. Przez większość czasu była tak cicha, że nawet zaczęła zastanawiać się, czy nie powinna przebranżowić się na ninję. Ale ta cisza została zakłócona przy zdejmowaniu butów, kiedy Darling niefortunnie uderzyła małym paluszkiem o kant komody.
— Ach, kurwa — syknęła przez zaciśnięte zęby. Impuls bólu, zresztą jak zawsze, dotarł do mózgu z opóźnieniem. Prąd przebiegł wzdłuż całej nogi, a Teddy zagryzła wargę i złapała się za stopę, po czym kilkakrotnie podskoczyła na drugiej nodze. Trochę jak debilka, która z całych sił starała się utrzymać równowagę, żeby nie runąć na podłogę.
April Finch